Matematyka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat >  Matematyka >  Apologia matematyka    
  Jesteś tutaj
G. H. Hardy
Apologia matematyka
Przełożył Marek Fedyszak

© Cambridge University Press
  Spis rzeczy
1     2    3     4     5    6   
7     8    9    10  11  12 
13  14  15  16  17  18 
19  20  21  22  23  24 
25  26  27  28  29 
Komentarz

10


Matematyk, podobnie jak malarz bądź poeta, jest twórcą modeli. Jeżeli jego wzorce są trwalsze, to dlatego, że składają się z idei. Malarz tworzy wzory za pomocą konturów i barw, poeta - używając słów. Obraz może zawierać jakąś ideę, ale idea ta jest zazwyczaj banalna i bez znaczenia. W poezji idee liczą się o wiele bardziej, lecz - jak utrzymywał Housman - ich znaczenie jest w niej notorycznie wyolbrzymiane: "Nie potrafię stwierdzić, że istnieje coś takiego jak idee poetyckie. [...] Poezja to nie rzecz wypowiedziana, lecz sposób, w jaki się ją wypowiada".

Nie - zmyć balsamu z pomazańca króla
Nie zdoła wszystka woda oceanów.

Trudno o wersy piękniejsze, a zarazem - o treść bardziej banalną i wydumaną. Ubóstwo myśli wydaje się w ogóle nie wpływać na piękno słownego wzorca. Z drugiej strony, matematyk nie ma innego tworzywa niż idee, tak więc jego wzorce mogą trwać dłużej, gdyż idee mniej się zużywają z biegiem czasu niż słowa.
Wzorce będące dziełem matematyka, podobnie jak wzorce malarza lub poety, muszą być piękne; idee, tak jak barwy czy słowa, muszą pasować do siebie w harmonijny sposób. Piękno jest pierwszym sprawdzianem: na świecie nie ma miejsca dla brzydkiej matematyki. Muszę w tym miejscu zająć się błędną i wciąż bardzo (choć prawdopodobnie mniej niż przed dwudziestu laty) rozpowszechnioną opinią, którą Whitehead nazwał "literackim przesądem", że miłość do matematyki i uznanie dla jej walorów estetycznych to "monomania ograniczona do paru ekscentryków w każdym pokoleniu".
Obecnie trudno byłoby znaleźć wykształconego człowieka zupełnie niewrażliwego na estetyczne uroki matematyki. Być może niełatwo jest zdefiniować matematyczne piękno, ale w tym samym stopniu dotyczy to każdego piękna - możemy nie wiedzieć do końca, co rozumiemy przez piękny wiersz, ale to nie przeszkadza nam rozpoznać go podczas lektury. Nawet profesor Hogben, który za wszelką cenę stara się umniejszyć znaczenie pierwiastka estetycznego w matematyce, nie odważa się zaprzeczyć jego istnieniu: "Są wprawdzie osobnicy, których matematyka pociąga swoim zimnym, bezosobowym urokiem. [...] Urok estetyczny matematyki może być czymś bardzo realnym dla nielicznych wybrańców". Sugeruje jednak, że jest ich niewielu, a ich odczucia są chłodne (i są oni naprawdę komicznymi ludźmi, którzy mieszkają w śmiesznych miasteczkach uniwersyteckich, osłoniętych przed świeżymi powiewami otwartych przestrzeni). Hogben powiela w ten sposób tylko Whiteheadowski "przesąd literacki".
W rzeczywistości niewiele jest nauk bardziej popularnych od matematyki. Większość ludzi wykazuje pewne zrozumienie tego przedmiotu, podobnie jak większość ludzi potrafi cieszyć się przyjemną melodią; prawdopodobnie więcej osób bardziej interesuje się matematyką niż muzyką. Pozory mogą sugerować, że jest odwrotnie, ale nietrudno to wytłumaczyć. Muzykę można wykorzystać do rozbudzenia zbiorowych emocji, natomiast matematyka się do tego nie nadaje; brak zdolności muzycznych uznawany jest (bez wątpienia słusznie) za cechę odrobinę wstydliwą, podczas gdy słowo "matematyka" tak bardzo przeraża większość ludzi, że są gotowi - w zupełnie naturalny sposób - wyolbrzymiać swą matematyczną ignorancję.
Wystarczy chwila namysłu, by ukazać absurdalność owego "przesądu literackiego". W każdym cywilizowanym kraju jest ogromna liczba szachistów - w Rosji w szachy grają prawie wszyscy wykształceni ludzie - a każdy szachista potrafi rozpoznać i docenić piękną partię lub problem szachowy. Jednakże problem szachowy jest po prostu zadaniem czysto matematycznym (sama gra niezupełnie, ponieważ psychologia także odgrywa w niej rolę) i każdy, kto nazywa jakiś problem pięknym, oklaskuje matematyczne piękno, nawet jeżeli jest to piękno dość pośledniej miary. Problemy szachowe są hymnami matematyki.
Identyczną naukę - na niższym poziomie, lecz dla szerszego grona osób - możemy wyciągnąć z gry w brydża lub, schodząc jeszcze niżej, z lektury kolumn z łamigłówkami w popularnych gazetach. Niemal cała ich ogromna popularność jest hołdem dla atrakcyjności matematyki elementarnej, a co lepsi twórcy łamigłówek, tacy jak Dudeney czy "Caliban", opierają się prawie wyłącznie na niej. Znają swój fach; czytelnicy chcą lekkiego intelektualnego "kopa", a nic nie ekscytuje silniej niż matematyka.
Mógłbym dodać, że nic na świecie tak bardzo nie cieszy nawet sławnych ludzi (oraz ludzi, którzy wyrażali się o matematyce z lekceważeniem), jak odkrycie - lub ponowne odkrycie - prawdziwego twierdzenia matematycznego. Herbert Spencer opublikował w swej autobiografii twierdzenie o okręgach, które udowodnił, gdy miał dwadzieścia lat (nie wiedząc, że zostało ono udowodnione ponad dwa tysiące lat wcześniej przez Platona). Profesor Frederick Soddy dostarcza bardziej współczesnego i efektowniejszego przykładu (lecz on naprawdę jest autorem swojego twierdzenia).

Do góry

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach