Kultura Antyczna
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Kultura antyczna > Eseje > Hezjod - chłopski filozof  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Język, wiersz, styl utworów, oryginał i założenia przekładu

Czytelnikowi polskich przekładów greckich utworów epiki archaicznej sprzed, okrągło licząc, dwu i pół tysiąca lat należy się parę podstawowych uwag co do formy oryginału i problemów, jakie nastręczają się przy oddawaniu go dzisiejszemu odbiorcy.

Język grecki, odmiennie niż nasza współczesna polszczyzna, rozróżniał wyraźnie zgłoski długie i krótkie, i to rozróżnienie było też istotne przy budowie greckiego wiersza, czy raczej greckich wierszy, kunsztownych konstrukcji opartych na przemienności sylab długich i krótkich, na "miarach" (gr. métra) wierszowych, w których umownie jedna zgłoska długa odpowiadała dwu krótkim. Greczyzna zachowuje w poezji właściwe wyrazom akcenty, przy czym akcent był, jak jego grecka nazwa prosodía (prós - 'do, ku', odé - 'pieśń, śpiew') i łacińska accentus (ad - 'do, ku', cano - 'śpiewam') świadczą, właśnie "zaśpiewem", akcentem melodyjnym, wymawianiem akcentowanej głoski innym tonem: "ostrym, podnoszonym" - acutus, "opadającym, ciężkim" - gravis lub kombinacją obu, "rozciągniętym" - circumflexus. Dla zaznaczenia rytmu wierszowego stosowano natomiast wymawianie wyznaczających ten rytm zgłosek z "przyciskiem" (gr. tónos, łac. ictus), odpowiadającym mniej więcej naszemu akcentowi tonicznemu. W wierszu greckiej epiki, heksametrze, czyli "sześciomiarze" daktylicznym, poszczególne wersy składały się z sześciu stóp: albo daktyli, czyli jednej zgłoski długiej i dwu krótkich, albo spondejów, czyli dwu długich, z przyciskiem na pierwszej długiej. W myśl podanej wyżej zasady daktyle i spondeje mogły występować wymiennie, dowolnie, co powodowało, że heksametr mógł liczyć od dwunastu do dziewiętnastu sylab i występować w trzydziestu dwu różnych kombinacjach stóp, właśnie daktyli i spondejów. Nie był więc ten wiersz w żadnym razie monotonny, co istotne, bo go przecież używano w dłuższych poematach. "Muzyczna" praktyka czytania antycznego wiersza nie przetrwała starożytności i szkoła europejska, a więc nasza, zarzuciła uwzględnianie akcentów melodyjnych, pozostawiając ikty; dla ucha słuchaczy został jedynie rytm tych przycisków i jeśli określamy nieraz te wiersze jako melodyjne, to jest to prawda nieco przeinaczona, wiersze oryginalne miały dużo większe prawo do tego określenia.

W przekładach poezji starożytnej na języki nowożytne przyjmuje się kilka różnych zasad. I tak np. tłumaczymy heksametr umownym wierszem "nowej" poetyki - u nas najczęściej trzynastozgłoskowcem i to rymowanym, jak już Jan Kochanowski przełożył III pieśń Iliady, albo aleksandrynem, tj. dwunastozgłoskowcem jambicznym, albo jeszcze inaczej, np. najnowszy przekład Eneidy Wergiliusza najlepszy z naszych tłumaczy, Zygmunt Kubiak, dał w nierymowanych jedenastozgłoskowcach. Trzynastozgłoskowiec dominuje w dotychczasowych przekładach Hezjoda. Ostatnio głównie za wzorem francuskim przyjęła się moda tłumaczenia epiki upoetyzowaną prozą - tu przykładem będzie świetna Odyseja Jana Parandowskiego. Wreszcie sposób trzeci, uprawiany u nas głównie przez filologów klasycznych, to tłumaczenie tak zwane izometryczne, "w miarach oryginału". Tak zwane, bo przecież już z powyższych uwag o języku greckim wynika, że nie możemy myśleć o oddaniu oryginałów "równą miarą". Możemy tylko naśladować rytm jako element konstrukcyjny wiersza, wyzyskując normalne akcentowanie wyrazów. Tak tłumaczył Iliadę Stanisław Mleczko, mistrzem i teoretykiem przekładu izometrycznego był Stefan Srebrny, izometryczna jest też najnowsza polska Iliada Kazimiery Jeżewskiej. Zaznaczmy od razu, że występujący w naszej wielkiej poezji romantycznej tzw. "polski heksametr" - w Powieści Wajdeloty z Mickiewiczowego Konrada Wallenroda, albo w Bema pamięci żałobnym rapsodzie Norwida - ze średniówką po trzeciej stopie, nie może być uważany za wiersz izometryczny. Przekład izometryczny jest bliski przede wszystkim filologom klasycznym, najsilniej przywodzi im na myśl tok oryginałów, pozwala "utrafić w ton" starej epiki, a przy tym przybliża dzisiejszym odbiorcom poetykę oryginałów, ich inność. Piszący te słowa, filolog klasyczny, obcujący przy tym wyjątkowo długo z przekładem Iliady Jeżewskiej przy opracowywaniu kolejnych wydań, uważa, a może lepiej powiedzieć, czuje, że dla Hezjoda i w ogóle dla starej greckiej epiki jest to sposób najwłaściwszy, choć czasem mogący swoją innością szokować współczesnego słuchacza lub czytelnika. Ale w pewnym sensie o to właśnie chodzi.

Zatrzymajmy się jeszcze chwilę przy sprawach języka. Mówimy "greczyzna", "stara greka", nie bardzo i nie zawsze zdając sobie sprawę, że idzie tu o wielość języków i dialektów w przestrzeni i czasie. Trzy i pół tysiąca lat poświadczonego istnienia greczyzny to okres pięciokrotnie dłuższy niż czas, który nas dzieli od Bogurodzicy, a jeśli chcemy uwzględnić tylko rozwój "greki starej", od Homera po początki Bizancjum, to znów piętnaście wieków. Język?... a może nawet są to języki, a w każdym razie silnie zróżnicowane dialekty, dziesiątki narzeczy, którymi mówiono w całym greckim Śródziemnomorzu. Niektóre z tych dialektów miały odegrać rolę wyjątkową, wydając z siebie języki literackie, umowne, którymi posługiwano się przy tworzeniu np. jońskiej historiografii albo doryckiej bukoliki. Osobne i wysokie miejsce zajmuje tu język epicki IliadyOdysei, hymnów homeryckich, Hezjoda - uświęcona forma poetyckiej narracji, wytwór artystyczny utworzony na bazie kilku dialektów z elementów achajskich, jońskich, eolskich; język, którym nikt nigdy chyba nie mówił, ale w którym przekazywano ważne, doniosłe treści wszystkim Hellenom, treści dla wszystkich zrozumiałe, język tradycyjnych formuł i prastarych nieraz form. Nie znajdziemy dla niego adekwatnego odpowiednika, nie odda go sztuczna archaizacja, jak w pierwszej wersji Odysei Józefa Wittlina, a próby wprowadzenia gwar naszych, nie nazbyt serio chyba podejmowane, jak góralska Iliada Jana Gwalberta Pawlikowskiego, mogą stać się tylko zabawną parodią. Musimy, możemy się posłużyć tylko tradycyjnym językiem naszej wielkiej poezji: bardziej uroczystym szykiem wyrazów, np. z częstszym stosowaniem inwersji, okazjonalną, ale nie natrętną archaizacją, jak "zasię" zamiast "zaś", czy fleksji, jak "Tytanowie" obok "Tytani". Największą bodaj pomocą będzie przenoszenie do polszczyzny typowych epickich formuł konstytuujących wiersz, powtórzeń, niektórych niezwykłych dla polszczyzny wyrazów złożonych, stałych epitetów.

Otóż właśnie - epitety. Cechą stylu "homeryckiego" są te stałe "przydawki zdobnicze" związane z postaciami, przedmiotami, wydarzeniami, nieraz niezależnie od sytuacji, w której określona osoba albo przedmiot pojawia się w tekście. One to najczęściej występują jako composita, wyrazy złożone, za którymi polszczyzna, poza niewielką ilością przetrawionych już od stuleci wyjątków, nie przepada, ale one też są jedną z istotniejszych cech poetyki epickiej, i chyba nie należy, jak to czynili tłumacze niektórych minionych epok, zastępować ich rozwiązaniami coraz to innymi, opisywać lub po prostu opuszczać. Trzeba je powtarzać niejako z naciskiem wszędzie tam, gdzie występują w oryginale, nie tworząc, broń Boże, wymyślnych a często komicznych neologizmów, takich potworków-nowotworków, jak "śmierć zimno-wyprężna" w jednym z dawniejszych przekładów, ale np. rozwiązując określeniami imiesłowowymi: katathnetój - "podlegli śmierci", albo - często - zwrotami przydawkowymi: więc Olimp polydptychos - "o jarach rozlicznych", dziewczyna éukomos - "o pięknych warkoczach", a kallipárejos - "o cudnych policzkach", ziemia euryódeja - "o drogach szerokich", albo zdaniem względnym: Apollon hekebólos - to "ten, co z dala trafia strzałami". Na polskie composita decydujemy się tam, gdzie mają już pewną tradycję i nie rażą: rhodópechys może pozostać "różanoramienna".

Na dwie jeszcze sprawy, naszym zdaniem wyjątkowo istotne, zwróćmy uwagę. Wspominaliśmy już wyżej o nasyceniu poematu imionami, o długich katalogach tych imion. Otóż imiona "mówiły" do Greka nie tylko tym, co czy też kogo oznaczały. Imiennictwo greckie, w stopniu nieporównanie wyższym niż na przykład nasze, wywołuje skojarzenia brzmieniem i znaczeniem imienia. U nas Mieczysław, Bolesław albo dużo rzadsze Czcibor, Wszerad to tylko wąska grupa w ogromnym zasobie przejętego imiennictwa, które nam już właściwie nic nie "mówi", dźwięki nie wywołują skojarzeń znaczeniowych, chyba tylko przypadkowe, etymologicznie nieuzasadnione. W grece, w poezji katalogowej zwłaszcza, musiało to wyglądać inaczej - imiona można było zrozumieć, albo przynajmniej kojarzyć na zasadzie efektu, który chcielibyśmy nazwać "efektem słopiewni": wychwytywania w imieniu elementów jego znaczenia. W nazwach boginek, Muz, Nereid, przebijał się ich charakter, przeróżne postaci i atrybuty żywiołu, który reprezentowały; dalej samo nagromadzenie takich imion stanowi jakąś poetycką panoramę, ogromnie podnoszącą wartości estetyczne utworu. Ale jak to oddać w przekładzie na obcy język? Czy to w ogóle możliwe? Czy ryzykować poszukiwanie, a dokładniej mówiąc, tworzenie jakichś polskich odpowiedników tam, gdzie ich nie ma, tworzenie w najlepszym razie swoistych słopiewni, a najczęściej niesamowitych dziwolągów słownych? Hippokrene wolno nam chyba nazwać Końskim Źródłem, ale przy katalogach można uczynić chyba tylko jedno: pozostawić w tekście greckie imiona, a w przypisach poinformować Czytelnika, jakie to skojarzenia mogli mieć dawni odbiorcy oryginału. Przypadek nieco odmienny, ale potwierdzający to, cośmy powiedzieli wyżej, to tak miłe poezji greckiej etymologie imion polegające na grze słów. Hezjod nie jest bynajmniej ani pierwszym, ani jedynym greckim twórcą, który się w nich lubuje, poczynając od etymologii-wykładni imienia Odyseusza (odyssadmenos - 'zagniewany', niby "Odąsany"), po Eurypidesową grę słów w Bakchantkach, gdzie: Penthéus ... pénthos ('cierpienie') próbowaliśmy "obejść" zamiennie przez "Penteus ... spęta", ale to nie zawsze i nawet nie często możliwy sposób. Żeby jednak nie zgubić dla polskiego odbiorcy intencji greckiego twórcy, próbujemy do samego tekstu przekładu wprowadzić jako glossę wyraz grecki z jego polskim znaczeniem (Narodziny bogów, w. 195-200):

[...] a ją Afrodytą,
z piany-afros boginią, Kythereją pięknie wieńczoną
zwą bogowie i ludzie, bo z piany-afros powstała,
albo też Kythereją, bo do Kythery przybiła,
albo Kyprogeneją - na Cyprze morskim zrodzoną,
albo Filomedeją, bo wyszła z jąder-medea.

Uważny Czytelnik przekładu może zakwestionować, że raz piszemy Uranos, a raz Niebo, raz Ziemia, a raz Gaja itp., dopuszczając dwie wersje imion jednej postaci i jednego imienia greckiego. To jest zabieg świadomy, mający za cel podkreślenie tak typowej dla greckiego religijnego myślenia jedności bóstwa z jego żywiołem, płynności przejścia jednego w drugie. Przecież uczeni wydawcy greckiego tekstu mają czasem wątpliwości, gdzie Uranos pisać dużą, a gdzie małą literą. Co zaś się tyczy bóstw-uosobień, zdecydowanie preferujemy imiona przełożone na język polski, bo cóż naszemu Czytelnikowi powiedziałyby Machaj lub Nejkea nie przetłumaczone na: "Walki" i "Kłótnie".

Tyle "tłumaczeń się" od tłumacza.

No, może jeszcze jedno. Czytelnik może się zdziwić, napotkawszy te same greckie imiona różnie podawane, i to nie tylko zgodnie z tradycją, która dopuszcza obok Odyseusza także Odyssa i nawet Odyseja (w mianowniku: Odysej), Achillesa i Achilla, Menelaosa i Menelaja, ale i oddane w dziwacznej pisowni; tak np. Iolaos może występować jako Ijolaos, Jolaos, Ijolaj itp. - jedno i to samo imię rozmaicie, a niezgodnie z regułami transkrybowane. Nie jest to wymysł całkowity obecnego tłumacza - zasłużony translator Platona, Władysław Witwicki, imię i tytuł Ion pisał Ijon, aby ułatwić Czytelnikowi prawidłową wymowę (dwie sylaby zamiast jednej). A że i my w tym samym imieniu proponujemy czasami jedną, a czasem dwie formy brzmieniowe, to już swoista licentia translatoria mająca zaradzić kłopotom z rytmem wiersza.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach