Informacje
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Informacje > Nowinki 2000-2002 > Różne  
 Jesteś tutaj
Kryzys w nauce
Ku nauce wolnej i bardziej ludzkiej
Ludwik FLECK




Kryzys w nauce
Ku nauce wolnej i bardziej ludzkiej
Nauka ponad wszelką wątpliwość staje się służebnicą polityki i przemysłu, co w wielkiej mierze niweczy jej misję kulturową. We wszystkich prawie krajach na całym świecie politycy i przemysłowcy rozporządzają naukowcami, często decydują o ich pracach, a czasem nawet o ich wierzeniach i przekonaniach. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że niektóre współczesne badania naukowe wymagają olbrzymich środków materialnych. Czynnikiem o wiele groźniejszym jest wzrost oportunizmu wielu, głównie młodych, naukowców, dla których Nauka stanowi jedynie współczesną drogę do kariery.

Jestem przekonany, iż powodem tego godnego ubolewania podejścia wielu naukowców jest rozziew między przestarzałym, ale nadal powszechnie wyznawanym, oficjalnym poglądem na naturę Nauki, a praktycznym, choć ograniczonym, wglądem w Naukę taką, jaką przyswaja sobie typowy badacz. "Prawda", "obiektywność" - to święte ideały. Jednak rozumiane w sposób klasyczny są one dla zwykłego współczesnego naukowca zbyt naiwne, zaś w praktycznym znaczeniu tych słów, z jakim mamy do czynienia w codziennym życiu naukowców, są zbyt skomplikowane i odarte z wszelkiej wzniosłości.

Typowy naukowiec naszych czasów stwierdza, że "naukowa prawda" to złożona konstrukcja myślowa, nierozdzielnie związana z technikami badawczymi, interpretacjami statystycznymi i rozmaitymi konwencjami. Wie, że często da się ją wyrazić jedynie w specyficznym żargonie, jest zaś zrozumiała dopiero po przejściu długotrwałego profesjonalnego treningu. Jego zdaniem, "prawda naukowa" zależy od domysłu, tzn. od naukowego zbiegu okoliczności, od otoczenia i od osobistego wpływu jej autora. Powinna dać się włączyć ["Naukowiec nie tylko musi mieć słuszne idee, wykonać właściwe doświadczenia i spłodzić artykuł. Musi też wznieść spójny system doktrynalny, przeprowadzić go zwycięsko przez recenzje i wprowadzić do podręczników" (A. Lwoff: Factors Influencing the Evolution of Viral Diseases, "Bact. Reviews" t. 23, 1959, s. 114)].

do istniejącego systemu nauki, a wreszcie, rzecz jasna, zyskać aprobatę. Jedynym bowiem dowodem wartości jest sukces...

Jak taką ukierunkowaną i faktycznie tymczasową prawdę (stwierdzoną lub stworzoną przez X. Y., ale w rzeczywistości przez jego asystentów, gdyż sam X. Y. jest nieustannie na kongresach) można utożsamiać z wiecznymi Prawami Przyrody (o jakich opowiada się grzecznym dzieciom)? Najlepiej jednak nie zadawać zbyt wielu pytań i być w dobrych stosunkach z tymi, którzy są u władzy.

Taka jest geneza wspomnianego powyżej oportunizmu.

Zgadzam się, rzecz jasna, z Haroldem K. Schillingiem, autorem artykułu A Human Enterprise ("Science", 127, t. 6 czerwca 1958, s. 1324), że potrzebujemy modeli nauki bardziej adekwatnych niż obiegowe "stereotypy, które w niewielkim jedynie stopniu przypominają naukę, o czym dobrze wiedzą ci, którzy żyją z nią na co dzień". "Jeśli, układając plany na przyszłość, mamy przydzielić nauce prawdziwie istotną funkcję w sprawach publicznych, musimy oprzeć nasze myślenie o tym, jak powinna ona funkcjonować w przyszłości, na modelu, który jak najdokładniej i najwszechstronniej przedstawia, w jaki faktycznie sposób funkcjonuje obecnie".

W obecnych zaś okolicznościach taki model powstaje niemal samorzutnie, a Schilling jest na jego tropie. W tych czasach, w erze grupowej współpracy, artykułów mających licznych współautorów, ogromnej liczby Czasopism, Przeglądów, Konferencji, Sympozjów, Komitetów, Zgromadzeń, Towarzystw i Kongresów - kolektywna natura poznania naukowego staje się oczywista. Nie sposób już dłużej rozumieć poznania jako funkcji dwóch jedynie składników, jako relacji pomiędzy jednostkowym podmiotem a przedmiotem. Każde poznanie jest działaniem społecznym, nie tylko wtedy, gdy faktycznie wymaga współpracy, ponieważ jest zawsze oparte na wiedzy i umiejętnościach przekazanych przez wielu innych. Ma charakter społeczny, gdyż podczas każdej długotrwałej wymiany myśli pojawiają się i rozwijają idee i standardy, których autorstwa nie da się przypisać żadnej jednostce. Powstaje kolektywny sposób myślenia, wiążący wszystkich uczestników i z pewnością determinujący każdą czynność poznawczą. Dlatego właśnie poznanie rozważać musimy jako funkcję trzech składników: jest ono relacją między jednostkowym podmiotem, pewnym przedmiotem i danym kolektywem myślowym (Denkkollektiv), w którego ramach działa ów podmiot; udaje się coś poznać jedynie wtedy, gdy używa się pewnego stylu myślowego (Denkstil) powstającego w obrębie danego kolektywu.

W znakomitej książce R. J. Dubos Louis Pasteur (Boston 1950, s. 120 i nast.) czytamy, w jaki sposób "Zeitgeist, tzn. naukowy i filozoficzny duch czasu" zmuszał naukowców takich, jak Berzelius, Wöhler. Liebig, Helmoltz i Claude Bernard do odrzucenia teorii Pasteura dotyczącej roli odgrywanej przez drożdże w fermentacji: "odwoływanie się do organizmu żywego jako do przyczyny reakcji chemicznej wydawało się krokiem wstecz". Przedstawiono doświadczalne dowody przeciwko tej teorii (Louis Thénard). Krążyły wymierzone w Pasteura zjadliwe dowcipy. Liebig, oślepiony przez swe z góry przyjęte idee, nie był w stanie dostrzec pewnych łatwych do wykazania i dość wyrazistych zjawisk, potwierdzających twierdzenia Pasteura.

Błędne byłoby jednak przypuszczenie, że styl myślowy i podstawowe wiodące idee i postacie (Gestalten) wyprowadzone z tego stylu stanowią zawsze przeszkodę w poszukiwaniu prawdy i źródło błędu. Cała współczesna wiedza o zakażeniach i chorobach zakaźnych bierze początek z bardzo starożytnej wiary w analogię między gniciem a chorobą i w małe "drobnoustroje" jako przyczynę jednego i drugiego. Ideę tę znaleźć można w Grecji i w Rzymie (Hipokrates, Warron), w okresie renesansu (Fracastoro, 1546), w XVII w. (Kircher, 1658; Leeuwenhoek, ok. 1680), w pierwszych artykułach Pasteura (Études sur le vin, ses maladies, causes qui les provoquent, 1866). Wszystkie te "pomysłowe intuicje" ["Już w 1683 r. stwierdzamy, że pomysłowy dr med. Fred. Slave, członek Towarzystwa Królewskiego, mówiąc o Ťmorzeť w Szwajcarii, który zabił wiele sztuk bydła, powiada: ŤChciałbym, aby p. Leeuwenhoek uczestniczył w sekcjach tych zakażonych zwierząt; przekonany jestem, że odkryłby w nich pewne dziwne insekty czy coś w tym rodzajuť" (C. Dobell, Antony van Leeuwenhoek, Londyn 1932, s. 230). Rzeczywiste dowody, że mikroorganizmy powodują choroby zakaźne, przedstawione zostały dopiero po dwóch stuleciach], które istniały wcześniej niż jakiekolwiek empiryczne ich dowody, a wywodziły się ze starego, przednaukowego Denkstil, działały przez wieki całe jako siła napędowa rozlicznych odkryć. Można powątpiewać, czy nasza wiedza o chorobach zakaźnych poczyniłaby taki postęp bez tych "intuicji".

Te starożytne idee dały początek współczesnej mikrobiologii, chociaż analogia między gniciem a chorobą zanikła we wczesnym stadium rozwoju.

Wiele innych tak zwanych wizji i intuicji wywodziło się z podobnych starożytnych "wiodących preidei", na przykład teoria kopernikańska, teoria atomowa, teoria pierwiastków. Zrazu nie były one ani prawdziwe, ani fałszywe, ponieważ w pierwotnym, starożytnym kształcie, były niejasne. Przedstawiały sobą jednak trzeci składnik procesu poznawczego i rozwinęły się w ważne teorie naukowe.

W książce Entstehung und Entwicklung einer wissenschaftlichen Tatsache. Einführung in die Lehre von Denkstil und Denkkollektiv pisałem:

Każda teoria poznania, która nie uwzględnia w sposób zasadniczy i szczegółowy tego socjologicznego uwarunkowania każdego poznania - jest igraszką! Natomiast ten, kto uważa społeczne uwarunkowanie ze zło konieczne, za symptom ludzkiej niedoskonałości, którą powinno się zwalczać, zapoznaje ten fakt, że bez społecznego uwarunkowania poznanie byłoby w ogóle niemożliwe. [Benno Schwabe, Bazylea 1935. Wyd. pol.: Powstanie i rozwój faktu naukowego. Wstęp do nauki o stylu myślowym i kolektywie myślowym. Tłum. M. Tuszkiewicz. Wyd. Lubelskie, Lublin 1986, s.72].

Pojedynczy, naprawdę izolowany człowiek, byłby skazany na umysłową bezpłodność.

Próbowałem pokazać, w jaki sposób Denkstil determinuje nie tylko rozwój złożonych idei, problemów i standardów, ale również samą treść i granice obserwacji. Materiału dostarczyła historia anatomii. Styl myślowy został zdefiniowany jako kolektywna skłonność do wybiórczego postrzegania wraz z odpowiednią myślową i praktyczną obróbką tego, co postrzegane. Próbowałem przeanalizować ogólną strukturę i budowę Denkkollektiv (Centrum, Peryferie; Elita, Publiczność; Autorytet, Wierzący) i jego oddziaływanie na rozwój kolektywnego nastroju wiodącego do kolektywnego stylu myślenia. Każde myślowe obcowanie w obrębie kolektywu (wymiana wewnątrzkolektywna) wzmacnia jego idee i nadaje im cechy obiektywnej rzeczywistości. Każda komunikacja poza kolektywem (wymiana międzykolektywna) zmienia sens pojęć, nadaje im znaczenie mniej lub bardziej nowe, a więc może stać się źródłem nowych idei.

W ten sposób wspomniane trzy składniki poznawania są nierozdzielnie złączone. Pomiędzy podmiotem a przedmiotem istnieje coś trzeciego, kolektyw. Jest on twórczy niczym podmiot, oporny niczym przedmiot i niebezpieczny niczym pierwotny żywioł.

Wiele podobnych wypowiedzi na temat nauki i społeczeństwa można znaleźć w pracach Michaela Polanyi'ego. Jego końcowe wnioski są jednak dość odmienne.

"Eksperyment D. C. Millera (dotyczący wiatru eteru) dość jasno wykazuje, jak puste jest twierdzenie, że nauka opiera się na eksperymentach, które każdy, gdy zechce, może powtarzać".

"Nauka jawić się będzie jako ogromny system przekonań, głęboko zakorzeniony w naszej historii i kultywowany dziś przez specjalnie zorganizowaną część naszego społeczeństwa". [M. Polanyi: Personal Knowledge. Chicago 1953, ss. 13, 171, 151].

"Myśl ludzka rozwija się jedynie w obrębie języka, a skoro język może istnieć jedynie w społeczeństwie, to w społeczeństwie ma swe korzenie każda myśl". [M. Polanyi: The Study of Man. Londyn 1959, s. 60].

"W tym czasie logiczna przepaść oddziela członków (szkoły) od tych, którzy znajdują się poza nią. Myślą oni inaczej, mówią innym językiem, żyją w innym świecie". [M. Polanyi: Personal Knowledge]. W przytoczonym fragmencie Polanyi niewątpliwie opisuje skutek zróżnicowania stylów.

Tak więc naukowcy coraz lepiej zdają sobie sprawę z tego, że (by użyć zwrotu Schillinga) "nauka jest kolektywna". To samo dotyczy wszystkich odmian systemów poznania, czy to będą nienaukowe przesądy, przekonania polityczne czy inne punkty widzenia. W sposób ogólny wyraża to twierdzenie o trójskładnikowej naturze poznania.

Jaka korzyść płynie z trójskładnikowego modelu?

Po pierwsze, w życiu nauki niknie demoralizujący rozziew między teorią a praktyką. Mniej będzie okazji do hipokryzji. Rodzą się nowe ideały: nauki przyrodnicze i humanistyczne zbliżają się do siebie, a przyrodoznawstwo staje się bardziej ludzkie. A zatem lojalność naukowców w stosunku do ludzkości i w stosunku do kolektywu naukowego wzrośnie. Będzie odtąd można wyjaśnić naukowe konwencje, społeczne zwyczaje kolektywu naukowego. Naukowcy staną się skromniejsi, rozumiejąc, jak ograniczoną rolę odgrywa jednostka.

Socjologię myślenia należy rozwinąć jako naukę podstawową, równą co do wartości matematyce. Problemy organizacji, planowania, nauczania, popularyzacji powinny zostać oparte na tej nowej dyscyplinie. Porównawcze badania nad stylami [myślowymi] sprawią, że uczniowie staną się bardziej tolerancyjni w stosunku do obcych stylów i gotowi do współistnienia; zwolennicy różnych stylów mogą cenić się wzajemnie, nawet do pewnego stopnia wspólnie pracować bez wzajemnego zrozumienia, jeśli wiedzą, że to odmienny sposób myślenia, a nie zła wola, stanowi przyczynę różnic.

Nowe światło pada na najgłębszy w chwili obecnej problem, problem stosunku jednostki do kolektywu. Wspólnotowy nastrój Denkkollektiv, oznaczający trzeci składnik każdego poznania, może mieć dwojakie oddziaływanie: może oślepiać, a może też wyostrzać wzrok. Działając równomiernie przez długi czas, tworzy on naukę, sztukę, technikę. Kiedy nagle eksploduje - prowadzi do buntów i rewolucji. Wszyscy politycy i biznesmeni wiedzą, że propaganda, tzn. rozbudzanie pożądanego kolektywnego nastroju, stanowi fundament każdego wspólnotowego działania. Naukowcy ignorują - przynajmniej oficjalnie - to zagadnienie i sami padają ofiarą. Czujność wobec propagandy uodporni ludzi na jej nadużywanie: kiedy wszystkie dzieci w szkole dowiedzą się, że każde szaleństwo, jak wielkie by nie było, może uwiarygodnić odpowiednia propaganda - to zrodzi się przeciw niej krytyczny opór.

Historia nauki, a myśli w ogólności, ujęta jako ewolucja kolektywnych stylów myślowych i oparta na strukturalnych zmianach w obrębie poszczególnych kolektywów, przestaje być kolekcją zabawnych anegdot i sentymentalnych apoteoz. Geneza idei staje się wyjaśnialna. Historyczna ewolucja pewnych podstawowych pojęć, w rodzaju "związek chemiczny", "pierwiastek", "rzeczywistość", "przyczyna", "istnienie", "jednostka", wskazuje na to, że ich obecny stan w żadnym razie nie musi być stanem końcowym. Zrozumienie tego pomoże naukowcom formułować śmielsze koncepcje twórcze. Zniknie bezpłodny problem idealizmu i materializmu.

Prawda naukowa przeobrazi się z czegoś sztywnego i stacjonarnego w dynamiczną, rozwijającą się, twórczą prawdę ludzką.

Ludwik Fleck

Przełożył Wojciech Sady
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach