Informacje
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Informacje > Nowinki 2000-2002 > Kultura antyczna > Nowinka z dn. 04-04-2001  
 Jesteś tutaj
nowinka:
Po co komu łacina?
autor:
Janusz Wiktor Cukras
z dnia:
20-03-2001





Po co komu łacina?
Czy teza, że łacina niesie ze sobą tak wiele, jak mało która nauka współczesna, da się obronić na progu XXI wieku? Powszechnie przyjmuje się, że jest to język należący do pewnego klasycznego i niezmiennego kanonu, jest symbolem kultury i erudycji. Według niektórych nie wymaga to nawet przemyśleń - jest to sprawa oczywista. Są jednak ludzie, którzy na samo wspomnienie łaciny reagują alergicznie lub nawet negują wszelką wartość wynikającą z nauki tego języka.

Powszechne podejście, niestety wciąż obecne w większości szkół średnich, to przede wszystkim wkuwanie tabel deklinacji i koniugacji, nie mówiąc o wyjątkach i słownictwie, które jest zmorą przeciętnego ucznia. Sprawdzian z deklinacji pierwszej i seria słówek tejże deklinacji (w tym wyjątków!), po nim tłumaczenie tekstu o Marku, który przechadza się (ambuluje) z kolegami (amicusami) po forum (forum) i podziwia rzeźby (statuy). Ten właśnie - jakże nudny! - obraz szkolnej łaciny zniechęca i powoduje, że łacina kojarzy się potem tylko z jakimiś bliżej nie określonymi "us'ami" i "um'ami", co trafnie ujął w swoim wierszu Julian Tuwim ("a ile 'ut'ów', jakie 'cum'y', supina, groźne gerundiwy!"). Jako wielki miłośnik tego języka przyznaję się bez bicia, że takie lekcje i mnie by znudziły!

Nic dziwnego, że większość ludzi, którzy mieli kontakt z tym klasycznym językiem, nie widzi nic dobrego, co wynikło albo mogło wyniknąć z jego nauki. Pewnym pocieszeniem, a i solidnym argumentem dla amerykanizującej się i postępowej części społeczeństwa, może się okazać, że to właśnie w Ameryce (USA) łacina przeżywa renesans. Co więcej, w niektórych szkołach rozważano możliwość zastąpienia nią bardziej zaawansowanej matematyki. Na stronie internetowej times.com można przeczytać ciekawy artykuł o wprowadzeniu łaciny do programu nauczania podstawowego. Jednym z argumentów autora pomysłu jest doskonalenie umiejętności posługiwania się językiem angielskim! Paradoks?!

Zastąpienie - od pewnego poziomu - matematyki łaciną wydaje się zrozumiałe. Na etapie wiedzy elementarnej łacina rzeczywiście jest zbiorem sztywnych, logicznych reguł, które pozwalają myśleć bardziej kompleksowo niż matematyka. Ale czy łacina może być pomocna w nauce angielskiego?

Tak. Powtórzę znany w środowisku filologów klasycznych frazes: "Łacina daje gruntowne podstawy do nauki wszystkich języków Europy". Nie jest to banał. Większość latynistów, jakich znam, włada kilkoma językami, o językach, których nie zna, potrafi się wypowiadać, a o tekstach w tych językach - snuć trafne domysły. Skąd się to bierze? Nauka łaciny wiąże się z zaznajomieniem z pewnymi ogólnymi prawami lingwistycznymi, które spotyka się potem w wielu innych językach (nawet w angielskim, niemieckim, a więc w językach nieromańskich). Nie wspomnę o słownictwie. Faktem jest, że zdecydowanie więcej niż połowa słownika angielskiego wywodzi się z łaciny - kolejny frazes wśród klasyków. W większości chyba przypadków można przyjąć za pewnik, że wszystko, co się kończy na -tion, -cion, -ity, -ate albo zaczyna na ac-, ad-, com-, re-, de-, ir-, najpewniej pochodzi bezpośrednio z łaciny i że można takie wyrazy znaleźć w słowniku łacińskim. A przecież nie podałem nawet połowy pre- i sufiksów. Podobną sytuację mamy też w języku polskim - wystarczy zerknąć do słownika wyrazów obcych i porównać ile słów wzięło się u nas z łaciny, a ile z innych języków.

We wspomnianym artykule w "Time" mówi się o korzyściach wynikających ze znajomości łaciny. Jedną z nich jest umiejętność trafnego rozpoznawania znaczenia słów (a przynajmniej przybliżonego znaczenia - to też jest coś), których wcześniej się nie znało. Na bazie własnego doświadczenia mogę to potwierdzić z całą odpowiedzialnością.

Kolejną korzyścią jest zwiększenie zdolności przyswajania i rozumienia. Również i ja mogę powiedzieć, że łacina ułatwiła mi naukę wszystkich po kolei przedmiotów w szkole. I to nie poprzez zrozumienie językowe różnych przedziwnych terminów, ale przez poprawienie "jakości myślenia", jeśli mogę tak to określić. Tej rozwojowej cechy brak innym przedmiotom. Łacina stoi bowiem na pograniczu nauk humanistycznych i ścisłych. Wymaga ona pewnego zaawansowanego humanizmu, który pojawia się ponad sztywnymi regułami operującymi szczegółem. Ów humanizm ujawnia się ponad mnogością drobnych zasad i ułatwia spojrzenie holistyczne i analityczne, filozoficzną syntezę i analizę.

Jeśliby jeszcze wziąć pod uwagę tezę Chomsky'ego o lingwistycznej strukturze świadomości...

Żeby można było jednak mówić o poprawie "jakości myślenia", potrzeba, by nauka poszła głębiej niż przypadki i wyjątki. By dotarła do tekstów i do ich rozumienia. Lecz w ten sposób znów stajemy wobec problemu szkolnictwa i sposobu podejścia do nauki i nauczania.

Sądzę, że lekcjom łaciny w większości przypadków, a pomijam te, gdzie wszystkiemu winny jest nauczyciel, brakuje nowoczesności, otwartości na teraźniejszość i przyszłość. Przy nauce języków współczesnych staramy się nauczyć posługiwać słownictwem codziennym. W łacinie nie zawsze jest to możliwe (samochód? autobus?), chociaż istnieją w internecie grupy dyskusyjne, gdzie używa się wyrazów stricte nowoczesnych. Mimo to nie widzę przeszkody, by nauczać słów, takich jak ręka, noga, głowa, policzek, palec. Uczniowie łaciny wychodzą z lekcji ze zbędnym, zwłaszcza w początkowej fazie nauki, balastem słownikowym typu: statua, posąg, forum, sądzić, opiewać, przybywać; z balastem, któremu brak słów: krzesło, książka, droga, iść, gotować. Sądzę, że przejście na nowoczesny tryb nauki w początkowym etapie przyswajania łaciny miałoby zbawienny wpływ na stan rzeczy.

Czyż nie byłoby idealnie? Nie widziałem osoby znającej łacinę, która nie umiałaby posługiwać się swoim ojczystym językiem lepiej niż przeciętni jego użytkownicy nie znający łaciny. Ten język bowiem przyzwyczaja do pewnego poziomu wypowiedzi i spójności tekstu. Ludzi tych charakteryzowała też ogólna ciekawość świata, otwarcie i "czystość myśli" - w sensie jakościowym, a nie metafizycznym. Dlaczego tak się dzieje? Kanon? Nie jestem pewien. Wiem za to, iż ta antyczna mowa - żeby wyrazić się dosadniej - usprawnia mózg i dodaje istotne cechy osobowości w jej naukowym aspekcie. Wypada więc jedynie zachęcać do jej nauki i życzyć powodzenia przy tabelach deklinacji.

Janusz Wiktor Cukras
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach