Wielcy
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Wielcy i więksi > Kwartalnik Historii Nauki i Techniki  



"Kwartalnik Historii Nauki i Techniki",
R. 23: 1978 nr 1 s. 3-52
[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10]  [11]  [12]  [13]  [14]  [15] 
Klinika działała w łączności ze szpitalem kantonalnym, dzięki czemu chorych było dużo. Były to ostatnie tygodnie pracy profesora Eugena Bleulera, który już pojawiał się rzadko. Katedrę i i klinikę prowadził prof. H. W. Maier. Zgodnie z obowiązującą pragmatyką Eugen Bleuler ukończywszy 70 lat przeszedł na emeryturę. Robił obchód samotnie, nie znosił orszaku lekarzy, uważając że onieśmiela to chorych. Zjawiał się na oddziale wcześnie. Widziałem go z daleka, jak rozmawiał z chorymi; małego wzrostu, z długą siwą brodą. Wchodził między łóżka chorych, miało się wrażenie, że wszystkich znał i miał z nimi o czym rozmawiać. Przydzielono mnie do pracy do dra Lutza, późniejszego wybitnego profesora psychiatrii dziecięcej. Lutz był lekarzem oddziałowym. To on przedstawił mnie prof. Bleulerowi w czasie zabawy w ogrodzie. Gartenfest było świętem dla chorych, o czym nas młodych pouczono. Nie wypadało, aby młodzi i zdrowi tańczyli między sobą. Właśnie obowiązkiem naszym było obtańcowywanie starych, zniedołężniałych i brzydkich, aby nie czuli się osamotnieni wówczas, gdy inni bawią się wesoło. W czasie takiej to zabawy dostąpiłem zaszczytu bezpośredniego zetknięcia się z E. Bleulerem. Powitał mnie życzliwie, wspomniał, że w Burghölzli studiowali profesor Piltz, docent Brzeziński i inni Polacy. Twarz Bleulera zapamiętałem żywo na całe życie. Jego podręcznik psychiatrii był pierwszym dziełem, które mnie wprowadziło w tę umiłowaną dziedzinę. Już wtedy uświadomiłem sobie, że konieczną rzeczą będzie dostarczenie takiego samego podręcznika w języku polskim.

H. W. Maier nauczył mnie praktycznie diagnostyki psychiatrycznej i wprowadził w metodykę klinicznego nauczania. Dydaktyka stała bardzo wysoko. Wykłady dla studentów ilustrowane były pokazem chorych i cieszyły się wielkim powodzeniem. W regularnych odstępach czasu odbywały się wspólne badania chorych. Na konferencjach tych - my młodzi - przedstawialiśmy przebadane przez nas przypadki przewodniczącemu, którym bywał albo Oberarzt docent Staehelin, późniejszy profesor psychiatrii w Bazylei, albo drugi Oberarzt Banziger, który był entuzjastą psychoanalizy. Jak wiadomo, Bleuler był pierwszym psychiatrą, który uznał tezy Freuda za oparte na trafnych spostrzeżeniach. Nie podzielał tylko spekulatywnych uogólnień, którym chętnie oddawali się niektórzy. Zapalonym psychoanalitykiem w naszym gronie był Banziger. On i jego żona zapraszali mnie niejednokrotnie na wycieczki w okolice Zurychu, może z sympatii, ponieważ byłem wdzięcznym i chłonnym słuchaczem. Dzięki Banzigerowi poznałem ów tajemniczy świat psychoanalizy, która wówczas zaczęła być modna. Inni lekarze, którzy za wzorem Bleulera interesowali się żywo psychoanalizą, podkreślali zawsze, że są przede wszystkim klinicystami.

H. W. Maier proponował mi asystenturę, co było dużym wyróżnieniem. W rozmowie z moim kolegą z Poznania - Mieczysławem Luzińskim, który jednocześnie ze mną odbywał staż w Klinice, H. W. Maier wyrażał się o mnie bardzo korzystnie. Powiedział np.: Dieser Bilikiewicz ist ein guter Kopf. Luziński pokazywał profesorowi egzemplarz mojej książki Zagadnienie życia. Mógł ją ocenić tylko według jej rozmiarów. A moją wartość mógł poznać z codziennej pracy i z posiedzeń, które nazywały się Gemeinsame Untersuchung. Byłem tam bardzo lubiany. Kiedy opuszczałem klinikę, otrzymałem bardzo miłe świadectwo, które przechowuję do dzisiaj. Brzmi ono:

Zürich-Burgholzli, den 21. August 1928. Zeugnis.

Herr Dr. med. Tadeusz BILIKIEWICZ war vom 19. April 1928 bis heute (vier Monate) als Volontärarzt in unserer Klinik tätig. Er hatte dabei Gelegenheit, sich im Abteilingsdienst auszubilden und hatte auch eine Reihe von forensischen Gutachten auszuarbeiten. Wir haben ihn in dieser Zeit als einen sehr tüchtigen jungen Kollegen mit grossem Eifer kennen gelernt, den wir deshalb und wegen seines sympathischen Wesens nur ungern jetzt schon wieder unsere Klinik verlassen sehen, da er sich an einem anderen Ort verpflichtet hat. Die Direktion: Prof. H. W. Maier" Die Direktion der Psychiatrischen Universitatsklinik, Zürich.

Zaszczytny ten dla mnie dokument wymaga pewnych wyjaśnień. Otóż otrzymałem wówczas z Krakowa list od prof. Rubczyńskiego z pewnymi propozycjami na moją najbliższą przyszłość. Na wstępie mojego niniejszego samobiczowania wspominałem o swojej właściwości jednoczesnego oddawania się różnym przedmiotom zainteresowania. Nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego miałbym opuścić klinikę psychiatryczną w Zurychu, zdobywszy sobie najlepszą opinię i mając zapewnioną w tym kierunku tzw. karierę. W rozmowie ze mną mój szef prof. Maier nie ukrywał, iż gotów jest udzielić mi swojego poparcia i roztoczył przede mną wspaniałe widoki: starsza asystentura, habilitacja na Uniwersytecie Zurychskim z psychiatrii itd. Trzeba było być osłem, żeby wyrzec się tak wspaniałych możliwości. Tak mówili mi moi przyjaciele z Luzińskim na czele. Miałem ja swoje pobudki i marzenia, w które nie potrafiłem wtajemniczyć nikogo, zwłaszcza że plany moje zdawały się urągać rzeczywistości. Rzeczywistość przedstawiała się mglisto. Prof. Rubczyński, który napisał przedmowę do mojej pracy, chciał mnie habilitować z filozofii ścisłej. Ale żył on w niezgodzie z drugim profesorem filozofii i psychologii - Władysławem Heinrichem i obawiał się, że ten mógłby z niechęci do niego utrącić mnie. Dlatego też poradził mi inną drogę do podobnego celu. Była wówczas katedra historii i filozofii medycyny. Zajmował ją prof. Władysław Szumowski. Obydwaj porozumieli się między sobą. Szumowski okazał gotowość przygarnięcia mnie, chociaż nie ukrywał, że zarobki moje w Krakowie będą bardzo nikłe. W ten sposób zacząłem się zamieniać na historyka medycyny. Szumowski dał mi z miejsca temat: działalność Władysława Biegańskiego. Opracowałem go w bajecznym tempie i wygłosiłem na IV Zjeździe Historyków i Filozofów Medycyny w Krakowie w dniu 6 X 1928. Obszerny ten artykuł zamieszczony został w "Archiwum Historii i Filozofii Medycyny" pod red. Adama Wrzoska w tomie IX z 1929 s. 30-62.

A tymczasem, korzystając z pobytu w Szwajcarii, nawiązałem łączność z prof. Henry E. Sigeristem - kierownikiem Instytutu Historii Medycyny w Lipsku. Nie znałem go osobiście. Ale zaproponował spotkanie w kawiarni: poznam go po tym, że będzie ostentacyjnie miał przed sobą gazetę "Völkischer Beobachter". Udało się. Zrobiłem na nim widocznie dobre wrażenie, gdyż od tej chwili zawarliśmy przyjaźń. Spędziłem dwa tygodnie w jego Instytucie w Lipsku przy Talstrasse 38. Zawdzięczałem potem Sigeristowi bardzo wiele. Już wówczas liczył się z przeniesieniem się do Stanów Zjednoczonych, zrażony przede wszystkim narastającym w owym czasie ruchem narodowo-socjalistycznym. Sigerist nie ukrywał swoich poglądów komunistycznych i miał z tego powodu wielu wrogów, którzy mu zatruwali życie. Zaproponował mi już wtedy stypendium Fundacji Rockefellera na studia z zakresu historii medycyny. Chciał mnie też w przyszłości wziąć ze sobą do Baltimore, gdy dostanie tam katedrę. Ta ostatnia możliwość nie pociągała mnie. Tęskniłem do kraju, a Ameryka wydawała mi się dziwnie obca. Byłem zresztą zdania, że Polacy powinni w Polsce pracować dla Polski. Zresztą w Ameryce nic by już nie zostało z moich marzeń o filozofii ścisłej. Gdy dzisiaj z odległości czasu oceniam swoje ówczesne postanowienie, zastanawiam się czasem, czy miałem słuszność. Byłbym uniknął cierpień związanych z okupacją hitlerowską, nie byłbym stracił tych bezpowrotnie zmarnowanych sześciu lat i byłbym zrobił karierę. O tym nie myślało się w owych czasach.

Przyjazd do Krakowa przyniósł mi w pierwszym okresie rozczarowania, które zresztą można było przewidzieć. Wziąłem się do studiów na Wydziale Filozoficznym UJ, ale jak to się mówi: Primum vivere deinde philosophari. Trudno było koniec z końcem związać. Moje pobory młodszego asystenta Zakładu Historii Medycyny nie wystarczały nawet na opłacenie mieszkania. Radzono mi otworzyć praktykę lekarską. Było to ryzyko, gdyż praktyków z zakresu neurologii i psychiatrii było w Krakowie bez liku. Miałem obowiązek pracy naukowej. W bardzo trudnych warunkach napisałem rozprawę habilitacyjną pt. Jan Jonston (1603-1675) żywot i działalność lekarska. Książka wyszła w r. 1931 w wydawnictwie Kasy im. Mianowskiego. Miałem dzień wypełniony od rana do wieczora. Byłem bowiem studentem filozofii, uczęszczałem na wykłady i zajęcia seminaryjne, a przy tym sam wykładałem i prowadziłem ćwiczenia ze studentami I i V roku medycyny. Nie dałbym rady licznym swoim zajęciom, gdyby moja pamięć nie była tak niezwykle sprawna i gdybym nie był tak wytrwały. W indeksie moim odnotowano:

"L. 2074/29 - Rada Wydziału Filozoficznego U. J. dnia 25 października 1929 uchwaliła zaliczyć p. Drowi Tadeuszowi Bilikiewiczowi jeden rok wysłuchany na Wydziale Lekarskim U. J. do zwyczajnych studiów filozoficznych i zezwoliła na wydanie absolutorium. W Krakowie dnia 27X11929, Dziekan Wydz. Filoz. St. Kreutz".

W tymże indeksie pod datą 19 VI 1929 jest następujący zapis, dokonany własnoręcznie przez Prof. Rubczyńskiego:

"Wobec przedstawionej pracy, którą Dr Bilikiewicz ogłosił drukiem pt. Zagadnienie życia w świetle psychologii porównawczej, uznałem to kollegium za równoważne z seminarium z postępem celującym - Rubczyński".

Absolutorium uzyskałem dnia 17 I 1930. Spełniły się moje dążenia, przynajmniej formalnie, gdy uzyskałem dnia 28 maja 1931 r. doktorat filozofii. Egzaminatorami z zakresu tzw. dużego rygorozum byli prof. Rubczyński i prof. Garbowski. Trwało ono około dwóch godzin i obejmowało cały materiał studiów włącznie z psychologią, historią filozofii, logiką i logistyką. Promocja doktorska odbyła się w auli Uniwersytetu bardzo uroczyście. Prof. Rubczyński wygłosił obszerne przemówienie. Moja matka i mój ojciec mieli łzy w oczach.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10]  [11]  [12]  [13]  [14]  [15] 
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach