Właściwa strona - http://www.wiw.pl/biblioteka/kierunek_shepard/06.asp Wiw Matematyka i przyroda: Astronomia Biologia Fizyka Matematyka Humanistyka: Historia Kultura antyczna Literatura Plastyka Inne: Szkoły wyższe Biblioteka Wszechświat w obrazkach Słowniki Nowinki Nowości Jesteś tutaj: Wirtualny Wszechświat Biblioteka KIERUNEK KSIĘŻYC Jesteś tutaj "KIERUNEK KSIĘŻYC Kulisy amerykańskiego programu księżycowego" Alan Shepard, Deke Slayton oraz Jay Barbree i Howard Benedict Rozdział 8 - Pierwszy w kosmosie Kiedy 20 lipca 1969 roku człowiek po raz pierwszy postawił stopę na Księżycu, wydarzeniu temu przyglądał się i przysłuchiwał ponad miliard ludzi na Ziemi. Do dziś lądowanie na Srebrnym Globie jest uważane za jedno z najważniejszych osiągnięć ludzkości, jeśli nie w ogóle, to przynajmniej w XX wieku. O tym, jak do tego doszło, traktuje Kierunek Księżyc. Znajdziemy tutaj opis pierwszych lotów orbitalnych programów Mercury i Gemini, dramat załogi Apolla 1, płonącego na wyrzutni, i odyseję astronautów Apolla 13, którzy cudem powrócili na Ziemię. Jak każde wielkie przedsięwzięcie, amerykański program księżycowy ma swoje kulisy, smaczki i anegdoty. W książce tej ujawniają je dwaj główni gracze. I Alan Shepard, i Deke Slayton należeli do elitarnej siódemki pierwszych amerykańskich astronautów. Shepard był pierwszym Amerykaninem w kosmosie, spacerował też po Księżycu, dowodząc misją Apolla 14. Slayton wziął udział w ostatnim locie statku Apollo, kiedy połączył się on z radzieckim Sojuzem 17 lipca 1975 roku. Ale to nie wszystko. Obaj przez kilkanaście lat amerykańskiego wyścigu do Księżyca grali pierwsze skrzypce w NASA, będąc odpowiedzialnymi za wyszkolenie, przygotowanie i skompletowanie załóg kolejnych statków Apollo. Szukacz Przeszukaj Wirtualny Wszechświat za pomocą Szukacza: Przeszukaj inne witryny wydawnictwa Prószyński i S-ka Jak zadawać pytania? [1] [2] [3] [4] [5] [6] Mercury nie miał kształtu opływowego. Przypominał ścięty stożek o wysokości trzech metrów i średnicy około metra osiemdziesięciu centymetrów u podstawy. Kiedy Alan wślizgnął się na swój fotel i przypiął do niego pasami, właściwie poruszać mogły się już tylko jego oczy. Przygotowując kapsułę do tego lotu, NASA umieściła na półce pakiet z zapasowym spadochronem. Shepard miał go użyć, gdyby awaria nastąpiła już po otwarciu spadochronu głównego. Sięgnąłby wtedy po spadochron zapasowy, otworzył właz i jakoś wydostałby się z kapsuły. Każdy, kto widział ciasne wnętrze Freedom Seven, rozumiał, że spadochron zapasowy był tam tylko po to, żeby nikt nie mógł zarzucić, iż pilotowi nie dano możliwości ratunku. W rzeczywistości użycie tego spadochronu było praktycznie niemożliwe. Usadowiwszy się, Alan zobaczył na pulpicie sterowniczym małą kartkę z napisem: "Gra w piłkę ręczną zabroniona". Glenn zajrzał przez luk, uśmiechając się do Alana. Alan oddał mu kartkę. Przygotowano właz do zamknięcia. Alan spojrzał na Glenna i podniósł kciuk do góry. - Do zobaczenia wkrótce! - Szczęśliwego lądowania, poruczniku! - pozdrawiała Alana stojąca za Glennem obsługa wyrzutni. Właz zamknięto. Alan Shepard pozostał sam w kabinie statku, której wnętrze było mniejsze od wnętrza budki telefonicznej. Poczuł ciarki na plecach, kiedy uzmysłowił sobie, że w istocie siedzi na wielkiej bombie. Odsunął tę myśl, skupiając się na programie lotu. Sprawdził radio i konfigurację aparatury pokładowej. Mrowienie ustąpiło. Shepard spojrzał przez peryskopowy wizjer umieszczony pośrodku pulpitu sterowniczego. Zobaczył na zewnątrz obsługę wciąż krzątającą się przy statku. Po chwili razem z rusztowaniem rakiety zaczęła się oddalać i maleć w oczach. Przez wizjer zobaczył też słońce prześwitujące zza chmur. W dole ujrzał kilku pracowników wykonujących ostatnie czynności u podstawy rakiety. Zerknął na zegar w kapsule. Do odliczania zostało zaledwie piętnaście minut. Na zewnątrz słońce świeciło coraz słabiej. A niech to! Zachmurzenie. Odliczanie wstrzymano. Wszyscy siedzieli jak na szpilkach, czekając na przejaśnienie. Nikomu nie podobało się zwlekanie z odliczaniem. To stwarzało jedynie możliwość nieprzewidzianej awarii. I stało się. Dyrektor startu kazał z powrotem przysunąć rusztowanie do rakiety. Zauważono usterkę małego urządzenia elektrycznego. Była niewielka, ale błąd należało naprawić. Spowodowało to opóźnienie lotu o godzinę i dwadzieścia sześć minut. Odliczanie zawieszono na dość długo, więc Gordo Cooper, główny Kapkom, przed startem starał się zająć Sheparda rozmową. Bill Douglas też zachowywał się jak kwoka martwiąca się o swoje pisklę. Wernher von Braun podszedł do stanowiska łączności, denerwując się opóźnieniem nie mniej niż Shepard. - Gordo? - Tak, Alan. - Powiedz Shorty'emu Powersowi, żeby zadzwonili do Louise. Chcę, żeby usłyszała od nas osobiście, że u mnie wszystko w porządku. Trzeba jej wytłumaczyć, że nie ma się czym martwić. - Załatwione. Opóźnienie wywołało też potrzebę fizjologiczną. Shepard siedział na szczycie Redstone tak długo, że musiał się już załatwić. A to nie było proste. Suborbitalny lot miał trwać tylko 15 minut. Nikt nie pomyślał, żeby wyposażyć Sheparda w system do oddawania moczu. - Gordo! - Co, Alan? - Człowieku, muszę się wysikać! - Co takiego?! - Dobrze słyszysz! Muszę się wysikać. Siedzę tutaj już wieki. Rusztowanie ciągle jest przy rakiecie, dlaczego więc, chłopcy, nie pozwolicie mi wyjść rozprostować kości? - Nie rozłączaj się - odparł Gordo. Odezwał się po kilku minutach. - Nie ma mowy, Alan. Wernher stwierdził, że nie starczy czasu na otwieranie Białego Pokoju. Powiedział, że musisz zostać w środku. - Gordo, nie wytrzymam! - krzyczał Shepard. - Mam tu zostać jeszcze kilka godzin, w ciągu których chyba eksploduję! - Wernher się nie zgadza. W Alanie rosła złość. - Do cholery, Gordo - mówił. - Musimy coś zrobić. Do diabła, powiedz im, że zsikam się w kombinezon! - Nie, nie, mój Boże, nie możesz tego zrobić! - krzyknął Gordo. - Lekarze twierdzą, że zniszczysz ich czujniki. - Powiedz im, żeby wyłączyli zasilanie! - odwarknął Alan. - W porządku, Alan, wyłączone. Rozwiązanie okazało się proste. Żaden autor książek fantastycznonaukowych nie napisał takiego scenariusza. Shepard po prostu nie wytrzymał, a ponieważ znajdował się w pozycji półleżącej, ciecz spłynęła do tyłu. Jakby przewidziano takie sytuacje. Jego ciężka bielizna wchłonęła natychmiast mocz, a czysty tlen przepływający przez kombinezon zadziałał jak błyskawiczna suszarka. Wznowiono odliczanie. Rusztowanie odjechało. Alan patrzył na morskie fale. Tak zalecił mu lekarz. Spokój i odprężenie. Pięć minut. Trzy minuty. Dwie minuty i czterdzieści sekund do startu. Shepard znów usłyszał złowrogie słowo: - Zatrzymać! - Alan - włączył się natychmiast Gordo. - Musimy zatrzymać odliczanie, bo pojawił się mały problem z komputerem... - Cholera! - jęknął Alan. - Siedzę tutaj już ponad trzy godziny. I mimo to jestem o wiele spokojniejszy od was, chłopcy. Dlaczego, do diabła, nie naprawicie czego trzeba i nie podpalicie w końcu tej świecy?! Naprawili. Wznowiono odliczanie. Kiedy było T-minus 2 minuty,* Alan usłyszał głos Deke'a. Nareszcie coś przyjemnego. Od tej chwili Deke Slayton, z którym Alan rozumiał się prawie bez słów, będzie głównym Kapkomem misji. Gordo znajdował się w schronie zaraz obok płyty startowej. Deke stał przed konsolą w sali Kontroli Misji trzy kilometry dalej. Oprócz niego w pomieszczeniu było jeszcze piętnaście osób, które siedziały za trzema rzędami monitorów i miały nadzorować każdy moment lotu. Monotonnym głosem Deke odliczał ostatnie sekundy. * T - pierwsza litera ang. Time czas, oznaczająca czas startu przyp. red.. Tuż przed startem Shepard powiedział sam do siebie: "Deke i Ten na górze będą mieć na ciebie oko, Shepard. Więc nie schrzań. Twój tyłek poleci w kosmos, ciągnąc za sobą to, co jeszcze pozostało z amerykańskiego programu lotów załogowych". Gdy włączono pompy paliwowe rakiety Redstone, kabina zaczęła wibrować. Alan Shepard, Deke Slayton Przełożyła Maria Fredro-Boniecka [1] [2] [3] [4] [5] [6] [ góra strony ] Wiw - strona główna | Astronomia i kosmologia | Biologia | Fizyka | Matematyka | Historia | Kultura antyczna | Literatura | Szkoła-Plastyka | Nowinki | Nowości | Szkoły wyższe | Biblioteka | Wszechświat w obrazkach | Słowniki | Copyright Prószyński i S-ka SA 2000. All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.