Kultura Antyczna
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Kultura antyczna > Eseje > Rzecz o Apulejuszu  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
Przed Portykiem Malowanym w Atenach kuglarze połykali ostre miecze kawaleryjskie. Wiedźmy zmieniały swych niewiernych kochanków w bobry, bo te, uciekając przed myśliwcami, odgryzają własne przyrodzenie. Skąpcy na kupach śmiecia wylęgali wory złota, a wytworne damy jadały przy stołach z drzewa cytrynowego, połyskujących inkrustacjami z kości słoniowej. Strudzonym podróżnym smakowały flaczki z nadzianką, a milutkim pokojóweczkom pocałunek wyciśnięty u nasady włosów. W lasach żerowały smoki, chciwe słodkiego mięsa młodych parobków. Po rdzawych polach przechadzała się "jesień moszczem winnym szumiąca", a w rosistych kotlinkach paliła się "ciemna purpura błyszczących róż". Na szczytach stromych skał tryskały źródła, które lecąc po stokach, wyrzucały srebrne fale, nad rzekami zaś zielona trzcina, pod dotknięciem wiatru, odzywała się głosem wieszczym. Wiadomo było, że za usługę oddaną pani Wenus otrzymać można w nagrodę od samej bogini "siedem słodkich pocałunków, a jeden najsłodszy, bo z pieszczotliwym języka przytknięciem". Albowiem nad światem po dawnemu panował pewien "łobuz skrzydlaty i nicpoń, co nałogami swymi złymi obyczajność publiczną obrażając, w strzały i żagwie zbrojny, po cudzych domach nocami się szasta, każdego małżeństwa wiązadła psowa, bezkarnie tyle hultajstw broi, dobrego zasię niczego nie wymyśli...". Wiecie kto taki? - Amor! I jeszcze jeden, najprzedniejszy z bogów, Gelos, najmilszy towarzysz Bakchusa, otyły, czerwony, rozrechotany sam bóg Śmiech!

Obu tym bóstwom poświęcił Apulejusz swą najlepszą, najcudniejszą książkę. Była wtedy bielutka, obrzeżona purpurowym szlakiem, a gładkie kartki dźwigały na sobie leciuchny ciężar czarnych kształtnych literek, pilnie wyciągniętych zgrabnym duktem umiejętnego skryby. Taką ją czytał cesarz Albinus i Mariusz Epikurejczyk (ten z powieści Waltera Patera) i taką sprzedawano w wytwornych księgarniach na Argiletum w Rzymie i po całym świecie łacińskim: w hiszpańskiej Sewilli, w gallijskim Bellovacum, w greckiej jeszcze zawsze Marsylii, a nawet w Wiedniu, w tej dalekiej Windobonie, która patrzyła na śmierć najlepszego z imperatorów. Na grzbiecie książki połyskiwał ozdobny napis: Asinus Aureus sive Metamorphoseon libri XI - Złoty osioł albo Przemian ksiąg XI. A gdy złocenia na grzbiecie spełzły i wytarty pergamin pokrył się liszajami starości, wśród zgiełku nowego życia, pod opalowym światłem romańskiego okna, mnich pracowity krzątał się nad pulpitem, żeby dać świeży i czysty odpis dzieła, które nieraz z trudem rozumiał. I nie słysząc dzwonka wołającego na modlitwę, pełny niepokoju i westchnień do Matki Przenajświętszej o pomoc w swym pięknym trudzie, ubierał w ciemny habit liter afrykańskim słońcem pijane słowa, i sam o tym nie wiedząc, zaludniał swą celę tłumem widm zmysłowych. W nocy przychodziły doń jawnie i dziwił się wówczas, jak to być może, iż w jego izdebce, wybielonej słodką ciszą pobożnych medytacyj, odnawia się ucieszna historia męża, siedzącego na dnie beczki. Przeor mówił, że to sprawa czarta i zalecał mu skuteczne modlitwy, które sam niedawno z Rzymu przywiózł.

Białe, drżące dłonie mnichów - niechaj będą błogosławione! - oddały nam tę książkę, która przecież mogła zginąć w pożarze starożytności, czyniąc świat o jeden uśmiech uboższym. Ocalała. Była koło nas, a myśmy jej nie znali. Bo najpierw wyleciała z niej owa baśń skrzydlata o Amorze i Psyche, która rozpłynęła się złotem i purpurą po stropach i ścianach rafaelowskiej Farnesiny. Wszyscy towarzyszyli udręczonej dzieweczce, szukającej swego boskiego kochanka, rzadko zaś kto przyłączał się na czwartego do trzech zdrożonych wędrowców, wlokących się po pagórkach i mokradłach Tessalii. Jak dalece ci "wszyscy" nie mieli racji - przekonacie się sami.

Rozewrzyjcie tę książkę! Ale ponieważ czytać ją będziecie w przekładzie - w przekładzie naprawdę doskonałym! - opowiem wam najpierw tę dziwną awanturę, jaką było dla mnie poznanie Metamorfoz w oryginale.

Jakiś niemrawy dzień jesienny. W piecu skwierczały wilgotne polana drzewa. Kanapa, papieros, książka. W nudnej niebieskiej oprawie klasyków łacińskich z Bibliotheca Teubneriana. I nagle zmieniło się wszystko. Byłem ogłuszony, oszołomiony, zachwycony. Ten Afrykańczyk jest czarodziejem. Na jego rozkaz płyną strumienie swarliwej mowy łacińskiej ze wszystkich prowincyj, z miast, miasteczek, wsi, osad, z pałaców i z poddaszy i zlewają się w jakieś morze bujne, spienione, fosforyzujące. Słowa z modlitwy i słówska z rynsztoku, wyrazy zapomniane, zmurszałe archaizmy, na których sobie już Katon łamał zęby, zwyczajny język towarzyski i gwara karczemna, neologizmy wprost bezczelne, słowa znane, przez oszalałą końcówkę zmienione do niepoznania - to wszystko zmieszane razem, stopione w jakiś aliaż przedziwny, cenniejszy od złota! Tak, to był rasowy pisarz i to był południowiec. W jego mózgu paliło się słońce afrykańskie. Jego styl ma bujność podzwrotnikową. Weźcie jedną stronicę Metamorfoz, a upijecie się nią, upijecie się tymi rymami, rytmami, aliteracjami, figurami retorycznymi wszelkiego rodzaju, pozaczepianymi o słowa stare, które naróżowiono nowym życiem, aby nie raziły obok wyrazów przez nikogo dotychczas nie używanych, bo poczętych z własnego cudownego natchnienia! Cóż może być rozkoszniejszego, jak zabłąkać się pomiędzy wykrętne okresy Afrykańczyka, gdzie drogę zatarasowały parallelizmy, synonimy, zbójeckie wprost bandy przymiotników i konstrukcje gramatyczne, drwiące z uświęconych reguł składni? W tych wędrowaniach można spotkać nagle takiego barokowego potworka, jak "głos w pochwie milczenia schowany", co znaczy po prostu "milczenie", lub po ogłuszającym wrzasku najzgiełkliwszych wyrazów posłyszeć lepidus susurrus, ów przesłodki szmer pieszczotliwych słówek, którymi on zwykł mówić o kobietach i o miłości. Jest to utwór o tak rozległej skali tonów, że on dopiero pokazuje nam jasno, iż książka starożytna nie była przeznaczona wyłącznie dla czytających oczu, lecz głównie dla słuchających uszu.

Takim językiem nikt nie pisał, a kto nim pisać próbował, dawał niestrawny bigos, pełen barbaryzmów i obrzydliwości. Możecie się o tym przekonać, wziąwszy do ręki Kapellę lub Fulgencjusza, którzy go naśladowali - mój Boże!... Apulejusz jest ojcem baroku łacińskiego. Ojcem wszystkich baroków literackich. On zrodził eufuizm, gongoryzm, marinizm. Z niego wyszły wszystkie te śmiałe pióra, które nie drżały nigdy przed żadnym niezwykłym frazesem.

A teraz możecie czytać powieść Apulejusza. Nie zawiedziecie się na jej treści. Zebrał w niej pracowicie wszystko, co się może ludziom podobać. Historie czarnoksięskie i miłosne, napady zbójeckie i cudowne ocalenia, pieprzne dykteryjki i obrazki rodzajowe, i nad program dodał jeszcze ową bella fabella o Amorze i Psyche, opowiadaną przez staruchę zdziecinniałą w norze rabusiów. Wszystkie warstwy społeczne, wszelakie typy ludzkie, wszystkie uczucia i namiętności opisał z czarowną swobodą jowialnego opowiadacza. A te setki historyj dzieją się na tle najniezwyklejszej przygody, jaka się zdarzyła od początku świata: Lucjusz, człowiek młody, z zacnej rodziny, przemienia się w osła, zachowując rozum i żołądek ludzki. Zachował on i inne właściwości ludzkie i zapewne nie łgał ów parobek, który tego najmilszego z osłów pomawiał o zaczepianie przechodzących kobiet.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach