Kultura Antyczna
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Kultura antyczna > Eseje > Rzecz o Apulejuszu  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
Odbywał podróże. Wszyscy podróżowali wówczas jakby z pewną skwapliwością, albowiem po raz pierwszy od początku dziejów tak olbrzymi obszar stał otworem przed zwykłym, nieuzbrojonym wędrowcem, któremu bezpieczeństwo zapewniała immensa Romanae pacis maiestas - wspaniałe dostojeństwo pokoju rzymskiego. Okręty swobodnie docierały do Zanzibaru i Singapuru, a przez Azję szły karawany do Chin, po jedwab. Nie znamy rozległości podróży Apulejuszowych. Musiały być dalekie, skoro stracił na nie majątek i w Rzymie sprzedawał ostatnie swe łachy. Od niego samego wiemy tylko, że był na wyspie Samos i we Frygii, koło Hierapolis, oglądał pewną osobliwą pieczarę.

Podobnie jak cesarz, za którego się urodził, był Apulejusz omnium curiositatum explorator [poszukiwaczem wszelkich osobliwości (przyp. red.)], w podróżach więc swoich szukał dziwów wszelkiego rodzaju. Grecja była już wówczas wielkim muzeum, którego katalog układał właśnie niestrudzony Pauzaniasz. Apulejusz odwiedzał starodawne świątynie. Był człowiekiem na wskroś religijnym, "poszukiwaczem boga", pełnym tęsknot mistycznych, wiecznego niepokoju, nienasyconej ciekawości rzeczy świętych i uświęconych. Ze wszystkich systemów filozoficznych najbardziej umiłował Platona, bo go on najwyżej prowadził ku bóstwu, rozumie się ten Platon, jakiego znano w II wieku naszej ery, pomnożony o szereg spekulacji religijnych, idących od marzycielskiego Posejdoniosa, pitagorejczyków i wierzeń wschodnich. Platonizm zmieniał się z wolna w rodzaj teozofii i skupiał dokoła siebie gminę wyznawców: "My, rodzina platońska - mówi Apulejusz - żyjemy w tym, co uroczyste, radosne, świąteczne, wyższe, niebieskie...".

Jak wszyscy ludzie tej epoki, Apulejusz łaknął wiary i pożądliwie garnął się do obrzędów religijnych. Ateizmu nie pojmował lub raczej uważał go za objaw złej woli i przewrotności. Wyobrażam sobie, z jakim wstrętem odsuwał od siebie pisma swego rówieśnika, najsłodszego z szyderców, Lukianosa z Samosat! W jednym ze swych dzieł mówi ze zgrozą o człowieku, który przechodząc obok świętego miejsca, nigdy na znak czci nie przyłoży ręki do ust ani bogom pól nie składa pierwocin ze żniw, z winnic, z trzód, w swej wiosce nie ma ani kapliczki, ani zagrody świętej, ani gaju poświęconego - a nawet, nawet na granicy jego posiadłości nie stoi kamień co dzień świeżą zraszany oliwą!

Możemy go więc nazwać bigotem i zabobonnikiem. Wszyscy wtedy byli tacy - za panowania "drugiego Numy", Antonina Pobożnego, i za jego następcy Marka Aureliusza, któremu filozofia nie przeszkadzała z osobliwym przejęciem i namaszczeniem spełniać najdrobniejszych czynności arcykapłańskich. Dziewczyny wiejskie zakopywały po cmentarzach tabliczki wzywające pomsty na niewiernych kochanków, a konsulowie chodzili obwieszeni amuletami. Apulejusz woził ze sobą wszędzie jakiś tajemniczy a wysoce święty przedmiot, którego by nie nazwał w obliczu profanów. Albowiem był wtajemniczony.

"I, jako rzekłem, wielorakie świętości, przemnogie obrzędy, rozmaite ceremonie, w poszukiwaniu prawdy i z powinności wobec bogów, poznałem...". W mrokach prastarej świątyni eleuzyjskiej widział, jak spod zasłony tajemnic - na jedną chwilę rozżarzone blaskiem pochodni - ukazuje się oblicze zmartwychwstałej Kore; w ekstatycznym rytmie hymnów orfickich słyszał jęk szarpanego przez Tytanów Dzagreusa; przed jego olśnionymi oczyma pękało jajo kosmiczne, z którego powstawał Eros złotoskrzydły; patrzał w otchłanne źrenice Kabirów samotrackich; poznał prawdziwą historię Attisa, "pasterza jasnych gwiazd", i w grocie lebadejskiej słyszał podziemny głos Trofoniosa. Na koniec w tej wędrówce przez widzialne symbole Niepoznawalnego ujrzał srebrną twarz Izydy, matki wszego stworzenia, królowej niebios.

"Do granicy śmierci doszedłem i progów Prozerpiny dotknąłem, a wróciłem przez bezdnie wszystkich żywiołów. W głębokiej nocy widziałem słońce ślepiącym blaskiem jaśniejące, patrzyłem w oczy potęgom piekielnym i niebieskim potęgom i do stóp ich czołem uderzyłem. Usłyszałeś tedy, ale choć-eś usłyszał, trzeba, abyś nie rozumiał".

Tak pisze w tej dziwnej jedenastej księdze Metamorfoz, gdzie rubaszna historia osła zmienia się nagle w jakiś ekstatyczny wyśpiew duszy napełnionej obecnością bóstwa. I opowiada, jak od Izydy przeszedł do Ozyrysa, jak stał się członkiem kolegium Pastoforów, jak z głową ogoloną na sposób kapłanów egipskich obnosił po Rzymie święte obrazy w procesji; "...chodziłem, łysiny mojej nie zakrywając ani jej nie zatajając, ale spojrzeniom ją wszystkich radośnie i wesela pełen wydający".

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach