Kultura Antyczna
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Kultura antyczna > Eseje > Witruwiusz i jego dzieło  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
Witruwiusz nie wywodził się ze świetnego rodu, otrzymał jednak staranne wykształcenie, które wysoko sobie cenił i, jak się wydaje, dobre wychowanie, zapewne w duchu republikańskich ideałów. Niewątpliwie władał swobodnie językiem greckim, gdyż dzieło jego jest w znacznej mierze kompilacją greckich podręczników, czego bynajmniej nie ukrywa. Wręcz przeciwnie, wylicza Witruwiusz dokładnie autorów, z których korzystał, aby nie zostać posądzonym o plagiat. Plagiatu zaś nienawidził ponad miarę. Pisząc o plagiatach, uderza w wyjątkowo ostre tony i z satysfakcją wylicza kary, jakie spotkały niesolidnych autorów. Podobną antypatią darzy Zoilusa (filozof i krytyk literacki z IV wieku p.n.e.) za krytykowanie dzieł Homera. Zoilus za ojcobójstwo został skazany na śmierć. Wyliczając trzy szczególnie okrutne sposoby uśmiercania skazańców (ukrzyżowanie, ukamienowanie, stos), konkluduje Witruwiusz spokojnie: "Jakakolwiek śmierć go spotkała, była zasłużoną i odpowiednią karą". I to nie za ojcobójstwo bynajmniej, lecz za krytykowanie Homera. Cytując liczne greckie źródła swego dzieła, Witruwiusz nie zapomina też o rodakach-architektach, podkreślając ich znaczenie i zasługi. Daje więc wyraz swym patriotycznym uczuciom.

Jak przystało na rzymskiego obywatela, był Witruwiusz bardzo pobożnym wyznawcą religii państwowej. Do jej wymogów starał się dostosować niektóre prawidła architektury sakralnej. Radzi więc wznosić świątynie ukształtowane zgodnie z charakterem bóstwa, na przykład nie przekryte (hypetralne) dla Nieba i bóstw planetarnych; doryckie, a więc surowe w formie, dla bogów wojny (z Minerwą włącznie), a jońskie i korynckie, bogato zdobione, dla bogiń, nimf i dla Ojca Libera, czyli zniewieściałego Dionizosa. Nasuwa się tu nieodparcie porównanie z twórcą fryzu panatenajskiego zdobiącego wschodnią fasadę Partenonu. Ów rzeźbiarz, być może Fidiasz, posadził Dionizosa na wygodnym krzesełku z poduszką, innym bóstwom nie zapewniając takiego komfortu.

Świątynie bóstw uzdrawiających radzi Witruwiusz stawiać w okolicach o zdrowym klimacie, obfitujących w lecznicze źródła - co zrozumiałe. Ale natychmiast dodaje, iż w ten sposób Eskulap i bogini Salus zyskają większą sławę. Jak się wydaje, wzmocnienie autorytetu bogów było dla niego nawet ważniejsze od zdrowia kuracjuszy.

Medycyna była zresztą prawdziwą pasją Witruwiusza. Kto wie, czy nie silniejszą od zainteresowań zawodowych? Medycynę wymienia wśród dziewięciu dyscyplin, jakie architekt, jego zdaniem, winien opanować. Musi on bowiem prawidłowo wybrać miejsce pod założenie nowego miasta. Prawidłowo, to znaczy w zdrowej okolicy, o dobrym klimacie i zdrowej wodzie. Jak jednak rozpoznać w nieznanym terenie jakość lokalnej aury? Metoda jest genialna w swojej prostocie: należy zbadać stan wątroby miejscowych zwierząt ofiarnych, do których należały owce, świnie, krowy. Przecież ewentualni mieszkańcy nowego miasta będą pić tę samą, co one, wodę i spożywać podobne rośliny. No i mogą następnie w podobny sposób zachorować na wątrobę.

Jeśli chodzi o klimat, to wyraźnie nie lubi Witruwiusz wiatru. Być może był to typowo starczy lęk przed przeciągiem. Nie lubi także upału. Podmuchy wiatru i gorąco uważa za szczególnie niebezpieczne dla widzów podziwiających spektakle teatralne. Zapatrzeni i zasłuchani "obywatele wraz z żonami i dziećmi" łatwo paść mogą ofiarą szkodliwych wyziewów lub palącego słońca. Należy więc ze szczególną starannością wybierać place pod budowę teatru. Dla zdrowia ludności miejskiej radzi też portyki przy teatrach ozdobić zielenią, szczególnie, jego zdaniem, korzystną dla wzroku. Oto jeszcze jeden przejaw lekarskiej pasji. W tym miejscu nieodparcie nasuwa się na myśl Neron w sienkiewiczowskiej wersji, kiedy spogląda przez szmaragd na biodra Ligii. Na pomysł ten wpadł Sienkiewicz nie bez przyczyny. Jeszcze w latach trzydziestych zalecane były okulary przeciwsłoneczne z zielonego szkła, zielone abażury i zabawne zielone daszki w męskich letnich czapkach.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach