Wielcy
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Wielcy i więksi > Kwartalnik Historii Nauki i Techniki  



"Kwartalnik Historii Nauki i Techniki",
R. 23: 1978 nr 1 s. 3-52
[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10]  [11]  [12]  [13]  [14]  [15] 
A teraz pragnąłbym z kolei poświęcić trochę uwagi mojej inicjatywie wprowadzenia w Polsce i w Europie leczenia śpiączkami atropinowymi. Metodę tę zapoczątkowano w Stanach Zjednoczonych znacznie wcześniej. Z przyczyn, których nie udało mi się wyświetlić, próby leczenia zaburzeń psychicznych olbrzymimi dawkami atropiny nie powiodły się. Był, zresztą lojalnie ogłoszony, przypadek zgonu. Przypuszczam, że z tego powodu zaniechano dalszych prób, chociaż początkowo doświadczenia zapowiadały się zachęcająco. Przestudiowałem owe pierwsze doniesienia i zapaliłem się do tej metody, chociaż zdawałem sobie sprawę, że narażam się moim nieprzyjaciołom, którzy będą czyhali na sposobność przedstawienia mnie jako ryzykanta. Uważałem jednak, że jeżeli lekarz ma na uwadze tylko i wyłącznie dobro chorego, to jest uprawniony do poszukiwań klinicznych nawet niebezpiecznych. Z amerykańskiej prasy psychiatrycznej zdawało się, moim zdaniem, wynikać, że przypadek zgonu przy atropinoterapii nie był spowodowany przez samą metodę, lecz raczej przez niedozór personelu pielęgniarskiego. Obmyślając własną metodę postępowania, starałem się w taki sposób zorganizować metodykę, aby ryzyko zmniejszyć do nieuchronnego minimum. Zapewniliśmy sobie współpracę internisty - dra Wojciecha Kozłowskiego. Ośmielał nas fakt, że już w r. 1958 mogliśmy ogłosić wspólnie z Pawłem Gałuszką krótkie sprawozdanie z przeprowadzonych doświadczeń klinicznych na pokrewny temat leczenia hibernacją (Experiments with hibernation therapy of obsessive-compulsive neuroses), zamieszczone w Stanach Zjednoczonych w "Polish Medical History and Science Bulletin". Doświadczeń tych zaniechaliśmy, gdyż połączone były z ogromnymi trudnościami technicznymi. Natomiast śpiączki atropinowe .przedstawiały się pod względem technicznym znacznie prościej. Toteż już w r. 1963 Klinika nasza mogła zamieścić w tymże czasopiśmie polsko-amerykańskim pierwsze doniesienie na ten temat. To samo obszerniej z przykładami z kazuistyki można było zamieścić w tymże roku 1963 w czasopiśmie "Psychiatrie, Neurologie und medizinische Psychologie" pt. Das Atropinkoma als psychiatrische Behandlungsmethode, vorldufige Mitteilung. Zapoczątkowane przez naszą Klinikę śpiączki atropinowe podjęły różne ośrodki kliniczne i szpitalne w kraju i za granicą. W niektórych ośrodkach atropinoterapia weszła na stałe jako cenna metoda lecznicza, zwłaszcza w leczeniu zespołów anankastycznych - opornych na wszelkie inne sposoby. Mimo że efekt leczniczy uzyskuje się po zastosowaniu dawek olbrzymich - zrozumiałe, że wydawało się to kiedyś bardzo niebezpieczne - powszechnie stwierdza się, że przy zachowaniu należytych środków ostrożności już dzisiaj wszelkie przesadne obawy są nieuzasadnione. Metodykę antropinoterapii z upływem czasu udoskonalono.

Wśród wytężonej pracy we wszystkich możliwych kierunkach nie spostrzegliśmy się, jak upłynęło 20 lat istnienia Kliniki Chorób Psychicznych Akademii Medycznej w Gdańsku, a tym samym i 40-lecie mojej działalności lekarskiej i naukowej. Przyjaciele moi i uczniowie zorganizowali wzruszający jubileusz. Nie przypuszczałem, że jestem aż tak popularny i aż tak ważny. Robiłem przecież zawsze wszystko, aby pozyskać sobie wrogów i zrazić do siebie ludzi. Okazało się, że intrygi moich nieprzyjaciół raczej mi pomogły, że dla wydajności mojej pracy stanowiły coś w rodzaju terapii bodźcowej. Imponująco wypadł pod względem ilościowym dorobek piśmienniczy Kliniki, w tym w niemałej części również mój własny. Tak np. w r. 1964 PZWL wydał książkę pt. Psychoterapia w praktyce ogólnolekarskiej. Książka ta pisana była językiem przystępnym, tak aby każdy lekarz, student czy inny światły człowiek mógł się zapoznać z metodyką i istotą psychoterapii, ze szczególnym uwzględnieniem psychoprofilaktyki. Książka ta doczekała się czterech wydań i spotkała się z bardzo życzliwym przyjęciem ze strony krytyki. A powtarzać sobie muszę, że zarówno jubileusz, jak i ukazanie się Psychoterapii w praktyce ogólnolekarskiej przypadły na okres mojego życia, gdy ukończyłem zaledwie 65 lat. Dzielna była wówczas ta nasza "starsza młodzież"! Ogromna sala im. Rydygiera nabita była po brzegi. W kuluarach zorganizowano wystawę dorobku piśmienniczego Kliniki staraniem pań bibliotekarek Biblioteki Akademii Medycznej w Gdańsku. Duży materiał zdjęć fotograficznych z tej uroczystości posłużył studentom do sporządzenia okazałego albumu pamiątkowego.

A tymczasem życie płynęło dalej. Z kolei zająłem się organizacją I Sympozjum Psychiatrii Dziecięco-Młodzieżowej Krajów Socjalistycznych. Odbyło się ono w dniach 8-11 lipca 1965 r. w Szczecinie i Nowym Czarnowie. Powstało Zrzeszenie Robocze (Arbeitsgemeinschaft), a ja zająłem w myśl statutu stanowisko przewodniczącego (Prasident). Oddział Psychiatrii Dziecięcej Kliniki Gdańskiej wybił się na pierwsze miejsce. Wygłoszone na Sympozjum referaty i doniesienia wydrukowano w r. 1966. Ich autorami byli przeważnie pracownicy naukowi naszej Kliniki. W organizacji owego Sympozjum współdziałali żywo pedopsychiatrzy krajów socjalistycznych, przede wszystkim z NRD. Na pierwszym miejscu trzeba wymienić profesora G. Göllnitza - kierownika Katedry i Kliniki Neurologiczno-Psychiatrycznej Uniwersytetu w Rostocku. Dzięki jego staraniom materiały Sympozjum wydrukowane zostały jako suplement czasopisma "Psychiatrie, Neurologie und medizinische Psychologie" (zeszyt 8/9 unter Redaktion von G. Göllnitz und T. Bilikiewicz). Materiały te dało się ogłosić z tak dużym opóźnieniem z powodu trudności technicznych. Tematykę zjazdową określiliśmy słowami "Problematik der leichteren fruhkindlichen Enzephalopathien". Pamiętnik ten zajął 256 stron z 47 rycinami. Słowo wstępne, podpisane przez nas obydwóch, nosiło datę Rostock und Gdańsk 1967. Na s. l-12 zamieszczono mojego pióra Wprowadzenie do problematyki. Z Kliniki Gdańskiej zamieszczono tu artykuły Zdzisława Falickiego, Haliny Sulestrowskiej, Janiny Wróblewskiej-Smoczyńskiej i Hanny Jaklewicz.

Impreza ta zapoczątkowała żywą współpracę z niemieckimi pedopsychiatrami. Na II Sympozjum z tegoż zakresu, które odbyło się w Rostocku w dniach 3-6 października 1967, wygłosiłem referat na temat zagadnień psychiatrycznych okresu pokwitania. Miejscowa prasa ustosunkowała się bardzo życzliwie do polskich psychiatrów. Tak np. w "Norddeutsche Neueste Nachrichten" z dnia 11 X 1967 zamieszczono wywiad pt. Kinder brauchen Verstandnis - Gesprach mit Professor Bilikiewicz. Ale również w Polsce uległa wzmocnieniu pozycja psychiatrii dziecięcej, niestety nie docenianej. W tym samym kierunku mogłem oddziaływać również dzięki temu, że począwszy od r. 1967 zostałem redaktorem naczelnym "Psychiatrii Polskiej". Ale i za granicą spotykałem się z uznaniem. Tak np. przedstawicielem Polski w Komitecie Redakcyjnym "Acta Paedopsychiatrica" w Bazylei od r. 1966 zostałem ja.

Bywając dość dużo za granicą, zawsze bolałem nad niedociągnięciami propagandy naszych osiągnięć i naszego znaczenia na polu kultury. Niestety - zawsze byliśmy najsprawniejsi w propagowaniu polskiego stylu pijackiego. Wyrobiliśmy sobie haniebną opinię (saoul comme un Polonais) i robimy wszystko co możliwe, aby opinię tę wzmocnić. Na temat mojej walki z alkoholizmem wspomnę jeszcze w dalszym ciągu. Aby przeciwdziałać tej złej opinii, starałem się zawsze w zetknięciu z cudzoziemcami i w wystąpieniach zagranicznych uprawiać swoją własną, niejako prywatną propagandę, przeciwdziałającą złym językom. Przy każdej sposobności usiłowałem ogłaszać artykuły w prasie naukowej zagranicznej. Sposobność ku temu nadarzała się niejednokrotnie. Tak np. przyjazne stosunki z pedopsychiatrami NRD spowodowały zainteresowanie naszymi osiągnięciami, wyrażające się zamieszczaniem naszych artykułów w ich prasie. Np. "Wissenschaftliche Zeitschrift der Universitat Rostock" zamieściła w r. 1968 mój referat wygłoszony na II Sympozjum psychiatrii dziecięco-młodzieżowej pt. Psychopathologie des Pubertdtsalters. Tamże ukazał się również artykuł Haliny Sulestrowskiej pt. Feststellungen bei 120 schizophrenen Patienten im Pubertdtsalter. Był to przekład pracy, zamieszczonej w "Polish Medical Journal" (1968) pt. One hundred and twenty cases of schizophrenia observed during puberty.

Również i z francuskimi psychiatrami starałem się utrzymać jak najlepsze stosunki. Dnia 19 maja 1969 wygłosiłem w Societe Medico-Psychologique, której jestem członkiem, półgodzinny referat pt. Les comas atropiniques et leur valeur therapeutique. Referat wywołał duże zainteresowanie i żywą dyskusję. M.in. bardzo życzliwie przemawiał na cześć polskiej psychiatrii mieszkający w Paryżu Eugeniusz Minkowski. Odczyt mój jeszcze tegoż roku 1969 ogłoszony został w całości w "Annales Medico-Psychologiques". Skoro już mowa o Francji, muszę tutaj wspomnieć, że przebywający tam stale nasz polski psychiatra - G. W. Semadeni - napisał i zamieścił w tychże samych "Annales" obszerną i życzliwą ocenę IV wydania mojej Psychiatrii klinicznej (1970).

Z powyższych przykładów nie wolno oczywiście wnosić, jakobym zaniedbywał stosunków przyjaznych z psychiatrią krajów socjalistycznych. Przeciwnie. Najczęściej braliśmy wzajemnie udział w Zjazdach Psychiatrycznych Czechosłowacji. W r. 1969 brałem udział jako jeden z delegatów Polski w V Wszechzwiązkowym Zjeździe Neuropatologów i Psychiatrów w Moskwie. Spędziłem tam na miłej pogawędce dłuższą chwilę z profesorem A. S. Czistowiczem z Leningradu. Znaliśmy się tylko z żywej wymiany listów, którą zapoczątkował zainteresowany moją Psychiatrią kliniczną. Posiadał on bierną znajomość języka polskiego, mniej więcej tyle samo, co ja rosyjskiego, toteż rozmawialiśmy po niemiecku. Bardzo kulturalny pan. Nie zgadzałem się co prawda z jego uogólniającym poglądem na bakteryjno-toksyczną i immunobiologiczną etiologię psychoz schizofrenicznych, ale może, gdybyśmy mieszkali bliżej siebie, doszlibyśmy do uzgodnienia poglądów. Napisał bardzo życzliwą ocenę III wydania mojej Psychiatrii klinicznej; zamieszczono ją w r. 1968 w "Żurnalu Korsakowa". Polski przekład tej oceny ukazał się w "Psychiatrii Polskiej". Poza tymi dowodami stosunków polsko-radzieckich na polu psychiatrii wspomnę, że w "Żurnalu Korsakowa" w r. 1970 zamieszczony został mój artykuł pt. Psychopatologia padaczki skroniowej.

Ale czas wrócić do moich obowiązków dydaktycznych. Wydanie V Psychiatrii klinicznej liczyło 935 stron. Było to dzieło od początku pomyślane jako podręcznik dla specjalistów. Mimo to z początku służyło w wielu klinikach psychiatrycznych jako podręcznik dla studentów medycyny. Po prostu wykładowcy zakreślali studentom, które rozdziały lub części obowiązują ich przy egzaminie. Było to uciążliwe. Od dawna myślałem o wydaniu skróconym, gdyż na rynku księgarskim nie było podręcznika psychiatrii, który by odpowiadał dość wysokim wymaganiom egzaminacyjnym w Gdańsku. Spośród moich uczniów tylko Halina Grabowska gotowa była wziąć na siebie ten trud. Opracowała podręcznik dla studentów medycyny pt. Psychiatria według IV wydania Psychiatrii klinicznej. Podręcznik ten miał tak wielkie powodzenie, że już wkrótce zaszła potrzeba II wydania. Zarówno w I wydaniu, jak i w II (1970, 1974) rozdział Ważniejsze wiadomości z psychiatrii sądowej napisał nie żyjący już dzisiaj (1976) profesor Leonard Wdowiak. Obydwa wydania zaopatrzone są w Rzut oka na dzieje psychiatrii. Wydanie II nabrało charakteru dzieła zbiorowego dzięki temu, że pozyskano dalszych współautorów: docenta Zdzisława Falickiego, obecnie profesora w Białymstoku, który napisał rozdział Wybrane zagadnienia z psychiatrii społecznej, dra med. Barbarę Sęp-Kowalikową, która opracowała Zarys metod aktywnego lecznictwa psychiatrycznego oraz dra med. Stanisława Górę, który napisał Teoretyczne podstawy działania leków psychotropowych. Chociaż w r. 1971 przeszedłem na emeryturę i w powołanej przeze mnie do życia Klinice przestałem odtąd bezpośrednio działać, za pomocą drukowanego słowa w dalszym ciągu mogłem wywierać wpływ. W każdym razie studenci bardzo sobie chwalili podręcznik Psychiatria.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10]  [11]  [12]  [13]  [14]  [15] 

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach