Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Socjologia, Polityka > SOCJOLOGIA  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
Inny przykład można zaczerpnąć z relacji skruszonych grzeszników. W niektórych kręgach protestantów przyjęte jest, że konwertyci "dają świadectwo" wiary, składając relację o swoim nawróceniu. Wystarczy usłyszeć kilka takich świadectw, by zorientować się, że powstają one wedle pewnych szablonów. Konwertyta został wychowany w wierze przez pobożną matkę, która robiła, co mogła, by utrzymać swe dziecko na prostej i wąskiej ścieżce, lecz pokusy świata były zbyt wielkie i bohater pogrążył się w grzechu. Wszelkie przyjemności, jakie niosło ze sobą takie życie, miały jednak dla niego gorzki posmak. Nagły kryzys (często śmierć świątobliwej matki lub innej ukochanej osoby) przywiódł go do zrozumienia własnej grzeszności. "Jadąc tej nocy do domu, czułem ciężar przygniatającego mnie grzechu. Zdałem sobie sprawę, że gdybym umarł, poszedłbym do piekła. Zatrzymałem samochód i modliłem się do Jezusa, by wkroczył w moje życie". Podane zostają dzień, godzina i miejsce nawrócenia. W ostatnim ustępie opowieści konwertyta opowiada, jak jego życie zmieniło się na lepsze, odkąd ofiarował się Panu. Otóż może być tak, że świadectwa te są bardzo podobne, ponieważ podobna jest tkwiąca u ich podstaw rzeczywistość, którą opisują. Ale przy założeniu, że każdy, kto wyrósł w kulturze protestanckiej, słyszał setki takich historii, jest także możliwe, że podobieństwa wynikają z popularności tego typu relacji oraz roli, jaką odegrały w kształtowaniu ludzkich interpretacji własnych doświadczeń.

Wielokrotnie spotkałem się z innym wariantem tego problemu, przeprowadzając wywiady z członkami protestanckich ugrupowań paramilitarnych w Irlandii Północnej. Niektórzy ludzie, prawdopodobnie powodowani powściągliwością głęboko zakorzenioną przez lata oporu wobec policyjnych przesłuchań, rozmyślnie umniejszali swoją rolę w aktach terroru. Inni, przypuszczalnie po to, by zaszokować wywodzącego się z klasy średniej naukowca, wyolbrzymiali swoje zbrodnie. Pewien mężczyzna przechwalał się z takim zapałem, że przyznał się nawet do morderstwa, którego nie popełnił. Kiedy wspomniałem o tym innemu, ten zbył mnie, mówiąc: "Tak, dla ciebie on będzie udawał sędziego Dredda. Jeśli go o to spytasz, powie, że stuknął mamę jelonka Bambi". Ale problem zniekształcenia danych wskutek zbierania ich w formie wywiadów z respondentami nie ogranicza się do badań nad przestępczością czy innymi w oczywisty sposób drażliwymi tematami. Dotyczy wszelkiego rodzaju badań społecznych, gdyż fakt podjęcia badań wprowadza nowe zmienne.

Przykładem mogą być ankieterzy badający opinię publiczną, którzy pytają ludzi o stosunek do tej czy owej kwestii i podają odpowiedzi, nie biorąc pod uwagę, że sam fakt, że zadano im pytanie, może skłaniać ludzi do deklarowania jakiegoś stosunku wobec rzeczy, o których niewiele wiedzieli i które ich jeszcze mniej obchodziły. W pewnej kalifornijskiej ankiecie umieszczono pytanie o całkowicie fikcyjną kwestię, która rzekomo miała stanowić przedmiot przyszłego referendum. Ankieter mówił: "Słyszeliście o poprawce Snibbo. Co o tym sądzicie?" i dawał respondentom do wyboru następujące odpowiedzi: "zdecydowanie popieram", "popieram", "jest mi to obojętne", "jestem przeciwny", "jestem zdecydowanie przeciwny". Duża część respondentów opowiedziała się za lub przeciw, wielu zajmowało nawet zdecydowane stanowisko. Być może czuli, że wyszliby na głupców, gdyby przyznali, że nie mają pojęcia, o czym mówi ankieter. Być może po prostu chcieli mu pomóc. Być może charakter interakcji ("Jestem tu. Odpowiadam na pytania") miał tak wielki wpływ na postawę respondentów, że z rozpędu zapędzili się dalej niż powinni.

To, co ludzie mówią, może być na cztery sposoby związane z tym, jak faktycznie postępują. Po pierwsze, respondenci mogą nie pamiętać swoich motywacji lub ich nie rozumieć. Po drugie, mogą je pamiętać lub rozumieć aż za dobrze, rozmyślnie je przy tym ukrywając. Żyjący w XIX wieku przemysłowiec J. P. Morgan trafnie wyraził to pragnienie, by wydawać się przyzwoitym i uczciwym, mówiąc: "Dla każdego uczynku są dwa powody - dobry i prawdziwy". Po trzecie, wpływ okoliczności, w jakich składana jest relacja, może być taki, że niezależnie od kwestii rozumienia własnych intencji i uczciwości respondenta nie możemy potraktować jego słów jako wiarygodnego źródła poznania tego, co istotnie myślał i odczuwał. Odmienności jednostkowych wariantów mogą zostać zniwelowane pod wpływem dążenia do konsensusu: przykład mogą tu stanowić przedstawione powyżej świadectwa nawrócenia. Między dwoma ostatnimi przypadkami sytuuje się możliwość czwarta - zbiorowej hipokryzji. Niektórzy ludzie zgodni są co do tego, że kierują się w swym działaniu słusznymi powodami, lecz jednocześnie rutynowo "wyjaśniają" to, co robią, uciekając się do publicznie akceptowanych usprawiedliwień. Na przykład lekarze mogą stosować kosztowne leczenie, w wypadku niewydolności nerek czy raka płuc, tylko wobec części pacjentów, nieformalnie moralizując na temat, kto zasługuje na opiekę, a kto nie, lecz unikają publicznej obrony tego rozumowania, twierdząc, że ich decyzje zostały podjęte wyłącznie na podstawie prawdopodobieństwa powodzenia terapii.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach