Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Biologia > ROZPLATANIE TĘCZY  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Sondaże dowodzą, że wielu ludzi czytających horoskopy wcale w nie nie wierzy. W ankietach powtarzają się oświadczenia, że ankietowani czytają te teksty tylko dla rozrywki (ich gust pod tym względem wyraźnie różni się od mojego). Znaczna część ludzi jednak wierzy i stara się dostosować swoje postępowanie do horoskopu. W takiej właśnie grupie znalazł się także, jak wynika z niepokojących, choć niewątpliwie prawdziwych doniesień, Ronald Reagan w czasie swojej prezydentury.

Dlaczego horoskopy w ogóle wywierają wrażenie? Przecież przepowiednie, a także opisy charakteru, są tak niewyraźne, nijakie i ogólnikowe, że pasują równie dobrze do każdego człowieka i do każdej sytuacji. Zwykle czyta się tylko własny horoskop. Gdyby poprosić ludzi o przeczytanie jedenastu pozostałych, ich podziw dla akuratności własnego z pewnością bardzo by zmalał. Poza tym ludzie zwracają uwagę przede wszystkim na to, co jest w nim trafne. Jeśli w horoskopie długim na pół kolumny znajdą jedno zdanie, które pasuje do nich jak ulał, zapamiętają to właśnie zdanie, a po pozostałych, mniej trafnych, ich wzrok się ledwie prześlizgnie. Nawet jeśli ktoś natknie się na uderzająco nieprawdziwą przepowiednię, to raczej uzna ją za ciekawe odstępstwo od reguły niż dowód, że wszystko to tylko głupie gadanie. David Bellamy, znany telewizyjny popularyzator nauki (bardzo zasłużony dla sprawy ochrony przyrody), wyznał w wywiadzie dla Radio Times (szacownego naówczas organu BBC), że choć w odniesieniu do pewnych spraw cechuje go "ostrożność Koziorożca", często jednak pochyla głowę i szarżuje niczym zwykły kozioł. Czyż to nie ciekawe? No cóż, śmiem sądzić, że stanowi to potwierdzenie tego, co zawsze powtarzam: Wyjątek potwierdza regułę! Bellamy z pewnością wie swoje, ale poddaje się powszechnej wśród ludzi wykształconych modzie, aby bawić się astrologią jako nieszkodliwą rozrywką. Lecz ja nie jestem pewien, czy jest ona naprawdę nieszkodliwa, i ciekawi mnie, czy ludzi, którzy mówią o niej jako o czymś zabawnym, rzeczywiście kiedykolwiek rozbawiła.

"Kobieta rodzi czterokilogramowe kocię" to typowy tytuł z gazety zwanej "Sunday Sport", która - jak jej amerykańskie odpowiedniki typu "National Enquirer" (o czteromilionowym nakładzie) - zajmuje się wyłącznie publikowaniem wyssanych z palca opowieści, podając je za prawdziwe. Kiedyś spotkałem osobę, która była pełnoetatowym wymyślaczem takich właśnie historii dla jakiegoś amerykańskiego czasopisma. Osoba ta powiedziała mi, że ona i jej koledzy prześcigali się w wymyślaniu jak największej bujdy. Okazało się zresztą, że współzawodnictwo takie nie ma specjalnego sensu, ponieważ nie istnieje chyba taka rzecz, w którą ludzie by nie uwierzyli, jeśli tylko zobaczą ją w druku.

Na innej stronie wspomnianego numeru "Sunday Sport" zamieścił artykuł o magiku, który nie mógł znieść ciągłego zrzędzenia żony i zmienił ją w królika. Obok stereotypu zrzędzącej żony pojawił się też wątek ksenofobiczny w tekście zatytułowanym "Szalony Grek zmienił chłopca w kebab". Inne historie mówiły o tym, że "Marilyn Monroe wróciła na świat w postaci sałaty" (opowieść tę uzupełniono zielonym zdjęciem oblicza amerykańskiej gwiazdy ekranu umieszczonym w samym środku główki sałaty) oraz że "Na Marsie zaobserwowano posąg Elvisa Presleya".

Co do Presleya, to kult tego piosenkarza w połączeniu z cennymi relikwiami w postaci ścinków paznokci, z jego podobiznami i całym ruchem pielgrzymkowym do miejsca pochówku, jest na dobrej drodze, by stworzyć nową religię. Ostatnio tylko został przytłumiony przez nowszy kult księżnej Diany. Ludzie ustawieni w wielotysięcznej kolejce, aby wpisać się do książki kondolencyjnej po śmierci księżnej w 1997 roku, donosili reporterom, że przez okno pałacowe przebijała wyraźnie jej twarz, jaśniejąca z portretu wiszącego na ścianie. Tak jak w wypadku Anioła z Mons, który ukazał się angielskim żołnierzom w najcięższych dla nich chwilach pierwszej wojny światowej, tak też i teraz niezliczone rzesze świadków "widziały" ducha Diany, a wieść o tym przebiegła lotem błyskawicy przez tłum żałobników, i tak już podekscytowanych tym, co wyczytali w popołudniówkach.

Jeszcze silniej oddziałującym środkiem przekazu jest telewizja, a ostatnio ilość programów propagujących zjawiska paranormalne przybiera rozmiary epidemii. W telewizji brytyjskiej wystąpił pewien uzdrawiacz, który twierdził, że w jego ciele mieszka dusza zmarłego przed dwoma tysiącami lat lekarza Pawła z Judei. BBC bez cienia krytycyzmu poświęciła całe pół godziny na publiczne przedstawienie jego fantazji jako faktu. W jakiś czas potem, przy okazji Edynburskiego Festiwalu Telewizyjnego w 1996 roku starłem się z redaktorem odpowiedzialnym za ten program w publicznej debacie pod tytułem "Zaprzedani siłom nadprzyrodzonym". Głównym argumentem redaktora było to, że człowiek ów czynił dobrą robotę, uzdrawiając swoich pacjentów. Sprawiał wrażenie, że nic innego nie ma dla niego znaczenia. Kogo obchodzi, czy reinkarnacja jest możliwa, skoro uzdrowiciel rzeczywiście może nieco ulżyć swoim pacjentom? Dla mnie najcięższym ciosem była lista osób, którym BBC dziękowała za wskazówki, i jako osobę sprawującą pieczę nad całością umieściła na niej ni mniej ni więcej tylko... owego Pawła z Judei. Pokazywanie ludziom ekscentrycznego psychotyka czy nawet szalbierza to jedna sprawa. Być może jest to jakaś forma rozrywki, choć osobiście mam co do tego wątpliwości - podobnie jak do naigrawania się ze zniekształconych nieszczęśników w lunaparkach czy najnowszej amerykańskiej mody pokazywania gwałtownych scen małżeńskich w ramach programów telewizyjnych. Zupełnie inną sprawą jest podrywanie przez BBC swojej wieloletniej reputacji przez prezentowanie takich fantazji, by poprawić sobie wskaźniki oglądalności.

Tani, ale skuteczny sposób na zrobienie telewizji paranormalnej polega na zatrudnieniu pospolitych prestidigitatorów i systematycznym wmawianiu widzom, że ich sztuczki mają podłoże nadprzyrodzone. W dodatku, jakby na potwierdzenie niskiego mniemania o IQ audytorium, popisy takie podlegają dużo słabszej kontroli niźli widowiska z udziałem zwyczajnych magików. Prawdziwi magicy przynajmniej pokazują publiczności, że nie chowają nic w rękawach, a pod stolikiem nie ma żadnych kabli. Artysta z etykietką paranormalności nie czuje się natomiast zobowiązany nawet do tak elementarnych prób zachowania pozorów uczciwości.

Omówmy konkretny przypadek, na przykład pokaz telepatii w Carlton Television w serii Beyond Belief (Nie do wiary). Twórcą i prezenterem tej serii jest doskonale wszystkim znany z ekranu David Frost. Frost uznany został przez rząd za godnego tytułu szlacheckiego, który podniósł oczywiście jego uznanie w oczach telewidzów. W programie zaprezentowano dwójkę Izraelczyków, ojca i syna, przy czym syn miał zasłonięte oczy i "patrzył oczami ojca". Uruchamiano maszynę losującą i pojawiała się liczba. Ojciec wpatrywał się w nią intensywnie, nerwowo zaciskając i prostując palce, po czym pytał syna zduszonym okrzykiem, czy może podać odpowiedź. "Sądzę, że tak" - chrypiał syn i rzeczywiście odgadywał prawidłowo liczby losowane przez maszynę. Widownia szalała. Zadziwiające! I wszystko to działo się na żywo, naprawdę, nie była to żadna fikcja typu Archiwum X.

Ale cóż, chodziło tu przecież o stary i dość ograny trik, ulubiony w teatrzykach rewiowych, a korzeniami sięgający co najmniej 1784 roku, gdy żył niejaki signor Pinetti. Istnieje wiele prostych szyfrów, za pomocą których ojciec mógł przekazać informację o liczbie swojemu dobrze przeszkolonemu synowi. Sam niewinny zwrot: "Czy wiesz już, synu?" - jest jedną z takich możliwości. Zamiast gapić się z zachwytem, David Frost powinien był zakneblować ojca, tak jak zasłonił oczy synowi. Jedyną różnicą odróżniającą ten popis od zwykłych występów prestidigitatorskich było to, że etykietkę "nadprzyrodzoności" przydała mu szacowna Carlton Television.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach