Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Biologia > ROZPLATANIE TĘCZY  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Łatwo sobie wyobrazić smutne konsekwencje takich praktyk. Cały sens zamieszczania ogłoszeń w rubrykach samotnych serc polega na zwiększeniu szans na spotkanie potencjalnych partnerów seksualnych. (Rzeczywiście krąg znajomych z pracy i przyjaciół naszych przyjaciół często nie wystarcza i wymaga rozszerzenia). Tymczasem horoskopy skłaniają ludzi samotnych, których życie mogłaby odmienić wymarzona prawdziwa przyjaźń, by niefrasobliwie i bez żadnych racjonalnych podstaw odrzucili kandydaturę czasem nawet 11/12 całej populacji. A są to zwykle ludzie bardzo wrażliwi, którym należy pomóc, a nie wyprowadzać ich świadomie w pole.

Kilka lat temu jakiś przypadkowy dziennikarz, który akurat wyciągnął krótszą zapałkę i kazano mu napisać horoskop na dany dzień, zabawił się, wymyślając dla któregoś ze znaków taką oto przepowiednię: "Wszystkie zmartwienia zeszłego roku to nic w porównaniu z tym, co czeka cię dzisiaj". Astrologa zwolniono, kiedy centralę telefoniczną zablokowały masy telefonów od przerażonych czytelników - żałosne świadectwo wiary, jaką ludzie pokładają w astrologii.

Oprócz praw broniących przed dyskryminacją, mamy także przepisy chroniące nas przed producentami, którzy kłamią na temat swoich produktów. Na razie prawo nie zaangażowało się w obronę prawd dotyczących świata przyrody. Gdyby tak było, astrolodzy stanowiliby najlepszy przypadek. Twierdzą przecież, że potrafią przewidywać przyszłość oraz różne nasze ułomności, i biorą za to pieniądze. Chętnie też udzielają rad w kwestiach zawodowych. Gdyby jakaś firma farmaceutyczna sprzedawała pigułkę antykoncepcyjną, która nie miałaby najmniejszego wpływu na płodność, byłaby ścigana za oszustwo, a także pozywana do sądu przez kobiety, które zaszły w ciążę. Być może wydaję się przeczulony, ale naprawdę nie rozumiem, dlaczego nie aresztuje się zawodowych astrologów ani za oszustwa, ani za zachęcanie do dyskryminacji.

Londyński "Daily Telegraph" z 18 listopada 1997 roku doniósł, że poprzedniego dnia skazano na 18 miesięcy więzienia jakiegoś domorosłego egzorcystę, który namówił pewną naiwną nastolatkę do uprawiania z nim seksu pod pretekstem wypędzania z jej ciała złych duchów. Mężczyzna pokazał dziewczynie jakieś książki o chiromancji i magii, potem jej wmówił, że ktoś rzucił na nią "zły czar". Spryciarz wyjaśnił dziewczynie, że aby egzorcyzmy się udały, musi namaścić ją specjalnymi olejami. Nastolatka zgodziła się rozebrać. Potem, gdy powiedział, że aby "pozbyć się duchów", potrzebny jest stosunek płciowy, pozwoliła i na to. Opowiadam o tym, aby ukazać rodzaj społecznego rozdwojenia jaźni. Jeśli posyła się do więzienia człowieka za wykorzystanie naiwnej młodej kobiety, to dlaczego nie zrobić tego samego z astrologiem, który wyłudza pieniądze od swych naiwnych współobywateli? Czemu nie zaaresztować rozmaitych "jasnowidzów", którzy zgarniają od spółek naftowych niezłą część pieniędzy udziałowców za kosztowne "konsultacje" dotyczące miejsc odwiertów? I odwrotnie, jeśli uznajemy, że głupcy, jeśli zechcą, mają prawo wydawać pieniądze na szarlatanów, to dlaczego seksualny "egzorcysta" nie miałby zostać puszczony wolno? Mógłby skorzystać z podobnego rozumowania i twierdzić, że ta młoda kobieta miała prawo oddać swe ciało w ramach obrzędu rytualnego, w którego konieczność w tamtym momencie prawdziwie wierzyła.

Żadne prawa fizyczne nie uzasadniają twierdzenia, że położenie odległych ciał niebieskich w chwili czyichś narodzin może mieć jakikolwiek wpływ na naturę czy losy tej osoby. Oczywiście nie da się wykluczyć nieznanej dotąd formy fizycznych oddziaływań. Ale o to można by się martwić dopiero wtedy, gdyby ktoś udowodnił, że ruchy planet na tle gwiazdozbiorów rzeczywiście wywierają wpływ na nasze życie. Jak dotąd nie przedstawiono żadnych dowodów, które można by poddać odpowiedniej weryfikacji. Natomiast ogromna większość naukowych badań nad astrologią wykazała brak takich powiązań. Wyniki kilku (bardzo niewielu) badań wskazują na istnienie (niewielkiej) statystycznej korelacji między znakiem zodiaku a charakterem konkretnej osoby. Okazało się zresztą, że ma to interesujące wyjaśnienie. Często ludzie są tak dobrze zorientowani w zodiakalnych charakterystykach, że wiedzą, jakich cech się od nich oczekuje. Przejawiają oni zatem pewną skłonność do życia zgodnie z tymi oczekiwaniami - nieznaczną, ale wystarczającą, aby dawała korelację zaobserwowaną w trakcie analiz.

Najbardziej podstawowym sprawdzianem, który powinna przejść każda szanująca się metoda diagnozowania stanu rzeczy lub przepowiadania przyszłości, jest test wiarygodności. Nie chodzi w nim o to, czy metoda ta rzeczywiście się sprawdza, ale o to, czy różne stosujące ją osoby, którym przedstawiono te same dane (lub ta sama osoba, której przedstawiono identyczne dane dwukrotnie), dochodzą do takich samych wniosków. Chociaż nie wierzę, że astrologia ma sens, oczekiwałbym wysokiej zgodności w tak pomyślanym teście. Różni astrolodzy w końcu z pewnością korzystają z tych samych podręczników i nawet jeśli ich werdykty są błędne, to wydaje się, że stosowane przez nich metody powinny być przynajmniej na tyle usystematyzowane, by prowadzić do takich samych fałszywych wniosków. A jednak, jak dowiodły badania zespołu prowadzonego przez G. Deana, astrolodzy nie uzyskują nawet tego minimalnego i łatwego do osiągnięcia poziomu wiarygodności. I tak na przykład, kiedy poproszono różnych arbitrów o ocenę osób na podstawie wyników uzyskanych w odpowiednio skonstruowanym wywiadzie, współczynnik korelacji ocen był większy od 0,8 (współczynnik korelacji równy 1,0 świadczy o doskonałej zgodności, minus 1,0 odpowiada kompletnemu brakowi zgodności, 0,0 oznacza całkowitą przypadkowość lub brak jakiegokolwiek związku; 0,8 jest więc całkiem niezłym wynikiem). Tymczasem, jak wykazano w tych samych badaniach, współczynnik zgodności w wypadku astrologii był żałosny - wynosił zaledwie 0,1, podobnie zresztą jak przy chiromancji (0,11), i wskazywał na niemal całkowitą przypadkowość. Niezależnie od tego, jak bardzo mylą się astrolodzy, można by sądzić, że przynajmniej dla zachowania "branżowej" zgodności ich działania powinna charakteryzować spójność. Tymczasem wcale tak nie jest. Zresztą nie lepiej rzecz się ma w wypadku grafologii czy testu Rorschacha (opisywanie plam atramentowych).

Praca astrologa wymaga tak niewielkiego przygotowania i umiejętności, że zwykle zleca się ją mniej doświadczonym reporterom, którzy akurat nie mają nic innego do roboty. Dziennikarz Jan Moir tak relacjonuje na łamach "The Guardian" z dnia 6 października 1994 roku początki swojej kariery: "Moją pierwszą robotą dziennikarską było pisanie horoskopów dla różnych czasopism kobiecych. Zadanie to zawsze przydzielano najświeższemu dziennikarskiemu nabytkowi w redakcji. Klecenie przepowiedni było tak głupią i łatwą czynnością, że mógł temu podołać nawet ktoś równie zielony, jak ja". Podobnie było z pewnym sztukmistrzem z zamiłowania, Jamesem Randim. Będąc młodym człowiekiem, zaczął pod pseudonimem Zo-ran pracować jako astrolog w którymś z montrealskich dzienników. Metoda Randiego polegała na tym, że wycinał horoskopy ze starych numerów czasopism, mieszał je dokładnie w kapeluszu, po czym losowo przypisywał dwunastu znakom zodiaku i publikował jako własne "przepowiednie". Randi relacjonuje zasłyszaną przypadkowo rozmowę pary urzędniczek, które w czasie przerwy śniadaniowej niecierpliwie przeglądały w kawiarni kolumnę horoskopów Zo-rana:

Aż piszczały z radości, widząc swą przyszłość w tak różowych barwach! Kiedy je zagadnąłem, stwierdziły, że Zo-ran "wykazał się" zeszłego tygodnia. Nie powiedziałem im, że Zo-ran to właśnie ja [...] Całkiem interesujące były też reakcje listowne czytelników. I wystarczyły, abym stwierdził, że wielu ludzi zaakceptuje i potraktuje poważnie niemal wszystko, co powie ktoś, kogo uznają za obdarzonego zdolnościami nadprzyrodzonymi. Wtedy Zo-ran odwiesił na haczyk swoje nożyczki, odłożył kapelusz, w którym mieszał horoskopy, i wycofał się z interesu.
Flim-Flam (1992)

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach