Wielcy
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Wielcy i więksi > Kwartalnik Historii Nauki i Techniki  



[1]  [2]  [3]  [4] 
Nie pomijano wreszcie trzeciej racji, która dostarczała podstaw, by odkrytą już wielość światów zaludnić. Życie w momencie stworzenia zostało obdarzone nieograniczoną mocą rodzenia się i odradzania, jak o tym świadczą dostrzegane wprost jego przejawy. Nie wyczerpują one jednak życia w ogóle, istnieje bowiem taka sama ilość zwierząt (życia) widzialnych, co zwierząt (życia) niewidzialnych (E 106)7. Oto po raz pierwszy w tamtych czasach ujawniono, iż na granicy widzialności nieuzbrojonego oka i poza tą granicą rozciąga się jeszcze inny świat szczególnego rodzaju - świat drobnoustrojów. Stawał się on dodatkowym dowodem niewyczerpanych sił twórczych tkwiących w przyrodzie, tym bardziej że po odkryciu istot żywych dostrzeganych jedynie przez ówczesne proste mikroskopy długo jeszcze wierzono, iż istoty te powstają drogą samorództwa z substancji nieożywionej przy udziale ciepła (E 106)8. Nie było powodu, by przyroda rodząca w tak prosty sposób istoty żywe na Ziemi nie rodziła ich równie prosto i w równej obfitości w innym, pozaziemskim świecie i nie napełniała go życiem9. W podobny sposób - wierząc w moc twórczą przyrody - rozwijał przed wiekami swój wywód starożytny atomista, Metrodor z Chios, gdy utrzymywał, iż podobnie jak jest rzeczą trudno wyobrażalną, by na polu pszenicznym przebiło się spod ziemi tylko jedno źdźbło, tak też jest rzeczą równie trudno wyobrażalną, by w ogromnym, bezbrzeżnym Wszechświecie istniał tylko jeden zamieszkały świat10.

Moc twórcza przyrody przejawiała się nie tylko ilością życia, lecz dawała także o sobie znać jego jakościowym zróżnicowaniem, jak również jakościową wielorakością przemian w ogóle, zachodzących w przyrodzie. W owej nieskończonej różnorodności, wykraczającej poza Ziemię, można wszakże dostrzec pewną prawidłowość. Różnorodność tę rodzi m. in. zmienność warunków panujących w Układzie Słonecznym, warunki zaś danego miejsca są funkcją dzielącej je od Słońca odległości. Skoro zaś miejsce obserwatora znajduje się w sposób naturalny na Ziemi, w miarę oddalania się od Ziemi rosną również różnice występujące między Ziemią a obserwowanym światem-planetą (E 107). O tym, iż to właśnie zmienność warunków, w jakich działa przyroda, rozstrzyga o konkretnej postaci jej tworów, świadczy, że w podobnych warunkach istnieją obok siebie również podobne istoty łączące się w "rodziny" (E 107). "Przyroda trzyma w rękach rodzaj ciasta, które zawsze pozostaje takie samo, i mięsi je nieustannie na tysiąc sposobów, tworząc z niego ludzi, zwierzęta i rośliny" (D 161). Zmienność ta rozciąga się nie tylko na dziedzinę przyrodniczą w wąskim znaczeniu, lecz opanowuje także dziedzinę psychiczną i społeczną. Można w niej obserwować - oprócz wspomnianej pierwszej prawidłowości związanej z odległością od Słońca - prawidłowość o charakterze kompensacyjnym. Np. szóstym zmysłem, nie znanym człowiekowi-mieszkańcowi Ziemi, przyroda mogła obdarzyć mieszkańców innego świata, pozbawiając ich wszelako jednego spośród znanych pięciu zmysłów; w jakimś świecie może panować wieczny pokój, nie jest wszelako znana miłość, jej zaś brak sprowadza na owych mieszkańców nudę itd. (E 108).

Owa widoczna w płaszczyźnie aktualnej różnorodność przyrody występuje również w płaszczyźnie czasowej, przybierając postać przeobrażeń, jakim podlegają w czasie obiekty przyrodnicze, wśród nich także światy. Jeśli jesteśmy gotowi twierdzić, iż świat trwa w stanie niezmiennym, to tylko dlatego, że skala czasowa istnienia świata i skala czasowa naszego własnego istnienia, nas, obserwatorów, są całkowicie odmienne. W swym naiwnym przeświadczeniu, iż żyjemy w niezmiennym świecie, przypominamy różę ogrodową. "Oto róże, które żyją zaledwie jeden dzień, spisywały swe dzieje i pozostawiały zapiski jedne drugim. Gdyby pierwsze róże nakreśliły w pewien sposób obraz ogrodnika i ponad piętnastu tysięcy pokoleń róż, inne róże, mające obowiązek pozostawić go swym następczyniom, nie musiałyby w nim niczego zmieniać. Mawiałyby wówczas: 'Zawsze widziałyśmy tego samego ogrodnika; jak daleko sięga pamięć róży, był tylko on, zawsze tak wyglądał, jak wygląda teraz, nie umiera, jak my umieramy i tylko on jeden się nie zmienia'" (E 141).

Rozciągająca się wszelako w czasie zmienność ogarnia cały Wszechświat, wszystkie jego części składowe. Pewne gwiazdy stałe, będące słońcami innych światów, mogą się od nas oddalać, znikać i na powrót do nas przybliżać, oddalać i bezpowrotnie ginąć w niezmierzonej głębi niebios bądź wreszcie mogą gasnąć (E 139-140). Z kolei w innych rejonach Wszechświata materia dotychczas rozproszona, nadająca się zaś na tworzywo słońca, mogłaby się skupić w pewnym miejscu i założyć fundamenty pod budowę nowego słońca (E 142); np. wielki tego rodzaju ruch i niepokój obserwuje się na Drodze Mlecznej (E 143).

Zastosowana przez Fontenelle'a metoda przedstawiania idei wielości światów zamieszkałych i argumentowania na rzecz jej trafności przypomina sposób, w jaki na Ziemi odkrywano w XVII i XVIII wieku nowe światy - podróżowanie; metodę tę zastosował zresztą już poprzednik Fontenelle'a w XVII wieku - Cyrano de Bergerac (1619-1655), który przy użyciu rozmaitych urządzeń do latania wyprawiał swego bohatera w podróż na Księżyc i na Słońce. W ciągu sześciu rozmów odbywanych pogodnymi nocami w parku z markizą-sawantką Fontenelle odwiedził wszystkie znane wówczas planety Układu Słonecznego podczas podróży po światach (voyage des mondes) (E 117). Światem zaś było, wedle Fontenelle'a, każde zamieszkałe ciało niebieskie z wyjątkiem Słońca. O tym, że na Słońcu rozciągają się całkowicie bezludne tereny (E 117), przesądza jego szczególne położenie we Wszechświecie i jego natura, Słońce bowiem w niczym nie przypomina Ziemi ani żadnej innej planety (E 115), gdy tymczasem miarę możliwości życia we Wszechświecie wyznaczają warunki, w jakich istnieje życie na Ziemi. Unieruchomione w środku Wszechświata Słońce przestało zresztą być planetą, zaczęła zaś nią być wprawiona w ruch i poruszająca się wokół niego Ziemia (E 78). Słońce od skupionych wokół niego planet różni się także tym, że, stanowiąc jedyne pierwotne źródło światła w tej części Wszechświata, pełni funkcję oświetlania światów zamieszkałych. Okoliczność ta zaś sprawia, że nie mogliby na nim żyć ludzie, którzy albo by nie znieśli wielkiej mocy promieniującego ze Słońca światła, albo by swego otoczenia zgoła nie postrzegali wobec braku dzielącej ich od Słońca odległości; co najwyżej Słońce mogłoby być siedliskiem ślepych (E 117). Gdyby zaś jakimś trafem znaleźli się tam ludzie, nie widzieliby nic - ani planet, ani gwiazd stałych, Słońce by im tak dalece wszystko zasłaniało, że żyliby w przeświadczeniu, iż są jedynymi ludźmi we Wszechświecie (E 117). Słowem - Słońce, oświetlając światy, do zamieszkania się nie nadaje.

Opis zamieszkałego świata i zasiedlającej go populacji rozwijał Fontenelle, biorąc za podstawę wartości takich parametrów, jak odległość planety od Słońca, okres jej obrotu, średnica planety, obecność księżyców itd., czyli punktem wyjścia jego wywodów była wiedza astronomiczna tamtej epoki, w porównaniu z Huygensem bardziej powierzchownie, niefrasobliwie traktowana, która mu pozwalała puścić wodze fantazji. Zamieszkałe więc były księżyce Saturna i Jowisza (E 122), a nawet komety (będące w przekonaniu Fontenelle'a planetami), które nadto mogły służyć mieszkańcom światów jako środek przemieszczania się w przestrzeni dzielącej zamieszkałe światy (E 138); nie zdecydował się on zaludnić jedynie pierścienia Saturna (E 126).

Wątpliwości, jakie mogłyby powstać wokół istnienia życia poza Ziemią, Fontenelle rozstrzygał w sposób prosty i bezpośredni. Idea wielości światów zamieszkałych zdawała się łączyć w jego rozważaniach z hylozoizmem, a nawet panpsychizmem (E 106). Tam zatem, gdzie obecna jest substancja cielesna, tam też można spotkać życie i przejawy rozumności, postać zaś, jaką przybiera i jedno, i drugie zależy od stopnia nasilenia obu właściwości. Jeśli istnieje tedy wielość światów, to z konieczności muszą być one zamieszkałe, każdy z nich stanowi dowód niewyczerpanych mocy twórczych przyrody.

[1]  [2]  [3]  [4] 

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach