Kultura Antyczna
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Kultura antyczna > Eseje > Rzecz o Apulejuszu  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
Kobiety zajmują w powieści Apulejusza bardzo wiele miejsca. Zupełnie jak w życiu. W tym nowym życiu cesarskiego Rzymu, gdzie już zapomniano o tych wstydliwych stróżkach ogniska, które "w domu siedziały i wełnę tkały". Prawodawstwo nawet stawiało kobietę obok mężczyzny i to w sprawach dla Rzymianina najdrażliwszych. W jednym z kodeksów czytamy zadziwiające słowa Antonina: "najniesprawiedliwszym mi się wydaje, aby mąż od żony wstydliwości wymagał, której sam nie okazuje" [Cod. Gregor. XIV, 2]. W istocie, jak nieprawdopodobnie dalekie są te czasy, stojące pod znakiem humanitas, od tych, w których Katon tak pisał: "Jeśli przychwycisz swą żonę na cudzołóstwie, możesz ją zabić bez sądu i bezkarnie; jeślibyś ty zaś popełnił cudzołóstwo, żona nie śmie cię palcem tknąć, albowiem nie ma prawa".

"Jeśli przychwycisz"... Czytając Apulejusza, przekonacie się, że to nie tak łatwo. On swoje kobiety obdarzył takim sprytem i taką zuchwałością, że nie ma dla nich nigdy sytuacji zupełnie beznadziejnej. Niewątpliwie podobałby im się zwyczaj, praktykowany u plemienia arabskiego Hassanich, w niedalekiej od ojczyzny Apulejusza Nubii, że żona co czwarty dzień swobodnie sobą rozporządzać może. Kobiety Metamorfoz zajęte są wyłącznie sprawami miłości. Najgorsza wiedźma ucieka się do czarów jedynie po to, aby sprowadzać sobie chłopców, których niczym innym znęcić już nie może. Wszystkie są bardzo zmysłowe i niekiedy objawiają to z wielkim wdziękiem, na przykład już wspomniana Fotis, o której jeden z naszych wstydliwych uczonych powiedział: "Grzeszność jej jest wesołą, to prawda, przez co mniejszą się jednak nie staje". Ale i on ją usprawiedliwił, mówiąc: "Ostatecznie nie jest zamężną i nie jest zbrodniarką, więc przemawiają za nią okoliczności łagodzące..." [Maksymilian Kawczyński: "Apulejusza Metamorfozy". Rozprawy Akademii Umiejętności Wydz. filol. Seria II, t. 16. 1900, str. 221].

Miłość u Apulejusza jest przeważnie namiętnością gwałtowną i okrutną. Charyta, straciwszy męża, wyłupuje oczy jego zabójcy i sama pada na miecz u grobu ukochanego. Niewolnica, którą zdradził kochanek, przywiązuje sobie powróz do szyi i wraz z dzieckiem rzuca się do głębokiej studni. Jest i taka, której miłość mężczyzn nie wystarcza, i ta zamyka się w stajni z osłem. Rzecz wówczas nie nowa, skoro już cierpki Juwenalis wspomina o niewiastce, co nie mając pod ręką chłopca, "podaje siedzenie pod skok osiołka". Kobietom jednak należy wiele wybaczyć, bo kochają wiele, a nawet wielu.

Niektórzy, po przeczytaniu Metamorfoz, nabrali przekonania, że w tych "bajeczkach rozmaitych" kryje się sens głębszy, mistyczny: dusza splamiona grzechami (stąd ośla skóra) przez oczyszczenie religijne wraca do cnoty i szczęścia. Nie mam ochoty zaprzątać się tą kwestią. Cenię piękny zwyczaj dopatrywania się w każdej rzeczy ukrytego symbolu, ale sam lubię przede wszystkim brać bajkę jako bajkę, nie troszcząc się o morał. Nie mogę wszelako pominąć milczeniem ostatniej księgi, która wygląda istotnie na jakąś nawróceńczą historię, przypominającą chwilami Quo vadis.

Ach! Ta jedenasta księga! Złota klamra połyskująca wszystkimi klejnotami o mocy tajemniczej! Arras haftowany srebrem księżyca i cieniutkim złotem porannego słońca! Apulejusz zapomina o swym bohaterze i mówi o sobie samym. Modli się, pości i pokutuje. Ma objawienia i chwile ekstazy. Tak wspaniałej wizji, jaką jest ukazanie się Izydy śpiącemu Lucjuszowi, nie ma w całej literaturze łacińskiej. A i styl tej księgi jest odmienny: podniosły, jakby uduchowiony przez moc rzeczowników oderwanych. Pojawiają się wyrażenia, które radzibyśmy nazwać chrześcijańskimi - tak są nieoczekiwane w pogańskiej łacinie: "przystań ukoju", "ołtarz miłosierdzia"... Ale nie tylko słowa, sam duch jest tu już z jakiejś nowej epoki, czasów żarliwej wiary i pokory względem bóstwa. Kapłani w białych szatach odmawiają modlitwy w otoczeniu skupionej rzeszy wyznawców, a gdy wyciągną nad nią dłonie do pożegnalnego błogosławieństwa, tłumy rozchodzą się w milczeniu, jak fale uśmierzonego morza.

Aha! Mówiąc tak wiele o Apulejuszu, byłbym zapomniał o jednym! Metamorfozy są plagiatem. Tak byśmy to dzisiaj nazwali, albowiem jesteśmy bardzo drażliwi, gdy idzie o drobiazgi. W czasach Apulejusza patrzono na podobne rzeczy inaczej - z absolutną pobłażliwością. Bo i cóż w tym złego, że filozof z Madaury, znalazłszy w jednej z księgarń kartagińskich obfite dzieło greckie niejakiego Lukiosa z Patraj, traktujące o rozmaitych przemianach, nabył je, przeczytał i uznał, iż dwie pierwsze księgi, wraz z zawartą w nich opowieścią o człowieku zamienionym w osła, cudownie nadają się do tego, aby je rozszerzyć, upiększyć i wydać na nowo po łacinie? Zrobił tak, wlał nowe, złote wino w stare statki i nie uważał za stosowne uprzedzić o tym swoich czytelników. Ludzie czytający romanse nie zajmują się bibliografią.

Ale nasi uczeni umieją przedziwnie szpiegować starożytnych autorów. Z kilku słów u bibliofila bizantyńskiego, Focjusza, wywąchali całą aferę. Rzecz nabrała jeszcze bardziej sensacyjnego charakteru przez to, że posiadamy inny utwór tego samego rodzaju, mianowicie nowelę Lukianosa z Samosat pod tytułem Lukios albo osioł, pisaną po grecku. Treść MetamorfozLukiosa jest zupełnie podobna, albowiem obaj autorzy korzystali z tego samego źródła, ze wspomnianych Przemian Lukiosa z Patraj, z tą tylko różnicą, że Apulejusz rozszerzał, a Lukianos skracał. Wyobrażam sobie, że dzieło owego Lukiosa z Patraj było ciekawe ze względu na treść, ale niestrawne i ciężkie, skoro dwaj pisarze w tym samym prawie czasie wzięli się do jego przeróbki: Apulejusz dla świata łacińskiego, Lukianos dla lepszej połowy ludzkości, mówiącej po grecku. I jeszcze jedno: księga jedenasta Metamorfoz, ta osobista spowiedź Madaureńczyka, jest wyłączną własnością Apulejusza.

Całej historii z Izydą nie było w oryginale i nie ma jej u Lukianosa. Zakończenie u tego ostatniego jest bardziej proste i bardziej w smaku autora Dialogów heter. W teatrze, w którym Lukios jako osioł miał wystąpić w roli kochanka, dokonywa się przemiana. Uradowany załatwia co prędzej swoje sprawy i nazajutrz składa wizytę owej damie, która się w nim jako w ośle kochała. Przyjmują go radośnie, sadzają przy zastawionym stole, karmią i poją. Kiedy uznał, że chwila po temu sposobna, zdjął ze siebie wszystko, czym był okryty, zapraszając damę do wspólnych uścisków. "Atoli ona, skoro zobaczyła, że wszystko mam takie jak człowiek, plunąwszy na mnie, rzekła: - Precz z moich oczu, precz z mojego domu!". I kazała go wyrzucić na ulicę.

Hrabia Boyardo, przekładając Metamorfozy na język włoski, uznał to zakończenie za dowcipniejsze i zastąpił nim Apulejuszową jedenastą księgę. Tego czynić się nie godzi. Pan Jędrkiewicz, dając całość żywą i jednolitą, nie uronił nic z łacińskiego oryginału. Tym bardziej że miał tę miłą świadomość, iż pracy podobnej nikt przed nim nie wykonał - jego przekład jest pierwszym polskim przekładem tego niezwykłego romansu.

Jan Parandowski

"Rzecz o Apulejuszu" opublikowana została w 1925 roku jako wstęp do pierwszego wydania Metamorfoz w przekładzie Edwina Jędrkiewicza i w późniejszych wydaniach nie była wznawiana.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach