Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Biologia > ROZPLATANIE TĘCZY  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Inny znany amerykański astronom William Henry Pickering oświadczył, że choć skonstruowanie maszyn latających cięższych od powietrza jest możliwe (musiał tak powiedzieć, bowiem Wrightowie mieli już za sobą swój sławny lot), to jednak nigdy nie będą one miały żadnego praktycznego znaczenia:

W popularnych wizjach jawią się ludziom olbrzymie latające machiny, które w zawrotnym tempie miałyby przemierzać Atlantyk, niosąc na swym pokładzie niezliczoną liczbę pasażerów, niczym nowoczesne parowce [...] Wydaje się, że całkiem bezpiecznie można powiedzieć, iż takie pomysły muszą pozostać w sferze fantazji, gdyż nawet jeśli machina latająca mogła przebyć ocean z jednym czy dwoma pasażerami, to i tak koszty tego byłyby niezwykle wysokie [...] Innym rozpowszechnionym błędnym przekonaniem jest to, że można by w ten sposób osiągać wielkie prędkości.

Pickering brnie dalej, "dowodząc" na podstawie autorytatywnych kalkulacji skutków oporu powietrza, że aeroplan w gruncie rzeczy nigdy nie osiągnie prędkości większej niż pociągi pospieszne. Całkiem znajomo zatem brzmi uwaga Thomasa J. Watsona, szefa IBM, jaką uczynił w 1943 roku: "Myślę, że istnieje rynek na co najwyżej pięć komputerów". Przywoływanie jej tutaj jest jednak trochę wobec niego krzywdzące. Watson sądził, że komputery będą coraz większe - i pod tym względem oczywiście się mylił - ale nigdy nie umniejszał potencjalnego znaczenia komputerów w przyszłości tak, jak Kelvin i inni zdyskwalifikowali możliwość podróży powietrznych.

Podobne historie o znanych ludziach, którzy potknęli się na jakimś kategorycznym oświadczeniu, są oczywiście poważnym ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwem nadgorliwego sceptycyzmu. Dogmatyczne niedowiarstwo w stosunku do wszystkiego, co wydaje się obce lub niewytłumaczalne, nie jest cnotą. Jaka jest zatem różnica między takim sceptycyzmem a moją własną, otwarcie wyznawaną niewiarą w astrologię, reinkarnację i zmartwychwstanie Elvisa Presleya? Po czym poznać usprawiedliwiony sceptycyzm i jak odróżnić go od dogmatycznej, nietolerancyjnej krótkowzroczności?

Zastanówmy się chwilę nad rozmaitością opowieści, których dostarczają ludzie, i ustalmy, na ile sceptycznie powinniśmy się do nich odnosić. Na najniższym poziomie znajdują się opowieści, które mogą być prawdziwe, ale nie muszą, nie mamy jednak większego powodu, aby w nie wątpić. W Men at Arms (1952) Evelyna Waugha bohater komiczny o imieniu Apthorpe często opowiada narratorowi, Guyowi Crouchbackowi, o swoich dwóch ciotkach, jednej mieszkającej w Peterborough i drugiej z Tunbridge Wells. Na łożu śmierci Apthorpe wyznaje, że właściwie miał tylko jedną ciotkę. Guy Crouchback pyta którą - tę z Peterborough czy z Tunbridge Wells? "Oczywiście, tę z Peterborough" - pada odpowiedź. "Na pewno mnie teraz nabierasz?". "To prawda, nabrałem cię. Ale żart był niezły, prawda?".

Nie, żart Apthorpe'a wcale nie był "niezły", ale właśnie dzięki niemu Evelyn Waugh bawi nas kosztem swego bohatera. Bez wątpienia w miasteczku takim jak Peterborough mieszka wiele starszych dam, a zatem jeśli ktoś mówi, że ma tam ciotkę, to nie widzimy żadnego powodu, aby mu nie wierzyć. Jeżeli nie ma jakiegoś szczególnego powodu do kłamstwa, możemy mu wierzyć naprawdę. Jeśli jednak od tego faktu zależy coś ważnego, na pewno rozsądnie będzie sprawdzić, czy to prawda. A teraz przypuśćmy, że ktoś mówi nam, iż jego ciotka potrafi lewitować dzięki medytacji i sile woli. Siada po turecku, opowiada ów znajomy, i tworząc w swoim umyśle piękne obrazy oraz wypowiadając słowa mantry, dama ta unosi się nad ziemię, gdzie buja w najlepsze czas jakiś. Dlaczego powinniśmy być bardziej sceptyczni w odniesieniu do tej opowieści niż do prostej informacji, że ciotka naszego znajomego mieszka w Peterborough? Wszak człowiek ten daje nam słowo, i to w obu wypadkach.

Pierwszą nasuwającą się ripostą jest uwaga, że lewitacja w oparciu o siłę woli nie da się wytłumaczyć naukowo. Ale dotyczy ona dzisiejszej nauki. Tutaj pojawia się znów trzecie prawo Clarke'a oraz ważne stwierdzenie, że nauka w żadnej epoce nie znała odpowiedzi na wszystkie pytania i z czasem była wypierana przez nowszą. Być może kiedyś, w przyszłości, fizycy poznają dogłębnie naturę grawitacji i zbudują pojazdy antygrawitacyjne. Nie wykluczone, że lewitujące ciotki staną się dla naszych potomków równie pospolitym zjawiskiem, jak dla nas odrzutowce. Czy zatem trzecie prawo Clarke'a nakłania nas do wiary w dosłownie każdą cudowną historyjkę, jaka tylko może ludziom przyjść do głowy? Jeśli jakiś człowiek mówi nam, że widział swą ciotkę bujającą w pozycji lotosu nad podłogą, albo też dane mu było widzieć Araba śmigającego między minaretami na latającym dywanie, to czy powinniśmy uwierzyć w te historie, mówiąc sobie, że mylili się ci z naszych przodków, którzy nie wierzyli w radio? Oczywiście, że nie! Ale właściwie dlaczego nie?

Otóż trzecie prawo Clarke'a nie daje się odwrócić. To, że "każda wystarczająco zaawansowana technika wydaje się magią", nie oznacza jednocześnie, że "dowolne zjawisko magiczne, jakie tylko ktoś może kiedykolwiek wymyślić, jest nieodróżnialne od postępu technicznego, jaki dokona się w przyszłości". Owszem, niekiedy bezkompromisowi sceptycy musieli kapitulować w deszczu zgniłych pomidorów spadającym na ich szacowne osoby. Dużo częściej jednak brakowało pokrycia opowieściom magicznym. Pewne rzeczy zaskakujące nas dzisiaj staną się w przyszłości rzeczywistością. Znacznie większa ich część jednak - nie. Cała sztuka polega więc na tym, by oddzielić tę nieliczną grupkę od całej bezsensownej reszty - historyjek, które na zawsze pozostaną w sferze fikcji i magii.

W obliczu jakiejś zadziwiającej czy cudownej historii powinniśmy sobie najpierw zadać pytanie, czy opowiadająca ją osoba ma powód, by nas okłamywać. Możemy też spróbować inaczej ocenić jej wiarygodność. Pamiętam sympatyczny wieczór z pewnym filozofem, który opowiedział mi następującą historię: otóż będąc kiedyś w kościele, rozmówca mój dostrzegł, że ksiądz właściwie nie klęczy, ale w pozycji klęczącej unosi się trzydzieści centymetrów nad posadzką. Spojrzałem na filozofa z niedowierzaniem. Mój wrodzony sceptycyzm wzrósł jeszcze bardziej, kiedy usłyszałem dwie kolejne historyjki. Otóż memu rozmówcy zdarzyło się być kiedyś dyrektorem domu poprawczego dla chłopców. Odkrył wtedy, że wszyscy jego podopieczni mają wytatuowany na członku napis: "Kocham mamusię". Opowieść mało prawdopodobna zaiste, ale jeszcze nie niemożliwa. W przeciwieństwie do lewitującego księdza nie wiązało się to z negowaniem żadnych podstawowych praw przyrody. Niemniej opowieść ta rzuciła nieco światła na wiarygodność mego towarzysza. Kolejna historia była o tym, że mój towarzysz widział, jak wrona zapala zapałkę, unosząc jednocześnie drugie skrzydło tak, by osłonić ją od wiatru. Nie pamiętam już, czy owej wronie udało się zaciągnąć papierosem, czy też nie. Wszystkie te trzy opowiastki razem pozwoliły mi jednak ustalić, że mój filozof jest świadkiem raczej mało godnym zaufania, acz niewątpliwie zabawnym. Przypuszczenie, że był, łagodnie mówiąc, łgarzem (albo fantastą czy człowiekiem nawiedzonym lub też, że po prostu badał łatwowierność oksfordzkich wykładowców), wydaje się bardziej prawdopodobne niż hipoteza, że wszystkie trzy wspomniane opowiastki są prawdziwe.

Jako filozof mój towarzysz musiał znać esej O cudach napisany w XVIII wieku przez wielkiego szkockiego myśliciela Davida Hume'a, w którym przedstawia on sposób oceny różnych zjawisk - sposób, moim zdaniem, niepodważalny:

[...] żadne świadectwo nie wystarcza do wykazania autentyczności cudu, jeżeli nie jest ono tego rodzaju, że jego fałszywość byłaby większym cudem aniżeli fakt, który ma być na jego podstawie wykazany.
O cudach (1748) [Cyt. wg Badania dotyczące rozumu ludzkiego. Przełożyli J. Łukasiewicz i K. Twardowski. PWN, Warszawa 1977]

Posłużę się rozumowaniem Hume'a, by omówić jeden z najlepiej poświadczonych cudów w historii świata, który miało oglądać 70 tysięcy ludzi i których część wciąż jeszcze żyje. Chodzi tu o objawienie się Matki Boskiej Fatimskiej. Zamieszczony poniżej cytat pochodzi ze strony internetowej Kościoła rzymskokatolickiego, na której odnotowano również, że wśród licznych objawień Matki Boskiej to właśnie się wyróżnia, ponieważ zostało oficjalnie uznane przez Watykan.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach