Wielcy
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Wielcy i więksi > Kwartalnik Historii Nauki i Techniki  



"Kwartalnik Historii Nauki i Techniki",
R. 23:1978: nr 3-4 s. 561-592
[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 
5. Specjalizacja we ftyzjatrii klinicznej. Dom Akademicki dla studentów chorych na gruźlicę. Wykład w Szwajcarii

W Klinice Chorób Wewnętrznych, dokąd pragnąłem się przenieść, nie było wolnych etatów asystenckich ani na Oddziale Gruźliczym. ani na żadnym innym. Zaproponowano mi jednak bezpłatną asystenturę tytularną, a równocześnie pracę płatną wraz z mieszkaniem (pokojem) i pełnym utrzymaniem w stworzonym już przez zmarłego profesora Halbana, a z braku stałego lekarza kulejącym, Domu Akademickim dla chorych na gruźlicę, inaczej Domu Posanatoryjnym. Choć pobory wynosiły poza utrzymaniem tylko 80 złotych, przyjąłem pracę chętnie, bo wiedziałem, że teraz wreszcie będę robił to, czego całe życie pragnąłem.

Kierownikiem kliniki był profesor Roman Rencki, na pewno nieprzeciętnej miary internista, czego dowodem może być choćby fakt, że po wojnie, mimo hitlerowskich morderstw, normalnych zgonów i emigracji, aż dziewięciu jego asystentów, czynnych w roku 1939, objęło katedry na wydziałach lekarskich. Byli to profesorowie: Antoni Falkiewicz, Mieczysław Gamski, Witold Grabowski, Stanisław Hornung, Józef Japa, Józef Kaniak, Tadeusz Kielanowski, Aleksander Kleczeński i Włodzimierz Musiał.

Kiedy zgłosiłem się do pracy w październiku, Rencki przyjął mnie w swoim gabinecie i przerzucił odbitki moich prac, które mu w liczbie około dwudziestu wręczyłem. Rencki znał mnie, oczywiście, z moich występów w Towarzystwie Lekarskim, a także z czasów, kiedy byłem jako student prezesem Wzajemnej Pomocy Medyków, ale nie był nigdy serdeczny, ojcowski czy koleżeński, robił zawsze wrażenie zirytowanego. Po tej wstępnej rozmowie nigdy mnie już nawet nie zauważał, tym bardziej, że nie chodził na Oddział Gruźliczy, zlokalizowany na III piętrze kliniki, nadbudowanym przed paru laty i wyposażonym... za prywatne pieniądze profesora Renckiego! Profesor należał do tych zupełnie wyjątkowych, bardzo zamożnych ludzi, którzy nie byli skąpi; finansował Wzajemną Pomoc Medyków, fundował stypendia dla zdolnych studentów, ofiarowywał jednorazowo wysokie kwoty ludziom w jakichś bardzo trudnych sytuacjach, wszystko to pod warunkiem, że obdarowanych nigdy już na oczy nie zobaczy. A więc dobry człowiek pod szorstką powłoką? Nie wiem, może. Niestety, jednej krzywdy, którą mi wyrządził w tragicznym momencie, nie mogę mu zapomnieć i opiszę ją w dalszej partii życiorysu.

Praca ułożyła mi się od razu dobrze i interesująco, tak w klinice, jak i w Domu Posanataryjnym, który mieścił się w dawnym Domu Medyków przy ul. Pijarów 35, dwieście metrów od kliniki. Dom zastałem już przebudowany, czysty, porządny; o estetykę zadbałem sam. Szybko poznałem 90 pacjentów, studentów i studentki wszystkich lwowskich wyższych uczelni, lekko, ale także ciężej chorych na gruźlicę płuc. Studentów badałem o pół do ósmej rano, o ósmej byłem w klinice, w południe znowu w Domu Posanatoryjnym, po południu w klinice i tak dzień po dniu. Codziennie jeździłem jednak także do domu rodziców, bo u matki, operowanej przed 9 laty z powodu raka sutka, pojawiły się przerzuty w kręgosłupie i od czasu do czasu musiała leżeć w klinice, celem naświetlania promieniami Roentgena; mimo leczenia postępowało porażenie obu nóg.

Oddział Gruźliczy w klinice prowadził adiunkt dr Stanisław Hornung i jemu też podlegał nadzór nad moim Domem Posanatoryjnym, zwanym popularnie "domem C", bo "domy A" - to były normalne domy akademickie, a jakieś "domy B" miały kiedyś powstać dla rekonwalescentów po różnych chorobach. Z Hornungiem miałem potem pracować przez dziesięciolecia, aż do jego śmierci w 1967 roku, przyjaźnie, pożytecznie, choć w okresie docierania się naszych charakterów bywały małe spięcia.

"Dom C" okazał się instytucją znakomitą. Studenci leczyli się, kontynuując i kończąc studia. Pacjentów obowiązywał regulamin, wymagający punktualnej obecności na trzech obfitych i znakomitych posiłkach, leżenia przez dwie godziny po obiedzie w pokojach (dwu- i trzyosobowych) przy otwartych oknach, gaszenia świateł wieczorem o dziesiątej i - oczywiście - pedantycznego stosowania się do zaleceń lekarskich, a więc terminowych badań, dopełnień odmy, przyjmowania leków itd. Poza tym mieli obowiązek normalnego studiowania i rzeczywiście normalnie albo nawet lepiej niż normalnie studiowali. W chwili, kiedy piszę to słowa, mija czterdzieści lat od czasu przejęcia przeze mnie kierownictwa tego półsanatorium, przez kraj nasz przeszła burza wojenna i nie znam losów większości moich byłych pacjentów. Wiem jednak, że ówczesny pacjent - student medycyny T. K. - żyje i jest profesorem okulistyki, zmarły w roku 1976 prof. M. K. był znakomitym kardiologiem i długoletnim zasłużonym redaktorem "Polskiego Tygodnika Lekarskiego", Kl. C. żyje i jest profesorem higieny, J. M. jest wybitnym inżynierem konstruktorem w Warszawie, zaś W. Z. był do śmierci docentem Politechniki w Gliwicach. A wszyscy oni powinni przecież byli zostać usunięci z uczelni jako chorzy na gruźlicę.

Nigdy żadna praca, wykonywana poprzednio, nie dawała mi takiego zadowolenia jak praca lekarska w tym Domu Posanatoryjnym. Jadałem na wspólnej sali z pacjentami, przy osobnym stoliku, ale codziennie w towarzystwie innego studenta, zapraszając zawsze takiego lub taką, których stan zdrowia albo po prostu wygląd - mogący świadczyć o jakichś kłopotach - mnie niepokoił. Byli to, oczywiście, często chorzy zakaźnie, ale przecież wśród takich samych spędzałem czas w klinice. Nigdy się gruźlicy nie bałem i nigdy na żadną postać gruźlicy nie chorowałem, ale plotka oskarżała wtedy wszystkich ftyzjatrów o chorobę własną, co i mnie nie oszczędzało. Mało się tym przejmowałem.

W owych czasach nadmiernego i nieprzyjemnego, bo pełnego złości i nietolerancji rozpolitykowania młodzieży, "dom C", będący przecież także domem akademickim, stanowił oazę spokoju, kultury i tolerancji. Nic nie było "zabronione" (nie znoszę zresztą tego słowa i pojęcia) i dyskusje polityczne odbywały się; niektórzy studenci jawnie przyznawali się do swoich przekonań (i może coś więcej niż przekonań) komunistycznych (Klaudiusz Kowalczuk, Mikołaj Koczurko i in.). Kiedy jednak raz dwaj studenci-pacjenci pobili się pięściami (jeden z nich, jak się okazało, obraził samą Matkę Boską!) wyrzuciłem obu, choć z wielkim żalem, bo wiedziałem, czym im to grozi. Po trzech dniach dałem im przez ich kolegów do zrozumienia, że mógłbym ich przyjąć z powrotem, ale pod warunkiem mieszkania odtąd razem w dwuosobowym pokoju. Oczywiście, zgodzili się i miałem odtąd komunistę i korporanta jako parę serdecznych przyjaciół.

W ciągu tych dwu lat, do samej wojny, uczyłem się od piątej do pół do ósmej rano języka włoskiego, bo ftyzjatria włoska przewodziła wtedy światu. Rozumiem dziś po włosku, czytam swobodnie, ale mówić nie umiem.

W maju 1939 - już po zerwaniu paktu o nieagresji z Polską przez Hitlera - pojechałem do Zurychu z wykładem na temat lwowskiego pół-sanatorium akademickiego, pierwszej instytucji tego rodzaju na świecie. Wykład wygłosiłem po francusku na Międzynarodowym Kongresie Zdrowia Młodzieży Akademickiej, dyskusja i zainteresowanie były żywe, a francuski lekarz - dr Daniel Douady - wziął ode mnie tekst wykładu do druku i zaprosił mnie do Paryża na październik. Nie muszę tłumaczyć, dlaczego w październiku 1939 do Paryża nie pojechałem, ale po wojnie dowiedziałem się, że moje myśli, zawarte w wykładzie wydrukowanym w Paryżu, zaowocowały nadspodziewanie. Do tej sprawy jeszcze wrócę.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8] 


Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach