Astrologom nie wystarczają ostatnie strony gazet i kolorowych miesięczników, postanowili spojrzeć na świat z wysokości katedr uniwersyteckich - donoszą ostatnie numery "Nature". Tym samym wraca stara dobra średniowieczna tradycja, kiedy jednym z ważniejszych obowiązków profesora na katedrze astronomii było dostarczanie tzw. prognostyków, łączących zapowiadane zjawiska niebieskie z życiem ziemskim, z czego słynęła m.in. Akademia Krakowska (taktuje o tym esej Marcina Bylicy z Olkusza "Prognostyk komety" z 1472 roku).
Najpierw wypłynęła propozycja indyjskiego Ministerstwa Nauki, które ogłosiło, że zamierza przeznaczyć fundusze na tworzenie na uczelniach wyższych wydziałów astrologii, finansując etaty (średnio 5 na wydział), zakupy biblioteczne i sprzętu komputerowego oraz utworzenie... banku horoskopów. Operacja ma się rozpocząć w latach 2001-2002 i zakończyć - po upływie stosownego czasu - nadaniem pierwszych stopni magistra i doktora z astrologii. Spiritus movens tego przedsięwzięcia jest minister nauki i edukacji, Murli Manohar Joshi, według którego odpowiedzi na wszystkie pytania, które zaprzątają umysły uczonych, można znaleźć w Wedach i Upaniszadach. I choć środowisko hinduskich naukowców zaprotestowało mocno przeciw temu pomysłowi, już 35 z około 200 uniwersytetów przymierza się do wprowadzenia astrologii do swych programów. Trudno się temu dziwić, skoro według jednego z cytowanych dyrektorów Uniwersyteckiej Komisji Grantów nauka to "dziedzina skupiająca się na sondowaniu, dociekaniu i badaniu".
Tymczasem francuscy uczeni mają inną żabę do zjedzenia: paryska Sorbona właśnie wręczyła tytuł doktorski z socjologii francuskiej astrolog Elizabeth Teissier, która wsławiła się tym, że była "doradcą astrologicznym" prezydenta Francois Mitteranda. Astrofizyk Jean-Claude Pecker, prezes Francuskiego Towarzystwa Informacji Naukowej, oraz czterej francuscy laureaci Nagrody Nobla z nauk przyrodniczych zamierzają wystosować w tej sprawie protest do ministra edukacji, Jacka Langa.
|