Wielcy
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Wielcy i więksi > Kwartalnik Historii Nauki i Techniki  



"Kwartalnik Historii Nauki i Techniki",
R. 23: 1978 nr 1 s. 3-52
[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10]  [11]  [12]  [13]  [14]  [15] 
Rok 1931 w moim życiu obfitował w doniosłe wydarzenia zarówno tragiczne, jak i pomyślne. W kilka dni po mojej promocji na stopień doktora filozofii zmarł nagle mój ojciec, a wkrótce potem, gdy jeszcze nie otrząsnąłem się z tego nieszczęścia, odbyła się moja habilitacja z zakresu historii i filozofii medycyny. I już zarządzeniem Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z dnia 22 czerwca 1931 r. zatwierdzona została uchwała Rady Wydziału Lekarskiego UJ, mianująca mnie docentem tego przedmiotu. Zatwierdzenie to wydrukowane zostało w Dzienniku Urzędowym Ministerstwa W. R. i O. P. z dnia 30 września 1931 r. (Rok XIV, nr 9 (241), str. 361, poz. 111). A dnia 30 czerwca 1931 r. Rada Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie wybrała mnie profesorem nadzwyczajnym historii i filozofii medycyny. Katedra ta została jednak przez min. Jędrzejewicza, już po dokonanym wyborze, zredukowana. Nie dotarłem więc do Wilna. Wybór ten jednak odegrał w r. 1946 korzystną dla mnie rolę, gdyż dzięki temu zostałem po II wojnie światowej od razu mianowany profesorem zwyczajnym, uznano bowiem ex post mój wybór na profesora nadzwyczajnego. A tym czasem trzeba było żyć. Tytuł docenta dawał tylko veniam legendi i żadnych poborów. Przeciwko praktyce prywatnej broniłem się, gdyż musiałaby się odbić szkodliwie na moich pracach naukowych.

W latach 1930 i 1932 zdobyłem dwukrotnie, dzięki poparciu Sigerista, stypendium Fundacji Rockefellera na studia, pierwszy raz w Lipsku, drugi raz w Paryżu, po pół roku. Mój pobyt w Lipsku przypadł na okres narastającej fali hitleryzmu. Można było na ulicach oglądać - na wzór westernów - pościg samochodów ciężarowych - jeden napełniony policjantami, drugi bojówkarzami. Był nastrój narastającego napięcia. Mimo to w zaciszu Talstrasse w Instytucie, który stworzył kiedyś Karl Sudhoff, a obecnie kierował nim H. E. Sigerist, toczyła się spokojna praca naukowa. Prawą ręką Sigerista był Owsei Temkin, późniejszy profesor historii medycyny w Baltimore. Obydwaj wspólnie pracowali nad przekładem dzieł Hipokratesa na język niemiecki. Zaproszono mnie do współudziału, znałem bowiem nie najgorzej język starogrecki. W okresie tym oddałem do druku obszerny skrót w języku niemieckim mojej pracy habilitacyjnej pt. Johann Jonston und seine Tätigkeit als Arzt, zamieszczony wkrótce w "Sudhoffs Archiv für Geschichte der Medizin" (1930). We wrześniu tego roku braliśmy wspólnie udział w VIII Międzynarodowym Kongresie Historii Medycyny w Rzymie, gdzie wygłosiłem dwa referaty: Philosophische Richtlinien in der Entwicklungslehre des XVII und XVIII Jahrhunderts, oraz La notion de l'acrimonie avant De le Boē Sylvius. Stary Sudhoff, który okazywał mi sympatię, wyróżnił mnie w szczególny sposób: program kongresu był ponad miarę przeładowany. Pod koniec posiedzenia, gdy jeszcze pozostało sporo doniesień do wygłoszenia, przewodniczący zaproponował, aby ze względu na spóźnioną porę zrezygnować z ich wygłoszenia i tylko zaprotokołować ich wygłoszenie. Na to Sudhoff głośno zaprotestował i postawił wniosek o wygłoszenie przynajmniej jednego doniesienia, mianowicie właśnie... mojego. I tak się stało!

Po powrocie do Krakowa popadłem znowu w typową dla mnie dwoistość zainteresowań i pracy. Żeby żyć, musiałem zająć się medycyną praktyczną, mianowicie praktyką z zakresu psychoterapii. Ale równocześnie byłem nadal zapalonym historykiem medycyny, pobudzonym osiągniętymi powodzeniami. Przede wszystkim w czasie pobytu w Lipsku ukończyłem dużą pracę, zleconą mi przez Sigerista i wydaną w r. 1932 w serii Arbeiten des Instituts für Geschichte der Medizin an der Universität Leipzig przez firmę Georg Thieme. Przedmowę nadzwyczaj dla mnie pochlebną napisał prof. Sigerist, wychwalając przy tej sposobności wysoki poziom polskiej historii medycyny w następujących słowach:

Dr. Bilikiewicz ist inzwischen schon langst in seine Heimat zurückgekehrt, wo er an der Universitat Krakau Privatdozent für Geschichte und Philosophie der Medizin geworden und als Assistent des dontigen Instituts tatig ist. Ich freue mich, dass Polen, das auf dem Gebiete der Geschichte der Medizin so vorbildliche Institutionen besitzt, einen Nachwuchs hervorbringt, der das mit soviel Erfolg begonnene Werk wird fortsetzen kdnnen.

Habilitacji mojej patronowali Władysław Szumowski i Leon Wachholz. Moje colloquium habilitacyjne wypadło bardzo dobrze, natomiast mój wykład habilitacyjny znacznie gorzej. Wspominałem bowiem, że było to w parę dni po nagłym zgonie mojego ojca. Mimo to finis coronat opus. W r. 1931 ożeniłem się. Moja żona Klementyna z Sedlaczków była historyczką i całe życie pomagała mi w moich pracach. Nie leciałem nigdy na posag, ani moja żona nie spodziewała się majątku. Była jednak zawsze gospodarna i zaprawiona w ciężkiej walce o byt.

W r. 1932 wyjechałem znowu jako stypendysta Fundacji Rockefellera za granicę, tym razem do Paryża. Nie byłem tam związany z żadną szczególną instytucją i miałem pełną swobodę ruchów. Dzięki temu wprawdzie oddawałem się głównie badaniom źródłowym w Bibliotheque Nationale w Paryżu, ale ponadto miałem czas zapoznać się ze szpitalnictwem psychiatrycznym we Francji i porównać je z poziomem psychiatrii szwajcarskiej. W okresie pobytu w Paryżu zacząłem snuć pierwsze koncepcje uogólniające, które dopiero znacznie później mogłem skonkretyzować.

W Krakowie, chociaż nie brakowało mi wielu przyjaciół, nie udało mi się zdobyć stanowiska, które umożliwiłoby życie bez nieustających trosk o byt. Zapraszano mnie wprawdzie i zachęcano, abym przystąpił do BBWR, nie pozwalała mi na to jednakże moja bezkompromisowa natura. Życie moje stałoby się wprawdzie ułatwione, ale nie opędziłbym się od przeświadczenia, że się sprzedałem. Dlatego zdecydowałem się - dzięki sugestii profesora Wrzoska - na opuszczenie Krakowa. Przyjąłem z dniem l maja 1935 stanowisko ordynatora Zakładu Psychiatrycznego w Kocborowie pow. Starogard, skąd dojeżdżałem na wykłady jako docent do Krakowa. Dyrektorem Szpitala w Kocborowie był dr med. Stanisław Kryzan, dzięki któremu poziom Szpitala był wysoki. Był to człowiek wysokiej kultury i bardzo oczytany. Zawsze cieszyłem się jego poparciem. W r. 1938 brałem czynny udział w X Międzynarodowym Kongresie Historii Medycyny w Madrycie. Ale już powszechnie wyczuwało się zbliżającą się wojnę, chociaż nikt nie przeczuwał, że prowadzona będzie w sposób tak piekielnie brutalny przez Niemców, których znaliśmy jako ludzi kulturalnych.

Kocborowo leżało niedaleko granicy niemieckiej. Już po paru dniach wojny tzw. korytarz pomorski zalany został przez Niemców. Pierwsze zarządzenia okupanta dotyczyły tzw. bezpieczeństwa własnych wojsk. Najpierw aresztowano wszystkie prostytutki i umieszczono je w jednym z pawilonów szpitala. Chore wenerycznie pozabijano. Zgładzono również wszystkich Żydów oraz pacjentów internowanych sądownie. W dalszym przebiegu tej akcji wymordowano w sumie około 2500 chorych, których partiami wywożono do przygotowanych poprzednio w lesie w Szpęgawsku ogromnych rowów. Ludności polskiej nie wolno było na ten temat rozmawiać. Oficjalnie ogłoszono, że przewozi się tych chorych do innych szpitali psychiatrycznych. Z początku wierzono, lecz wkrótce już wszyscy wiedzieli, że chorych SS-mani wywożą na śmierć. Mordercy bowiem po krótkim czasie wracali, a transporty odbywały się bez udziału personelu pielęgniarskiego. Smutne z punktu widzenia etyki lekarskiej było, że masowe te mordy organizowali niemieccy lekarze, a nawet jeden z nich osobiście brał udział w tych morderczych wyprawach. Na temat ten powstało duże piśmiennictwo, nie będę więc okropnościom tym poświęcał uwagi. Znacznie później, gdyż w r. 1966, zamieściłem w zeszycie oświęcimskim "Przeglądu Lekarskiego" artykułu pt. "Z rozważań nad psychologią ludobójstwa". Za artykuł ten otrzymałem od premiera Cyrankiewicza nagrodę pieniężną.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10]  [11]  [12]  [13]  [14]  [15] 

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach