Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Biologia > ROZPLATANIE TĘCZY  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Większość ludzi nie wie, w jaki sposób magicy robią swoje triki. Mnie samego sztuczki takie wprawiają w osłupienie. Nie mam pojęcia, skąd w cylindrach biorą się króliki i jak czarodzieje przecinają na pół skrzynie, nie zraniwszy pań, które w nich leżą. Jednakże wszyscy wiemy, że istnieje racjonalne wyjaśnienie każdej sztuczki, które magik mógłby nam przedstawić, ale zazwyczaj nie chce, co jest zresztą zrozumiałe. A zatem dlaczego mielibyśmy uważać za prawdziwy cud sztuczkę tego rzędu jedynie dlatego, że jakaś stacja telewizyjna nadaje jej miano "paranormalności"?

Bywają też artyści, którzy na przykład "wyczuwają", że ktoś na widowni ma ukochaną osobę o imieniu zaczynającym się na literę M, a ona z kolei miała kiedyś pekińczyka i niestety umarła z powodu jakiejś choroby związanej z klatką piersiową. Są to jasnowidze i media, którzy posiedli ponoć wiedzę "niemożliwą do osiągnięcia żadnym naturalnym sposobem". Nie mam tu miejsca, aby omawiać takie sprawy szczegółowo, ale jest to powszechnie znany trik, zwany przez prestidigitatorów cold reading. Stanowią one subtelną mieszaninę wiedzy na pewne tematy (wiele osób umiera na serce lub z powodu raka płuc) z tym, co uda się wyciągnąć od samych widzów (którzy nieświadomie odsłaniają się, gdy zbliżyć się do sedna sprawy). A wszystko to bywa wspomagane wielką gotowością całej widowni, która chce zauważać same "trafienia" i nie zwracać uwagi na "pudła". Specjaliści od cold reading mają też często swoich wywiadowców, którzy podsłuchują rozmowy wchodzących na salę widzów, czy nawet wypytują ludzi, a przed występem relacjonują zasłyszane wiadomości czarodziejowi.

Gdyby rzeczywiście ktoś zdołał zaprezentować przypadek telepatii (albo psychokinezy, reinkarnacji, perpetuum mobile czy czegoś w tym guście), to mielibyśmy do czynienia z odkryciem całkiem nowych praw, nieznanych dotychczas fizyce. Odkrywca dajmy na to nowego pola energetycznego, łączącego umysł z umysłem na zasadzie telepatii, czy też nowej siły sprawiającej, że przedmioty bez żadnych sztuczek same przesuwają się po stole, zasługiwałby na Nagrodę Nobla i prawdopodobnie by taką otrzymał. Gdyby się jednak było w posiadaniu podobnie rewolucyjnych tajemnic nauki, po cóż marnować je na popisy telewizyjne? Dlaczegoż nie udowodnić ich w sposób nie budzący wątpliwości i nie zdobyć sławy nowego Newtona? Oczywiście znamy odpowiedź. Po prostu nie da się tego zrobić. Bohaterzy takich występów bowiem to zwykli oszuści. Ale, dzięki naiwnym lub cynicznym producentom programów telewizyjnych, bogaci oszuści.

Należy dodać, że niektórzy spece od spraw nadprzyrodzonych potrafią okpić wielu naukowców. Wydaje się, że jedynymi ludźmi zdolnymi przejrzeć ich na wylot są inni iluzjoniści. Właśnie dlatego sławni parapsycholodzy i media zawsze wykręcają się od występów, gdy dotrze do nich wiadomość, że w pierwszym rzędzie widowni zasiadają zawodowi prestidigitatorzy. Różni znani iluzjoniści, na przykład James Randi z Ameryki i Ian Rowland z Wielkiej Brytanii, prezentują w czasie swoich przedstawień "cudowne" sztuczki sław w dziedzinie paranormalności, po czym wyjaśniają widowni, na czym polegał trik. Grupę Indyjskich Racjonalistów tworzą oddani sprawie młodzi iluzjoniści, którzy przemierzają wioski i demaskują tak zwanych "świętych mężów", dublując ich "cuda". Niestety, sporo ludzi nadal w nie wierzy, nawet kiedy sztuczka zostanie do końca wyjaśniona. Niektórzy posuwają się do rozpaczliwych prób uzasadniania swojej wiary, mówiąc: "W porządku, może Randi stosuje triki, ale to nie znaczy, że inni nie robią prawdziwych cudów". Ian Rowland ma na to wartą zapamiętania odpowiedź: "W porządku, ale jeśli robią cuda, to wybrali sobie bardzo trudną drogę".

Na oszukiwaniu naiwnych można zarobić duże pieniądze. Przeciętny iluzjonista ma zwykle niewielką szansę na wyrwanie się z kręgu przyjęć dla dzieci i występy w telewizji o ogólnokrajowym zasięgu. Jeśli jednak nazwie swoje triki pokazem sił nadprzyrodzonych - o, to co innego. Stacje telewizyjne chętnie współpracują w dziedzinie okłamywania. To przecież znakomicie podnosi oglądalność. Zamiast grzecznościowo przyklasnąć na widok fachowo wykonanej sztuczki magicznej, prezenterzy telewizyjni wpatrują się w nie w dramatycznym napięciu, każąc widzom wierzyć, że są świadkami przekraczania praw fizyki. Kiedy indziej poruszeni ludzie opowiadają o duchach i nawiedzonych domach. A producenci telewizyjni, zamiast wysłać ich do dobrego psychiatry, angażują ich bez zmrużenia oka i jeszcze zatrudniają aktorów, by przedstawili teatralną rekonstrukcję tych urojeń, oczywiście z łatwym do przewidzenia efektem wywieranym na łatwowiernym szerokim audytorium.

Obawiam się, że mogę zostać źle zrozumiany, dlatego ważne jest, bym stawił czoło temu niebezpieczeństwu. Zbyt łatwo byłoby po prostu twierdzić - bez żadnej dyskusji - że nie istnieje nic poza współczesną wiedzą naukową, że astrologia i tym podobne strachy to banialuki, bo nauka nie znajduje dla nich wyjaśnienia. Czy rzeczywiście to takie oczywiste, iż astrologia jest stertą bzdur? Skąd mam pewność, że kobieta z artykułu "Sunday Sport" nie urodziła czterokilogramowego kocięcia? Skąd owo przekonanie, że Elvis Presley nie zmartwychwstał w chwale i nie pozostawił po sobie pustego grobu? Przecież zdarzają się jeszcze dziwniejsze rzeczy! Czy też, mówiąc precyzyjniej, rzeczy, które dla nas są chlebem powszednim, takie jak radio, naszym przodkom na pewno wydałyby się równie podejrzane, jak wizyta duchów. Dla nas telefon komórkowy jest tylko uciążliwością podczas podróżowania pociągiem. Jednak ludziom żyjącym w XIX wieku, kiedy same pociągi były nowością, przenośny telefon wydałby się czystą magią! Jak powiedział Arthur C. Clarke, znakomity autor książek fantastycznonaukowych i orędownik nieograniczonych możliwości nauki i techniki: "Każda wystarczająco zaawansowana technika wydaje się magią". Jest to tak zwane trzecie prawo Clarke'a i jeszcze do niego powrócę.

William Thomson, pierwszy lord Kelvin, był jednym z najznakomitszych i najbardziej wpływowych fizyków XIX wieku. Należał do zdecydowanych przeciwników teorii Darwina, ponieważ "dowiódł" z wielką powagą, ale i z jeszcze większym, jak dziś wiadomo, błędem, że Ziemia jest zbyt młoda, aby mogła na niej zajść ewolucja. Jemu też przypisuje się następujące trzy pełne przekonania przepowiednie: "Radio nie ma przyszłości"; "Skonstruowanie maszyn latających cięższych od powietrza jest niemożliwe"; "Przyszłość pokaże, że promienie X to mistyfikacja". Oto człowiek, który posunął się w swym sceptycyzmie tak daleko, że zasłużył na śmieszność w oczach przyszłych pokoleń. Arthur C. Clarke przytacza w swojej wizjonerskiej książce Profiles of the Future (Profile przyszłości, 1982) podobne opowieści i ostrzeżenia przed niebezpieczeństwami, jakie niesie dogmatyczny sceptycyzm. Kiedy Edison obwieścił w 1878 roku, że pracuje nad oświetleniem elektrycznym, brytyjski parlament powołał specjalną komisję, której celem było zbadanie, czy jego prace mają w ogóle jakikolwiek sens. Komisja ekspertów stwierdziła, że fantastyczny pomysł wynalazcy (który dziś znamy pod mianem żarówki) jest "dobry dla naszych przyjaciół zza Atlantyku. [...] niewart jednak uwagi ludzi praktycznych i mających poważny stosunek do nauki".

Aby nie zabrzmiało to jak seria dowcipów o Anglikach, Clarke przytacza też wypowiedzi dwóch znakomitych uczonych amerykańskich na temat aeroplanów. Astronom Simon Newcomb miał pecha, wygłaszając następującą opinię tuż przed wspaniałym wyczynem braci Wright w 1903 roku:

Dowody na to, że nie ma takich znanych substancji, rodzajów maszynerii, a wreszcie rodzajów energii, które dałyby w połączeniu praktyczną maszynę, zdolną przenosić ludzi drogą powietrzną na dłuższym dystansie, wydają się autorowi tych słów na tyle pewne, na ile możliwe jest dowodzenie jakichkolwiek praw fizycznych.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach