Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ekologia > Zbiór esejów 
  Indeks
Ekologia
Ekosystemy
Ekosystemy niezwykłe
Głębie oceaniczne
Ekosystemy trawiaste
Zmiany w środowisku
Efekt cieplarniany
Wstęp
Krótka historia klimatu
Rola Słońca
Niezwykłe położenie . .
Rola organizmów . . .
CO2
Zagrożenia
Katastrofy ekologiczne
Katastrofy a ewolucja
organizmów żywych

  Źródło
Wybrane fragmenty pochodzą z książki
Ziemia i życie autorstwa Marcina Ryszkiewicza


  Katastrofy a ewolucja organizmów żywych
 
Czy człowiek może
zniszczyć życie na Ziemi?
 
K
atastrofy są dziś w modzie i geologia pokazująca, jak często nawiedzały one Ziemię w przeszłości, walnie się do tego przyczyniła. Wiele współczesnych koncepcji geologicznych przewyższyło pod tym względem nawet dziewiętnastowiecznych katastrofistów spod znaku Georgesa Cuviera, Williama Bucklanda czy Jeana Louisa Agassiza. Opisane przez tych uczonych gigantyczne zalewy, potopy i zlodowacenia nie robią już na nas wrażenia. Tylko żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku przyrodnik William Whiston, ze swymi kometami przesuwającymi oś obrotu Ziemi, zmieniającymi klimaty i niszczącymi całe ziemskie życie w ogniu powszechnym, nie ustępuje rozmachem swych wizji uczonym końca XX wieku.
       W modzie też jest dzisiaj „wielka ekologia” – i przekonanie, że człowiek niebezpiecznie zabawia się z całą biosferą. Z tych dwóch mód czy tendencji narodził się, bo musiał się narodzić, strach, że nasza działalność może wkrótce doprowadzić do rozregulowania mechanizmu biosfery, do wielkiego wymierania organizmów i ostatecznie do zagłady nas samych. Zewsząd słyszymy ostrzeżenia przed skutkami naszych działań, a przekonanie, że człowiek jest najmądrzejszym organizmem dla życia na ziemi od początku jego istnienia, przyjęło się już dość powszechnie. Czy tak jest w istocie?
 
 Katastrofy dawne i nowe
 
Lęki kończącego się millenium nie wzięły się znikąd – to pewne. Nie trzeba nikogo przekonywać, że istotnie „źle się bawimy” i że już zbieramy ponure żniwo tej zabawy („antropogenne” wymieranie gatunków na wielką skalę jest faktem oczywistym). Tu jednak chciałbym pokazać, że być może przesadzamy trochę z przekonaniem o własnej wszechmocy i że, co więcej, katastrofy w dziejach Ziemi mogą być postrzegane z odpowiedniej perspektywy jako tyleż niszczące, co twórcze. Że nawet, poniekąd, są one motorem postępu i że my sami zapewne zawdzięczamy im swoje istnienie. Nie ma więc w końcu tego złego, co by na dobre nie wyszło, tyle że trudno przypuszczać, by wyszło to na dobre akurat nam.
       Źródła współczesnego neokatastrofizmu, podobnie jak jego odpowiedników w wieku XIX, są z pewnością rozliczne. Same nauki przyrodnicze nie wszystko mogą tu wyjaśnić. Być może w przełomowych czasach łatwiej przychodzi nam słuchać o przełomach w dziejach życia, niezależnie od tego, jak bardzo prawdopodobne lub nieprawdopodobne są tego rodzaju spekulacje.
       A jednak fakty geologiczne, zarówno dziś, jak i przed 150 laty, z pewnością również odegrały swoją rolę. Dziewiętnastowieczny dyluwializm (od diluvium – potop) opierał się na ważnej i istotnie trudnej do wytłumaczenia obserwacji: na ogromnych obszarach Europy można było spotkać luźne, chaotyczne, bezładnie rozrzucone osady, zawierające niezliczone głazy egzotycznego pochodzenia. Osady te, nazwane dryftem, stanowiły zagadkę: Skąd wzięły się na Ziemi, i to w tak niedalekiej przeszłości (ów dryft stanowił wszędzie najmłodsze skały)? Ostatecznie uznano, że tylko potop powszechny mógł rozrzucić tak wiele głazów na tak duże odległości, jest to więc materialny dowód tego biblijnego wydarzenia. (Dopiero teoria lodowcowa Louisa Agassiza, też skądinąd katastroficzna, miała tę obserwację ukazać w nowym świetle). Dziś jest, poniekąd, podobnie. Niezależnie bowiem od filozoficznych uwarunkowań współczesnego neokatastrofizmu jego podłoże naukowe, odpowiednik dziewiętnastowiecznego „dryftu”, też da się streścić jednym słowem – iryd. To od niego wszystko się zaczęło.
 
Co ma iryd do bolidu?
 
Wszyscy już chyba słyszeli o zderzeniu Ziemi z planetoidą (czyli z angielska – o impakcie), o irydzie i o wymieraniu dinozaurów. Połączenie tych trzech elementów staje się z wolna zbitką pojęciową. Chciałbym więc tylko wyjaśnić kwestię irydu, jako najmniej w tym wszystkim zrozumiałą. Otóż Ziemia ma budowę koncentryczną, a jej cechy są wynikiem grawitacyjnego rozdzielenia mas – w wyniku siły ciążenia w roztopionej kiedyś Ziemi doszło do koncentracji najcięższych pierwiastków w środku (jądrze), najlżejszych zaś – na zewnątrz (w atmosferze), z wszelkimi pośrednimi gradacjami pomiędzy tymi strefami (w płaszczu, astenosferze, skorupie ziemskiej). Potem Ziemia zakrzepła i ten układ, zakonserwowany, przetrwał do dziś (z tym zastrzeżeniem, że prądy cieplne w płaszczu i jądrze doprowadziły do częściowego wymieszania mas). Powstała też, nieobecna z początku, hydrosfera. Ogólnie jednak zasada „im niżej, tym ciężej” obowiązuje do dziś i dlatego najcięższe pierwiastki – z rodziny platynowców – zwykle na powierzchni Ziemi nie występują, choć są obecne w meteorytach, a także w płaszczu i jądrze Ziemi.
       Iryd jest tu dobrym wskaźnikiem: względnie obfity w jądrze i płaszczu, w litosferze jest praktycznie nieobecny; jeśli pojawia się na powierzchni Ziemi, to dlatego, że dostarczony tam został „od dołu”, przez wulkany, lub „od góry”, przez meteoryty. Jego obecność na Ziemi świadczy więc o stałym opadaniu pyłu kosmicznego i o nieustającej działalności wulkanów. Kiedy zatem jego zawartość nagle rośnie w cienkiej warstwie odpowiadającej krótkiemu okresowi dziejów Ziemi i kiedy ta warstwa jest obecna na całej Ziemi w utworach tego samego wieku, możliwe są właściwie tylko dwie sensowne interpretacje. Albo mamy do czynienia z osadem powstałym w wyniku uderzenia w Ziemię gigantycznego meteorytu (planetoidy), albo Ziemia przeszła w tym czasie przez okres bardzo intensywnego wulkanizmu, który wyniósł na powierzchnię ogromne ilości materii z głębszych warstw płaszcza.
       Z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w przypadku osadów z przełomu kredy i trzeciorzędu, sprzed 66 milionów lat. Jest to zwykle cienka, kilkucentymetrowa warstewka iłu o wyraźnie zwiększonej zawartości platynowców; w ciągu ostatniej dekady odkrywano ją niemal na całym świecie, w tym także w licznych wierceniach podmorskich. Czy jest to osad związany ze spadkiem meteorytu, czy osad powulkaniczny, wciąż pozostaje sprawą sporną i żywo dyskutowaną. Paradoksalnie, z biegiem czasu przybywa argumentów na rzecz obu tych hipotez. Są więc i tacy, którzy sądzą, że wulkanizm mógł być związany z impaktem (spadkiem), na przykład jako odpowiedź litosfery na wstrząsy wywołane uderzeniem w Ziemię meteorytu.
       W każdym razie w obu przypadkach chodzi o katastrofę – kosmiczną, ziemską lub obie jednocześnie. Kiedy na dodatek okazuje się, że doszło do niej w tym samym okresie dziejów Ziemi, w którym umiejscowiono wydarzenie znane od dawna jako wielkie wymieranie, wówczas rodzi się myśl, że to ona właśnie wywołała śmierć wielu gatunków. Zaczynają wtedy powstawać hipotetyczne modele etapów tego wydarzenia, rodzą się też analogie do czasów współczesnych, na przykład do scenariuszy globalnej wojny nuklearnej (zaskakująca analogia między tzw. zimą jądrową a nocą impaktową bierze się stąd, że model pierwszej zbudowano właśnie według modelu zaproponowanego dla wymierania kredowego). Wymieranie dinozaurów staje się sprawą aktualną – bo zaczynamy w tym wydarzeniu widzieć złowrogie analogie.
góra strony
poprzedni esej
  
[1]
  
[2]
  
[3]
  
                   
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach