Dźwięk harfy, czyli Orfeusz i Eurydyka |
| Marcin MORAWSKI |
Najpopularniejsza, najbardziej znana część mitu o Orfeuszu dotyczy jego wędrówki w zaświaty w poszukiwaniu zmarłej żony, Eurydyki. Być może mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że historia ta, dotycząca pierwszego z greckich poetów - za takiego uważali go sami Grecy - w swojej klasycznej formie była i jest znana dzięki poecie łacińskiego języka, Wergiliuszowi.
Oczywiście, Orfeusz pojawia się wielokrotnie i w literaturze greckiej, tak w poezji, jak i w prozie; jednak to właśnie Wergiliuszowi zawdzięczamy pełną wersję opowieści o Eurydyce i Orfeuszu. W czwartej księdze "Georgik" - a jest ona poświęcona pszczelarstwu - znajdujemy mitologiczną dygresję o pszczelarzu Arysteuszu (łac. Aristaeus, gr. Aristaios), który stał się przyczyną śmierci Eurydyki. Arysteusz, zaniepokojony chorobą swojego roju, zwraca się o radę do morskiego starca, Proteusza; ten wyjaśnia mu przyczynę nieszczęścia - nimfy rozgniewały się na niego za to, że spowodował śmierć jednej z nich: Eurydyki, żony Orfeusza.
Dowiadujemy się z opowiadania Proteusza, że uciekająca przed natrętnym Arysteuszem Eurydyka została śmiertelnie ukąszona przez węża wodnego. Wtedy cała natura, uosobiona m.in. przez driady, nimfy leśne, zapłakała w wielkim bólu. Orfeusz zaś - najbardziej bolejący po stracie - pocieszał się dniem i nocą grając na cytrze. (Wergiliusz pisze tak naprawdę w wersie 464 o instrumencie sporządzonym ze skorupy żółwia, cava testudo). W końcu zrozpaczony odważył się wejść w alta ostia Ditis, czyli w głęboko leżące bramy Hadesu, świata zmarłych. Mamy nawet podane miejsce tego zstąpienia: miało to być w Lacedemonie, w ponurym gaju przy miejscowości, zwanej Tenarie. Tam, w obliczu przerażającego króla, czyli Hadesa (rzymski Dis lub Pluton), o sercu nieczułym na ludzkie prośby, Orfeusz zagrał na swej cytrze.
Na dźwięk muzyki zbiegły się dusze zmarłych - a pamiętajmy, że według wierzeń starożytnych mieszkańcy Podziemia trwali w swego rodzaju letargu, z którego wyrywał ich najwyżej zapach świeżej krwi. Nawet okrutne Erynie, boginie zemsty o wężowych włosach, nawet Cerber, pies o trzech głowach, zasłuchali się w pieśń Orfeusza. Nawet koło, na którym rozpięty był bezbożny Iksjon, się zatrzymało. Cały podziemny świat zamarł... I właściwie wydawało się, że Orfeuszowi się udało: już za nim szła Eurydyka, wracając do świata żywych, kiedy nagle - jak pisze Wergiliusz - "szaleństwo [czy też bezmyślność - łac. dementia] ogarnęło nieostrożnego kochanka, szaleństwo nie do wybaczenia - gdyby w ogóle bóstwa Podziemia umiały wybaczać". Orfeusz zatrzymał się i już na progu świata żywych obejrzał się, aby spojrzeć na Eurydykę. W ten sposób złamał nakaz Prozerpiny, małżonki Plutona. Cały jego trud poszedł na marne... Nieszczęsna Eurydyka woła: "Oto znowu wzywa mnie z powrotem okrutne przeznaczenie; żegnaj! unosi mnie noc i na próżno ręce ku tobie wyciągam!". I natychmiast znika, rozwiewa się jak dym sprzed oczu Orfeusza. Niestety, po raz drugi odzyskać się jej już nie da. Musi pozostać w krainie zmarłych.
|
|