Właściwa strona - http://www.wiw.pl/biologia/Ekologia/ZiemiaZycie/Esej.asp?base=r&cp=3&ce=9
Wiw Matematyka i przyroda: Astronomia Biologia Fizyka Matematyka Humanistyka: Historia Kultura antyczna Literatura Plastyka Czytaj: Biblioteka Delta Inne: Słowniki Szkoły wyższe Wszechświat w obrazkach Nowe: Nowinki Nowości Jesteś tutaj: Wirtualny Wszechświat Biologia Ekologia Zbiór esejów Indeks Ekologia Ekosystemy Ekosystemy niezwykłe Głębie oceaniczne Ekosystemy trawiaste Zmiany w środowisku Efekt cieplarniany Wstęp Krótka historia klimatu Rola Słońca Niezwykłe położenie . . Rola organizmów . . . CO 2 Zagrożenia Katastrofy ekologiczne Katastrofy a ewolucja organizmów żywych Źródło Wybrane fragmenty pochodzą z książki Ziemia i życie autorstwa Marcina Ryszkiewicza Szukacz Przeszukaj za pomocą Szukacza: witrynę Biologia cały Wirtualny Wszechświat Przeszukaj inne witryny wydawnictwa Prószyński i S-ka Jak zadawać pytania? Katastrofy a ewolucja organizmów żywych, cd. Im gorzej, tym lepiej I tak właśnie toczyła się ewolucja. Nowe światy powstawały na gruzach starych, jako odpowiedzi na nowe wyzwania i dzięki nowym wynalazkom, które z tych wyzwań wynikały. Zewnętrzne wobec życia lub przez samo życie generowane zagrożenia stanowiły bodziec do nowatorstwa, pomysłowości i postępu przyrody lecz zawsze, mimo strat i kryzysów, stary świat pozostawał, znajdując schronienie jako żyjąca skamieniałość dawnych epok, w tych środowiskach i siedliskach, do których te nowe bodźce nie docierały również w ciałach innych organizmów, przebywająca bowiem w naszym wnętrzu i pomagająca nam w trawieniu flora bakteryjna też jest wspomnieniem dawnych, beztlenowych czasów. W ten sposób świat się wzbogacał, bo kumulowały się wciąż nowe wynalazki, nie wypierając nigdy do końca starych i zapewniając tym samym rosnącą odporność całej biosferze. Najbardziej nawet nieprzewidziane kryzysy dotykały te gatunki, które z takimi osobliwymi warunkami miały już kiedyś do czynienia: znały już pozbawione tlenu powietrze, zakwaszone gleby, przesycone siarką wody; które wiedziały, jak radzić sobie w rozpalonym, nienaturalnie upalnym świecie, także w świecie mrozu, suszy i mroku. Postęp w dziejach życia dokonywał się więc przez katastrofy, wyzwania, zagrożenia, które wystawiały pomysłowość natury na próbę. Współczesny świat jest produktem miliardów lat takich właśnie ewolucyjnych wyzwań i odpowiedzi, gdzie każdy nowy wynalazek powodował ekspansję nowatorów i eksterminację maruderów przeżywających czasem w izolowanych, archaicznych środowiskach i odgrywających wciąż role, do których się najlepiej przystosowały, wywołując kolejną kaskadę nowych wynalazków, nowych odpowiedzi... i nowych katastrof. Świat dzisiejszy jest niczym muzeum paleontologiczne, gdzie w różnych środowiskach spotkać można skamieniałości z różnych epok, tyle że są to skamieniałości żywe; a im bardziej warunki przypominają dawne czasy, tym starsze są w nich skamieniałości. Dziś podróż od brzegu morza ku głębiom oceanu jest podróżą w czasie, bo im głębiej, tym więcej owych archaicznych istot można spotkać. A czy w jakimkolwiek muzeum wyrzuca się eksponaty tylko dlatego, że są stare? Obraz, jaki się wyłania, odbiega od dawnych uproszczonych sądów. Inaczej dziś widzimy rolę kryzysów, katastrof, inaczej patrzymy na łatwość i trudność środowiska. Inaczej, wreszcie, postrzegamy problem postępu. Mówiliśmy już o tym, że życie szybko dąży do zapełnienia wszystkich dostępnych mu obszarów, do wypełnienia luk, do ekspansji. To klasyczny niejako motyw ewolucji, bardzo drogi Karolowi Darwinowi, dla którego stanowił najważniejszy, o ile nie jedyny rezultat działania doboru. W takim statycznym, gęsto upakowanym, darwinowskim świecie postęp był możliwy ale był to postęp długi, mozolny, kierunkowy. W takim świecie trudno o wielkie ewolucyjne wynalazki. W ewolucji istnieje pojęcie radiacji adaptatywnych, czyli powtarzających się sporadycznie ewolucyjnych wybuchów innowacyjności w pustych niszach ekologicznych; pustych, bo jeszcze nigdy nie zajętych lub właśnie pozbawionych swych wcześniejszych lokatorów. Problem w tym, że w spokojnym świecie gęstego upakowania takie puste nisze nie istnieją po 4 miliardach lat darwinowskiej ewolucji świat wypełniłby się po brzegi, a życie wtargnęło wszędzie tam, gdzie tylko było to możliwe. Dzisiejszy świat nie sprawia jednak wrażenia gęsto upakowanego. Badania ekologiczne nieoczekiwanie ujawniają istnienie wielu pustych nisz. Daniel Simberloff prowadził prace nad tzw. introdukcją, to znaczy sztucznie wprowadzonymi do ekosystemów nowymi gatunkami. Otóż, zdawało się, że każdy intruz, który przyjmie się i rozmnoży w nowym środowisku, powinien być opłacony wymarciem autochtona bo tylko tak zachowana jest równowaga. Okazało się jednak, że w wielu przypadkach introdukcja gatunków nie wywiera żadnego wpływu na lokalne zespoły. A jeśli tak, to jak zauważa Simberloff oznacza to bardzo przychylne środowisko dla powstawania nowych gatunków , dla ewolucyjnej kreatywności. I choć w tym przypadku chodzi zapewne o nisze opustoszałe całkiem niedawno, i to za sprawą destrukcyjnej działalności człowieka, to w przeszłości podobną rolę odgrywać mogły właśnie naturalne kryzysy czy zakłócenia. Niestabilność środowisk i okresowe katastrofy oto przepis na postęp. Niestabilny świat pustoszony co jakiś czas przez kataklizmy, świat następujących po sobie wymierań i radiacji, wciąż nowych wynalazków i eksperymentów, wciąż odmładzany i kreatywny. Kto sieje wiatr... W jakimś sensie i nasza obecność związana jest z kryzysami już choćby dlatego, że tylko koniec dominacji mezozoicznych gadów umożliwił radiację czekających od dawna na tę sposobność ssaków; a następująca potem radiacja dała również początek naczelnym, grupie, z której się wywodzimy. Ale człowiek jest nie tylko produktem innowacji, gdyż sam jest, i to największym ze wszystkich, innowatorem. Cywilizacja, którą stworzył, oparta została na nieustającej kreatywności, a ostatecznym efektem było pchnięcie ewolucji gatunku na całkiem nowe tory, transformacja zrazu najbliższego, a z czasem i globalnego środowiska, a wreszcie zagrożenie całej biosfery nowymi i groźnymi plagami. Znów, jak w okresach największych przełomów, biosfera podlega szybkiej i niszczycielskiej transformacji: wymierają coraz liczniejsze gatunki, znikają całe ekosystemy na przykład lasy liściaste strefy umiarkowanej, stepy, zmienia się przebieg rzek, zarys linii brzegowych mórz Holandia, Morze Kaspijskie, nawet skład atmosfery. Zmienia się klimat, charakter znoszonych do mórz osadów, odczyn wód opadowych. Ubywa gatunków w coraz bardziej zatrważającym tempie. I rodzi się pytanie coraz bardziej natarczywe: Czy człowiek może zniszczyć życie na Ziemi? Otóż odpowiedź, jak sądzę, jest jednak przecząca: nie może. Wszystkie klęski, które człowiek sprowadza na Ziemię, miały już swoje odpowiedniki. Kwaśne deszcze spadały nieraz na Ziemię, na przykład po przelocie wielkiego bolidu przez atmosferę, kiedy w rozgrzanym powietrzu tworzyły się tlenki azotu zakwaszające opady. Także największe nawet pożary lasów nie są naszym wynalazkiem: znamy ślady w skałach późnokredowych świadczące o wielkim, globalnym pożarze na lądach, prawdziwym ogniu Ziemi. Mówi się o nocy, która zapadła wtedy na wiele lat, o gigantycznym efekcie cieplarnianym, który podgrzał na długo atmosferę gromadzący się dwutlenek węgla pochodzić miał z rozpuszczanych przez kwaśne deszcze wapieni, i o wielkiej dziurze ozonowej, która rozwarła się wówczas nad Ziemią. Również wojna jądrowa mogła już mieć swe odpowiedniki bliskie wybuchy supernowych wystawiać mogły Ziemię na działanie promieni kosmicznych, a znacznie częstsze zmiany położeń biegunów pozbawiały okresowo biosferę ochrony przed nie mniej groźnym wiatrem słonecznym. Wszystkie te zdarzenia musiały pociągać za sobą fale wymierań, nieraz zapewne na skalę globalną. Ale życie przetrwało, a nawet mogło w ten sposób uodpornić się na nowe wyzwania. Nie łudźmy się: szykujemy sobie i innym wiele kłopotów i zapewne wielu już nie zdążymy zapobiec. Ale życia na Ziemi nie zniszczymy na to jesteśmy za słabi. A czy katastrofa, którą możemy wywołać, i tym razem przyniesie jakiś ewolucyjny wynalazek tego i tak się nie dowiemy, bo zawsze na efekty kolejnych radiacji czekać trzeba było wiele milionów lat. Więc lepiej nie próbować badanie dawnych katastrof jest jednak nieporównanie bezpieczniejsze niż wywoływanie nowych. A także, mimo wszystko, bardziej twórcze. góra strony poprzedni esej [1] [2] [3] Wiw - strona główna | Astronomia i kosmologia | Biologia | Fizyka | Matematyka | Historia | Kultura antyczna | Literatura | Szkoła-Plastyka | Nowinki | Nowości | Szkoły wyższe | Biblioteka | Wszechświat w obrazkach | Słowniki | Copyright Prószyński i S-ka SA 2000. All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.