Wielcy
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Wielcy i więksi > Kwartalnik Historii Nauki i Techniki  



"Kwartalnik Historii Nauki i Techniki",
R. 23: 1978 nr 1 s. 3-52
[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10]  [11]  [12]  [13]  [14]  [15] 
Poziom Gimnazjum św. Anny w Krakowie oceniam z perspektywy czasu bardzo wysoko. Było. to gimnazjum klasyczne z łaciną i greką. Pozostały w mojej pamięci sylwetki profesorów piękne, choć niektóre z nich naznaczone cechami, które nas śmieszyły. Zbyt mało mam miejsca, aby postaciom zasłużonych tych pedagogów poświęcić więcej miejsca. Umieli młodzież utrzymać w karności. Na niejednego z nich patrzyliśmy z podziwem; szanowaliśmy ich wiedzę i kulturę. Ich wpływ wychowawczy mogliśmy ocenić dopiero po latach w różnych sytuacjach życiowych. Rozmaite ważkie postanowienia życiowe potrafimy dzisiaj zrozumieć jako odległy pośredni wpływ wychowawczy zespołu pedagogów, którzy kształtowali nasze charaktery, uczyli nas sztuki myślenia i ćwiczenia wyobraźni. Zasłużyli z pewnością na obszerną monografię. Może technika przyszłości pozwoli kiedyś na opracowanie monografii kinematograficznej, która uplastyczni trwale żywe postacie dziejowe, tak jak się zachowały w naszych osobniczych mózgach - póki żyjemy. Twórcom takiej pomnikowej monografii chętnie oddałbym jako tworzywo źródłowe to, co zachowało się w mojej wyobraźni, zanim sczeźnie w grobie na zawsze.

Mogę się tu ograniczyć tylko do wyliczenia nazwisk moich profesorów z Gimnazjum św. Anny, pomijając zarówno ich imiona, tytuły, dziedziny, które uprawiali, jak i właściwości ich sylwetek. Może ktoś kiedyś więcej o tych pedagogach napisze. Byli to prof. prof.: Barda, Bogucki, Cholewa, Figiel, Gąsiorowski, Janik, Kapałka, Kozłowski, Krawczyk, Kukucz, Kulczyński, Maurer, Meyer, Pająk, Panna, Ręgorowicz, Rospond, Rutkowski, Siemionow, Śnieżek, Urbanicki, Wiśniewski, Zakrocki i inni nie mniej godni wspomnienia.

Jak już wspomniałem na wstępie, odznaczałem się wielostronnością zainteresowań. Mniej więcej od okresu dojrzewania zaczęły moją uwagę przyciągać w coraz wyższym stopniu zagadnienia filozofii ścisłej. Czytałem bez określonego planu czy kierunku, po prostu co mi popadło w rękę. Miałem mnóstwo wiadomości, które nie układały się w mojej głowie w jakiś określony światopogląd. Fakt, że byłem samoukiem, miał dla mnie przedziwny urok. Mój brat w podobny sposób oddawał się fantastycznym pomysłom. Studiował z zapałem Lutosławskiego Wizje przyszłości i inne fantasmagorie. Miał on niezwykły talent matematyczny; potrafił np. z pamięci po krótkim namyśle rozwiązywać najtrudniejsze zadania rachunkowe. Wystarczyło podyktować mu parę kilkucyfrowych liczb, po kilkunastu sekundach podawał bezbłędnie wynik, który można było sprawdzić normalnym działaniem. Prosiłem go niejednokrotnie, aby mnie nauczył tej sztuki. Zawsze obiecywał, że może kiedyś... Ale nigdy mi tej tajemnicy nie wyjawił. Zresztą w swoim życiu ani ze zdolności tej, ani z wielu innych nie zrobił użytku. Różniliśmy się pod jednym zasadniczym względem: ja byłem wytrwały i pilny, on był odwrotnością tych zalet. Z moich zainteresowań filozoficznych śmiał się, co mnie zresztą nie zrażało. Ale zauważyłem, że gdy mu wyłuszczałem swoje problemy filozoficzne, słuchał bardzo uważnie, a dopiero wysłuchawszy orzekał, że wszystko to jest stekiem niedorzeczności. Kojarzy mi się ten wyrok z opinią, którą wygłosił kiedyś później profesor medycyny sądowej Leon Wachholz, uznając filozofię za "niezrozumiałe gadanie o niezrozumiałych rzeczach".

Chłopcy entuzjazmowali się sportem. W owym czasie na pierwszym miejscu stawialiśmy zapaśnictwo. Ideałem naszym był Zbyszko Cyganiewicz, najsilniejszy człowiek świata - Polak. Ojciec, widząc jak z bratem zmagaliśmy się na dywanie, nadał nam nazwiska dwóch najsławniejszych atletów świata, ja byłem Cyganiewiczem, mój brat Pytlasińskim. Naszym ideałem doskonałego atlety był Ursus z Quo vadis. Drugą dziedziną sportu było kolarstwo, które przez wiele lat zostawało w sferze marzeń. Na Błoniach w Krakowie znajdowała się tak szumnie nazywająca się "arena kolarzy". Nie mieliśmy nigdy pieniędzy. Ciułało się przez cały tydzień drobne, aby w niedzielę pozwolić sobie na przejażdżkę 15-minutową. Na każdego z nas dwóch przypadało po 7 i pół minuty jazdy na wypożyczonym rowerze. Były to stare graty bez wolnobiegu. Zdarzało się nierzadko, że w czasie jazdy spadał łańcuch i trzeba było we dwóch zakładać go na nowo. Właściciel wypożyczalni był bezwzględnie punktualny i czas naprawy roweru wliczał do jazdy. Na cel tych wyczynów sportowych zbierała halerze również Mama, a w przystępie dobrego humoru dawał nam Ojciec. On sam był członkiem organizacji gimnastycznej "Sokół", przechowywał w domu mundur z czapką z sokolim piórem i uczęszczał na ćwiczenia gimnastyczne, które odbywały się na boisku "Sokół" przy ul. Wolskiej. Organizacja ta miała oczywiście tajne zadania polityczne i służyła idei niepodległości.

W okresie przed wybuchem I wojny światowej dla chłopców w naszym wieku polem działania było harcerstwo, które w owych czasach nosiło angielską nazwę scouting. Zbieraliśmy się w bardzo prymitywnym lokalu przy ul. Franciszkańskiej. Drużynowym był nasz profesor gimnazjalny Lewicki, bezpośrednio stykaliśmy się z druhem Kawalcem. Organizowały się Legiony. Przygotowania odbywały się w Oleandrach. Miałem wtedy około 13 lat. Używano nas do pomocy jako łączników. Jakiś czas przydzielony byłem do komisji poborowej w Rynku Głównym. W Krakowie podniecenie było ogromne. Przygotowywano się do wojny, która miała nam przynieść niepodległość. Ludność gotowa była na wszelkie ofiary. Pamiętam, że moja Matka w uniesieniu patriotycznym złożyła na skarb narodowy swoją złotą obrączkę ślubną. Tworzyło się Wojsko Polskie. Starsze społeczeństwo rozumowało po swojemu. Jeżeli Austria popiera utworzenie wojska polskiego przeciw Rosji, to Rosja może równocześnie tworzyć wojsko polskie przeciw Austrii. I co z tego może wyniknąć? Młodzież działała w porywie patriotyzmu i nie sięgała w przyszłość tak daleko. Mieliśmy z domu i ze szkoły wyniesione poczucie dyscypliny. Czuliśmy się żołnierzami i nie politykowaliśmy.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10]  [11]  [12]  [13]  [14]  [15] 
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach