Kultura Antyczna
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Kultura antyczna > Eseje > Homer  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10] 
Są jednak i kłopotliwe różnice: strój kobiet homeryckich nie przypomina strojów mykeńskich, gdzie widać jeszcze spódnice na modę minojską. Może Homer odrzucił je z tradycji, jako zbyt rażące dla swojej epoki, i może tak samo, co jest ważniejsze, zmienił obrzęd pogrzebowy: u niego pali się zwłoki na stosie, w epoce mykeńskiej grzebało się ciała zmarłych. Tak czy inaczej, nie był dokładny w odtworzeniu epoki, odległej od niego o kilka stuleci - ruiny pałaców mykeńskich dawno już trawą porosły.

Homer wierzył w rzeczywiste istnienie swych bohaterów, były to dla niego postacie historyczne, a ich czyny i dzieje miały określone miejsce w przeszłości, tak jak wojna trojańska była zawsze historycznym faktem dla Greków, których chronologowie i historycy dokładnie podawali jej datę. Dopiero w czasach nowożytnych spadła ona między podania, i kiedy Schliemann wybierał się na poszukiwanie Troi, radzono mu, by wziął sobie za wierzchowca Pegaza.

Lecz on znalazł i Troję, i Mykeny, można było mówić i o skarbie Priama, i o grobie Agamemnona. Wiele się zmieniło od tych czasów. Za plecami epoki mykeńskiej wyrosła wielka i rozległa epoka minojska, wobec której Mykeny okazały się czymś w rodzaju prowincji duchowej, żyjącej z obcego dziedzictwa. Schliemannowi odebrano jego Troję, a uznano za miasto Priama inną warstwę ze złóż wykopaliskowych, których było dziewięć. Do niedawna zgadzano się, że warstwa VI odpowiada homeryckiej Troi, dzisiaj ma uznanie raczej warstwa VIIa [Najnowsze badania wskazują znów na Troję VI jako na miasto, o które toczyła się homerycka wojna trojańska - przyp. red.], ruiny miasta, które zostało zburzone około roku 1200.

Tak więc wojna trojańska trwa między archeologami, bo i krajobraz im nie dogadza. Inaczej płyną rzeki, za mało przestrzeni od wybrzeża, gdzie był obóz Achajów, do murów Troi: gdzież tu da się wymierzyć pole bitwy? - wołają rozgoryczeni. Zapewne generał nie potrafiłby na tej skąpej przestrzeni uszykować wojska, mógłby to jednak śmiało uczynić poeta. Inni ratują Homera domysłem, że krajobraz się zmienił, inni, że Homer nigdy nie był w Troi, co by nie odbiegało od zwyczaju poetów wszystkich czasów: Wergili nie oglądał Kartaginy.

To samo było z Itaką: Odyssa znów usiłowano wyzuć z ojczyzny. Itaka nie zmieniła swego położenia ani swej nazwy od wieków, była zawsze tam, gdzie i dziś kąpie się w uśmiechach Jońskiego Morza. Nic jej to nie pomogło. Zamiast niej kilka innych wysp ofiarowywano synowi Laertesa, jak Leukadę, Kefallenię. Kto jednak dokładnie zwiedzi Itakę, nie widzi powodu ogołacać jej ze sławy i może nabrać przekonania, że Homerowi nie były obce jej wybrzeża. I nie trzeba iść tak daleko, by go posądzać o miłość do Penelopy, jak się to roiło w niektórych umysłach.

Kto dziś pisze o Homerze, nie może się ustrzec myśli, że nowe odkrycia okryją go pleśnią lub ośmieszą. Nagły brzask przeciera niemy mrok, w którym trwały dotąd wieki przedhomeryckie. Odczytanie pisma tzw. linearnego B, którym posługiwały się pałace achajskie w Mykenach i Pylos na kontynencie greckim, a w Knossos na Krecie, dało nam pierwsze, zgoła nie przeczuwane, zabytki języka greckiego z epoki o kilka stuleci dawniejszej od Homera, jednocześnie objawiły się zarysy tradycji kulturalnej, a może i samej historii równie zamierzchłej.

Już wcześniej nadciągały świadectwa z obcych źródeł - egipskich, a zwłaszcza hetyckich, w których cudzoziemskiej transkrypcji, ale przejrzystej, zaskoczyły nas imiona: Achajów, Danaów, Atreusa, może i Troi, z chronologią, zbliżoną do tradycyjnej chronologii owych rzekomo mitycznych dynastów. W tych zaś niedawno odcyfrowanych tabliczkach z Pylos powitały nas imiona Achillesa, Hektora, co prawda bez swej legendarnej chwały, ale i to coś znaczy, jeśli imiona, dotąd mityczne, podają swój ziemski adres. Może się zdarzyć każdej chwili, że nowe wykopaliska przyniosą nowe rewelacje, które odrzucą do lamusa wszystkie tak pracowite badania nad pochodzeniem i rozprzestrzenieniem dialektów greckich, nad strukturą języka homeryckiego, nad heksametrem i jego rozwojem, nad źródłami i historią poezji epickiej. Może jutro z takich samych szarych tabliczek glinianych, które dają nam dziś tylko rejestry i inwentarze, przemówi jeden z tych aojdów, jakich sam Homer wprowadził do Odysei w postaciach Femiosa i Demodoka.

Nie wiem, czy kto zliczył książki, jakie napisano o Homerze w ciągu dwudziestu kilku wieków, oczywiście nikt ich nie przeczytał, nie mógł przeczytać, choćby dożył lat matuzalowych. Z tej ogromnej biblioteki czas pożarł niemal wszystko, co napisano w starożytności, a uwolnił nas również od średniowiecza, ponieważ wtedy nie zajmowano się Homerem, ledwo znano jego imię. Za to wieki późniejsze, od renesansu, śpieszyły nadrobić czas stracony, a wiek XIX przewyższył wszystkie poprzednie.

Zaczęło się od małej książeczki Wolfa Prolegomena ad Homerum, w której filolog niemiecki, korzystając z wcześniejszych pomysłów francuskich, rzucił w świat tezę o powolnym zrastaniu się poematów Homera z mniejszych pieśni recytowanych przez wędrownych aojdów. Powitano go jak zwiastuna, proroka nowej ery, jak wielkiego reformatora, nowe wcielenie Lutra, nawet sięgano po takie imiona jak Arminius, by ozdobić jego czoło laurami oswobodziciela. Nawet Goethe dał się na chwilę porwać i krzyknął niegodne słowa: "Na koniec jesteśmy wolni od tego Imienia!"

Z Wolfa wyszli ci wszyscy uczeni, którzy odebrali Homerowi imię i autorstwo, a z jego poematów zrobili twór zbiorowy kilku czy kilkunastu aojdów należących do różnych generacji. Było to dziwne zjawisko, któremu kiedyś poświęciłem stronicę i pozwolę sobie tu ją powtórzyć.

"Żyli w pamięci i wierności swych uczniów wodzowie zawrotnych wypraw na majaki: Gottfryd Hermann, który pierwszy szukał jądra poematu; Karol Lachmann, który pierwszy rozkroił Iliadę na szesnaście części; nieustraszony Bethe, który latami rył się jak kret w tekście Iliady, póki nie rozsypał wszystkich pieśni, aby z nich układać nowe - starsze i młodsze, pierwotne i wtrącone - odnajdując w końcu 1400 wierszy właściwej Iliady i kilkanaście odrębnych powieści poetyckich; von Wilamowitz-Moellendorff o niezachwianym autorytecie, który jak geolog przekopywał Homera i na dnie jedenastu pokładów odkrył prastary epos zachowany niemal tak dobrze jak epoka sylurska; dobrotliwy Elard Hugo Mayer, który zakończył starożytny spór miast i wysp mających być ojczyzną Homera, obdzieliwszy częściami Iliady poetów ze Smyrny, Kyme, Chios...; niepospolity Edward Schwartz, któremu było dane oglądać prawdziwą Odyseję, w jej kształcie nieomal zaziemskim, czyli tym, jaki sam stworzył - Schwartz, który wykrył wszystkich poetów, co przerabiali i rozszerzali poemat o cierpliwym tułaczu, i oznaczył ich literami jak spiskowców: O, K, T, F, L aż do owego B, wierszoklety z czasów Pizystrata, partacza, któremu zawdzięczamy tę lichą książkę - dzisiejszą Odyseję!

Z przerażającym uporem miriady umysłów krzątały się w tym zaułku wiedzy. Ani jeden heksametr nie uniknął osobnej rozprawy albo artykułu w czasopiśmie naukowym, a jeśli przez parę pokoleń udało mu się ukryć przed okiem powag uniwersyteckich, stawał się w końcu łupem nauczycieli prowincjonalnych, którzy na kształt kłusowników szli śladami wielkich łowców i w programach swoich gimnazjów wyprawiali harce z półtuzinem daktylów i spondejów. Literatura o Homerze rosła jak rafa koralowa, przez taki sam proces krótkotrwałego życia i mineralnej śmierci; książki i broszury mnożyły się, pożerały wzajemnie i marły na półkach bibliotek, wyczerpawszy w rok, w miesiąc, niekiedy w parę dni swe bezużyteczne istnienie".

Tam, gdzie idzie o poezję, o sztukę, erudycja najczęściej ponosi klęski. Zagubiony w szczegółach, erudyt nie widzi rzeczy istotnych, przeciążona pamięć stępia wrażliwość, zamiast odczuwać, uczony tworzy niepotrzebne hipotezy. Tak było z Homerem. Dzieło przeznaczone na to, by je oglądać w jego bujności, jako nieporównaną całość, dostało się krótkowidzom, którzy snuli się po nim od linijki do linijki, jak korniki wciskali się między litery. Wykrywali "błędy", "przeoczenia", "sprzeczności". Oczywiście, są one u Homera, jak w każdym dziele większych rozmiarów. Lecz u Homera, jeśli się zdarzają, mają świadczyć przeciw niemu. Oto w Iliadzie zapomina, że w piątej księdze Pylajmenes ginie na polu bitwy, a w jednej z późniejszych żyje i nawet opłakuje śmierć syna. Albo: Achilles odkłada dzidę, a kilkadziesiąt wierszy dalej trzyma ją w dłoni, zupełnie jak stary Maciek Dobrzyński - najpierw odwraca talerz dnem do góry na znak, że jeść nie będzie, a wkrótce potem zajada zupę. Nikomu jednak nie przyjdzie na myśl, że jedną scenę napisał inny poeta, drugą zaś inny, tak jak nikt nie odmówi Dantemu autorstwa Czyśćca z tej przyczyny, że pojawia się tam wróżka Manto, którą przedtem widzieliśmy w Piekle, choć takie przeoczenie u Dantego jest bardziej poważne niż to, które w Odysei pozwala Odyssowi w walce z Irosem obnażyć się aż po biodra, a nikt nie widzi jego znamiennej blizny. Można się zabawić metodą, jaką ścigano pomyłki Homera, i z jej pomocą pokrajać na kawałki i rozdzielić między kilku autorów każdy z poematów epickich w literaturze.

Ród "krawców" nicujących i rozpruwających Homera nie wygasł zupełnie. W Niemczech jeszcze najwięcej można spotkać niedobitków z wielkiej armii Wolfa, ale nie brak ich i gdzie indziej, nawet we Francji. Taki np. Wiktor Bérard. Pół wieku spędził nad Odyseją, przetłumaczył ją, opatrzył mnóstwem komentarzy, odbył podróż szlakiem Odyssa i zebrał wspaniały album zdjęć, a oto co mówi o autorach poematu: było ich trzech - jeden skomponował przygody Odyssa i był to geniusz niezrównany, drugi ułożył podróż Telemacha, dobry poeta, zręczny, dowcipny, trzeci zaś, dzielny rzemieślnik, opowiedział sumiennie zabójstwo zalotników...

Wolf wysnuł swoją teorię z dwóch błędnych założeń: że w epoce Homera Grecy nie znali pisma i że epopeje Homera są poezją ludową. Dziś nikt w to nie wierzy, ale romantyzm przyjął Wolfa z otwartymi ramionami. To były czasy Ossjana, ballad, pieśni ludowych, które zbierano z zapałem po wszystkich krajach Europy. Homer w postaci wędrownego śpiewaka, lirnika wioskowego odpowiadał gustom tych czasów. Przetrwały one nie tylko romantyzm, ale i jego epigonów, jeszcze w naszym stuleciu Czubek z sielska ubierał Iliadę w swoim tłumaczeniu, kto inny wystroił ją nawet w gwarę góralską. I ja wyniosłem z gimnazjum przekonanie o ludowym charakterze poezji Homera. Pozbyłem się go dopiero w uniwersytecie. Mówiło się tam jawnie o Homerze jako o rycerskim, dworskim poecie i dopiero teraz dało się odczytać z pełnym rozumieniem i odczuć właściwy ton takich scen, jak pojedynek Hektora z Ajasem, gdzie dwaj bohaterowie wymieniają grzeczności i, rzekłbyś, ukłony, jak dobrze wychowani rycerze. Ten właśnie ton wyższej cywilizacji, ta uprzejmość, często elegancja, z jaką zwracają się do siebie osoby eposu, stały się w nowym oświetleniu jawne, byliśmy odtąd czujni na różne szczegóły, określenia, zwroty, które mijały nie zauważone w okresie ludowego Homera. Wtedy to i tłumaczenie Dmochowskiego, z którego natrząsali się nasi nauczyciele w latach gimnazjalnych, bo im nie smakował ton stanisławowskiego dworu, inaczej zabrzmiało w naszych uszach.

Lecz gdzie szukać tych zamków i dworów w IX czy VIII wieku, na których się Homer obracał? Zostało ich trochę po upadku epoki mykeńskiej i w samej Grecji, i na wybrzeżach Azji Mniejszej. Tam jednak w takich miastach, jak Smyrna, Kolofon, Milet, inna warstwa nabierała wtedy znaczenia: bogaci kupcy, czyli, jak byśmy dziś powiedzieli, burżuazja. Są uczeni, których nie odstrasza myśl, że Homer śpiewał w bogatych rezydencjach Smyrny czy Kolofonu, zdarzają się i tak przenikliwe umysły, które w Odysei potrafią odkryć cały splot polityki handlowej dla zdobycia kopalń i rynku cyny...

Nic nie wiemy o Homerze - ani skąd pochodził, ani kiedy żył i w jakich warunkach, żaden dotąd autentyczny dokument nie pomaga nam rozwiązać tej zagadki. Jego starożytni ziomkowie byli w tym samym położeniu. Hekatajos, później Eratostenes brali go za współczesnego wojny trojańskiej lub żyjącego w sto lat po wypadkach, które opiewał, Herodot widział go w połowie IX wieku, Teopompos w czasach Archilocha, czyli w VII wieku. Co do miejsca urodzenia, powtarzano sobie stary wiersz, który głosił, że siedem miast spierało się o jego kolebkę: Smyrna, Rodos, Kolofon, Salamina, Chios, Argos, Ateny. W czasach nowożytnych zgodnie odrzucono takie miasta, jak Argos lub Ateny, hipotezy uczonych krążyły z upodobaniem dokoła Smyrny i Chios. Ta wyspa zalecała się szczególnie tradycją Homerydów, potomków czy naśladowców Homera, właściwościami języka, jakim tam mówiono, i pamiętnymi wierszami z hymnu do Apollona, przypisywanego Homerowi, gdzie są takie słowa: "Pozdrawiam was wszystkie. A o mnie pamiętajcie, gdy przyjdzie jakiś człowiek obcy, co świata doświadczył, i zapyta: <Dziewczęta, który jest wam najmilszy z aojdów, co tu przychodzą?> Wtedy wszystkie razem odpowiecie: <Ślepiec, który mieszka na skalistym Chios - jego pieśni będą zawsze najpiękniejsze>".

Mówi się tu nie tylko o Chios, ale i o ślepocie poety, ten rys charakterystyczny utrzymał się przez wieki w wizerunku Homera, znajdowano dla niego potwierdzenie również w postaci ślepego Demodoka. Sztuka podjęła ten motyw i w setkach, jeśli nie tysiącach popiersi i posągów Homera tak go właśnie przedstawiano. Nad wszystkimi góruje doskonałością artystyczną biust marmurowy z Muzeum Neapolitańskiego, dzieło nieznanego mistrza z epoki hellenistycznej. Niezapomniana twarz. Nad głęboko osadzonymi oczami z bezwolnym wysiłkiem skupiają się łuki brwi i górne powieki ściągają się bolesnym skurczem, odsłaniając do połowy gałki oczne. Długie obfite włosy opasuje wstążka, odznaka królów, wieszczów i zwycięskich śpiewaków. Usta lekko rozchylone zdają się mówić czy szeptać. Pełna wyrzeczenia samotność zdaje się otaczać tę twarz o policzkach zoranych bruzdami, chudych, niemal ascetycznych.

Filozof Proklos w V wieku naszej ery nie mógł znieść tych wizerunków: "Przedstawiają Homera ślepcem - głupcy! Widział więcej niż jakikolwiek człowiek". W istocie, nic się nie utrzyma przy tym imieniu, ani miejsce urodzenia, ani data, ani jakikolwiek rys jego postaci, okrywa go tajemnica. Żyło się z nią przez tyle wieków, żyć trzeba i dziś, co prawda z większą może niż dawniej nadzieją, że jakieś niespodziane światło ją rozproszy.

Nikt nie przewyższył Homera w Grecji sławą i uwielbieniem, jakie otaczało jego imię. Każdy wiek wprowadzał nowych poetów, pojawiały się imiona Hezjoda, Aischylosa, Sofoklesa, Pindara, po nich przychodzili inni, zmieniały się czasy, ustroje, upodobania, a on trwał, jedyny i niezrównany. Tak zwani cyklicy, którzy niemal współcześnie z Homerem lub niewiele później opracowywali te same podania, jeszcze bardziej wywyższali go swoją małością. Stawiano mu posągi, miał je w Olimpii, w Delfach, na wyspach Ios i Chios były jego świątynie, jego wizerunek zdobił monety Smyrny. W każdym mieście w każde święto rapsodowie recytowali jego poematy, na Panatenaje wprowadził je Pizystrat. Wszyscy znali je na pamięć, uczyli się na nich czytać.

Homer był wychowawcą swojego narodu, jak żaden poeta w żadnym innym kraju. Dał mu nawet bogów: homerycki kształt bóstw wyparł lub usunął w cień wszystkie inne postacie, jakie bóstwa posiadały od prawieków. Filozofowie od wczesnej doby uważali za swój obowiązek walczyć z Homerem i jego niefrasobliwą religią w imię wyższej etyki i rozumu: po Ksenofanesie i Heraklicie Platon, który zapomniał, ile mu sam zawdzięcza. Ataki filozofów były bezsilne, nie zachwiały stanowiskiem Homera w życiu i kulturze Grecji. Arystoteles nie godził się z relacją Homera o świecie i obyczajach bogów, wolał jednak zająć się raczej jego sztuką i w swej Poetyce mówi o nim z najwyższym podziwem. Arystoteles miał nad sobą całe niebo gwiaździste poezji greckiej, ale nie widział na nim światła, które by mogło przyćmić blask Poety.

Tak się o nim mówiło i każdy wiedział, że on jeden zasługuje na to miano bez żadnych objaśnień. W trzy wieki po Arystotelesie autor rozprawy O górności z jeszcze większym dziedzictwem epok i stylów co chwila sięga do Homera po przykłady doskonałości poetyckiej. A inny pisarz tej samej epoki wyznaje: "Od wczesnego dzieciństwa każdy z nas Homera ma za piastunkę. I rośniemy przy nim, i nie możemy od niego odejść, by zaraz nie łaknąć jego słów. Z Homerem rozstajemy się dopiero razem z życiem".

Dawno już minęły czasy, kiedy filozofowie walczyli z Homerem w imię wyższych pojęć religijnych - sami mu się poddali, nie tylko ci, co szukali w nim ideałów dla własnej koncepcji człowieka, jak cynicy lub stoicy, ale i ci, co czytali w nim tekst ukryty, tajemny, mistyczny. Wszystko było alegorią, symbolem. Odys w oczach Pitagorejczyków był symboliczną postacią istoty ludzkiej powracającej do niebieskiej ojczyzny. Neoplatonik Porfirios napisał traktat mistyczny Pieczara nimf, wykładając sens tajemny owej pieczary, w której Odys złożył swe skarby po wylądowaniu na Itace. Dla tych myślicieli Homer był wieszczem, poetą natchnionym, wtajemniczonym najwyższego stopnia, wcieloną mądrością, nieomylnym rzecznikiem Bóstwa.

Tak gasnąca starożytność przekazywała Homera potomności. Lecz on, zawsze prężny i rześki, zrzucił tę godową szatę mumii i ukazał się w swej ziemskiej niezniszczalnej urodzie. Ileż to eposów po nim zwarzył czas, ileż zamieniło się w muzea, do których nikt nie zagląda, w osamotnione gabloty, znane tylko pająkom! Homer pozostał żywy, w niezmienionym sojuszu z każdym nowym pokoleniem, wśród ras i narodów, których ani on, ani jego rodacy w ciągu swych dziejów nie przeczuwali. Nic nie zostało z jego świata, i mógłby stać wśród nas zupełnie osierocony. Nie ma jego bogów ani królów, ani Achajów, na morzu, po którym żeglował Odys, nie ma wysp czarodziejskich, ale syn Laertesa zachował swe miejsce i znaczenie: wzrusza nas każdym słowem, każdym odruchem serca, człowiek jak my, i jeszcze coś więcej - symbol geniuszu Europy w niepokoju i poszukiwaniu. To duch naszego kontynentu wcielił się w niestrudzonego żeglarza, duch przygody i ciekawości, który z Europy wysyłał w ciągu wieków odkrywców we wszystkie zakątki globu.

Jakby wstąpił w niego duch Proteusa, Odys zmieniał się w ciągu wieków nieustannie. W Rzymie nie miał dobrej sławy, tylko stoicy owijali go w pochlebne alegorie, w średniowiecznym Roman de Troie był nikczemnym intrygantem, u Szekspira w Troilus i Kressyda makiawelistycznym politykiem, Pascoli mógł z niego zrobić ponurego anarchistę, d'Annunzio - zaszczepić mu filozofię Nietzschego. Niezliczone są metamorfozy Odyssa, w jednej z nich nawiedził on wyobraźnię Wyspiańskiego. W naszych czasach niedawno zmarły poeta grecki Nikos Kazantsakis napisał własną Odyseję, poemat obszerniejszy od Homerowego, liczący 33 333 wiersze, gdzie Odys wyrusza z Itaki na nową wędrówkę, jest na Krecie, w Egipcie, zakłada idealne miasto w pustyni i dochodzi do granic życia, wyzuty ze złudzeń i nadziei - symbol naszej współczesnej udręki.

Homer może być powiernikiem każdej epoki, szczególnie takiej, jak nasza, poszarpanej wojnami i znękanej niedolą. To przecież on właśnie, ten we wszystkim pierwszy, mając za przedmiot wojnę nie tylko jej nie gloryfikował, ale w każdym momencie, w słowach i losach swych ludzi, oskarżał i potępiał. Czyż nie za wszystkich żołnierzy Achilles wypowiedział te słowa: "Trojanie nic nie zawinili, nigdy nie zagarnęli moich wołów ani koni, nie zniszczyli plonów we Ftyi urodzajnej mężów żywiącej, boć wiele między nami jest gór cienistych i jest morze szumiące"? Jeszcze dotkliwiej potępiona jest wojna w jej bogu - Aresie. To najbardziej uprzykrzona z postaci olimpijskich - ograniczony, tępy, nieopanowany, często śmieszny, wszyscy od niego stronią, nawet własny ojciec, Dzeus, nie ma dlań serca. Mówi się o nim "krwiożerczy", "najbardziej nienawistny z bogów". W Odysei to żołnierz na urlopie, który uwodzi cudzą żonę i daje się złapać w pęta kulawemu Hefajstowi.

Nigdzie poeta wojowników nie głosi pochwały wojny - w jego oczach to klęska, którą można wytłumaczyć tylko podstępem i złą wolą bogów. Homer opiewa poświęcenie i ofiarę krwi w obronie ojczyzny lub czci, ból matek i żon, rozpacz starego ojca, a jednocześnie wydobywa na jaw lichą podszewkę wielkich czynów - chciwość wodzów, pychę królów. Współczucie dla doli ludzkiej, zwłaszcza dla wszystkiego, co słabe i bezbronne, dla wszelkiego cierpienia przenika do najgłębszych tkanek zarówno Iliadę, jak Odyseję. Tak on czuł - Homer, tajemniczy duch epopei.

Śpiewał miłość życia - nie sielanką, ale tragedią. Pośród walk i trudów, uporu i nadziei potrącał nagle szorstką strunę przypomnieniem o znikomości życia i losów człowieka. "Nie ma nic bardziej żałosnego niż człowiek ze wszystkiego, co po ziemi pełza i oddycha" - te słowa powtarzają się w Iliadzie i w Odysei. Powraca również porównanie: ludzie są jak liście, które wiatr jesienny strąca i po ziemi rozmiata, a wiosna nowe przynosi. I miał dla nich tylko tę pociechę, że żyć będą w pieśni, w słowie.

Starożytni mieli niezachwianą wiarę w nieśmiertelność Homera. Jeden z nich mówi, że jego sława trwać będzie, "póki strumienie płynąć i drzewa się będą zielenić". I dziś można te słowa powtórzyć.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach