Kultura Antyczna
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Kultura antyczna > Eseje > Nawigacja w starożytności  



[1]  [2]  [3]  [4] 
Niebo

Jak wszyscy wiemy, szerokość geograficzną danego miejsca określa wysokość bieguna niebieskiego nad horyzontem. Dziś tuż przy biegunie północnym nieba znajduje się Gwiazda Polarna i odszukanie jej podczas pogodnej nocy nie nastręcza większych trudności. W starożytności jednak Gwiazda Polarna (przez duże G i P) jeszcze nie zasługiwała na swą nazwę. Istnieje bowiem coś takiego jak precesja, która zmienia położenie osi obrotu Ziemi w przestrzeni. Tym samym bieguny niebieskie, będące przedłużeniem osi ziemskiej, w różnych epokach zajmują różne położenia wśród gwiazd. W interesującej nas epoce północny biegun nieba nie leżał w pobliżu żadnej w miarę jasnej gwiazdy.

Dlatego też starożytni mieli pewne problemy z określeniem jego położenia wśród gwiazd. Świadczy o tym reprymenda, jakiej udzielił znany już nam Hipparch Eudoksosowi, żyjącemu w pierwszej połowie IV wieku p.n.e. autorowi opisu nieba gwiaździstego. W swych Fenomenach Hipparch napominał:

Co do bieguna północnego to Eudoksos się myli, gdyż mówi, że "istnieje pewna gwiazda, która pozostaje zawsze w tym samym miejscu; gwiazda ta jest biegunem świata"; tymczasem w miejscu bieguna nie ma żadnej gwiazdy, lecz tylko pusta przestrzeń; w pobliżu [bieguna] są jednak trzy gwiazdy [ Dra, UMi], z którymi tworzy on kwadrat, jak twierdzi również Pytheas z Massalii.

Gwiazdozbiory okołobiegunowe w 1 roku n.e. Gwiazda Polarna znajdowała się w czasach antycznych około 10o od bieguna północnego nieba (dziś tylko 1o), dlatego Pytheas z Massalii określał jego położenie, budując kwadrat, którego trzema wierzchołkami były gwiazdy: Smoka oraz Małej Niedźwiedzicy.

Ów dokładny Pytheas z Massalii - dziś powiedzielibyśmy: z Marsylii - był jednym z największych żeglarzy starożytności. Na przełomie IV i III wieku p.n.e. dotarł, minąwszy wyspę Brytanię i, najprawdopodobniej, Islandię, aż do granicy kry lodowej na morzach północnych. Wiadomo, że potrafił sprawnie posługiwać się gnomonem, czyli po prostu pionowo ustawionym kijem, i za jego pomocą wyznaczył dość dokładnie szerokość geograficzną swego rodzinnego miasta. Jednym słowem, Pytheas był żeglarzem-astronomem.

Żeglarze starożytni znali się dobrze na gwiazdach, choć zapewne niewielu mogło dorównać pod tym względem Pytheasowi. Do nawigacji na Morzu Śródziemnym wystarczała wiedza znacznie mniej wyrafinowana. Przede wszystkim niebo gwiaździste służyło do określania pory dogodnej dla żeglugi, i to zarówno na dłuższą, jak i na krótką metę. W pierwszym przypadku wschody i zachody gwiazdozbiorów zapowiadały w cyklu rocznym sezonowe zmiany pogody. W najpowszechniejszym użyciu były konstelacje Plejad i Oriona. W drugim przypadku obserwowano pewne charakterystyczne obiekty nieba i na podstawie ich wyglądu - a zatem oceniając w pośredni sposób stopień zamglenia lub zachmurzenia - przewidywano pogodę na następny dzień. W Sielankach Teokryta (III w. p.n.e.) na przykład przechowała się pamięć o wykorzystywaniu do tego celu mgławicy Praesepe (Żłobek) w gwiazdozbiorze Raka i dwóch blisko siebie leżących gwiazd w złamaniu dyszla Wielkiego Wozu.

Natomiast najstarszym świadectwem posługiwania się gwiazdami do znajdowania drogi na morzu jest fragment Odysei Homera. Mówi on o tym, jak Odyseusz, idąc za radą nimfy Kalipso, żeglował na wschód utrzymując po swej lewej stronie gwiazdy Wielkiego Wozu (Bootes to gwiazdozbiór Wolarza, postępujący na niebie zaraz za Wozem):

W Plejady, w nie śpiącego wciąż patrzał Boota,
Toż w Niedźwiadka, zwanego Wozem; gwiazda ona
Bowiem w miejscu się kręci, patrząc wciąż w Oriona,
A w morzu się jak inne nigdy nie zanurzy.
Nimfa, z nim się żegnając, tę gwiazdę w podróży
Kazała mieć na oku wciąż po lewej stronie.
Odyseja V 274-279 (tłum. L. Siemieński)

Taki sposób utrzymywania kursu może nam się dziś wydać nieco nonszalancki, lecz - w połączeniu ze znajomością wód i wybrzeży, po których i do których się żeglowało - musiał dawać dobre wyniki, skoro w co najmniej osiem wieków po Homerze odnajdujemy podobny fragment u poety rzymskiego Lukana (39-65 n.e.). W poemacie Farsalia Lukan opisuje ucieczkę Pompejusza po stoczeniu z Cezarem przegranej bitwy pod Farsalos. Po wejściu na pokład statku Pompejusz pyta sternika, w jaki sposób określa on w nocy kurs okrętu. Sternik odpowiada tymi słowy:

Na Zodiak się nie zapatrujemy,
Gdzie gwiazdy mylą, które tam widziemy.
Wóz nam Niebieski, co nigdy nie gaśnie
Niedźwiedzicami pałający dwiema
Drogą na morzu; ten, gdy wznidzie właśnie,
Skłaniamy w Bosfor masztami obiema.
Gdy zaś Bootes z Cynosurą jaśnie
Niżej nad żagle, procz Syriej nie ma
Gdzie indziej traktu okręt ni pochopu.
Lucanus Marcus Anneus: Pharsalia albo raczey woyna domowa między Pompejuszem a Cezarem... (tłum. Wojciech Stanisław Chróściński)

Tłumaczenie z myszką nie oddaje, niestety, dokładnie znaczenia słów sternika. Rzeczą istotną jest tutaj zwyczaj określania wysokości gwiazd względem masztu i ożaglowania. Kiedy Niedźwiedzice stoją wysoko nad masztem, okręt zmierza ku Bosforowi, czyli w kierunku północnym; im bardziej zaś Arktur (najjaśniejsza gwiazda Wolarza, zwanego, przypomnijmy raz jeszcze, Bootes) i Mała Niedźwiedzica (Cynosura) obniżają się od szczytu masztu do żagli, tym bliżej jest Syria, czyli brzeg południowy.

Maszt okrętu trudno wprawdzie uznać za instrument nawigacyjny, lecz wiadomości o innych przyrządach źródła starożytne nam nie przekazały. Poza ołowianką, czyli po prostu zawieszonym na sznurku ołowianym ciężarkiem - do ciężarka przyczepiano zapewne jakieś naczynko - którym sondowano dno. Musiał to być zwyczaj bardzo stary (Egipcjanie znali sondy w postaci długich tyk), skoro grecki historyk Herodot z V wieku p.n.e. opisuje użycie ołowianki jako coś całkiem normalnego. W księdze II swych Dziejów relacjonuje zbliżanie się do brzegów Egiptu w taki oto sposób: "Przede wszystkim jeżeli kto, dojeżdżając i jeszcze o dzień drogi będąc oddalony od lądu, zanurzy ołowiankę, to wyciągnie namuł, i to na głębokości tylko jedenastu sążni [około 20 m]" (tłum. S. Hammer).

[1]  [2]  [3]  [4] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach