| Władysław Natanson |
JAMES CLERK MAXWELL
|
(Z "Widnokręgu nauki", Lwów-Warszawa 1934)
|
I
Rodzinne dzieje Clerków z Penicuik, w Midlothian, możemy śledzić wręcz nieomal do szesnastego stulecia. Pierwszy baronet w wieku XVII odznaczył się w życiu politycznym ojczyzny; jego syn, sir John Clerk, powołany w r. 1707 na lorda Szkockiej Szachownicy, pracował długo i pożytecznie w wysokich urzędach. Kiedy Jerzy, młodszy syn dygnitarza, poślubił pannę Dorotę Maxwell, dziedziczkę posiadłości Middlebie w Kirkucdbrightshire, weszło w zwyczaj w rodzinie, że właściciel tej ziemi łączył dwa dawne miana w nowym nazwisku. Mr George Clerk Maxwell, jak pisał się zatem, odziedziczył wkrótce godność baroneta oraz dobra Penicuik po starszym swym bracie; ale wplątawszy się lekkomyślnie w spekulacje górnicze, postradał znaczną część rodowitej dziedziny i część rodowitej dziedziny i osobistego majątku.
Wnuk Jerzego, mr John Clerk Maxwell, właściciel pozostałych z Middlebie resztek, adwokat przy trybunałach edynburskich, nie obdarzony bynajmniej liczną klientelą ani też zamiłowaniem do prawniczego zawodu, pojął za żonę, w r. 1826, miss Frances Cay, córkę sędziego-admirała Szkocji, dzielną i rozumną niewiastę, która potrafiła kierować kochającym małżonkiem i wdzięcznym jej domem. W pięć lat po ślubie, dnia 13 czerwca 1831 roku, urodził się państwu Clerk Maxwell syn James, drugie i ostatnie ich dziecko. Lecz jeszcze przed przyjściem na świat tego potomka państwo Johnowie, nabywszy w sąsiedztwie Middlebie niewielką posiadłość Glenlair, postanowili wyprowadzić się z miasta; z kamienistego pustkowia wytrwałą ich pracą wyrosła miła siedziba, powstało gniazdo rodzinne, pełne wspomnień dla syna i uroku przywiązań.
Glenlair jest położone na zachodnim brzegu rzeki Urr albo Orr, o siedem mil angielskich od Castle Douglas, u stóp urwisk lesistych i zasłanych mchem skalnych załamań. Kraj to malowniczy, ów Galloway w Szkocji, kraj surowy i twardy, z groźnych widoków słynący; jak powszechnie wiadomo, zaraz po stworzeniu świata wylądowały tam diabły, niosąc duże kosze, niby rybackie, wyrobione z łoziny. Kraj to jest dziwny i tęskny milczeniem dni sinych, dni sennych, nocy pieszczotliwie zdradzieckich; kraj smutny pustką rozstajów, trzęsawisk, zwalizną cudacznych łomów i głazów strzaskanych. Mieszkańcy są, jak ich ziemia, twardzi, nieustępliwi, uparci; żyją pracowicie, ubogo, oszczędnie; obcym nieufni, są małomówni, mrukliwi; porozumiewają się między sobą krótkimi, urywanymi zdaniami, w szczeciniastym dialekcie, pełnym nazw, wołań i przezwisk iście pogańskich.
Dom państwa Clerk Maxwell był szczupły, zbudowany z szarego, wnet ciemniejącego kamienia; otaczał go mały ogród z sadem warzywnym, pielęgnowanym starannie; tuż zaraz wznosiły się skromne zabudowania folwarczne. Życie w Glenlair płynęło spokojnie. Droga do Edynburga wydawała się daleka i trudna; z rzadka udawano się w podróż, w okolicznościach poważnych. Powozów nie widywano w Kirkcudbrightshire; angielska potrzeba komfortu byłaby tam wywołała tylko zgorszenie. Jeżdżono lekką bryczuszką, wysoko na dwóch kołach wiszącą; w niedzielę na nabożeństwo szkocki laird wybierał się konno do parafialnego kościoła. Kościół ten stoi jeszcze dziś w Parton, opodal romantycznego Loch Ken; zadumany jest i spokojny ów nieduży kościółek, przyciśnięty potulnie do mrocznej wieży zębatej, która pełni straż baczną; dokoła drzewa stare, zmęczone, z którymi wiatr igra. Trzyletni chłopczyna, z buzią pucołowatą i noskiem leciutko zadartym, przyjeżdżał do Parton w objęciach ojca, uradowany, szczęśliwy; po upływie kilkudziesięciu lat wrócił tu twórca, nieporównany myśliciel, przywódca ludzkiej nauki; powrócił, ażeby wypocząć w cieniu tych smutnych lip, pod oną czujną basztą obronną, w łagodnym poplusku jeziora, w żałosnym jęku wichrów północnych. James Clerk Maxwell pochowany jest w Parton.
|