Informacje
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Informacje > Nowinki 2000-2002 > Fizyka  
 Jesteś tutaj

JAMES CLERK MAXWELL

Władysław Natanson





[I]  [II]  [III]  [IV]  [V]  [VI]  [VII]  [VIII]  [IX]  [X]
[XI]  [XII]  [XIII]  [XIV]  [XV]  [XVI]  [XVII]  [XVIII]  [XIX] 

VIII

W czternastym roku życia chłopiec począł zmieniać się i przeradzać: znikała powoli niejaka mrukliwość, łagodniały dziwaczne wyskoki; umysł budził się coraz żywiej, promieniowało uzdolnienie niezwykłe. W szkole powodziło mu się lepiej, zajmowało go wszystko: Horacy i pierścienie Newtona, rysunek zdjęty z posągu Diany i dziwne własności galarety, Southey, Dryden i przecięcia stożkowe, które z grecka, wyłącznie geometrycznie, studiował. Prawdy geometrii miały dla Maxwella zawsze urok szczególny; sam ich dochodził, nie czekając wskazówek; już w czerwcu 1844 r. trzynastoletni chłopiec donosi ojcu, że sporządził "tetrahedron", "dodekahedron" oraz dwa inne "hedrony", których nazw nie umie przytoczyć. Niektóre spomiędzy tych modeli znajdują się dzisiaj w Cambridge, w Cavendish Laboratory.

Katedrę "filozofii naturalnej" w Uniwersytecie Edynburskim zajmował w owych latach J. D. Forbes, badacz oryginalny i pomysłowy, ale wytrawny, oględny i wstrzemięźliwy, po szkocku surowy i w sobie zamknięty, trochę, znów po szkocku, melancholijny, człowiek zacny i prawy, ludziom życzliwy. W kwietniu 1846 roku, gdy James nie był jeszcze ukończył lat piętnastu, Forbes przedstawił Towarzystwu Królewskiemu w Edynburgu krótką pracę O sposobie zataczania krzywych owalnych; w tej rozprawce, wydrukowanej w Sprawozdaniach Towarzystwa, Forbes przytacza "pomysłowe" konstrukcje pana Clerk Maxwella; mówiąc o nich z widocznym uznaniem, przypomina kartezjańskie owale, krzywym Maxwella pokrewne, powołuje się również na Huygensa i na Newtona, którzy dotknęli przedmiotu od strony optycznej. Założenie tej pracy było elementarne, jej doniosłość jest bardzo mała; wydarzenie, choć drobne, opowiada nam jednak o atmosferze duchowej, o serdecznej opiece, w której Maxwell wyrastał. Nie wiemy, nie pamiętamy zwyczajnie, ile waży zachęta poważnego nauczyciela w dziejach młodego umysłu. Pierwsze kroki w nauce zawsze są trudne. Wiedza wydaje się bezbrzeżna, ogromna; samodzielne badanie najeżone jest przeciwnościami; o pomyłkę tak łatwo, pierwsze próby wypadają jakieś mdłe, słabe, niezręczne. Prosta dobroć jest niezmierzoną potęgą. Maxwell pokochał Forbesa i uwielbieniu do końca życia był wierny. Tylko niska istota, tylko dusza licha, podrzędna, odczuwa niechętnie zobowiązania wdzięczności: lada wymówką usiłuje wyzwolić się z ciążącego jej jarzma.

Być może, iż pomysł onej pierwszej rozprawki nasunął Maxwellowi p. D. R. Hay, przyjaciel mr Johna, ojca, artysta wielkiego talentu; pracował on w tym właśnie czasie nad zadaniem (które oczywiście uznać musimy za płonne), ażeby w zasadach czystej geometrii tajemnice piękna odnaleźć. Książka Haya First Principles of Symetrical Beauty (Pierwsze zasady symetrycznego piękna) pociąga dziś jeszcze polotem szczerości. W Szkocji w onych latach w duszach młodych i w świeżych umysłach tliły się myśli oryginalne i niespodziewane (choć nieraz mgliste), myśli nowe i piękne (choć nie zawsze jasne), uczucia czyste i natchnienia górne - w Szkocji, kraju śnień, w kraju tęsknot spowitych w rojenia.

Piętnastoletni uczony i autor nie popadł w zarozumienie o sobie: uczył się dalej, radował Eurypidesem, pogrążał się w mrokach gotyckiej architektury; próbował, choć z lekka, uczyć się nowożytnych obcych języków; w trzpiotowatych, niewinnych wierszykach wyśmiewał się z pedanterii szkolnych nauczycieli. W siedemnastym roku życia rozpoczął, at College, na wpół wyższe studia. Zapisany do Uniwersytetu Edynburskiego, wstąpił (jak mówią w szkockich i angielskich kolegiach) do matematycznej klasy Kellanda, do klasy filozofii naturalnej Forbesa, do klasy logiki i filozofii, prowadzonej przez sir Williama Hamiltona (którego trzeba odróżniać od wielkiego szkockiego fizyka i matematyka sir Williama Rowan Hamiltona, podówczas królewskiego astronoma w Dublinie). W następnych latach Maxwell uczył się chemii od Gregory'ego, filozofii moralnej (czyli etyki) od profesora Wilsona. Szedł chętnie za nauczycielem, który potrafił go pociągnąć i zająć; ale najczęściej uczył się sam. Myszkował do woli w gabinecie fizycznym; wykonywał, jakie chciał, doświadczenia; Forbes rozumiał, że umysł młodzieńca jest przenikliwy, zdobywczy, bezpośrednio z faktami mocować się zdolny: pozostawiał mu swobodę zupełną. Co może przewodnik wobec darów budzącego się, świeżego umysłu? Tylko ostrożnie pomagać i - czekać. Maxwell pracował usilnie, ponad rozsądną miarę pracował: bez nadzoru, przymusu, nieomal bez żadnego kierunku. Nie było w Edynburgu seminariów i ćwiczeń, tak wielbionych w Getyndze, Tybindze, w Erlandze; nie było kursów ani corocznych egzaminów, jak w Moskwie i Petersburgu. Ukochanie nauki, cześć dla mistrzów ludzkiej twórczości, radość pracy, entuzjazm nie spotykały po drodze rogatek, obliczonych na gnuśną obojętność i niskie lenistwo. Młody Maxwell czytał Younga, Poissona, Fouriera; studiował Monge'a, Newtona, Cauchy'ego; poznawał pisma Boole'a, Kartezjusza, Leibniza; uczył się gorączkowo, może chaotycznie, bezładnie, ale szczerze; w płomieniach podziwu zapominał o świecie. Za młodu trzeba być młodym; ograniczenia, wyrzeczenia i kompromisy rozsądne, same przez się, niestety, później nadejdą.

W owym okresie wykończył dwie prace, które Kelland przedstawił Królewskiemu Towarzystwu Edynburskiemu. Pierwsza jest jeszcze na ogół szkolnym ćwiczeniem; druga, poświęcona zagadnieniom równowagi ciał stałych sprężystych, przenosi nas do krainy wielkich teorii fizyki. Idzie ona wprawdzie drogą szeroką, utorowaną wspaniale przez Naviera, Poissona, Clapeyrona, Lamégo; zdradza też dosyć wyraźnie wpływ myśli Stokesa; lecz przecież niezwykłym jest dziełem dziewiętnastoletniego badacza. Poziom ujęcia, siła i wykończenie pracy zapowiadają mocarza.

W liście pisanym do Campbella w lipcu 1849 r. Maxwell wspomina o doświadczeniu, które Glenlair wykonał: W obszarze pierściennym, zawartym pomiędzy dwiema współosiowymi walcowymi powierzchniami, znajduje się galareta; kręcąc koło osi walec wewnętrzny, odkształcamy galaretę; przepuszczając przez tę substancję, równolegle do osi walców, wiązkę światła spolaryzowanego, badamy stan odkształcenia. Opis jest zwięzły, w kilku wierszach zamknięty; czytając, któż pozna, że w tym doświadczeniu tkwi zaczątek badań ważnych i trudnych; że krzyżują się w nim myśli Newtona, Poissona, Fresnela, Brewstera i Stokesa? W dwadzieścia cztery lata później Maxwell wróci do przedmiotu wakacyjnej zabawy; krótką notatką, zajmującą parę stron druku, popchnie Kundta i innych uczonych do poszukiwań jeszcze dziś nie zamkniętych. Teoria zluźniania się odkształceń wzniecanych w materii, pomysł genialny Poissona, ulubiony temat, do którego Maxwell kilkakrotnie w swych pracach powracał, postąpiła mało naprzód w ręku czynnego dziś pokolenia.


[I]  [II]  [III]  [IV]  [V]  [VI]  [VII]  [VIII]  [IX]  [X]
[XI]  [XII]  [XIII]  [XIV]  [XV]  [XVI]  [XVII]  [XVIII]  [XIX] 

[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach