Właściwa strona - http://www.wiw.pl/Biologia/Ewolucjonizm/PsychologiaEwolucyjna/Esej.asp?base=pn_r&cp=1&ce=10 Wiw Matematyka i przyroda: Astronomia Biologia Fizyka Matematyka Humanistyka: Historia Kultura antyczna Literatura Plastyka Inne: Szkoły wyższe Biblioteka Wszechświat w obrazkach Słowniki Nowinki Nowości Jesteś tutaj: Wirtualny Wszechświat Biologia Ewolucjonizm Psychologia ewolucyjna - eseje Indeks Ewolucjonizm Psychologia ewolucyjna Wprowadzenie Biologia, kultura, seks - wybór esejów: Wielkie idee . . . Spory wokół ewolucji Polityczna genetyka Geny i kultura Egoizm czy . . . Ludzie i bestie Myszy i ludzie Gen agresji Prawda o kłamstwie Seks i władza Źródło Esej pochodzi z książki Krzysztofa Szymborskiego Poprawka z natury Szukacz Przeszukaj za pomocą Szukacza: witrynę Biologia cały Wirtualny Wszechświat Przeszukaj inne witryny wydawnictwa Prószyński i S-ka Jak zadawać pytania? Seks i władza Seks i władza, czyli nauki biopolityczne S eksualne tarapaty prezydenta Clintona sprawiły, że miliony oburzonych, rozbawionych i zdezorientowanych obywateli supermocarstwa zadawało sobie pytanie: czego właściwie oczekujemy od naszego przywódcy? Zdaniem uczonych problem jest znacznie bardziej ogólny i dotyczy kwestii, czy demokratyczny system sprawowania rządów jest zgodny z ludzką naturą. W związku z tym warto przypomnieć, że w lecie 1991 roku dwóch amerykańskich politologów, Steven Peterson i Albert Somit, zaprezentowało na konferencji naukowej wyniki swych wieloletnich badań, z których wniosek brzmiał następująco: Ewolucja biologiczna uczyniła prawdopodobnie z Homo sapiens gatunek, którego genetyczne skłonności w istocie nie sprzyjają demokracji . Opisali oni rodzaj ludzki jako gatunek zwierząt wysoce społecznych, o silnej tendencji do hierarchii, posłuszeństwa, dominacji i podporządkowania raczej niż do równości statusu i politycznych wpływów . Względna powściągliwość tych konkluzji w zakończeniu swego referatu autorzy przyznali, iż mogą się mylić zaiste, jak na uczonych, przejaw nietypowej skromności była być może spowodowana aktualnymi wydarzeniami politycznymi w Europie Wschodniej, które pozostawiły wielu Amerykanów pod wrażeniem, że demokracja osiągnęła wreszcie niepodzielny, globalny triumf. Jednak nie ma nic dalszego od prawdy niż takie przeświadczenie mitygują entuzjastów dwaj uczeni. Wśród około 200 istniejących dziś państw tylko nieliczne są stabilnymi demokracjami. Pojawienie się demokracji w rezultacie historycznej ewolucji jest realną możliwością, ale jak dotąd stanowi ona gatunek rzadki i wciąż zagrożony wymarciem. Do takiego pesymistycznego wniosku skłaniają dowody, które wywodzą się, zdaniem Petersona i Somita, z psychologii społecznej, filozofii politycznej i socjologii masowych ruchów politycznych, z prymatologii, neurobiologii i socjobiologii, żeby wspomnieć tylko o niektórych dyscyplinach . Rewelacje dwóch uczonych nie wywołały, wbrew oczekiwaniom, burzliwych protestów, a stało się tak z wielu różnych przyczyn, z których wybrane postaram się przedstawić. Przyznać trzeba, że wygląda na to, iż mieli oni trochę słuszności. Zastanówmy się bowiem, przykładowo, nad niezbyt godnym pozazdroszczenia losem prezydenta Clintona. Prasa, radio i telewizja, nie okazując żadnego respektu należnego jego wysokiej godności, rozwodzą się nad najbardziej wstydliwymi, intymnymi szczegółami jego życia, nie szczędząc mu przy tym szyderstwa i złośliwości. Każda kobieta, skarżąca się prokuratorowi, że w rezultacie jego natarczywości cierpi teraz jak Paula Jones na awersję seksualną , staje się świętą krową, której adwokatom prezydenta nawet nie wypada skompromitować i odsądzić od czci i wiary. W tym samym czasie Saddam Husajn, b te noir administracji Clintona, krwiożerczy satrapa, który spowodował śmierć setek tysięcy własnych obywateli, jest w Bagdadzie co zgrzytając zębami przyznają wszyscy korespondenci i komentatorzy bohaterskim wodzem uwielbianym przez naród. Choć, jak o tym świadczą precedensy historyczne, nagi terror przydaje się często dla zjednoczenia narodu wokół politycznego przywódcy, poddańczy stosunek do władcy może w istocie być czymś w rodzaju naturalnej ludzkiej potrzeby. Przekonał się o tym przed z górą dwoma tysiącami lat założyciel chińskiej dynastii Han, cesarz Kao tsu. Pochodził z ludu i po dojściu do władzy, wiedziony demokratycznym impulsem a zapewne także z braku doświadczenia w rządzeniu niezwłocznie zniósł skomplikowaną dworską etykietę. Konsekwencje tej decyzji wnet okazały się fatalne, gdyż podwładni zaczęli zachowywać się w jego obecności po chamsku, przybywając pijani na audiencje, obrzucając się obelgami w obecności cesarza i wypróbowując ostrza swych mieczy na pałacowych kolumnach. Cesarz poszedł po rozum do głowy i szybko ustalił nowy kodeks dworski, zgodnie z którym zamiast wchodzić do sali tronowej, był do niej wnoszony w lektyce, a jego pojawienie się było zapowiadane przez kilkuset notabli powiewających flagami. Następnie wszyscy wstawali i witali go gromkim aplauzem. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki poddani Kao tsu zaczęli traktować go z niebywałym respektem... Wspomniałem już, że współcześni politolodzy wykazują zadziwiająca niechęć do wdawania się w dyskusje na temat biologicznego podłoża zachowań społecznych człowieka. Po części winę za ten stan rzeczy ponosi zapewne Emil Durkheim, wybitny francuski myśliciel uważany za jednego z twórców socjologii, który utrzymywał z całą stanowczością, że wszelkie zjawiska społeczne mają społeczne wyjaśnienie . W tradycji akademickiej socjologia została więc odseparowana od psychologii, a ta z kolei od biologii. Podjęte w ostatnim dwudziestoleciu próby interdyscyplinarnej syntezy najpierw w postaci socjobiologii, a następnie psychologii ewolucyjnej czy antropologii natrafiły na silny opór ze strony przedstawicieli tradycyjnych nauk psychologicznych i społecznych. Opór, dodajmy, często o wyraźnie politycznym zabarwieniu. Czy jednak można się dziwić psychologom i socjologom, skoro w niekończącej się debacie prowadzonej pod hasłem natura czy kultura samo pojęcie natury jest wysoce dwuznaczne? Co więcej, liczni uczestnicy owej debaty nie są w stanie wyzwolić się od tak zwanego błędu naturalistycznego , czyli mają trudności z rozróżnieniem między tym, co jest, a tym, co być powinno. W dodatku, wobec braku rygorystycznej metodologii, rozmaici przedstawiciele psychologii ewolucyjnej czy antropologii nadają tym samym ustalonym faktom całkowicie odmienną interpretację. Przykładowo: według Petersona i Somita hierarchiczna struktura społeczna jest dla naszego gatunku naturalna , natomiast Francis Fukuyama ten sam, który ogłosił onegdaj koniec Historii oznajmił niedawno z nieukrywanym entuzjazmem: Jeśli nowa biologia mówi nam cokolwiek o ludzkiej naturze, to wydaje się ona dostarczać intelektualnego poparcia ideom klasycznego liberalizmu, który opiera się na przesłance, iż człowiek w stanie natury jest izolowanym i samolubnym osobnikiem, angażującym się z innymi osobnikami w transakcje rynkowe lub społeczne głównie z powodu chęci zaspokojenia swych indywidualnych potrzeb i zachcianek . góra strony poprzedni esej [1] [2] [3] Wiw - strona główna | Astronomia i kosmologia | Biologia | Fizyka | Matematyka | Historia | Kultura antyczna | Literatura | Szkoła-Plastyka | Nowinki | Nowości | Szkoły wyższe | Biblioteka | Wszechświat w obrazkach | Słowniki | Copyright Prószyński i S-ka SA 2000. All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.