Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Biologia > ROZPLATANIE TĘCZY  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Wybierzmy jakiekolwiek wydarzenie w historii Ziemi, a okaże się, że istnieje gdzieś jakaś gwiazda, której światło zostało wysłane w tym samym momencie... Jeśli nie jesteście bardzo małymi dziećmi, z pewnością gdzieś na nocnym niebie znajdziecie swoją własną urodzinową gwiazdę. Jej światło jest termojądrową poświatą, która obwieszcza rok waszych urodzin. Gwiazd takich może być całkiem sporo (około 40, jeśli macie czterdziestkę; jakieś 70, jeśli macie pięćdziesiątkę; mniej więcej 175, jeśli macie osiemdziesiąt lat). Kiedy patrzycie na którąś ze swoich gwiazd urodzinowych, wasz teleskop staje się wehikułem czasu, który pozwala zobaczyć efekt reakcji termojądrowych z roku waszych narodzin. To miłe, ale nie ma w tym nic więcej. Urodzinowa gwiazda nie powie nic o waszej osobowości ani o przyszłości czy też talentach seksualnych. Gwiazdy mają rozbudowane harmonogramy, w których brak miejsca na ludzkie sprawy.

Wasza urodzinowa gwiazda jest zresztą taka tylko w tym roku. W następnym trzeba będzie sięgnąć ku odleglejszej sferze, dalej o rok świetlny. Wyobraźmy sobie, że owe poszerzające się sfery to zasięg "dobrej nowiny", wieści o tym, że przyszliście na świat - wieści, która roznosi się coraz dalej. W świecie einsteinowskim, w którym - jak sądzi większość fizyków - żyjemy, nie ma nic szybszego od światła. Jeśli zatem liczycie sobie 50 lat, to wasze osobiste kręgi dobrej nowiny mają promień 50 lat świetlnych. W zasadzie (choć, oczywiście, nie w praktyce) w całym wnętrzu tej sfery (złożonej z nieco ponad tysiąca gwiazd) wieści o waszych narodzinach mogły się rozprzestrzenić. Poza tym obszarem będzie tak, jakbyście w ogóle nie istnieli; w ujęciu Einsteina rzeczywiście tam nie istniejecie. Ludzie starsi mają większą sferę swego istnienia od ludzi młodych; zarazem sfera istnienia każdego człowieka zajmuje bardzo niewielką cząstkę Wszechświata. Narodziny Jezusa mogą wydawać się nam dziś - kiedy upływa drugie tysiąclecie od tego momentu - odległym i doniosłym wydarzeniem. W skali kosmicznej nowina o jego narodzinach jest jednak tak niedawna, że nawet w najkorzystniejszych warunkach mogła "dotrzeć" do zaledwie jednej dwustubilionowej gwiazd we Wszechświecie. Wokół wielu z tych gwiazd, może nawet większości, krążą planety. Ich liczba jest tak duża, że można się spodziewać, iż na niektórych istnieją jakieś formy życia, a być może nawet istoty inteligentne tworzące cywilizacje. Odległości, które nas dzielą od hipotetycznie zaludnionych światów, są jednak tak wielkie, że tysiące form życia mogło niezależnie od siebie wyewoluować i wymrzeć, bez jakiejkolwiek szansy na to, żeby dowiedzieć się o swoim wzajemnym istnieniu.

Kiedy szacowałem liczbę swoich gwiazd urodzinowych, przyjąłem, że gwiazdy na ogół są oddalone od siebie średnio o 7,6 roku świetlnego. W przybliżeniu tak jest w naszej części Drogi Mlecznej. Wydaje się to zaskakująco niską gęstością (w przybliżeniu jedna gwiazda przypada na około 440 sześciennych lat świetlnych), jest ona jednak całkiem duża w porównaniu z gęstością występowania gwiazd w całym Wszechświecie, w którym galaktyki oddziela zupełnie pusta przestrzeń. Isaac Asimov sformułował bardzo obrazowe porównanie: jest tak, jakby cała materia Wszechświata była ziarnkiem piasku umieszczonym w samym środku pustego pokoju o boku 30 km. Jednocześnie to samo ziarnko piasku zostało rozbite na miliard bilionów kawałków, jako że na tyle właśnie szacuje się liczbę gwiazd we Wszechświecie. To tylko kilka z otrzeźwiających danych astronomicznych - i zaiste jest w nich jakieś piękno!

Astrologia natomiast ubliża estetyce. Jej przedkopernikańskie bajdurzenia urągają wiedzy astronomicznej i ją deprecjonują, tak jak używanie utworów Beethovena w migawkach reklamowych. Astrologia obraża też psychologię i uwłacza bogactwu naszych osobowości. Mówię o uproszczonym i potencjalnie niebezpiecznym dzieleniu ludzi według dwunastu znaków zodiaku. Raki mają być radosne, a ekstrawertyczne Lwy o uporządkowanych osobowościach powinny się czuć dobrze zwłaszcza w towarzystwie Wag (czy coś koło tego). Moja żona, Lalla Ward, opowiadała, jak kiedyś pewna amerykańska gwiazdka zbliżyła się do Premingera, reżysera filmu, w którym miała rólkę, z przeciągłym "O raaany, spod jakiego jest pan znaku?". I otrzymała niezapomnianą odprawę, wygłoszoną z silnym austriackim akcentem: "Spod znaku Nie Przeszkaaadzać".

Osobowość człowieka jest skomplikowanym fenomenem. Psycholodzy odnoszą pewne sukcesy, konstruując modele matematyczne, które mają na celu wielowymiarową analizę jej zmienności. Początkową liczbę wymiarów można zmniejszać, co jednak powoduje określoną utratę mocy predykcyjnej tych modeli. Pomijane "wymiary" niekiedy odpowiadają tym, o których intuicyjnie sądzimy, że potrafimy je rozpoznać - jak agresja, upór, czułość i tak dalej. Podsumowanie danej osobowości w kilkuwymiarowej przestrzeni stanowi pożyteczne przybliżenie, którego ograniczenia można wyraźnie określić. Jest to bardzo odległe od jakichkolwiek wzajemnie wykluczających się kategoryzacji i z pewnością dalekie od niedorzecznych historyjek o znakach zodiaku drukowanych w gazetach. Analiza psychologiczna opiera się na rzeczywiście istotnych danych dotyczących samych ludzi, a nie dat ich narodzin. Wielowymiarowa analiza psychologiczna osobowości może okazać się przydatna, gdy podejmuje się decyzje, czy konkretna osoba nadaje się do określonego zawodu, albo czy dwoje ludzi stworzy dobrą parę. Natomiast dwanaście szufladek serwowanych przez astrologów to - w najlepszym razie - kosztowna i niestosowna igraszka.

Powiedziałbym nawet, że lansowanie takiego podziału jest sprzeczne z ogólnie obowiązującymi obecnie poglądami i prawem dotyczącym dyskryminacji. Gazety przyzwyczajają swoich czytelników do myślenia o sobie, a także o swoich znajomych, jako o Rakach czy Wagach, czy którymkolwiek z 12 mitycznych znaków. Jeśli zastanowimy się nad tym przez chwilę, to czyż nie dojdziemy do wniosku, że nadawanie człowiekowi jakiejś etykietki nie przypomina ulegania stereotypom kulturowym, co dziś wielu z nas uważa za naganne? Mogę sobie wyobrazić taki oto gazetowy horoskop autorstwa Monthy Pythona:

Niemcy: W twojej naturze leży ciężka i systematyczna praca, co powinno ci pomóc w wypełnieniu dzisiejszych obowiązków. W stosunkach prywatnych będziesz musiał, zwłaszcza dziś wieczór, spróbować przezwyciężyć swą naturalną skłonność do wypełniania rozkazów.

Hiszpanie: Możesz mieć kłopot ze swą latynoską gorącą krwią, a więc uważaj, byś nie zrobił czegoś, czego później będziesz żałował. I jeśli w planach dzisiejszego wieczoru masz romantyczną randkę, to nie jedz, broń Boże, czosnku.

Chińczycy: Tajemniczość ma swe zalety, ale dziś może Cię ona przywieść do zguby...

Brytyjczycy: Twój hart ducha z pewnością pomaga Ci w interesach, ale spróbuj się czasem zrelaksować i pozwól sobie na odrobinę życia towarzyskiego.

Tak mógłby wyglądać cały zestaw horoskopów opartych na stereotypach narodowościowych. Niewątpliwie gazetowe horoskopy są mniej obraźliwe, w obu przypadkach mamy jednak do czynienia z uproszczoną klasyfikacją, dzieleniem ludzi na odrębne grupy, bez żadnych ku temu podstaw. Nawet gdyby istniały jakiekolwiek ślady prawidłowości statystycznych, to oba rodzaje dyskryminacji zachęcają do traktowania ludzi jako przedstawicieli określonych typów, a nie jako jednostki. Już dziś w rubrykach dla samotnych widuje się ogłoszenia: "Raki wykluczone" czy: "żadnych Byków". Oczywiście jeszcze gorsze byłyby dopiski typu: "Tylko nie czarni" czy: "Irlandczycy wykluczeni"; astrologiczne uprzedzenia nie są na szczęście konsekwentnie kierowane przeciwko jakimś wybranym znakom, ale reguła dyskryminującej stereotypizacji - przeciwna zasadzie uznawania ludzi za odrębne jednostki - jest taka sama.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach