Kultura Antyczna
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Kultura antyczna > Eseje > Witruwiusz i jego dzieło  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
Wielką erudycję w swej ulubionej dziedzinie wykazuje też Witruwiusz przy omawianiu źródeł wody pitnej. Najwyżej ocenia źródła gorące, zwłaszcza siarczane, ałunowe i smolne, dobrze działające między innymi na nerwy, na przewód pokarmowy, na nogi. Zaleca też wody zakwaszone na kamienie moczowe, a niektóre zimne po prostu na przeczyszczenie.

Jednym słowem - nic nowego pod słońcem. Tyle tylko, że nie pisał o tym lekarz, ale inżynier. Nie mniej ciekawe są uwagi Witruwiusza o wodach szkodliwych, a nawet trujących. Szczególnie interesujące mogłoby być dla nas, niestety nie odnalezione, źródło wody wzbudzającej wstręt do wina. Nie brak też w tym rozdziale wątków kryminalnych, jak historia o przewiezieniu trującej wody w kopycie muła, a to celem zgładzenia Aleksandra Macedońskiego.

Większość tych wiadomości znalazł Witruwiusz w literaturze greckiej, ale pozostaje jego zasługą ich wyszukanie i zreferowanie w spójnym, a przy tym ciekawym wykładzie.

Z własnych zaś obserwacji pochodzą na pewno uwagi o szkodliwości rur ołowianych używanych powszechnie w rzymskich wodociągach. Witruwiusz słusznie namawia do używania rur terakotowych i swoim zwyczajem przytacza przekonywający i dla wszystkich oczywisty przykład: woda jest smaczniejsza z kubka glinianego niż ze srebrnego.

Niewykluczone, że tak gorliwym amatorem medycyny stał się Witruwiusz po licznych chorobach, o których wspomina w bardzo smutnej apostrofie do Augusta. Pretekstem jest historia greckiego architekta Deinokratesa, który dzięki swej urodzie zrobić miał karierę na dworze Aleksandra Wielkiego. "Mnie jednak, Imperatorze, natura nie użyczyła okazałej postaci, wiek zeszpecił mą twarz, choroba nadwątliła siły". Mówiąc innymi słowy, był Witruwiusz w okresie pisania dzieła stary, schorowany i brzydki, a nawet w latach młodości nie mógł się poszczycić piękną aparycją. I tu nasuwa się następne pytanie: czy było dane Witruwiuszowi założenie rodziny, czy stał się kiedykolwiek takim pater familias, jak ci, do których adresuje swój podręcznik, aby ich uchronić przed rozrzutnymi i niesolidnymi architektami, jak ci, którzy z żonami i dziećmi udają się w święta do teatru.

Otóż kobiety, z wyjątkiem bogiń, pojawiają się nader rzadko na kartach dzieła, a jeśli już, to w nieprzyjemnym kontekście. Raz są to mieszkanki Karii uprowadzone w niewolę i ukarane "za winy swego miasta", co miało dać początek żeńskim podporom figuralnym (kariatydom podtrzymującym architrawy na przykład w ateńskim Erechtejonie). Innym razem drzewa na wiosnę brzemienne w soki porównane są do kobiet w ciąży, których "na targu niewolników nie sprzedaje się jako zdrowych". Nie należy więc wiosną ścinać drzew na budowę.

Erotyka nie wchodzi oczywiście w zakres podręcznika architektury. Tym niemniej w jednym przypadku daje Witruwiusz upust swoim niechętnym do tej materii uczuciom. Opisując Halikarnas, wymienia źródło zwane Salmakis, którego woda działała rzekomo jak afrodyzjak. Witruwiusz odrzuca jednak z oburzeniem to pomówienie. Bo jakżeż woda przezroczysta i smaczna może powodować "chorobę miłości", czynić ludzi bezwstydnymi, zawierać "jad chorobliwej rozwiązłości"!

Prawda, że powrót do dawnych (czyli z okresu republiki), surowych, a więc jedynie słusznych obyczajów był lansowany przez Augusta, któremu Witruwiusz schlebiał na każdym kroku, ale gwałtowność filipiki przeciw erosowi każe szukać innej, bardziej osobistej przyczyny owych uczuć. Przyznajmy jednak: życie osobiste naszego bohatera pozostaje dla nas tajemnicą, a wszelkie próby jej odkrywania nie wychodzą poza sferę słabo uzasadnionych hipotez.

O wiele więcej można powiedzieć o poglądach Witruwiusza na etykę zawodową, gdyż poświęca temu problemowi wiele miejsca, jak przystało na autora podręcznika. Witruwiusz żywi prawdziwy kult uczciwości zawodowej. Już na wstępie wyliczając nader liczne dyscypliny, które architektowi nie powinny być obce, umieszcza wśród nich filozofię. Jest ona bowiem konieczna do osiągnięcia najważniejszych cnót: sprawiedliwości, uczciwości i skromności.

"Architekt nie powinien być chciwy" - pisze i powraca do tej kwestii kilkakrotnie. Pogarda dla pieniądza była chyba jego obsesją. Potępia bowiem surowo nawet ubieganie się o zamówienia, uważając takie postępowanie za sprzeczne z etyką. Ze szczególną też pasją krytykuje przekraczanie kosztorysu przez budowniczych, czy to w usługach dla osób prywatnych, czy w budownictwie publicznym. Tu już wyraźnie postulaty Witruwiusza są sprzeczne z interesem jego kolegów po fachu. Za przykład godny naśladowania uważa bowiem przepisy obowiązujące w Efezie (a więc czerpie na pewno informacje z tekstów greckich), gdzie architekt poręczać musiał kosztorys własnym majątkiem przy dozwolonej przekraczalności do 25%. Co jeszcze dziwniejsze, wyraża Witruwiusz pogardę dla "czczej sławy", wyżej od niej stawiając nieposzlakowaną opinię, tak jakby panowała między tymi pojęciami sprzeczność, jakby architekt nie mógł być zarazem sławny i uczciwy. Nasuwa się więc przypuszczenie, że owa pochwała skromności i niechęć do bogactwa są przejawami filozofii "kwaśnych winogron". Autor jako czynny architekt nie zdobył fortuny, a sławę spodziewał się zyskać dopiero dzięki swojej książce. Podobny kompleks niższości można dostrzec w rozważaniach nad talentem i sławą, które zdaniem autora nie zawsze chodzą w parze. Sławę osiągnęli bowiem ci artyści, którzy "korzystali z możnego poparcia". Nie zdobyli jej zaś tacy, nawet bardzo zdolni, którym zły los stawiał przeszkody, czy to w formie trudności osobistych, czy zbyt wybitnych rywali. Bywa wreszcie i tak, że triumfują ignoranci dzięki intrygom i korzystnym układom. Z nimi otóż Witruwiusz nie zamierza konkurować. Wyczuć można w tych rozważaniach ślady głębokich urazów oraz niepowodzenia w zawodzie, oczywiście - zdaniem autora - niezasłużonego. Ale któż nie szuka przyczyn obiektywnych dla wyjaśnienia subiektywnej klęski?

Bardzo osobiste są też szeroko rozbudowane pochwały mądrości nabytej dzięki dobremu wykształceniu. Stosuje tu Witruwiusz swoją ulubioną metodę porównań, co pozwala mu ubarwić teoretyczne rozważania. Przytacza więc anegdotę o radości greckiego filozofa Arystypa na widok figur geometrycznych nakreślonych na plaży, na którą wyrzuciły go fale. Był to bowiem dowód zamieszkania pobliskiego miasta przez ludzi wykształconych, wśród których łatwo znaleźć zrozumienie i pomoc. Powołuje się też na greckich mędrców: uczonego Teofrasta i filozofa Epikura, którzy naukę cenili wyżej od bogactwa.

Gdzie indziej wyraża zdziwienie, jakże aktualne dotychczas, z powodu otaczania sportowców czcią niewspółmierną, jak sądzi, do ich zasług. Atleci cieszą się bowiem prawdziwym kultem i są nagradzani nie tylko przysłowiową palmą zwycięstwa, lecz także dożywotnim utrzymaniem na koszt państwa. O ileż niżej, żali się Witruwiusz, cenieni są ludzie pióra, choć ich działalność przynosi wymierne korzyści całej ludzkości. Wśród szczególnych osiągnięć tej rangi wylicza autor (chyba słusznie) twierdzenie Pitagorasa i prawo Archimedesa, nie bez historyjki o kąpieli uczonego w przepełnionej wannie i o biegu przez miasto bez odzienia, za to z okrzykiem Heureka! Rezultatem było, jak wiadomo, opracowanie sposobu obliczania ciężaru gatunkowego.

Po tych rozważaniach poświęconych słynnym Grekom - przedstawicielom nauk ścisłych - zwraca się Witruwiusz niespodziewanie ku rzymskim humanistom, że użyję anachronicznego określenia. Wymienia więc Lukrecjusza-poetę i filozofa, Cycerona-mówcę i teoretyka wymowy, a także Warrona-językoznawcę. Ten piękny tekst, zawierający pozornie obiektywną pochwałę uczoności, kończy się nieoczekiwaną osobistą puentą. Jest nią uzasadnienie własnej twórczości skonstruowane w dość szczególny sposób. Witruwiusz wyraża mianowicie głęboką wiarę w potęgę słowa pisanego. Jego zdaniem utrwalone w księgach "myśli mędrców i pisarzy [...] przetrwają długie lata", a nawet "w czasie narad i rozpraw większą będą miały powagę, niż wypowiedzi obecnych". Jak z tego wynika, Witruwiusz nie przewiduje większych zmian, a już tym bardziej poważniejszego postępu w swojej dziedzinie. Raz jeszcze pokazał, że jest typowym konserwatystą, który nad wszystko ceni przeszłość, krytycznie osądza teraźniejszość, a przyszłości po prostu nie bierze pod uwagę.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach