Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Biologia > ROZPLATANIE TĘCZY  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Pamiętam jak raz, w czasie świąt Bożego Narodzenia, starałem się zabawić sześcioletnią dziewczynkę, rozważając z nią pospołu, ileż czasu może zająć Świętemu Mikołajowi wędrówka przez kominy wszystkich domów na świecie. Zakładając, że przeciętny komin ma około sześciu metrów wysokości, a na świecie mamy, dajmy na to około 100 milionów domów z dziećmi, to jak szybko, zapytałem na głos, musiałby Mikołaj zjeżdżać w dół komina, aby zdążyć zostawić prezenty przed wschodem bożonarodzeniowego słońca? Jest mała szansa, by miał czas na skradanie się na palcach do dziecięcych pokoi - wyliczałem - musiałby się raczej poruszać z prędkością ponaddźwiękową. Dziewczynka zrozumiała, do czego zmierzam, i zdała sobie sprawę z tego, że w istocie coś jest tu nie w porządku, ale wcale jej to nie zaniepokoiło. Porzuciła zagadnienie, nie próbując nawet dociec, co w nim szwankuje. Oczywista możliwość, że rodzice mówią jej nieprawdę, nawet jej nie przeszła przez głowę. Dziecko tak by tego nie ujęło, było jednak oczywiste, że jeśli wizyty Świętego Mikołaja kłócą się z prawami fizyki, to tym gorzej dla praw fizyki. Mojej małej przyjaciółce wystarczało, że słyszała od rodziców, iż w czasie kilku godzin Wigilii Bożego Narodzenia Mikołaj wizytuje domy wszystkich dzieci, wchodząc przez komin. Tak musi być, ponieważ tak mówi mama i tata.

Zmierzam do tego, że to, co u dziecka jest zdrową i uzasadnioną łatwowiernością, może stać się niezdrową i karygodną naiwnością u dorosłego. Dorastanie, w pełnym tego słowa znaczeniu, powinno obejmować też nabywanie pewnej dozy zdrowego sceptycyzmu. Nieustanną gotowość do przyjmowania kłamstwa za dobrą monetę trzeba nazwać infantylizmem, ponieważ jest powszechne - i zrozumiałe - u dzieci. Podejrzewam, że upieranie się dorosłych przy takim sposobie myślenia musi mieć coś wspólnego z tęsknotą za utraconym poczuciem bezpieczeństwa i wygodami z czasów dzieciństwa. Dobrze ujął to znakomity popularyzator nauki i autor powieści popularnonaukowych Isaac Asimov: "Wystarczy zbadać dokładniej każdy fragment pseudonauki, a wszędzie znajdzie się jakąś kołderkę, pod którą można się schować, jakiś palec do possania czy rąbek spódnicy, którego można się uczepić". Dzieciństwo dla bardzo wielu ludzi to raj utracony, coś w rodzaju nieba, w którym wszystko jest oczywiste i bezpieczne, gdzie jest miejsce na marzenia o podróży do Kraju za Siedmioma Górami i na bajki na dobranoc, i gdzie się zasypia w objęciach ukochanego misia. Patrząc na to z perspektywy czasu, wydaje się, że lata dziecięcej niewinności mijają zbyt szybko. Kocham mych rodziców za to, że wymyślili dla mnie "podróż samolotem" ponad wierzchołki drzew, tam gdzie kołują latawce; i kocham ich za opowieści o wróżkach i Świętym Mikołaju, o Merlinie i jego zaklęciach, o dzieciątku Jezus i Trzech Mędrcach ze Wschodu. Wszystkie takie opowieści wzbogacają nasze dzieciństwo i wraz z wieloma innymi rzeczami sprawiają, że pierwsze lata życia zapisują się w pamięci jako czas oczarowania.

Świat dorosłych, bez elfów i Świętego Mikołaja, bez raju zabawek i bez Narni, bez Krainy Wiecznej Szczęśliwości, gdzie odchodziły na zawsze nasze ukochane zwierzęta, i bez Aniołów Stróżów, może się wydać miejscem zimnym i nieprzyjaznym. W świecie tym nie ma też jednak diabłów, nie ma ognia piekielnego, nie ma złych czarownic, duchów, nawiedzonych domów, ludzi owładniętych przez demony, straszydeł i wilkołaków. Owszem, okazuje się, że Misio i Lala nie są żywymi istotami. Za to możemy się przytulić do rzeczywistych ciepłych, myślących dorosłych towarzyszy życia i dla wielu z nas będzie to bardziej satysfakcjonujący rodzaj miłości niźli uczucie, które żywimy do wypchanych przytulanek, chociażby najbardziej puszystych i miękkich w dotyku.

Osoba, która nie dorasta prawidłowo, przenosi swoje "gąsienicze" cechy charakteru z dzieciństwa (gdzie były zaletami) w wiek dorosły (gdzie stają się wadami). W dzieciństwie naiwność bardzo nam pomaga. Umożliwia wypełnienie (z niezwykłą wręcz prędkością) naszego mózgu wiedzą pochodzącą od naszych rodziców i naszych przodków. Jeżeli jednak z tej naiwności w odpowiednim czasie nie wyrośniemy, to nasza gąsienicza natura sprawi, że staniemy się łatwym łupem dla astrologów, rozmaitych mediów, guru, telewizyjnych kaznodziei i szarlatanów. Geniusz ludzkiego dziecka, zwłaszcza jako intelektualnej gąsienicy, ma służyć wchłanianiu informacji i idei, a nie poddawaniu ich krytycznej ocenie. Jeśli z czasem wykształca się w nas zdolność krytycznego myślenia, to dzieje się tak pomimo charakterystycznych dla dzieci skłonności, a nie dzięki nim. Chłonna bibuła, jaką jest dziecięcy umysł, nie jest dobrą glebą dla gorzkich ziaren sceptycyzmu. Dorastając, musimy zastąpić automatyczną łatwowierność dziecka konstruktywnym sceptycyzmem dojrzałej nauki.

Tu wszakże spodziewam się dodatkowego kłopotu. Opowieść o dziecku jako informacyjnej gąsienicy jest zbyt wielkim uproszczeniem. Zaprogramowaną dziecięcą łatwowierność charakteryzuje bowiem taki zwrot, że dopóki go dobrze nie zrozumiemy, wydawać nam się będzie niemal paradoksalny. Wróćmy do naszego obrazu dziecka, które musi jak najszybciej przyswoić sobie wiedzę poprzednich pokoleń. Co dzieje się, kiedy dwoje dorosłych, dajmy na to matka i ojciec, udzielają sprzecznych rad? Co stanie się, jeśli matka powie, że wszystkie węże są śmiertelnie niebezpieczne i musi się ich zawsze unikać, a następnego dnia ojciec powie, że owszem, wszystkie, ale z wyjątkiem zielonych, i możemy takiego hodować w domu? Obie rady są słuszne. Bardziej ogólnikowa informacja matki ma na celu ochronę dziecka przed wężami, nawet jeśli zupełnie niepotrzebnie obejmuje też niegroźne węże zielone. Informacja pochodząca od ojca jest mniej ogólnikowa, ma ten sam skutek ochronny i jest w pewien sposób lepsza, ale może się okazać fatalna, jeśli zostanie bezkrytycznie przeniesiona na grunt innego, odległego kraju. Tak czy inaczej sprzeczność obu informacji może u dziecka wywołać niebezpieczny zamęt. Rodzice zwykle starają się usilnie, aby nie zaprzeczać sobie nawzajem i najprawdopodobniej jest to słuszne postępowanie. Jednakże dobór naturalny, który "wymyślił" naiwność, musiał sobie jakoś poradzić z potencjalną niespójnością informacji. Mogłaby to być na przykład zasada pierwszeństwa, taka jak: "Wierz tej informacji, którą usłyszałeś najpierw". Albo też: "Uwierz raczej matce niż ojcu, a ojcu daj pierwszeństwo przed wszystkimi innymi dorosłymi w twym otoczeniu".

Czasem rady udzielane przez rodziców ostrzegają przed nadmierną ufnością wobec innych dorosłych członków społeczności. Mówią na przykład: "Jeśli ktoś obcy powie, byś z nim poszedł, bo jest przyjacielem twoich rodziców, nie wierz mu, niezależnie od tego jak miło wygląda i nawet (a zwłaszcza wtedy) kiedy kusi cię słodyczami. Możesz pójść jedynie z kimś, kogo znasz i kogo znają twoi rodzice lub z kimś w mundurze policjanta". (Niedawno opublikowano w brytyjskich gazetach czarującą opowieść o tym, jak to Elżbieta, królowa matka, dziś już ponadstuletnia, kazała szoferowi zatrzymać samochód, którym jechała, obok jakiejś płaczącej dziewczynki, wyraźnie zagubionej. Miła starsza pani wysiadła, by pocieszyć małą, i zaproponowała, że zabierze ją do domu. "Nie mogę - chlipnęło dziecko - nie wolno mi rozmawiać z nieznajomymi"). W niektórych sytuacjach dziecko musi zatem ćwiczyć coś, co jest dokładnym przeciwieństwem łatwowierności, a mianowicie nieustępliwe obstawanie przy wierze we wcześniejsze uwagi dorosłych w obliczu kuszących i wyglądających na godne zaufania, ale sprzecznych z tamtymi, nowszych informacji.

Same słowa "łatwowierny" i "naiwny" nie są, jak się wydaje, odpowiednie w odniesieniu do dzieci. Prawdziwie naiwni ludzie wierzą w byle co, nawet jeśli jest to sprzeczne z tym, czego dowiedzieli się wcześniej. Cechą dzieciństwa, którą chcę tu podkreślić, nie jest czysta łatwowierność, ale złożona kombinacja naiwności z jej przeciwnością - uporczywym trwaniem przy raz zdobytej wiedzy. Najlepszą receptą jest zatem pierwotna skrajna łatwowierność połączona z wtórną, równie niezłomną niezmiennością poglądów. Nietrudno dostrzec, jak niszcząca może być taka kombinacja. Jezuici wiedzieli, co mówią, gdy obiecywali: "Daj nam swoje dziecko na pierwszych siedem lat, a my ci oddamy gotowego człowieka".

Richard Dawkins
[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach