Kultura Antyczna
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Kultura antyczna > Eseje > Dafnis i Chloe  



[1]  [2]  [3]  [4] 
Szablonowość fabuły romansów greckich łudząco przypomina tematy, które dawano do opracowania uczniom ówczesnych szkół retorycznych. Niepodobna się więc dziwić, że uczeni w jednym ze starożytnych podręczników retoryki odnaleźli coś w rodzaju teorii romansu. Mówi się tam, iż opowiadanie takie zasadza się na osobach, ma styl lekki, przedstawia różność charakterów, zmienne koleje losu, nieoczekiwane klęski i nagłe radości, a zamyka się szczęśliwym zakończeniem. Wszystkie zachowane romanse greckie doskonale odpowiadają tym regułom szkolnych wypracowań. Znając dwa z nich, zna się je wszystkie.

Romans grecki rozkwitł w epoce cesarstwa rzymskiego. Wschód, zdobyty przez Aleksandra, zbliżył się jeszcze bardziej ku Zachodowi pod panowaniem imperatorów. Wszystkie prawie romanse mają tło wschodnie. Nie tylko dlatego, że Wschód ze swą fantastyką najhojniej wyposażał w baśniowość, lecz i z powodu orientalnego pochodzenia samych romansopisarzy. Azja Mniejsza, Syria, Egipt - oto kolebki nowej twórczości greckiej. Da się wykryć i głębszą zależność od Wschodu, który narzucił romansom niejedno ze swych wierzeń, koncepcji etycznych i obyczajowych, nawet można odnaleźć w przygodach bohaterów szczątki prastarych mitów syryjskich lub egipskich. A nieraz bóstwa wschodnie przesłaniają Olimp grecki, np. Izyda, tak potężna w Złotym ośle Apulejusza, będącym parafrazą greckiej powieści.

O autorach romansów wiemy niewiele. Przeważnie znamy tylko ich imiona i nazwy miast rodzinnych. Uczeni bizantyjscy mówili o nich niechętnie, albowiem po wszystkie czasy uczeni odnosili się do powieściopisarzy z pogardą Epikura, zabraniającego swym wiernym tej niewinnej rozkoszy, jaką jest czytanie bajek.

A oto utwór prawdziwie sierocy: Dafnis i Chloe. Najpiękniejszy z romansów starożytnych nie ma autora, o którym by można było coś pewnego powiedzieć. W kilku rękopisach widnieje imię Longos. Kojarzy się ono z łacińskim longus - długi, co nie powinno razić, bo takie imiona spotyka się w czasach cesarstwa rzymskiego. To imię jednak stoi samotnie bez podania miasta, skąd by ów Longos był rodem, nie znane jest zresztą żadnemu z bizantyjskich uczonych, którzy przechowali wzmianki nawet o najlichszych romansopisarzach.

Dzieło samo również doznało uszkodzenia. Do wieku XIX istniał tekst niezupełny, a nie tylko uczeni, lecz nawet Goethe przypuszczał, że luka w księdze pierwszej nie zawierała nic istotnego. Dopiero w 1809 r. pisarz francuski, Paweł Ludwik Courier, odkrył we florenckiej Bibliotece św. Wawrzyńca zapomniany rękopis tej lesbijskiej sielanki i skopiował ustępy brakujące. Przekonano się wówczas, że luka wynosiła 6-7 stronic, prześlicznych, bo przedstawiających narodziny miłości Dafnisa i Chloe. Courier opublikował swoje odkrycie, a jednocześnie poprawił i uzupełnił rozkosznie naiwny przekład mistrza prozy francuskiej, Jakuba Amyota, biskupa z Auxerre.

Kiedy powieść o Dafnisie i Chloe powstała - nie da się ustalić. Gdzieś na przestrzeni między III a V wiekiem n.e.

Grammatici certant et adhuc sub iudice lis est... ["[...] gramatycy się spierają i sprawa jest dotąd w sądzie nierozstrzygnięta", Horacy (Quintus Horatius Flaccus), Sztuka poetycka (Ars poetica), w. 78; przeł. Tadeusz Sinko. Wiersz ten stał się powiedzeniem przysłowiowym; u Horacego przedmiotem sporu jest odpowiedź na pytanie, kto był wynalazcą wierszy elegijnych - przyp. red.].

Ale niepodobna tego dzieła, którym zdaje się kierować szczęśliwy geniusz attycki, odsuwać w czasy barbarii po Teodozjuszach, nawet nie poza rok 391, gdy z rozkazu cesarza zamknięto świątynie i obrzędy pogańskie uznano za zbrodnię.

Autor Dafnisa i Chloe był Grekiem, czuł i myślał po grecku. Ze wszystkich romansopisarzy on jeden nie szukał natchnienia na Wschodzie. Znał piękność własnego kraju i poprzestał na wyspie Lesbos, pobłogosławionej przed tysiącem lat pieśniami Safony. Okazał się prawdziwym artystą, zrywając z nieznośnym szablonem włóczęgi po wszystkich lądach i morzach. Co prawda, nie wygląda na to, by znał Lesbos inaczej niż z opowieści i własnej fantazji: obraz surowej zimy spadł tu z chłodniejszego nieba.

Skupił akcję na jednym miejscu i zamknął ją w niedługim opowiadaniu. W opisie napadu rozbójników i krótkotrwałej wojny między dwoma miastami rzucił jałmużnę na rzecz uświęconych reguł romansu i nie dał się odwieść od swego celu, którym było wszechstronne przedstawienie narodzin i rozwoju miłości dwojga pastuszków. Zachował niezwykłą w tym rodzaju literackim ekonomię środków. Nie wplątał się ani w długie opisy, ani w nużące dialogi i nieskończone deklamacje, jak to czynili inni, umiarkowanie porozmieszczał "malownicze" sztafaże - skały, źródełka - i co chwila odwracał się od zewnętrzności, aby tym uważniej słuchać ludzkiego serca.

Oczywiście i Longos ma swoją fantastykę. Bierze ją z religii. Olimp Dafnisa i Chloe nie jest wielki. Znają oni tylko Nimfy z groty, przy której wzrośli, Pana spod sosny i Erosa z ogrodu starego Filetasa. Inne bóstwa jakby nie istniały wcale. O Dzeusie wspomina raz Filetas i drugi raz Gnaton. Imię jego jawi się na ustach ludzi z miasta. Jest to bóg wielkich panów. Pastuszkowie zdają się nic o nim nie wiedzieć; Dafnis pamięta tylko, że Dzeusa wykarmiła koza. Zresztą ten pan piorunów nie jest im potrzebny. Wystarczą Nimfy, Pan i Eros. Pod ich opieką nic złego im się nie stanie. Jakoż gdy Chloe porywają najeźdźcy, cała przyroda bierze udział w jej ocaleniu. Przyroda! Jest ona w tej favola boscareggia czymś więcej niż zwyczajnym tłem. Żyje wespół z owymi dziećmi, które same wyrastają niby jej najpiękniejsze kwiaty. Oplata je barwnymi wieńcami wiosny, zbliża ich ciała ku sobie skwarem lata, rozłącza chłodnymi dłońmi zimy. Dafnis modlitwą dziękuje morzu, które go uczyniło bogatym, Chloe wtajemnicza się w czarnoksięstwo echa, kozy i owce dla obojga są istotami boskimi. Z tego, co Dafnis opowiada o gołąbce leśnej, można wnosić, że oni rozumieją mowę ptaków. Jakiś słodki panteizm czułą pieszczotą ogarnia te dzieci leżące na zielonym smugu, pośród trzód wsłuchanych w kląskanie ich fujarek.

[1]  [2]  [3]  [4] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach