Wielcy
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Wielcy i więksi > Kwartalnik Historii Nauki i Techniki  



"Kwartalnik Historii Nauki i Techniki",
R. 23: 1978 nr 1 s. 3-52
[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10]  [11]  [12]  [13]  [14]  [15] 
Moja działalność naukowa poświęcona była w początkowym, rzekłbym, młodzieńczym okresie, niemal wyłącznie urzeczywistnieniu moich marzeń o poświęceniu się filozofii ścisłej. Nikt mnie do tego nie namawiał, jedyne sugestie w tym kierunku płynęły z przeczytanych książek. Nie przyświecały mi żadne cele utylitarne. Moja duża praca Zagadnienie życia w świetle zasad psychologii porównawczej, wydana drukiem w r. 1928, dopiero znacznie później uznana została za rozprawę doktorską, i to z inicjatywy profesora Rubczyńskiego. Temat tej pracy wybrałem sobie samorzutnie, zaprzątnięty niemal od dziecka zagadką życia. Niektórzy później - nie bez słuszności - krytykowali sam tytuł. Zapytywali np., czy zasady mogą rzucać światło? Sformułowanie to powstało w mojej głowie, gdy biedziłem się w obawie, aby ktoś nie przypisał mi zamiaru napisania podręcznika psychologii porównawczej, podczas gdy naprawdę chodziło mi o ustalenie najbardziej podstawowych zasad, od których musi zaczynać badacz zjawisk życiowych na wszystkich poziomach ewolucji. Punktem wyjścia tego rozumowania była zasada, że nawet na najniższym poziomie istota żywa czuje, a czucie jest już przeżyciem psychicznym. Ten prymityw psychizmu musi mieć strukturę tego samego typu, jaka jest nam znana z własnej introspekcji; jest wiec osnuta na podmiocie i wyposażona w prymitywną świadomość. To samo dotyczy organizmów złożonych o strukturze hierarchicznej i centralistycznej. Najtrudniejszym problemem jest zagadka wkraczania świadomego podmiotu w łańcuchy przyczyn i skutków. Jak wiadomo, tzw. problem psychofizyczny do dzisiaj uchodzi wśród uczonych za nierozwiązalny. Ale w owym czasie jeszcze nie skrystalizowała się koncepcja mnemosynejdesis.

Druga dziedzina, która w pewnym okresie życia zaprzątnęła moją uwagę, to psychoanaliza i wypracowana przeze mnie udoskonalona (w moim przekonaniu) metoda analizy marzeń sennych (onejroanalizy). W latach pięćdziesiątych niektórzy gorliwcy, nie mając za co mnie chwycić, zarzucali mi, że hołduję psychoanalizie. W okresie, gdy przygotowywałem VI wydanie mojej Psychiatrii klinicznej (1976), zarzucano mi, że - wręcz przeciwnie - nie doceniam rozpowszechnionych w tymże środowisku poglądów psychoanalitycznych. Czy z tej strony, czy z odwrotnej starano się zrobić ze mnie idealistę. Tymczasem mnie chodziło o coś innego. Marzenie senne jest zjawiskiem przyrodniczym i wymaga badań takich samych, jak wszelkie inne zjawiska w przyrodzie. Życie zmusiło mnie w pewnym okresie do praktyki prywatnej. Aby nie tracić czasu na wolne skojarzenia, w których skuteczność wierzyli freudyści, opierałem się w mojej pracy, psychoterapeutycznej w coraz wyższej mierze na materiale marzeń sennych. Chorzy moi produkowali ich ogromne ilości i wspólnie ze mną pracowali nad ich analizą. Zdobyte w ten sposób materiały posłużyły mi do opracowania wielu mniejszych i większych prac, np. Psychoanaliza życia płciowego kobiety (1933), Psychoanaliza w praktyce lekarskiej (1935), Psychopatologia marzenia sennego (1937), wspomniana już wyżej Psychoterapia (1938), w której m.in. przedstawiłem obszernie własną metodę onejroanalityczną, naukę o tzw. symbolice objawów i inne sposoby, umożliwiające znaczne skrócenie czasu trwania leczenia, ograniczenie do minimum działania czynnika sugestii, zwiększenie roli perswazji rozumowej, usamodzielnienie nerwicowca i wzmocnienie podstaw naukowych postępowania. Uwieńczeniem prac z tego zakresu miała się stać wydana dopiero po wojnie książka Psychologia marzenia sennego (1948), w której starałem się wyrugować dowolne interpretacje psychoanalityków. Wolne skojarzenia zastąpiłem metodycznym zapisem snu i wywiadem, zmierzającym do ustalenia genezy tworzywa. W miejsce dawnego słownika symboliki wprowadziłem pojęcie symboliki funkcjonalnej, operującej symbolami zmiennymi, których znaczenie odczytuje się przez porównanie z treścią innych elementów według funkcji przedstawionej za pomocą przedmiotu symbolicznego. Przedmiot ten odróżnia się od tła zainteresowaniem i współdźwiękiem uczuciowym. Taka sama symbolika funkcjonalna używana jest w pewnych zwrotach językowych, w przejawach myślenia archaicznego, w mitach, w twórczości artystycznej. Takie funkcje ulegają prawom przeniesienia, zagęszczenia i rozszczepienia. Praca onejroanalityczna polega na utożsamieniu tych elementów, ustaleniu ich genezy czasowej i przestrzennej. Tworzywo pochodzi często z kilku okresów czasu. Tzw. narząd czołowy zdaje się być nieczynny, brak więc we śnie myślenia przyczynowo-logicznego i uczuć wyższych, brak też napędów i hamulców zintelektualizowanych. Mowa snu jest przeważnie obrazowa z górującym egocentryzmem i synkretyzmem. W pracy onejroanalitycznej trzeba język obrazowo-archaiczny przełożyć na nasz język myślenia abstrakcyjnego. Starałem się przy tym odrzucić metody irracjonalne. Okupacja przerwała te moje dociekania, których wyniki - w moim przekonaniu - nie ustępowały co do ścisłości wynikom wielu innych nauk przyrodniczo-lekarskich. Próbą zastosowania powyższych rozważań w praktyce był artykuł Struktura psychologiczna nerwicy jako zagadnienie patogenetyczne (1938), w którym na wielu przykładach przedstawiłem zjawisko i istotę symboliki objawów nerwicowych. W czasie pobytu w Stanach Zjednoczonych usiłowałem zainteresować moimi koncepcjami niektórych psychoanalityków amerykańskich. Nie udało mi się wytrącić ich z postawy, którą określa łacińskie porzekadło iurare in verba magistri. Ich magistrem był oczywiście tylko Freud.

Z kolei motywem przewodnim moich badań stały się zjawiska etio-epigenezy. Już w r. 1947 wystąpiłem z artykułem Etioepigenetyzm czyli teoria hierarchicznej epigenezy nawarstwień etiologicznych w psychiatrii. To samo ogłosiłem w języku angielskim w Szwajcarii pt. Etio-epigenetism or hierarchical Epigenesis of etiological layers in psychiatry (1948). Problematyka ta jest zbyt trudna, aby dało się ją w tym miejscu streścić. Jej znaczenie sięga daleko poza psychiatrię. W innych dziedzinach również można nierzadko stwierdzić, że jeden czynnik etiologiczny prowadzi do powstania podłoża, na którym może rozwinąć się choroba o zupełnie innej etiologii. Niektóre psychozy bywają złożone; na podłożu zmian organicznych w mózgu pojawiają się np. psychozy czynnościowe, które możemy łatwo wyleczyć, chociaż podłoże organiczne pozostaje nie naruszone. Spostrzeżenia takie umożliwiają wniknięcie w strukturę schizofrenii, która składa się z trzech warstw: l - najstarsza dziedziczno-konstytucyjna (wtedy nie było jeszcze dowodów, że jest to chromo-somopatia oraz enzymopatia); 2 - warstwa zmian organicznych w mózgu i 3 - epizodyczne zespoły psychotyczne. Koncepcja ta stała się punktem wyjścia nowego układu nozograficznego, umożliwia też dokładniejsze stawianie rokowania ze względu na rozmaitą podatność leczniczą składowych tej trójwarstwowej struktury. Tak np. najpomyślniej rokują ostre psychozy z zakresu III warstwy. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że takie same psychozy mogą wyrastać z podłoża nieschizofrenicznego. Na temat etioepigenezy powstało duże piśmiennictwo, w pewnej części nieprzychylne. Najenergiczniej występowali przeciw mnie znowu ci sami, którzy usiłowali przedstawić mnie jako opozycjonistę o światopoglądzie godnym odrzucenia i potępienia. Nie przejmowałem się zbytnio tymi głosami. Zawsze twierdzono o mnie, że jestem czupurny i że nie dam sobie dmuchać w kaszę. I ja, i moi liczni uczniowie wypowiadali się wielokrotnie, zwracając uwagę na fakty kliniczne, których wymowa więcej znaczy niż poglądy doktrynerskie. Nie będę tutaj wnikał w szczegóły, ale dla ilustracji, jak w owych czasach wyglądała dyskusja naukowa, przytoczę trochę dokładniej przebieg dyskusji na Naradzie Psychiatrów w Warszawie w dniach 13-15 września 1952 r.

Dyskusję tę zorganizowano w związku z przyjazdem do Polski wpływowego psychiatry radzieckiego profesora A. Śnieżniewskiego. Zaproszono go, o ile wiadomo, aby zapoznał się z dorobkiem polskiej psychiatrii przed wojną i po wojnie i aby dokonał jej oceny. Profesor Śnieżniewski nie władał językiem polskim. Towarzyszył mu profesor Andrzej Jus i udzielał mu w tej podróży potrzebnych objaśnień, oczywiście - ze swojego punktu widzenia. On też wygłosił na Naradzie główny referat krytyczny, którego treść uzgodniona była z profesorem Śnieżniewskim. Ocena wypadła dla niektórych ośrodków psychiatrycznych w Polsce bardzo dobrze, dla niektórych gorzej. Gdańskowi, a raczej mojej osobie, postawiono zarzuty natury ideologicznej. Zarzucono mi, jakobym nie doceniał nauki Pawłowa, jakobym hołdował poglądom idealistycznym. Dostało się też teorii etioepigenezy. Zostałem więc publicznie zaatakowany. Oczywiście - nikt nie posądzał profesora Śnieżniewskiego o autorstwo tej krytyki; wszyscy wiedzieli, że to profesor Jus wykorzystał sposobność, aby siebie samego wzmocnić autorytetem Śnieżniewskiego. Dlatego moja odpowiedź polemiczna zwracała się bezpośrednio przeciw profesorowi Jusowi, który był w owym czasie kierownikiem działu psychiatrii w Instytucie Psycho-Neurologicznym. W owych czasach przed zaatakowanym były trzy drogi reagowania. Albo milczeć, albo uderzyć w pokorę i kajać się, albo wreszcie pozwolić sobie na kontrofensywę. Milczenie byłoby równoznaczne z przyznaniem się w myśl zasady qui tacet consentire videtur. Kajanie się było zawsze obce mojej naturze. Dlatego wybrałem trzeci sposób - kontrkrytykę; w obszernym przemówieniu ex abrupto. Rozporządzałem zawsze doskonałą pamięcią. Przypomniałem profesorowi Jusowi - cytując jego prace - że w r. 1948 wyznawał kretschmeryzm, w r. 1949 narkoanalizę, a na Konferencji Pawłowskiej w Krynicy, na przełomie roku 1951/52, powiedział w referacie o drugim układzie sygnałowym, że "w pełni potwierdza się arystotelesowsko-tomistyczna zasada..." Lapsus ten wydrukowany został w r. 1952 w "Służbie Zdrowia". Profesor Jus zapewne nie wiedział, że tomizm oznaczał dualistyczną filozofię św. Tomasza z Akwinu. Dziwnie więc brzmiało twierdzenie, że dzieło Pawłowa doprowadziło do potwierdzenia filozofii dualistycznej, a więc wiary w istnienie niematerialnej duszy. W replice mojej chodziło mi o zasadę, że krytyka powinna się kojarzyć z samokrytyką. Krytykę etioepigenezy nazwałem karykaturą mojego poglądu. Profesor Jus uznał np. psychozy czynnościowe III warstwy za duchy, wbrew mojemu poglądowi, że właśnie owe psychozy należy wywodzić z podłoża organicznego. Aby mnie zgnębić, profesor Jus zarzucił mi, że zastosowanie wstrząsów elektrycznych w dwóch przypadkach gruźlicy opon mózgowych było igraniem ze śmiercią pacjentów. W odpowiedzi na tę napaść mogłem się powołać na fakt, że oba te przypadki demonstrowaliśmy w Towarzystwie Lekarskim w Gdańsku na potwierdzenie słuszności teorii etioepigenezy. Chodziło mianowicie o psychozy schizofrenoidalne; pacjenci skazani byli na śmierć, uratowaliśmy ich, lecząc psychozy w stanie beznadziejnym, nie bacząc na podłoże innej etiologii. Leczyliśmy więc nie gruźlicę opon, lecz wyrosłe na tym nieswoistym podłożu psychozy schizofrenoidalne. Z dyskusji tej wyszedłem zwycięsko. Widocznie więc przemówienie moje było dobre. Nagrodzono je burzliwymi oklaskami.

Ale na drugi dzień nieprzyjaciele moi znowu podjęli ofensywę. Głównym mówcą był dyrektor Szpitala w Pruszkowie dr Kaczanowski, który znowu nawiązał do dwóch przypadków gruźlicy opon, leczonych wstrząsami elektrycznymi. Odpowiadając, wyraziłem zdziwienie, że upomina się o chorych, którym uratowaliśmy życie, a przecież w jego szpitalu też próbowano wielu ryzykownych metod. Polemika była bardzo burzliwa, przemówienie moje nagrodzono oklaskami. Klaskał też profesor Śnieżniewski, klaskało też całe prezydium Narady! Zwycięstwo moje było walne.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10]  [11]  [12]  [13]  [14]  [15] 


Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach