Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Biologia > ROZPLATANIE TĘCZY  




Richard Dawkins
OMAMIENI PRZEZ BAJKOWĄ WYOBRAŹNIĘ
[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Łatwowierność bywa słabością dorosłego, lecz jest siłą dziecka.
CHARLES LAMB, Essays of Elia (1823)

Mamy apetyt na cuda - poetycki apetyt, który powinien być ożywiany przez prawdziwą naukę, a który bywa przechwytywany, często dla korzyści finansowych, przez rozmaitych szafarzy zabobonu w postaci zjawisk paranormalnych i astrologii. Chwytliwe sformułowania, takie jak "czwarty dom ery Wodnika" czy "Neptun zaczął się cofać i wszedł w znak Strzelca", są wodą na młyn rozmaitych fantazji, które w oczach naiwnych i podatnych na rozmaite wpływy osób stają się niemal nieodróżnialne od prawdziwej poezji nauki. Poezja taka przemawia do nas na przykład z dzieła Cienie zapomnianych przodków (1992) Carla Sagana i Ann Druyan, gdzie pisze się o "hojności Wszechświata przekraczającej naszą wyobraźnię" lub (w związku z opisem powstania Układu Słonecznego z dysku wirującej materii) o "dysku mieniącym się wielością możliwych zdarzeń". Gdzie indziej zaś Carl Sagan pisał:

Dlaczego żadna z wielkich religii, patrząc na naukę, nie doszła do wniosku: "Jest lepiej, niż mogliśmy przypuszczać. Wszechświat okazał się znacznie większy, niż przewidywali nasi prorocy, wspanialszy, bardziej skomplikowany, bardziej elegancki. Zatem Bóg musi być o wiele potężniejszy, niż nam się wydawało"? Zamiast tego wołają: "Nie, nie, nie! Nasz Bóg jest malutkim bogiem i chcemy, by tak już na zawsze zostało". Religia, stara lub nowa, doceniająca wspaniałość Wszechświata ukazywaną przez współczesną naukę, potrafiłaby wzbudzić uczucia czci i wiary w tych, których nie poruszają tradycyjne religie.
Błękitna kropka. Człowiek i jego przyszłość w kosmosie (1995) [Cyt. wg Błękitna kropka. Człowiek i jego przyszłość w kosmosie. Przełożył Marek Krośniak. Prószyński i S-ka, Warszawa 1996]

Wydaje się, że od kiedy tradycyjne religie przeszły na Zachodzie do defensywy, ich miejsce zaczęła zajmować nie tyle nauka, z jej przejrzystą, majestatyczną wizją kosmosu, ile zjawiska paranormalne i astrologia. Można by oczekiwać, że na koniec wieku, który wyróżnił się wśród innych stuleci niezwykłymi osiągnięciami naukowymi, nauka znajdzie sobie wreszcie stałe miejsce w naszej kulturze, a nasz zmysł estetyczny rozwinie się na tyle, by dostrzec jej poezję. Nawet nie muszę się odwoływać do pesymizmu C. P. Snowa z połowy stulecia, by z niechęcią przyznać, że nadzieje te się nie spełniły. Książki o astrologii sprzedają się lepiej niż książki o astronomii. Telewizje wydeptują ścieżki do drugorzędnych magików, przybierających pozy niezwykłych mediów czy jasnowidzów. W niniejszym rozdziale chcę opowiedzieć o przesądach i łatwowierności ludzkiej. W rozdziale siódmym zaś zaproponuję, jako rodzaj odtrutki na zarazę paranormalności, nieco prostej statystyki. Zacznijmy jednak od astrologii.

27 grudnia 1997 roku jeden z wysokonakładowych dzienników brytyjskich, "The Daily Mail", umieścił na stronie tytułowej artykuł pod biegnącym przez wszystkie szpalty tytułem: "1998: początek ery Wodnika". Po przeczytaniu artykułu człowiek mógł się dowiedzieć, że na przykład kometa Hale-Bopp nie była bezpośrednią przyczyną śmierci księżnej Diany. Całe szczęście! Odetchnąłem z ulgą. Autor, astrolog z zespołu redakcyjnego, opowiada nam, że "powolny, potężny Neptun" jest bliski złączenia swych "sił" z równie potężnym Uranem, który właśnie wchodzi w znak Wodnika. Będzie to miało różne dramatyczne skutki, ponieważ:

[...] wschodzi Słońce. A kometa przybyła po to, aby przypomnieć nam, że nie jest to Słońce fizyczne, lecz słońce duchowe, psychiczne, wewnętrzne. A zatem nie musi ono podlegać prawom grawitacji. Jeżeli dość ludzi wstanie, by je pozdrowić i uczcić, może ono podnieść się znad horyzontu szybciej. I rozproszyć wszelkie ciemności, kiedy tylko się pojawi.

Jak takie bajdurzenie przemawia w ogóle do ludzi, zwłaszcza w obliczu prawdziwego Wszechświata, który odsłania nam astronomia?

Jeśli znajdziecie się w bezksiężycową noc - gdy "gwiazdy świecą lodowatym blaskiem", a jedyne chmury, jakie widać, to lśniące smugi Drogi Mlecznej - a więc jeśli znajdziecie się z dala od świateł miasta, połóżcie się na trawie i popatrzcie w niebo. Ujrzycie gwiazdy ułożone w piękne wzory, ale gwiazdozbiory znaczą niewiele więcej niż plamy wilgoci na suficie łazienki. Pomyślcie, jak niewiele sensu ma powiedzenie: "Neptun wchodzi w znak Wodnika". Na gwiazdozbiór Wodnika składają się gwiazdy, z których każda jest w innej odległości od nas i nie mają one ze sobą żadnego związku, z wyjątkiem tego, że kiedy spojrzeć na nie z pewnego (niezbyt zresztą szczególnego) miejsca Galaktyki (stąd), to tworzą jakiś (nic nie znaczący) wzór. Gwiazdozbiór nie jest żadną całością, a zatem nie można powiedzieć, że "wchodzi w niego Neptun" czy cokolwiek innego.

Zresztą sam kształt gwiazdozbioru też jest efemeryczny. Nasi przodkowie z gatunku Homo erectus, którzy milion lat temu patrzyli nocami w gwiazdy (nie przeszkadzały im wówczas światła cywilizacji, o ile nie wykorzystywali akurat dokonanego przez swój gatunek epokowego wynalazku - ognia), widzieli całkiem inne konstelacje. Za kolejny milion lat nasi potomkowie dojrzą na niebie jeszcze inne gwiazdozbiory i nawet dziś już wiemy jakie. Potrafią to bowiem szczegółowo przewidzieć astronomowie, ale nie astrolodzy. Co więcej - także odmiennie niż w wypadku astrologii - przewidywania astronomów po prostu się sprawdzą.

Prędkość światła jest skończona, gdy zatem patrzymy na przykład na Wielką Mgławicę w Andromedzie, widzimy ją w takim kształcie, jaki miała 2,3 mln lat temu - kiedy australopitek przemierzał afrykańskie stepy. Patrzymy w przeszłość. Przenieśmy teraz wzrok w inne miejsce i spójrzmy na najbliższą jasną gwiazdę w konstelacji Andromedy: będzie to Mirach - dużo bardziej współczesna, bliska czasom wielkiego krachu na Wall Street. Słońce zaś - gdy widzimy jego barwę i kształt - obserwujemy z ośmiominutowym opóźnieniem. Skierujmy jednak jakiś duży teleskop na galaktykę Sombrero - dojrzymy tu miliardy słońc z czasów, gdy nasi ogoniaści przodkowie zerkali bojaźliwie spośród gęstwiny drzew, a Półwysep Indyjski zderzył się z Azją i wypiętrzały się Himalaje. Kosmiczna kolizja dwóch galaktyk w Kwintecie Stefana, którą dziś obserwujemy, wydarzyła się tak naprawdę wtedy, kiedy na Ziemi zaczęły pojawiać się dinozaury, trylobity zaś właśnie wymarły.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach