Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Medycyna, psychologia > Wirusy, plagi i dzieje ludzkości  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Hipotezę o roli komarów w przenoszeniu żółtej febry, która w świetle innych odkryć i obserwacji medycznych brzmiała bardzo prawdopodobnie, wysuwało wcześniej wielu badaczy, nikomu jednak nie udało się jej dowieść. W 1807 roku John Crawford z Baltimore ogłosił pracę, w której udowadniał, że komary przenoszą żółtą febrę, malarię i inne choroby. Podobny pogląd wyraził w 1848 roku Joshua Nott z Mobile w stanie Alabama. Ciekawym zbiegiem okoliczności ten właśnie doktor Nott asystował przy porodzie Williama Gorgasa, któremu w 1900 roku udało się wyplenić komara Aedes aegypti z Kuby, innych terenów amerykańskich, a przede wszystkim z rejonu budowy Kanału Panamskiego. Również w 1853 roku francuski lekarz Louis Beauperthuy, pracujący w Wenezueli, twierdził, że komary przenoszą malarię i żółtą febrę. Żaden z nich jednak nie przedstawił przekonującego dowodu na poparcie swojej teorii. Natomiast Finley przeprowadził wiele eksperymentów. Łapał dzikie komary, pozwalał im napić się krwi chorych na żółtą febrę, a następnie krwi ludzi zdrowych, którzy wcześniej nie przeszli tej choroby. Jednakże wyniki były nieprzekonujące. Czterech spośród pięciu mężczyzn zachorowało lekko, miało niewysoką gorączkę, ale u żadnego nie wystąpiły typowe objawy żółtej febry. Ówczesny główny chirurg armii Stanów Zjednoczonych George Sternberg - jeden z najwybitniejszych mikrobiologów Ameryki Północnej i organizator Komisji do Badania Żółtej Febry - stanowczo odrzucił hipotezę Finleya. Sternberg pracował z Finleyem na Kubie w pierwszej komisji pod koniec lat siedemdziesiątych XIX wieku i cenił jego pracę, uważał jednak, że komar, karmiąc się krwią, niczego człowiekowi nie wstrzykuje. Niestety, pozycja i autorytet Sternberga były na tyle silne, że poglądy Finleya nie zyskały popularności wśród specjalistów. Tymczasem dowodów na rolę owadów w przenoszeniu chorób zakaźnych było coraz więcej. W 1878 roku Patrick Manson wykazał, że komar zakaża człowieka pasożytniczą chorobą - filariozą. Następnie, w roku 1892, Theobald Smith wraz z Frederickiem Kilbourne'em opisali rolę kleszczy w przenoszeniu pasożytniczej choroby bydła, zwanej "gorączką teksańską". W 1894 roku Manson wykazał, że śpiączka afrykańska, wywoływana przez pierwotniaki Trypanosoma, jest przenoszona przez muchę tse-tse. W dwa lata później Ronald Ross, lekarz armii brytyjskiej, dowiódł, że komar przenosi zarodźca malarii.

Członkowie komisji różnili się poglądami co do roli komarów w przenoszeniu żółtej febry. Jedynie Lazear był tego pewny. W tym czasie nie znano żadnego innego gatunku poza człowiekiem wrażliwego na tę chorobę. Aby rozstrzygnąć problem roli komara, zdecydowano się więc przeprowadzić doświadczenia na ludziach. Nikt nie podchodził specjalnie entuzjastycznie do możliwości zachorowania na żółtą febrę, ale Carroll, Lazear i Agramonte zdecydowali się podjąć ryzyko. Reed nie brał bezpośredniego udziału w eksperymencie. Aby otrzymać komary, które nie żywiły się dotąd krwią, wyhodowano je w laboratorium z jaj dostarczonych przez Carlosa Finleya. W pierwszej serii doświadczeń Lazear i ośmiu innych ochotników zostało ukąszonych przez komary niemal tuż po tym, jak nakarmiły się one krwią chorych na żółtą febrę. Agramonte tak opisuje to doświadczenie:

Umieściliśmy każdego owada w osobnej szklanej probówce, zatkanej kłębkiem waty, podobnie jak to się robi z hodowlami bakterii. Gdy przewracano probówkę korkiem w dół, komar zwykle leciał w górę i znajdował się w pobliżu dna probówki. Wtedy otwierano probówkę i przystawiano jej wylot do skóry ochotnika na ramieniu lub brzuchu. Po kilku minutach głodny komar zlatywał na skórę i rozpoczynał posiłek. Gdy się nasycił, potrząsano probówką, co prowokowało komara do wzlotu w górę. W tym momencie odejmowano probówkę od skóry i zatykano korkiem z waty.

Żaden z dziewięciu ochotników nie zachorował.

Wtedy Carroll zgłosił się do udziału w doświadczeniu. "Przypomniałem doktorowi Lazearowi, że jestem gotowy, a on w końcu przystawił mi do ramienia komara, który kilkanaście dni wcześniej karmił się krwią poważnie chorego pacjenta [...]. Całkiem świadomie chciałem podjąć to ryzyko". Tego wieczoru Carroll pisał do Reeda, przebywającego w tym czasie w Waszyngtonie: "Zażartowałem, że jeżeli istnieje choćby źdźbło prawdy w hipotezie ťkomarowejŤ, to musiałem dostać niezłą dawkę, i tak też było".

Dwa dni później Carroll odczuł pierwsze słabe objawy choroby, a po czterech dniach rozwinęła się u niego typowa żółta febra z osłabieniem, dreszczami i gorączką dochodzącą do 39°C. Badanie krwi nie wykazało obecności pasożytów malarii, co dowodziło, że Carroll nie zachorował na malarię. Agramonte pisał:

Ponieważ nie znaleźliśmy pasożytów malarii, Carroll powiedział, że chyba zaziębił się na plaży, ale jego zaczerwienione, nabiegłe krwią spojówki i ogólny stan, mimo że udawał wesołość i obojętność, wstrząsnęły mną do głębi. Nie zdawał sobie sprawy, że ma żółtą febrę. Gdy stwierdziliśmy, że zachorował, Lazeara i mnie po prostu ogarnęła panika.

Życie Carrolla wisiało na włosku. Majaczył w gorączce dochodzącej do 40°C, miał silne bóle głowy i pleców, opuchnięte dziąsła i silną żółtaczkę. Nie wystąpiły jednak u niego krwawienia i po kilkunastu dniach temperatura spadła.

Dramatycznym świadectwem ulgi, jaką odczuli, gdy kryzys choroby minął, jest list Reeda do Carrolla pisany z Waszyngtonu:

Waszyngton, 7 września 1900 r.
godz. 13.15

Drogi Carrollu:

Hip, hip hurra! Chwała Bogu za dobre wieści z Kuby - "Stan Carrolla poprawił się - prognoza bardzo dobra". Chyba wyjdę na miasto i upiję się na umór!
Naprawdę nie przypominam sobie, abym kiedyś doznał tak wielkiej ulgi, jak po otrzymaniu wiadomości o Twoim wyzdrowieniu! Ponadto - nie uwierzysz chyba - raport o durze brzusznym został wysłany do Głównego Biura! Niech mnie gęś kopnie, jeżeli nie upiję się podwójnie!

Gorąco pozdrawiam, drogi chłopcze.
Twój Reed

PS Wracaj do domu jak najszybciej, musisz zobaczyć żonę i dzieci.
Czy to naprawdę sprawka komara?

Choroba tak osłabiła Carrolla, że jeszcze po dwóch tygodniach nie tylko nie mógł stać, ale nawet samodzielnie zmieniać pozycji w łóżku. Ponieważ jednak na kilka dni przed zachorowaniem stykał się z chorymi na żółtą febrę, więc nie można było z całą pewnością powiedzieć, że jego choroba była spowodowana ukąszeniem komara. Dlatego zdecydowano się powtórzyć doświadczenie na ochotniku, który nie zetknął się dotąd z żółtą febrą. Był nim szeregowiec nazwiskiem William H. Dean. W dniu, w którym zachorował Carroll, Lazear, aby zwiększyć szanse zakażenia, przyłożył do ramienia ochotnika - oprócz trzech zakażonych komarów, również tego, który nakarmił się krwią Carrolla, a więc prawdopodobnie przekazał mu wirusa. Lecz u Deana wystąpiły tylko bardzo lekkie objawy żółtej febry. Trzynastego września 1900 roku Lazear przeprowadził eksperyment na sobie samym. Na piąty dzień zachorował. W miarę postępu choroby wystąpiła żółtaczka, krwawe wymioty i majaczenie. Po 12 dniach Lazear zmarł. John Carroll pisał potem: "Nigdy nie zapomnę wyrazu jego oczu na trzeci czy czwarty dzień choroby. Widziałem go wtedy po raz ostatni".

Waszyngton, 26 września 1900 roku

Drogi Carrollu:

Po depeszy majora Keana o ciężkim stanie Lazeara nadeszła wkrótce druga - z wiadomością o jego śmierci. Doprawdy nie wiem, jak mam wyrazić mój żal z powodu takiego zakończenia pracy naszego kolegi!

Wiem, że jesteś wstrząśnięty tak samo jak ja. Lazear był wspaniałym i odważnym człowiekiem. Ponieśliśmy niepowetowaną stratę. Wczoraj prosiłem generała, aby wysłał depeszę w sprawie zabezpieczenia notatek Lazeara, w których opisał swój eksperyment. Zbadaj je dokładnie i przechowaj.

Jutro rano wyjeżdżam do Nowego Jorku - chciałem prosić, abyś czekał na mnie z powozem na końcu ulicy O'Reilly albo na nabrzeżu. Dowiedz się od kwatermistrza, gdzie będą schodzić na ląd pasażerowie Crooka, który powinien przypłynąć w środę, 3 października.

Jeżeli obserwacje Twoje i Lazeara są takie, jak wspominałeś, musimy jak najszybciej ogłosić wstępne doniesienie.

Gorąco pozdrawiam
Reed
[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach