Kultura Antyczna
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Kultura antyczna > Eseje > O wojnie domowej Cezara  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
Łupili prowincje bezlitośnie. Tak samo albo i jeszcze mocniej łupili je namiestnicy, którzy na rok, nieraz na dłużej, otrzymywali praktycznie nieograniczoną władzę nad prowincją i którzy starali się znaleźć w niej odszkodowanie za wszystkie koszty, jakie ponieśli, ubiegając się o stanowisko pretora czy konsula. Między nimi a publikanami dochodziło nieraz do zatargów, gdy sobie nawzajem wydzierali łup, ale częściej uzgadniali swoje interesy: zarządcy prowincji udzielali publikanom pomocy administracyjnej, nierzadko i wojskowej, dla wyduszenia nadmiernych podatków. Jeśli więc rycerze rzymscy zasiadali w sądzie nad namiestnikiem oskarżonym o nadużycia, było dość sposobów, aby ich ugłaskać przekupstwem, intrygami, na koniec wspólnotą interesów i popełnionych przestępstw. Od czasu do czasu z hałasem wybuchał proces przeciw jakiemuś zdziercy, Forum grzmiało skandalem, lecz trzeba było szczególnych okoliczności, by odnieść taki tryumf, jakim Cyceron zakończył proces przeciw Werresowi, który, nie czekając na wyrok, sam poszedł na wygnanie i znikł z historii, nie pozostawiając po sobie śladu oprócz mów Cycerona zapewniających mu gorzką nieśmiertelność.

Po tych dwóch nieudanych procesach Cezar wyrzekł się na razie wystąpień publicznych i szlakiem ówczesnej młodzieży ruszył na Rodos, gdzie słynny Apollonios Molon uczył wymowy. Wrócił do Rzymu w czasie, gdy jego dom nawiedziła śmierć: umarła mu żona, córka Cynny, i ciotka, wdowa po Mariuszu. Na obu pogrzebach miał mowę na Forum i wygłosił pochwałę zarówno własnego rodu, jak i obu wyklętych przewódców demokracji. Zaczęto nań patrzeć jak na przyszłego ich następcę. W roku 69 został kwestorem w Hiszpanii Dalszej. Na tym stanowisku zaznajamiał się z sądownictwem i skarbowością i zdołał nawiązać trwałe stosunki w kraju, który miał tak zaważyć na jego losach. Skończył trzydziestkę. Był to wysoki, szczupły mężczyzna o bladej cerze i czarnych, bystrych oczach, orlim nosie, ustach szerokich, cienkich i zamkniętych, o wysokim czole, które odsłaniała przedwczesna łysina, o potężnie sklepionej czaszce. Doskonały szermierz, jeździec i pływak, znany był ze wstrzemięźliwości, gardził obżarstwem i opilstwem ówczesnych magnatów.

Lecz dwa lata wcześniej kto inny wracał z Hiszpanii, i to jako tryumfator. Gnejusz Pompejusz miał lat trzydzieści sześć, nie był ani senatorem, ani nie przeszedł zwykłych stopni kariery urzędniczej, a już nosił tytuł imperatora zdobyty w wojnie z Sertoriuszem, ostatnim ze stronnictwa Mariusza, posiadał wielką władzę prokonsularną i odbywał tryumf. Taki początek przyzwyczaił go na resztę życia do stanowisk wyjątkowych, poza konstytucją. W drodze z Hiszpanii natknął się na resztki wojsk Spartakusa, którego właśnie rozgromił Krassus.

Było to powstanie niewolników. Italia była wezbrana nieprzeliczonym tłumem tych nieszczęśliwych ludzi, których wlokły za sobą legiony rzymskie po każdej zwycięskiej kampanii. Bywało ich nieraz takie mnóstwo, że w obozie żołnierze handlarzom sprzedawali niewolnika za cztery drachmy. Wielkie latyfundia w Italii stały ich pracą, stały nimi również liczne warsztaty, gdyż z szarej ciżby wyławiano zdolnych rzemieślników, którzy pracowali na swojego pana. Taniość tego robotnika wykluczała wszelką konkurencję biedaków cieszących się obywatelską wolnością.

Zdarzały się już nieraz bunty niewolników, ale dopiero Spartakus, gladiator, człowiek wielkiej energii i niepospolitych zdolności wojskowych, potrafił zorganizować prawdziwe powstanie. Co dzień uciekały doń z domów prywatnych, pól, kopalń setki niewolników, powiększając siły tej różnojęzycznej i różnoplemiennej armii. Spartakus opanował znaczne obszary Italii, rozgromił wojska, jakie Rzym przeciw niemu wysłał, groził już samemu Rzymowi, gdy wreszcie został pobity przez Krassusa. Z niedobitkami rozprawiono się okrutnie: sześć tysięcy zawisło na krzyżach wzdłuż Via Appia.

Obok Pompejusza, wsławionego wojną w Hiszpanii, Krassusa, którego Rzym uważał za zbawcę, wyrosła trzecia sława: Lukullus. Był na Wschodzie, gdzie Mitrydates z wielką energią odnowił wojnę. Lukullus odnosił zwycięstwo po zwycięstwie, zdawało się, że się przed nim ściele droga Aleksandra Wielkiego. Lecz wkrótce wskutek intryg stracił dowództwo, wrócił do Rzymu. Krassus również przestał grać wybitną rolę. Pompejusz natomiast dalej rósł w potęgę. W roku 67 otrzymał nieograniczone pełnomocnictwa na wojnę z korsarzami. Od lat Morze Śródziemne było pod ich grozą, nawet w porcie Brundyzjum czuło się niebezpieczeństwo. Okręty starały się przemykać od portu do portu nocą, zdarzały się napady na miasta nadbrzeżne. Pompejusz został jakby dyktatorem mórz, z liczną flotą i silnym wojskiem, jednocześnie oddano mu w zarząd trzy prowincje: Azję, Bitynię, Cylicję. W kilku wyprawach wytępił korsarzy i zadał ostateczny cios Mitrydatesowi. Przez parę lat rządził na Wschodzie jak udzielny monarcha. W swoim namiocie, otoczony królami i książętami, odbierał i rozdawał trony, dzielił państwa, przesuwał granice.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach