Kultura Antyczna
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Kultura antyczna > Eseje > Rzecz o Apulejuszu  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
W owych czasach mało kto się tym gorszył, że Rzymianin oddawał jawną cześć wschodnim bogom, do niedawna jeszcze tak wrogim. Nikt już nie pamiętał tych walk, jakie stoczyć musiała Izyda, by ją władze państwowe wpuściły do Miasta. Kult jej szerzył się bezpiecznie, pod życzliwą opieką cesarzy. Znikło nawet przekonanie, że świątynie jej są miejscem schadzek. Niepodobna było żądać, aby ludzie czytali Józefa Flawiusza, który opowiada o brzydkim skandalu, jaki się wydarzył w świątyni Izydy, w Rzymie, za panowania Tyberiusza. Apulejusz, który tak lubił i cenił wszelkie dygresje, miałby mi za złe, gdybym tej opowieści tu nie powtórzył.

A było tak: Pewna dama, imieniem Paulina, równie dostojna urodzeniem, jak cnotami, chociaż była bogata, piękna i "w tym wieku, kiedy kobiety są najbardziej skłonne do zalotów" - prowadziła życie nieskazitelne. Ale nawet najświętsza czystość nie może ujść spojrzeniom żądzy! Niewinna była temu Paulina, że piękność jej obudziła namiętność w rycerzu rzymskim, nazwiskiem Decius Mundus. Cnotliwa matrona z pogardą odrzucała ową miłość. Pozostawało więc użyć podstępu. Paulina często chodziła modlić się do świątyni Izydy. Decius Mundus przekupił arcykapłana i w nocy, na Paulinie, pogrążonej w nabożnej ekstazie, dopuścił się gwałtu, mówiąc oszołomionej, że jest bogiem Anubisem. Zdaje się, że scena ta powtórzyła się i następnej nocy, a Paulina po pewnych szczegółach poznała, że jest ofiarą ohydnego oszustwa. Wszystko wyznała mężowi. Ten zaś wniósł skargę przed cesarza. Z rozkazu Tyberiusza ukrzyżowano kapłanów, zburzono świątynię, a posąg Izydy wrzucono do Tybru.

Sto kilkadziesiąt lat minęło od tego czasu. Za Apulejusza nikt by się nie ważył podnieść ręki na dostojne bóstwo. Niezadługo sam cesarz, Kommodus, iść będzie w procesji izjackiej.

W Rzymie pozostawał Apulejusz przez kilka lat, występując jako adwokat. W mieście, w którym można cesarza spotkać na ulicy, łatwo zrobić karierę. Zwłaszcza literatowi. Zwłaszcza mówcy. Zwłaszcza w czasach, kiedy tak namiętnie kochano literaturę i kiedy panował taki bezgraniczny kult żywego słowa. Bo jakże - w Puteolach, w święta, odbywa się w teatrze publiczne czytanie Roczników Enniusza, staroświeckiego poematu, groźnej ciżby nader pierwotnych heksametrów. Ludzie nie mogą się obejść bez książki. Pliniusz nie odrywa się od lektury nawet podczas wybuchu Wezuwiusza, a Marek Aureliusz obkłada się papirusami w teatrze i przy obiedzie. Jest to złoty wiek literatów. Filozofowie, retorzy, gramatycy dostają pensje cesarskie, nie płacą podatków i nie służą w wojsku. Retora Polemona odwiedzają królowie i płacą mu złotem za półgodzinną audiencję. A w Rzymie na krześle kurulnym rozpiera się ekscelencja Fronton, najserdeczniejszy przyjaciel Marka Aureliusza, bożyszcze całego świata łacińskiego, nieomylny mistrz stylu, wyrocznia smaku literackiego, retor do trzeciej potęgi!

Apulejuszowi wiodło się z początku dobrze. Mówi, że działo się to za sprawą Ozyrysa. Ale kariery nie zrobił. Po kilku latach opuścił Rzym na zawsze. Zdaje się, że - mimo wszystko - z ogoloną głową kapłana egipskiego trudno było jeszcze wówczas przemawiać w bazylikach rzymskich. Może zresztą dostojny zrzęda, Fronton, strzepnął nad nim palcami i uśmiercił go w opinii stolicy, nad którą panował niepodzielnie?

Apulejusz wrócił do Afryki. Włosy mu odrosły i nosił je długie, misternie fryzowane. Miał lat trzydzieści. W Madaurze uporządkował swe sprawy domowe; do tego, co mu z ojcowizny zostało, dodał pieniądze przywiezione z Rzymu i - jak mi się zdaje - zamieszkał w domu, gdzie na jednej bodaj ścianie wymalowana była jego ukochana Izyda, zapewne tak, jak gdzieś w Pompejach: w żółtej tunice, z błękitnymi skrzydłami u ramion, z półksiężycem nad czołem, w lewej ręce trzymająca róg obfitości, w prawej świętą grzechotkę, a stopę opierająca na kuli ziemskiej.

Po pewnym czasie wybiera się Apulejusz w nową podróż, do Egiptu. Do Aleksandrii przede wszystkim. Trzeba tam być raz bodaj w życiu. Druga stolica świata, ale w swym własnym mniemaniu od Rzymu piękniejsza, a i bardziej ludna, żywsza, bardziej bujna. Tam jest sławne Muzeum i największa na świecie biblioteka; tam z automatów, po wrzuceniu pieniążka, wyskakuje słodkie ciastko, są tam wozy same jadące, poruszane jakąś tajemniczą siłą, i łaźnie, jak za czasów Homera, obsługiwane przez dziewczyny, i tysiące przyjemności w tym mieście, gdzie całe życie zdaje się płynąć przy dźwięku fletni, które nie milkną o żadnej porze dnia ani nocy.

Apulejusz nie dojechał do Aleksandrii. Utknął na jednej trzeciej drogi, w mieście Oea (dziś Tripolis), gdzie ciepłe morze rozrzuca po piaszczystym wybrzeżu tęczowe oczka śmiesznych muszelek. Zachorował. Zajechał do domu Appiuszów, zaprzyjaźnionych z jego rodziną. W kilka tygodni później odwiedził go niejaki Poncjanus, młodszy kolega z lat ateńskich, i zaczął namawiać, aby się przeniósł do niego; mieszka razem z matką i bratem, Pudensem. Tam będzie mu znacznie wygodniej; dom jego leży nad morzem. Apulejusz zaś morze tak lubi. [...] Filozof z początku się ociągał, w końcu uległ.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach