Delta
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Delta > Rozne - spis artykułów >  KARTEZJAŃSKI PRZEWRÓT W FILOZOFII?  
  Jesteś tutaj
Wybór artykułów z miesięcznika "Delta"
"Delta" to miesięcznik popularyzujący matematykę, fizykę i astronomię na bardzo wysokim poziomie, wydawany od 1974 roku.
Wirtualny Wszechświat prezentuje wybór tekstów publikowanych w "Delcie" od pierwszego numeru po początek XXI wieku.
  Szukacz
Delta 01/1997
Jan WASZKIEWICZ
KARTEZJAŃSKI PRZEWRÓT W FILOZOFII?

Sen Kartezjusza

Nowoczesny świat, nasz świat triumfującej racjonalności, narodził się 10 listopada 1619 roku, wraz z objawieniem i koszmarem nocnym. Tak Philip J. Davis i Reuben Hersh rozpoczynają swą piękną książkę Sen Kartezjusza (z podtytułem Świat według matematyki). To Kartezjusz bowiem, wówczas 23-letni oficer w służbie Maksymiliana Bawarskiego, owej nocy doznał olśnienia, które zmieniło nie tylko jego własne życie. Przez poprzedzające to przeżycie tygodnie zmagał się on z filozoficznym problemem zasadności naszego poznania. W czasie postoju w wiejskiej chacie, gdzieś koło niemieckiego miasta Ulm, w nagłym błysku intuicji dostrzega podstawy zdumiewającej nauki, po czym zapada w sen i śni trzy sny. Pierwsze dwa, wedle jego własnej interpretacji, zdają się kwestionować dotychczasowe życie Kartezjusza, trzeci - zdaje się dawać wskazówki co do przyszłego postępowania - unifikacji nauki dzięki systematycznemu i metodycznemu użyciu rozumu. Godzi się jeszcze dodać, że filozof w dowód wdzięczności za objawione prawdy zobowiązał się odbyć pieszą pielgrzymkę do sanktuarium Matki Boskiej w Loreto we Włoszech, którą istotnie odbył z czteroletnim opóźnieniem.

Radykalne zwątpienie

Jaka była natura objawionej prawdy? Najlepiej chyba syntetyzuje ją początek pierwszej z Medytacji o pierwszej filozofii napisanej w 1630 r.: Przed kilkoma już laty spostrzegłem, jak wiele rzeczy fałszywych uważałem w mojej młodości za prawdziwe i jak wątpliwe jest to wszystko, co później na ich podstawie zbudowałem; doszedłem więc do przekonania, że jeśli chcę nareszcie coś pewnego i trwałego w naukach ustalić, to trzeba raz w życiu z gruntu wszystko obalić i na nowo rozpocząć od pierwszych podstaw. Program, który Kartezjusz realizował od chwili swojego olśnienia, polegał więc na poddaniu całej wiedzy testowi radykalnego sceptycyzmu i sprawdzeniu, co z niej pozostanie. Dopiero od tego fundamentu można było zacząć budowę gmachu wiedzy wolnej od złudzeń i przesądów. Oczywiście, z czego filozof zdaje sobie sprawę, analiza wszystkich poszczególnych stwierdzeń byłaby - jak to ujmuje - niekończącym się przedsięwzięciem, proponuje więc drogę na skróty. Polega ona na kolejnym rozpatrzeniu całych kategorii twierdzeń i odrzucania ich, jeśli tylko znajdziemy powody do odrzucenia niektórych z nich. Poza tym, trzeba skupić się na fundamentalnych zasadach, gdyż po zburzeniu fundamentów wszystko, co na nich zbudowane, samo upada. Jako pierwsze ulegają zakwestionowaniu wszystkie stwierdzenia oparte na świadectwie zmysłów. Nietrudno bowiem podać przykłady, kiedy świadectwo owo zawodzi. Jasne jest, że tym bardziej kartezjuszowy test każe zakwestionować koncepcje wcześniejszych szkół filozoficznych. Każda z nich dostarcza zresztą argumentów za odrzuceniem konkurentów. Testu nie wytrzymują również twierdzenia teologiczne. Opierają się one bowiem na pewnych mniemaniach, dotyczących natury Boga, których zaprzeczenie również prowadzi do spójnych konsekwencji.

Myślę, więc jestem

Co ostatecznie zostaje na pobojowisku? Otóż jedynym, co wytrzymuje krytykę, jest fakt krytycznego myślenia i myślący podmiot. Mam wątpliwości, być może jestem zwodzony przez zmysły albo nawet przez samego Stwórcę (nawet tak radykalną hipotezę rozpatrywał Kartezjusz), ale to jednak ja istnieję, a co więcej - to ja wątpię. Tej prawdy nie mogą obalić żadne argumenty. Gdyby bowiem jakiś argument doprowadził do mojego zwątpienia we własne istnienie, to jednak musiałby on dotrzeć do mnie, i to poprzez proces myślowy. Potwierdziłby tym samym i to, że istnieję, i to, że jestem bytem myślącym. Myślę, więc jestem - podsumowuje ten stan rzeczy najbardziej chyba znany aforyzm filozoficzny wszechczasów.

Od tego fundamentu Kartezjusz odbudowuje gmach swojej wiedzy, a ponieważ w różnych punktach wychodzi daleko poza ustalenia swoich poprzedników, ukazuje również potęgę swojego systemu, swej metody i jej głównego narzędzia - sceptycznie nastawionego ludzkiego rozumu.

Jak jednak wygląda rekonstrukcja? Co włącza Kartezjusz do obszaru niewątpliwej wiedzy? Wiedza ta, jeśli ma być doskonalsza od odrzuconych mniemań, musi być z góry odporna na test wątpliwości. Możemy więc akceptować jedynie te sądy, które stanowią pewne, jasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę. Co więcej, owa jasność i pewność musi być cechą wszystkich elementów akceptowanego stwierdzenia. Możemy więc przy ich konstrukcji odwoływać się jedynie do tego, co przez radykalny test zostało dopuszczone. Konstrukcja przypomina więc budowanie gmachu matematyki od pojęć pierwotnych i dotyczących ich pewników (proszę zauważyć, że słowo to jest jakby zapożyczone ze słownika Kartezjusza!) do coraz mniej oczywistych stwierdzeń, mających wszakże za sobą sankcję ścisłego rozumowania, w którym odczucie oczywistości odgrywa istotną rolę.

Zgoda, że zarówno określenia pewne, jasne, wyraźne, jak też dyrektywa oparcia na nich poznania mogą budzić wątpliwości. Zauważmy jednak, że tę samą dyrektywę możemy sformułować w sposób mniej kontrowersyjny. Otóż Kartezjusz przeciwny był uznaniu czegokolwiek, co do czego nie mamy pewności, co nie jest dla nas jasne, czego nie potrafimy wyraziście przedstawić (chciałoby się użyć potocznego określenia: był przeciwny mętniactwu). I nie ulega wątpliwości, że taka dyrektywa przyświecała całemu nowożytnemu rozwojowi nauki.

Rekonstrukcja obrazu świata

Co więc Kartezjusz włączył w swój obraz świata? Pewne konsekwencje pociąga za sobą akceptacja istnienia mnie samego. Jeśli bowiem istnieję, to jako ktoś przeżywający pewne doświadczenia zmysłowe, z których niektóre są jasne i wyraźne (jak ból zęba). To samo dotyczy najbardziej oczywistych myśli - na przykład tych, które odnoszą się do idei matematycznych. Obszar pewności, a więc po kartezjuszowsku pojmowanej prawdy, poszerza się stopniowo. Pojawiają się w nim idee wrodzone (jako jasne i wyraźne), wśród których jest idea Boga. Kartezjusz idzie dalej i wykazuje, że istnieje nie tylko idea Boga, ale i Bóg, jako byt doskonały. Ułomny ludzki umysł nie może być twórcą tej idei, gdyż rzecz doskonała nie może powstać z niedoskonałych. Źródło więc idei bytu doskonałego musi być co najmniej tak doskonałe jak owa idea. To kończy dowód.

Tak konstruowana rzeczywistość Kartezjusza rozpada się więc na dwa obszary: myślący umysł i świat materialny. Cechą pierwszego jest myślenie, cechą drugiego - rozciągłość w przestrzeni i ruch mający mechaniczny charakter. Jakie wszakże związki łączą obie te dziedziny? Komentatorzy wskazują, że pojęcie Boga było Kartezjuszowi niezbędne do załatania istniejącej tu właśnie dziury w tworzonym systemie. Jak bowiem miał on uzasadnić związek między doświadczeniem a powstającą racjonalną rekonstrukcją rzeczywistości? Bóg, jako byt doskonały, stawał się poręczycielem prawdziwości konstrukcji rozumowych. Muszą one odpowiadać stworzonemu światu, gdyż w przeciwnym przypadku jego Stwórca, jako zwodziciel czy oszust, nie zasługiwałby na przypisywany mu atrybut doskonałości. Między zasadniczą strukturą rzeczywistości (w pewnej mierze potwierdzaną w doświadczeniu) a jej racjonalną rekonstrukcją zachodzi więc zasadnicza zgodność.

Z tą chwilą pojawia się możliwość pogodzenia się z obiektywną rzeczywistością, choć akceptowane z niej będzie tylko to, co przetrwa test radykalnego wątpienia bądź da się rozumowo - w sposób jasny i oczywisty! - wyprowadzić z zaakceptowanych już elementów. Na pewno zaś należy z gmachu wiedzy usuwać wszystko, co opiera się na ideach niejasnych i niewyraźnych i na sądach niewytrzymujących krytyki.

Jeśli weźmiemy pod uwagę, jak zbudowany był obraz świata przed Kartezjuszem, w jakim stopniu zasiedlony był przez różne, pochodzące z niejasnych źródeł byty widzialne i niewidzialne, to zobaczymy, do jakiego stopnia świat kartezjański stał się prostszy, a w perspektywie mógł ulegać dalszym uproszczeniom. Jakim? To już zależało od tego, kto i w jakim celu puszczał w ruch wypracowane przez filozofa narzędzia. On sam zakwestionował, jako niewytrzymujące racjonalnej krytyki, pojęcia próżni i oddziaływania na odległość. Dlatego racjonalna konstrukcja fizyki, która miała tłumaczyć fakty odkryte i analizowane przez Galileusza i innych wielkich badaczy owego okresu, opierała się na całym szeregu założeń, które raczej oddalały niż przybliżały newtonowską syntezę. Co ważniejsze, fizyka Kartezjusza była znacznie mniej zmatematyzowana od tego, co robił Galileusz i pod tym względem lepiej mieści się w tradycji arystotelesowskiej.

Tak więc, radykalny racjonalizm Kartezjusza nie we wszystkich obszarach był równie owocny. Zastosowany do matematyki przyniósł konstrukcję geometrii analitycznej, co dało dalszemu rozwojowi matematyki silny impuls. Odniesiony do funkcjonowania organizmu ludzkiego prowadził do wizji organizmu jako układu mechanicznego, dominującej co najmniej do XIX wieku. Można by wspomnieć też o przyczynkach Kartezjusza w innych obszarach nauki. Inna sprawa, że znaczna część spuścizny została dość późno opublikowana i jej wpływ na rozwój nauki był mniejszy niż powinien.

Trwały był ton nadany ludzkiemu dążeniu do poznania prawdy: zaufanie do ludzkiego rozumu, żądanie klarowności konstrukcji intelektualnych, poddawanie wszystkich elementów wiedzy testowi radykalnego wątpienia.

Jestem, więc muszę myśleć

Taki napis pojawił się kilka lat temu na wrocławskich murach. Dobrze oddaje on współczesną pozycję kartezjańskiego racjonalizmu. Nadaje się on do formułowania nostalgicznych żartów, ale nie przemawia do wyobraźni. Można nań spojrzeć jak na pewien program badawczy, który wyczerpał swoje możliwości. Polegał on na radykalnym kwestionowaniu wcześniej akceptowanych praw i prawidłowości, na zaczynaniu niejako wszystkiego ciągle od nowa, bez oglądania się na poprzedników i uznane autorytety. Ostatecznymi sędziami pozostawały rozum, myślenie i poczucie oczywistości.

Kartezjusz mógł jeszcze uważać, że te podstawy systemu są jednakowe dla wszystkich i dlatego jego analizy mają uniwersalną wartość. Z każdym kolejnym kartezjanistą sprawa stawała się coraz mniej oczywista. Na francuskiego filozofa powoływały się bowiem wszystkie bez mała późniejsze systemy filozoficzne. Każdy ich twórca zaczynał od radykalnego zakwestionowania dokonań poprzedników, każdy przeciwstawiał im własne rozumowania i własne odczucie oczywistości, a wnioski bywały diametralnie różne.

Dodatkowo, w ostatnich dekadach - i to przez nauki ścisłe - zmuszeni zostaliśmy do akceptacji sądów dalekich od oczywistości i zgodzić się na stosowanie pojęć niejasnych dla laików. Dla uratowania racjonalnego obrazu świata konieczne stało się odwołanie do autorytetów! Co gorsza, straciliśmy wiele z pewności siebie. Nie bardzo wiemy, co oznacza słowo ja, a i termin myślenie nie jest jednoznaczny, jak kiedyś. Przyczyniły się do tego nauki szczegółowe - psychologia (z psychoanalizą), lingwistyka, antropologia, logika...

Nie możemy więc wyjść z systematycznego stosowania kartezjuszowego zwątpienia w tym samym punkcie co on - na gruncie stwierdzenia oczywistości: myślę, więc jestem. Tym bardziej że i z poczuciem oczywistości nie jest najlepiej. Zwątpienie dokonało swojego dzieła - zakwestionowało niemal wszystko, co zakwestionować było można, a co gorsza - nie podsuwa żadnego punktu oparcia dla odbudowy obrazu świata.

Tu może leżeć jeden z powodów tego, że w 400 lat od chwili urodzenia się twórcy nowożytnego racjonalizmu widać regres racjonalizmu jako filozoficznej i życiowej postawy. Jeśli rację mieli cytowani na wstępie Davis i Hersh, to, być może, oznacza to koniec nowoczesności - postmodernizm, jak zwie się modny obecnie prąd filozoficzny i kulturowy. Towarzyszy mu przypływ postaw irracjonalnych (tarot, kabała, astrologia, znachorstwo...).

Zresztą może nie warto zapominać, że wszystko zaczęło się od olśnienia, snu i pielgrzymki filozofa.




[góra strony]
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach