Nie były to najszczęśliwsze narodziny. Lekarze sądzili, że Samuel Johnson, wielki pisarz i mówca, urodził się martwy. Szczęśliwie dla literatury Zachodu, podjęto jednak próbę przywrócenia go do życia. Przyszłym pisarzem potrząsano, klepano go i przytulano, krzyczano nań i wymierzano mu klapsy, dopóki sam nie krzyknął, przekonując wszystkich o swojej żywotności. Wypadki towarzyszące jego narodzinom były zapowiedzią przyszłych kłopotów ze zdrowiem. Samuel Johnson dożył co prawda aż 75 lat, zaznał jednak niemal wszystkich dolegliwości i chorób swoich czasów.
W dzieciństwie zachorował na gruźlicę węzłów chłonnych szyi. Później chorował na astmę, rozedmę płuc, kamicę żółciową, podagrę, wodniaka jądra, chorobę maniakalno-depresyjną, chorobę pęcherza, która spowodowała u niego nietrzymanie moczu, a także na przewlekłe zapalenie oskrzeli. "Kłopoty ze zdrowiem z rzadka opuszczały mnie choćby na jeden dzień" - pisał Johnson.
Choroby nie ominęły też jego zmysłów. Pozostawiły po sobie ślepotę jednego oka i częściową głuchotę. W pewnym momencie życia Johnson doznał przejściowej afazji, czyli utraty mowy, prawdopodobnie spowodowanej wylewem krwi do mózgu. Jedynym zmysłem, który z upływem lat się wyostrzał, był zmysł bólu.
Mimo niedomagania zmysłów Johnson żył przez ponad siedem dziesięcioleci, co w XVIII wieku było niezwykłym osiągnięciem. Umarł w grudniu 1784 roku, kiedy jego płuca zalał płyn wysiękowy. Jego biograf, Boswell, napisał, że aż do samego końca Johnson przyjmował gości i zabawiał ich rozmową. Koniec nadszedł szybko. "Do siódmej rano narastały trudności z oddychaniem - pisał Boswell. - Wtedy to pan Barber i pani Desmoulins zwrócili uwagę, że ustał odgłos, który dochodził z płuc Johnsona. Podeszli do łóżka i stwierdzili, że nie żyje".
Siła życia
Życie Samuela Johnsona było hołdem oddanym woli przetrwania oraz chęci tworzenia mimo upośledzenia zmysłów. Zmagania Johnsona z własną słabością chciałbym uczynić punktem wyjścia naszej dyskusji na temat zmysłów, które proces starzenia się upośledza w dotkliwy sposób. To, że korzystamy z nich mimo okrutnych wyroków zegara życia, zawdzięczamy żywotności naszych organizmów.
W niniejszej części zbadamy wpływ procesu starzenia się na pięć zmysłów: wzrok, słuch, węch, smak i dotyk. Dowiemy się, jakie zdolności tracimy z wiekiem, a jakie nam pozostają. Omówimy złożoną budowę naszych narządów zmysłów i postaramy się wykazać, że zachowanie choćby części ich zdolności jest wielkim osiągnięciem nawet dla ludzi żyjących w XX wieku. A dla osiemnastowiecznego pisarza było niemal cudem.
|