Kultura Antyczna
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Kultura antyczna > Eseje > Mistrz konceptu  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 

Przekłady polskie Plauta

Plaut, ten niezrównany mistrz konceptów (rozumianych zarówno jako pomysły, jak i dowcipy) tak żywo obecny w twórczości całej nowożytnej komedii europejskiej, prawie nie istnieje na scenie. Niekiedy studenckie teatry wystawiają komedie po łacinie lub w przekładzie i wówczas publiczność dziwi się gustom starożytnych, którzy uważali komediopisarza za szermierza słowa, a jego komedie za arcyzabawne. Błędem jednak byłoby sądzić, że Plaut się zestarzał lub że tak diametralnie zmienił się literacki smak odbiorców. Przyczyna "teatralnej śmierci" autora leży w języku - i to zarówno w języku oryginału, jak i przekładu.

Łacina Plauta jest trudna w odbiorze dla współczesnego widza, wychowanego na klasycznych tekstach Cycerona czy Owidiusza, nie tylko dlatego, że jest kolokwialna, ale także dlatego, że jest archaiczna. Ponadto liczne elizje, skrócenia jambiczne i synidzezy (jeśli komedia wystawiana jest z zachowaniem zasad metrycznych), a także tempo, w jakim toczą się dialogi, sypią żarty i kalambury, sprawiają, że widz może jedynie pobieżnie śledzić rozgrywającą się na jego oczach fabułę, nie zdoła jednak rozsmakować się w Plautyńskim humorze i finezji języka.

Mogłoby się zatem wydawać, że tłumaczenie przybliży widzowi komedie Plauta i pozwoli im wrócić na scenę. W latach trzydziestych XX wieku Gustaw Przychocki opracował przekład wszystkich sztuk Plauta, ale nie wiadomo czy pośpiech tłumacza czy też założenie, że przeznaczone są wyłącznie do lektury, stały się przyczyną błędów godzących w ich sceniczność. Inne, wcześniejsze przekłady pojedynczych komedii Plauta dokonane przez Jana Stefana Wolframa, Antoniego Kanteckiego, Zygmunta Węclewskiego i Ignacego Kraszewskiego są również uznawane za niesceniczne. Żaden z przekładów nie spełnia bowiem podstawowego wymogu, by tekst był bez trudu zrozumiały w trakcie wygłaszania ze sceny. Translatorzy niestety często tłumaczyli dowcipy dosłownie albo opuszczali je, wyjaśniając w przypisie, że żart jest oparty na grze słów i absolutnie nie można go oddać w języku polskim. Dodatkowym mankamentem tych przekładów, uniemożliwiającym wystawienie komedii na scenie, jest język, który zestarzał się tak bardzo, że nie tylko jest niezrozumiały dla współczesnego widza, ale nawet wywołuje niekiedy niezamierzone efekty komiczne. Nic bowiem nie starzeje się tak szybko, jak język komedii.

Czas zatem na nowy, współczesny przekład, który spełniałby zarówno wymogi sceny, jak i oczekiwania czytelnika. Zadanie to jest tym trudniejsze, że trzeba podjąć kilka trudnych, a ważkich decyzji, dotyczących archaizacji, wersyfikacji i ogólnie pojętego problemu wierności oryginałowi.

Każdy tłumacz literatury antycznej zmuszony jest dokonać wyboru stylu przekładu, trudno bowiem zaakceptować fakt, że bohaterowie antycznych dramatów posługują się współczesną polszczyzną. Jednym z najczęstszych sposobów na uzyskanie wrażenia dawności tekstu jest użycie archaicznych słów. Ta z pozoru niezawodna metoda ma jednak zasadniczą wadę - może sprawić, że tekst nie będzie zrozumiały (pamiętajmy o widzu, który ma tylko oko i ucho, a nie ma słownika). Można jeszcze atmosferę dawnej epoki oddać nie przez sztuczną archaizację, ale za pomocą środków poetyckich, jak to zrobił Jan Parandowski w Odysei. Jednak trudność w tłumaczeniu sztuk Plauta polega przede wszystkim na tym, że są pisane potoczną, kolokwialną łaciną i nie ma w nich miejsca ani na patetyczność, ani na poetyczność, które nieodłącznie towarzyszą zabiegom "nadawania patyny".

O wiele trudniejszą decyzją jest wybór systemu wersyfikacyjnego. Od kilkunastu lat zachęca się tłumaczy poezji antycznej do przekładów izometrycznych, naśladujących wiernie rytmy oryginału, jeśli oczywiście jest to możliwe. Nie rodzi to większych problemów w sytuacji, gdy w języku polskim funkcjonuje odpowiednik, jak w przypadku strofki safickiej. Nie można jednak naśladować jambicznego senaru i septenaru, jakim posługuje się Plaut, zachowanie bowiem rytmu oryginału wymagałoby użycia akcentu oksytonicznego (tj. na ostatniej zgłosce), i to w ponad 1000 wersach. Takie obce polskiej wersyfikacji rozwiązanie brzmi sztucznie, zwłaszcza gdy ma się wrażenie, że cały proces translatorski jest podporządkowany szukaniu wyrazów jednosylabowych. Anegdotyczny stał się już przypadek pewnego tłumacza, który ilekroć potrzebował wyrazu jednosylabowego, wstawiał słówko "wżdy".

Ponadto należy podkreślić, że rytm wspaniale brzmi w eposie lub liryce, lecz zupełnie nie będzie go słychać w komedii, gdzie antylaba (podział wersu między kilka osób na scenie) zakłóca melodię; chyba że oprócz rytmu wprowadzi się także rym, który będzie wyznaczał koniec wersu. Wprawdzie rym nie występuje w tekście oryginału, ale rezygnacja z niego nie była świadomym wyborem Plauta - Grecy i Rzymianie po prostu nie znali pojęcia rymu, zadowalając się w zupełności melodią rytmu. Trzeba jednak podkreślić, że poezja polska do połowy XX w. jest poezją sylabiczną lub sylabotoniczną i dopiero druga połowa naszego stulecia rozpowszechnia wynalazek białego wiersza. Zatem z punktu widzenia języka i literatury polskiej zastosowanie w przekładzie wiersza bez rymu jest uwspółcześnieniem, a posłużenie się rymem nada tłumaczeniu nieco patyny, tak pożądanej - jak już wspomnieliśmy - w przekładach z języków antycznych.

Przyglądając się wszystkim argumentom za i przeciw rymowi, należy odnotować, że: (1) rym jest niewątpliwie obcy poezji antyku, choć od wieków usankcjonowany w polskich przekładach z tej literatury; (2) rym jest niemodny, nieco staroświecki, ale to on właśnie nadaje tekstowi wrażenie dawności; (3) rym wymaga pewnych ustępstw, ale też wzmacnia siłę dowcipu, jeśli umieści się żart w klauzuli wersu dopełniającego rym.

Doświadczenie uczy, że dobry przekład to nie tylko wierność w stosunku do tekstu, ale także oddanie atmosfery dzieła tłumaczonego. Przekład komedii jest przede wszystkim przekładem dowcipu na dowcip. Stawia to tłumacza w sytuacji, kiedy musi wybierać, czy pozostać wiernym literze czy duchowi (czytaj: dowcipowi!) oryginału. Szczególnie drastycznie doświadcza się tego właśnie przy pracy nad Plautem, u którego żarty i dowcipy oparte są na grze słów.

Przy tłumaczeniu tekstu dramatycznego rodzi się pytanie o jego kształt sceniczny. W przypadku dramatu antycznego zdają się dominować dwa kierunki: pierwszy to antykwaryczna rekonstrukcja premiery z zachowaniem całego bagażu starożytnych realiów; drugi jest poszukiwaniem nowych środków wyrazu (światło, muzyka, ruch sceniczny) w celu wywołania u współczesnego widza tych samych odczuć i wrażeń, jakich doznawali starożytni. Należy pamiętać, że dramaty antyczne pozbawione były didaskaliów, a sporo informacji, które dziś przekazywane są w teatrze za pomocą obrazu czy dźwięku, stanowiło integralną część kwestii wypowiadanej ze sceny. Widz antyczny (z przyczyn zewnętrznych) miał niemałe trudności ze skupieniem uwagi, dlatego piszący dla sceny podawali informacje w sposób zwielokrotniony (poprzez obraz, dźwięk i słowo); tylko wtedy mogli mieć gwarancję, że dotrze do odbiorcy.

Jeszcze innym, kolejnym problemem, z jakim boryka się tłumacz, jest sprawa rozrastania się przekładu ponad ramy oryginału, łacina bowiem jest znacznie bardziej zwięzła niż język polski.

Ewa Skwara

Z bibliografii

Bibliografia Plautyńska dostępna w języku polskim jest więcej niż skromna. Czytelnik, poza podręcznikami literatury rzymskiej, ma jedynie do dyspozycji poświęconą Plautowi monografię, wstęp do wydania trzech komedii oraz wprowadzenie do przekładu Żołnierza samochwała z 1998 r.:

  • K. Morawski: Historia literatury rzymskiej za rzeczypospolitej. Nakładem Akademii Umiejętności, Kraków 1909, s. 44-68.
  • G. Przychocki: Plautus. Krakowska Spółka Wydawnicza, Kraków 1925;
  • W. Strzelecki: Wstęp. [W:] T. Maccius Plautus: Żołnierz samochwał. Bracia. Kupiec. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1951 (BN II 53), s. I-LVIII;
  • M. Brożek: Historia literatury łacińskiej w starożytności. Zarys. Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Wydawnictwo, Wrocław 1976 (wyd. 2 poprawione), s. 40-49.
  • E. Skwara: Wprowadzenie. [W:] Plaut: Żołnierz samochwał. Wydawnictwo Sorus, Poznań 1998, s. VII-XVI.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 

[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach