Delta
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Delta > Matematyka - spis artykułów >  MĘSKA SZOWINISTYCZNA ŚWINIA  
  Jesteś tutaj
Wybór artykułów z miesięcznika "Delta"
"Delta" to miesięcznik popularyzujący matematykę, fizykę i astronomię na bardzo wysokim poziomie, wydawany od 1974 roku.
Wirtualny Wszechświat prezentuje wybór tekstów publikowanych w "Delcie" od pierwszego numeru po początek XXI wieku.
  Szukacz
Delta 12/1995
Marek KORDOS
MĘSKA SZOWINISTYCZNA ŚWINIA

W bieżącym roku minęło sto lat od chwili, gdy pierwsza kobieta uzyskała w normalnym (czyli męskim) trybie doktorat z matematyki. Była to Grace Chisholm, Angielka. Doktorat uzyskała w Niemczech, w Getyndze. Praca doktorska dotyczyła rachunku różniczkowego funkcji rzeczywistych wielu zmiennych.

Doktorat taki był możliwy dlatego, że dwa lata wcześniej pruskie władze państwowe wydały zezwolenie na (eksperymentalne!) podejmowanie studiów w Getyndze przez kobiety. Z kolei w dwa lata po doktoracie Grace Chisholm przeprowadzono wśród stu najwybitniejszych profesorów uczelni niemieckich urzędową ankietę na temat dopuszczalności obecności kobiet na uczelniach. W jej wyniku okazało się to dopuszczalne (niewielką różnicą głosów). Tu nawet jest chwila na to, by się przez moment nie wstydzić: matematycy byli najbardziej prokobiecy; najbardziej zdecydowanymi antyfeministami okazali się historycy. Następne 20 lat, zakończone wojną światową, zapewniło kobietom - przynajmniej formalnie - wstęp na wyższe uczelnie: skoro mogły utrzymać cały świat na własnych barkach, podczas gdy mężczyźni zajmowali się wojaczką, nie można ich było zagnać z powrotem do kuchni.

Chyba jednak nikt nie przypuszcza, że obecnie pozycja kobiet - nawet w nauce - jest równorzędna pozycji mężczyzn. Młody Marks zauważył nawet, że również podczas aktu płciowego kobieta i mężczyzna nie robią tego samego - dlaczegóżby w nauce miało być inaczej? Aby się choć trochę pocieszyć, że są nadzieje na wyjście w tej sprawie ze stanu dzikości, nie od rzeczy jest rzucić okiem na to, co było przedtem.

Pierwsza kobieta w dziejach nauki - Hypatia - to męczennica. Zamiast szukać sobie chłopa, a potem wychowywać dzieci, zajmowała się matematyką, fizyką i astronomią (jak później "Delta"). Przypisuje się jej wynalazek areometru, astrolabium i planisfery. A przecież dobrzy ludzie mówili jej, że zajęcia takie przystoją tylko ladacznicom. Mówili, mówili, aż święty (wtedy jeszcze tylko arcybiskup) Cyryl - rzecz dzieje się w Aleksandrii - doradził im, by zołzę ukamienować. I rzeczywiście: poskutkowało.

Dalsze nasze koleżanki po fachu bez trudu można sobie przypomnieć - płonęły jaskrawym płomieniem na stosach praktycznie aż do 1700 roku. Nie warto więc wchodzić w szczegóły.

Trochę inaczej było w XVIII wieku. Taka np. madame du Châtelet przetłumaczyła Principia Newtona - w istocie jest to bardzo już nienaturalne zboczenie, by robić takie rzeczy podczas orgii z Voltairem (i jego kolegami!) - jeśli ktoś nie wierzy w to, że zajmowała się głównie orgiami, niech sięgnie po jakikolwiek film (może być nadawany półtora roku temu serial telewizyjny), gdzie jest o niej mowa, i się przekona. Potem zaraz była rewolucja i choć usunęła trochę tego rodzaju pań, to jednak innym stworzyła szersze pole działania.

Sophie Germain koniecznie chciała zostać matematykiem. Dopuściła się nawet oszustwa. Ponieważ było (nawet w rewolucyjnej Francji) niemożliwe, aby uczęszczała na zajęcia w École Polytechnique, więc namówiła (ciekawe jak?) jednego ze studentów, by przynosił jej notatki i tematy prac domowych oraz podrzucał wykładowcom wykonane przez nią prace (podpisywała się - na ironię - Leblanc). Potrafiła zresztą usidlić również wybitnych uczonych, takich jak d'Alembert, Gauss czy Lagrange. Znana była z tego, że udowodniła, iż równanie xn + yn zn nie ma rozwiązań w liczbach całkowitych niepodzielnych przez n, gdy n jest nieparzystą liczbą pierwszą mniejszą od stu. Ale przecież już sto pięćdziesiąt lat później mężczyźni poszli w dowodzeniu Wielkiego Twierdzenia Fermata znacznie dalej. Zawróciła w głowie członkom Akademii Paryskiej do tego stopnia, że za pracę o wytrzymałości metali dali jej w 1816 roku Grand Prix. Ale sprawiedliwości stało się zadość - na tablicy wymieniającej wszystkich laureatów tej nagrody, umieszczonej na wieży Eiffla, jej nazwiska nie umieszczono.

Prawdziwa jednak afera rozegrała się za sprawą Rosjanki. Nie darmo pisarze rosyjscy XIX wieku malowali swoje rodaczki bawiące za granicą jako awanturnice w każdym sensie: tak ladacznice, jak i rewolucjonistki.

Zofia Korwin-Krukowska (herbu Ślepowron) - bo o niej będzie mowa - w jednej ze swych powieści maluje postać mającą wiele z jej własnych cech: nie powinno dziwić, że nadaje tej prawie-autobiografii tytuł Nihilistka. Malutka, okrąglutka osóbka postanowiła, że będzie koniecznie wielką uczoną. I mimo że nikt jej nie chciał dopuścić do nauki, ani - tym bardziej - do nauczania, dopięła swego. Najpierw znalazła sobie naiwnego młodego człowieka - Włodzimierza Kowalewskiego - który zawarł z nią fikcyjny ślub. Fikcyjny, by nie przeszkadzać jej w nauce, a ślub - by mogła swobodnie przebywać w męskim towarzystwie, co do uprawiania nauki jest, jak wiadomo, konieczne. Potem znalazła, cieszącego się w młodości bardzo złą reputacją wśród mężów, braci i ojców licznych kobiet, starca będącego na dodatek tytanem matematyki, Karla Weierstrassa. Natychmiast wkradła się w jego łaski ("przywracając go ponownie do życia" - jak pisze wielki matematyk niemiecki następnego pokolenia, Felix Klein), prezentując to, na co Weierstrass okazał się najbardziej łasy - duże wykształcenie i pomysłowość w matematyce. Do tego stopnia go zawojowała, że zaczął forsować pomysł, by za udowodnione przez nią twierdzenie o rozwiązalności równań cząstkowych dać jej doktorat. Na próżno Darboux, Hermite i inni próbowali nie zauważać ani Kowalewskiej, ani jej wyniku. Weierstrass się uparł i Kowalewska w 1874 roku doktorat otrzymała. Wprawdzie in absentia, ale summa cum laude.

A tak poważnie: czy nie jest przerażające, że udowodnienie najważniejszego twierdzenia teorii równań różniczkowych cząstkowych to było jeszcze za mało, by Kowalewską uznać za pełnowartościowego człowieka? Co więcej, twierdzenie to znajdujemy w literaturze jedynie jako twierdzenie Cauchy'ego-Kowalewskiej, choć Cauchy, starszy od Kowalewskiej o 61 lat, nie żył już wtedy od siedemnastu lat. Ale wróćmy do naszych baranów.

Jakby jej mało było doktoratu, i jakby Weierstrass nie był jej już potrzebny, wraca Kowalewska do Rosji i tam rodzi córkę jak normalna kobieta (zapomniała widocznie, że małżeństwo miało było fikcyjne). Ale gdy jej mąż umiera, znajduje sobie nową ofiarę - tym razem swego rówieśnika i również ucznia Weierstrassa, Göstę Mittag-Lefflera. Nie trzeba wspominać, że matematyk ten też miał zasłużenie zaszarganą opinię wśród strzegących cnoty córek i żon prawdziwych mężczyzn. Kowalewskiej załatwił drobiazg: została ona w 1884 roku profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Sztokholmskiego. Do Akademii Szwedzkiej już się tej damy wepchnąć nie udało - jak słusznie zauważył jej sekretarz naukowy, profesor Lindhagen: "Gdy Akademia zacznie wybierać na swoich członków kobiety, to przy jakich żywych stworzeniach zdecyduje się zatrzymać?". Zamiast tego Kowalewska uzyskała w Paryżu (w 76 lat po Sophie Germain) nagrodę Bordena za pracę o obrotach ciała sztywnego (tzw. bąka niesymetrycznego), której dalszą część nagrodzili Szwedzi.

I umarła młodo. Ale nikogo nie zdziwi, że zdążyła "w międzyczasie" wziąć udział w Komunie Paryskiej. Czegóż innego można by się po osobie tego rodzaju spodziewać?

Tym razem zaraza nie dała się już powstrzymać. Dynamiczne panienki z Europy Wschodniej akurat w nauce wiodły prym: Julia Lermontowa uzyskała doktorat z chemii w tym samym roku co Kowalewska, Skłodowska uzyskała doktorat z fizyki dopiero w 1903 roku, lecz studia ukończyła na rok przed doktoratem Grace Chisholm. Ale dostała Nagrodę Nobla, i to dwa razy - żeby było śmieszniej: pierwszą razem z doktoratem (laureatka Nobla może dostać doktorat nawet we Francji - w końcu to Szwedzi się pierwsi ośmieszyli).

I z kobietami w nauce trzeba się było rzeczywiście pogodzić. Ale dobra atmosfera wokół tej sprawy trwała. Znakomity matematyk polski z czasów jeszcze sprzed Polskiej Szkoły Matematycznej, Kazimierz Żorawski, musiał w związku ze Skłodowską opuścić Uniwersytet Jagielloński jako zły patriota. W młodości bowiem romansował był z Marią, lecz na żądanie swoich rodziców zgodził się na rozstanie (dokładnie ta sama fabuła, co w Trędowatej, tylko tragedia innego rodzaju) i ona wyszła za Francuza. Pozbawił zatem Polskę - przynajmniej częściowo - wielkiej uczonej. Co gorsza, gdy ta owdowiała, patrzył spokojnie na jej romanse z Langevinem (mają one bodaj bogatszą literaturę niż fizyczne osiągnięcia Skłodowskiej). Musiał się więc Żorawski wynosić z Krakowa na warszawską Politechnikę. I dobrze mu tak: w marcu bieżącego roku w najwyższym majestacie państwowym Francuzi przenieśli prochy swojej największej uczonej do Panteonu. A swoją drogą dziwne, że się o Skłodowskiej mówi jak o worku jabłek.

Nie jest dla mnie zupełnie jasne, czy tego rodzaju tekst, jak powyższy, zostanie przyjęty we właściwy, z mojego punktu widzenia, sposób. Może ten i ów zrozumie z niego akurat nie to, co bym sobie życzył. Także moje Koleżanki. Jedne z nich przecież wygłaszają wykłady na międzynarodowych sympozjach Kobiet-Matematyków, inne za nic nie chciałyby być obecne na tego rodzaju imprezie, traktując ją, jak - nie przymierzając - wesołe miasteczko w Getcie.

Mam jednak wytłumaczenie. Dwóm zupełnie różnym gremiom (płci obojga) w ramach wykładu z historii matematyki i z okazji Dnia Kobiet (znów impreza bardzo dwuznaczna) opowiedziałem mniej więcej takie właśnie rzeczy, a może i więcej. I, ku swojemu zdumieniu, stwierdziłem, że sala przyjęła moje słowa ze zrozumieniem i w duchu takim, jak je mówiłem. Zdumiałem się, bo wiele wskazuje, że w tej akurat kwestii, czyli nie tylko Murzyni, lecz także Żydzi, a nawet kobiety są ludźmi (proszę spojrzeć - tylko jedna z tych nazw pisze się po polsku małą literą), cofamy się, a nawet czynimy to z niejakim zapałem. Więc przekonać się, że przynajmniej na studiach nie jest tak źle i że jednak wychodzimy ze stanu dzikości, jest bardzo przyjemnie.

P.S. Chyba nie jest konieczne wyjaśniać, gdzie wystąpiła w tym artykule tytułowa bohaterka.

Na marginesie:

Grace Chisholm, po zamążpójściu Jung, (1868-1953) - zajmowała się teorią funkcji rzeczywistych, równaniami różniczkowymi i teorią potencjału.

Hypatia, (ok. 370-415) - podobno napisała komentarze do prac Apoloniusza i Diofantosa (ale na szczęście zaginęły); na pocieszenie ma krater na Księżycu i to z widocznej strony.

Sophie Germain, Francuzka, (1776-1831) - zajmowała się teorią liczb, matematyczną fizyką, teorią plastyczności metali, pisała również prace o roli nauki w rozwoju kultury.

Zadanie Germain: wykazać, że dla każdego a > 1 liczba a4 + 4 jest złożona.

Zofia Kowalewska, (1850-1891) - matematyk i fizyk działający w Niemczech, Francji, Szwecji i Rosji. Prace z analizy matematycznej, teorii kryształów (dwójłomności) i mechaniki ciał sztywnych. Pierwsza kobieta - profesor uniwersytetu. Również powieściopisarka. Też ma krater na Księżycu, ale z niewidocznej z Ziemi strony.

Maria Skłodowska, po zamążpójściu Curie, (1867-1934) - Polka, francuski fizyk i chemik, współtwórca podstaw promieniotwórczości, odkrywca radu i polonu, dwukrotny laureat Nagrody Nobla (1903 i 1911), prekursor badań radiomedycznych. Zmarła na białaczkę. Umieszczona przez Francuzów na ich banknocie o najwyższym nominale - 500 franków; w Polsce usunięta z banknotów w ramach tzw. denominacji.




[góra strony]
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach