Wielcy
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Wielcy i więksi > Kwartalnik Historii Nauki i Techniki  



"Kwartalnik Historii Nauki i Techniki",
R. 36:1991 z. 3 s. 1-54
[1]  [2]  [3]  [4]  [5] 
Po wyzwoleniu Krakowa

Rano 18 I 1945 r. Niemców już w Krakowie nie było. Ulice pełne radosnych, podnieconych ludzi. Grabiono poniemieckie składy i instytucje. Po południu Niemcy wrócili, uciekali bowiem na zachód, a gdy im drogę przecięli Rosjanie, cofnęli się i uciekali przez Kraków na południe, a Rosjanie za nimi. Wywiązała się strzelanina uliczna.

Tego pierwszego wolnego ranka poszedłem z moją młodszą koleżanką, S. Milatową, do Instytutu Geograficznego. Po drodze wstąpiliśmy do Collegium Novum. Gmach pusty, wszystko otwarte. Pozamykaliśmy co się dało. Kratę zawiązaliśmy sznurkiem z przyczepioną doń tekturką, z napisem: Uniwersytet Jagielloński - obcym wstęp wzbroniony. Podobnie zabezpieczyliśmy otwarte gmachy uniwersyteckie przy ul. Gołębiej, św. Anny i Grodzkiej. Byliśmy pierwsi i nasze śmieszne zabezpieczenie sznurkiem uchroniło te gmachy od grabieży przez ludność, aż do objęcia ich przez prawowitych właścicieli. Dotarliśmy tak do Instytutu Geograficznego przy ul. Grodzkiej 64. Tam sytuacja była lepsza. Budynek był zamknięty, bo mieszkał tam nasz dawny woźny Adam Figuła. Niemcy utrzymali go przez całą wojnę.

Budynek był połączony z domem sąsiednim. Niemcy mieli tam też urząd zdrowia i dla swych celów wnętrze podzielili ściankami na małe jednookienne pokoje. Jako upoważniony przez rektora do opieki nad dobrem Instytutu rozpocząłem po paru dniach z kilkoma geografami porządkowanie Instytutu. Po zabraniu sprzętu, który mógł się w Instytucie przydać, zamurowaliśmy wybite przejścia do sąsiedniego budynku, wyburzyliśmy niepotrzebne ścianki i zabraliśmy się do zbierania wyposażenia dla Instytutu. Najpierw znosiliśmy sprzęt biurowy - maszyny do pisania, krzesła, biurka itp. - z dawnego hotelu na rogu ul. Gertrudy. Niemcy mieli tam biura wojskowe. Następnie przywieźliśmy ocalałą część naszych zbiorów z Institut für Ostarbeit z Gołębiej i całe wyposażenie Biura Planowania Regionalnego z Pałacu Spiskiego. Potem przyszła kolej na zwożenie map z byłych urzędów niemieckich. W koszach na bieliznę, umieszczonych na dziecinnych saneczkach, zwoziliśmy wraz ze studentami mapy - najpierw z piwnic klasztoru OO. Misjonarzy przy ul. Krakowskiej, potem ze szkoły podstawowej przy ul. Syrokomli i z innych miejsc. Zebraliśmy ok. pół miliona map europejskich i pozaeuropejskich. Pokrycie mapami przeglądowymi w skalach 1:300 000 do 1:1 000 000 sięgało aż do Indii, co świadczyło o planach wojennych Hitlera. Mapy te zapewniły nie tylko dobry zbiór kartograficzny Instytutu, ale pozwoliły, w miarę organizowania innych ośrodków geograficznych, na podzielenie się z ośrodkami w Poznaniu, Warszawie, Łodzi, Lublinie i innych. Stanowiło to często zalążek ich nowych zbiorów kartograficznych.

Przez luty i część marca prowadziliśmy pod kierunkiem J. Szaflarskiego działalność dydaktyczną, tak jak podczas wojny. Z końcem marca Instytut nadawał się już do podjęcia w nim normalnych studiów, a rok szkolny przedłużyliśmy do końca sierpnia. Studiowało już wtedy 50 osób. Dyrektorem Instytutu został prof. E. Romer.

W lutym otworzyłem swój przewód habilitacyjny.

Tymczasem moje zajęcia dydaktyczne zostały przerwane. Musiałem poddać się operacji przepukliny, której nabawiłem się w obozie koncentracyjnym, a stan mojego zdrowia pogorszył się w czasie urządzania Instytutu. Operował mnie znany chirurg krakowski prof. Glatzel, a pobyt w szpitalu umilało mi towarzystwo Ksawerego Dunikowskiego, który dzielił ze mną pokój.

Drugim wydarzeniem nieprzewidzianym i wyłączającym mnie z życia była rewizja u mnie w domu. Przerzucili całe mieszkanie, daremnie szukając broni, i zaaresztowali mnie. Siedziałem przeszło dwa tygodnie w piwnicy domu na rogu Podwala i ul. Kapucyńskiej, podejrzany o ukrywanie broni i kontakty z AK, a zwłaszcza z ZNS w Proszowicach i Kazimierzy Wielkiej. Na szczęście spotkałem w tej pełnej ludzi celi dyrektora Izby Handlowo-Przemysłowej H. Mianowskiego, człowieka. który zawsze okazywał mi wiele sympatii i którego bardzo lubiłem. Dzięki temu spotkaniu było nam obu raźniej. Po przeszło dwóch tygodniach wypuścili nas na skutek interwencji przyjaciół z PPS.

Po tych przejściach jasnym momentem była moja habilitacja. Recenzenci - prof. E. Romer, T. Kowalski i J. Dąbrowski - jednogłośnie postawili wniosek o dopuszczenie mnie do kolokwium habilitacyjnego. Był to pierwszy po wojnie (15 V 1945) przewód habilitacyjny na Wydziale Filozoficznym UJ. Po pierwszych pytaniach recenzentów prawie wszyscy obecni na sali profesorowie zadawali mi pytania. Cieszyli się, że po latach oderwania od uniwersytetu mogą znów być aktywni. Wygłosiłem wykład wybrany przez Radę Wydziału z trzech przeze mnie zgłoszonych tematów, a Rada Wydziału uchwaliła jednogłośnie wniosek o przyznanie mi "ius legendi", co z kolei zatwierdził pismem Minister Oświaty dn. 13 IX 1945 r. Po zatwierdzeniu habilitacji zostałem dyrektorom Instytutu Geografii UJ. Niedługo cieszyłem się moją docenturą. W grudniu 1945 r. zostałem mianowany profesorem nadzwyczajnym.

Udział w życiu politycznym

Po wyzwoleniu brałem nadal czynny udział w pracach grupy zawiązanej w czasie okupacji dla opracowania zagadnień polityczno-społecznych Polski powojennej. Część członków grupy jeszcze w czasie okupacji w Krakowie przedostała się do Lublina i tam odegrała poważną rolę w kształtowaniu się władz i instytucji RP. Reszta z nas, poszerzona o licznych członków PPS-u, dalej opracowywała aktualne zagadnienia powstającej Polski. W lutym decyzje jałtańskie były dla nas trudnym do przyjęcia uderzeniem. Życie jednak biegło i trzeba było myśleć o tym, aby w warunkach, jakie nam dano, stało się ono jak najlepsze dla umęczonego wojną społeczeństwa. Ja oczywiście zająłem się przede wszystkim sprawami UJ i Instytutu Geograficznego, ale także zwiększyłem tempo i zakres studiów dotyczących nowej Polski i jej granic. Rozpocząłem je z grupą osób już w czasie okupacji. Wreszcie bez obaw można było korzystać ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej (podczas wojny Polakom był tam wstęp wzbroniony), gdzie pracami nad przygotowaniem do kongresu pokojowego zajął się dr W. Pociecha.

A.Sprawy granicy zachodniej. Kontakt z MSZ nawiązałem już wcześniej przez pracujących tam geografów: dr Taudesza Żebrowskiego, dyrektora departamentu brytyjskiego oraz dr Reginę Fleszarową, kierownika Biblioteki. Zorganizowała ona dla J. Winiewicza, który w Londynie zajmował się sprawami kongresowymi, objazd granicy na Odrze i Nysie. Wziąłem w tym udział. Ta jazda ciężarówką w kraju pełnym wojska i tłumów ludzi wracających z Niemiec i napływających ze wschodu pierwszych osiedleńców czy szabrowników - była niezapomnianym doświadczeniem.

Na podstawie wcześniej zebranych przez nas w Krakowie danych napisałem memoriał pt. Postulaty Polski w sprawie granicy zachodniej Polski. Został on, po pewnych poprawkach MSZ, przedłożony w różnych wersjach językowych dn. 10 VII 1945 r. przez Rząd RP Stanom Zjednoczonym Ameryki, Wielkiej Brytanii i Związkowi Radzieckiemu.

Dzięki rozległym studiom na temat powojennej Polski stałem się rzeczoznawcą MSZ do spraw granic. Rzeczoznawcami byli również prof. W. Goetel i doc. A. Bolewski. W lipcu 1945 r. wyjechałem razem z nimi na konferencję do Poczdamu. O działalności delegacji Rządu R.P. i swojej roli jako rzeczoznawcy napisałem artykuł pt. Poczdam, 1945 r., ze wspomnień eksperta ("Nauka Polska" nr 6 1985; str. 57-73). Zetknąłem się wówczas ze Stanisławem Mikołajczykiem. Dużo rozmawialiśmy, przekazał mi referaty opracowane w czasie wojny w londyńskim Biurze Prac Kongresowych. Ich żądania nie sięgały, tak jak nasze, aż po Odrę i Nysę, nie liczyli się oni jeszcze z utratą naszych ziem na wschodzie.

B. Sprawa granic z Czechosłowacją. Sprawa granicy polskiej na Zaolziu, o której przesunięcie usilnie zabiegali Polacy z Zaolzia pochodzący, interesowała mnie również. Po wojnie pierwsze rozmowy w tej sprawie odbyły się w czerwcu w Moskwie. Celem ich było ustalenie zasad nowego współżycia i podjęcie decyzji o bezpośrednich rozmowach na temat całokształtu spraw granicznych (Kłodzko, Głupczyce, Raciborskie, Zaolzie). Jako rzeczoznawca przedstawiłem referat na temat ilości i rozmieszczenia Polaków na Zaolziu począwszy od XIX w. Rozmowy te nie doprowadziły do żadnych ustaleń. W Katowicach próbowaliśmy prowadzić takie rozmowy nieoficjalnie z ramienia PPS (S. Szwalbe, W. Reczek i ja) z socjalistami czeskimi. Mieliśmy nadzieję, że w sposób nieoficjalny potrafimy łatwiej się porozumieć. Niestety, efektu nie osiągnęliśmy żadnego. W jakiś czas potem odbyła się konferencja na temat Zaolzia na Hradczanach. Stronie czeskiej przewodniczył Jan Masaryk. polskiej - W.Rzymowski. Referowałem sprawę Polaków na Zaolziu i zakończyłem mój referat propozycją, aby wymienić Zaolzie za Kłodzkie z Wałbrzychem i Szczawnem, które Polska oddałaby Czechom. Przerwano narady i po przerwie Czesi zażądali, aby za Zaolzie Polska oddała im południową część Dolnego Śląska, łącznie z Jelenią Górą, oraz ziemie wzdłuż Odry aż po Koźle.

Strona polska takiej propozycji przyjąć nie mogła. W Pradze dn. 12 listopada 1946 r. była jeszcze jedna konferencja na ten temat, ale problem Polaków na Zaolziu został nadal nierozwiązany. Toczyły się już tylko rozmowy mające na celu zabezpieczenie pewnych praw Polakom na Zaolziu, jak polskie szkoły, wydawnictwa itp.

C. Sprawa granicy wschodniej. W sierpniu 1945 r. powołano mnie i A. Bolewskiego na rzeczoznawców w sprawie delimitacji granicy wschodniej. Z ramienia MSZ przewodniczył nam i służył jako tłumacz inż. Czajka, kierownik Wydziału Radzieckiego w MSZ. Opracowałem liczne poprawki dotyczące przebiegu linii granicznej. Przedstawiłem ich kilkanaście na specjalnym posiedzeniu delegacji polskiej Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Poparł je Mikołajczyk. W rozmowach z Rosjanami początkowe nasze zamiary wytargowania przynajmniej Borysławia oraz całej Puszczy Białowieskiej spełzły na niczym. Może warto zwrócić uwagę na dwa punkty tych rozmów. W północnej części granicy staraliśmy się o uzyskanie wyjścia z Elbląga przez Zalew Wiślany na morze. Odpowiedziano nam, że zawsze możemy korzystać w okresie pokoju z wyjścia z Zalewu k. Piławy, podczas wojny zaś przejście to będzie zamknięte.

Natomiast sukcesem zakończyło się moje twarde stanowisko w sprawie przebiegu linii granicznej na południu. Utrzymywałem, że granica ma przebiegać nurtem Sanu aż do jego źródeł. Delegacja radziecka złożona z generałów pracujących w Sztabie Wojsk Radzieckich była zaskoczona moim żądaniem, nie spodziewali się, że ich propozycja prowadzenia granicy w tej części Karpat linią prostą (najkrótszą) aż do ustalonej już granicy ukraińsko-słowackiej nie zostanie przyjęta przez stronę polską. Naczelnik Czajka był mocno niezadowolony z mojego uporu, doc. A. Bolewski nie zabierał głosu. Zaskoczeni generałowie zaproponowali nam, że może wolimy rozmawiać z Ukraińcami, którzy lepiej znają zagadnienia lokalne od nich. Po pewnej wymianie zdań Rosjanie przerwali rozmowy mówiąc, że muszą otrzymać w Sztabie radzieckim nowe instrukcje. Odstawili nas do hotelu o 3 rano. Kiedy znów nas wezwali w nocy i oświadczyli, że przyjmują stanowisko delegacji polskiej, byłem szczęśliwy. To stanowisko zwiększyło obszar Bieszczadów Polskich o 320 km2.

D. Krajowa Rada Narodowa i Sejm Ustawodawczy. W maju 1945 r. zostałem wybrany z ramienia PPS na posła do KRN. Zostałem również wybrany na posła do Sejmu Ustawodawczego w styczniu 1947 r. W sejmie zabierałem głos przede wszystkim w sprawach granicznych, a także w sprawach zagranicznych. Przypomniał mi o moim wystąpieniu w KRN S. Szwalbe w swej książce Świadectwo Czasu. Referowałem wtedy, że Polska powinna zostać nadal członkiem Funduszu Monetarnego, co jest warunkiem korzystania z pożyczek Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Międzynarodowego Banku Odbudowy i Rozwoju Gospodarczego. Zobowiązywało nas to do wypłacenia odszkodowań dla byłych właścicieli za zabrany lub upaństwowiony majątek. Sejm KRN głosował za odszkodowaniami, zatwierdzając tym samym umowę z Bretton Wood. Niestety potem zmuszono nas do zerwania tej umowy. Z ramienia KRN jeździliśmy (Stefan Żółkiewski i ja) do Kopenhagi na konferencję Międzynarodowej Unii Parlamentarnej. Następnie byliśmy w Sztokholmie, zabiegając wszędzie o poparcie naszej granicy zachodniej na przyszłej konferencji pokojowej.

E. Epizod dyplomatyczny. W listopadzie 1946 r. zaproponowano mi stanowisko podsekretarza stanu w MSZ. Nie chciałem przyjąć tego zaszczytu, sprawy polityki zagranicznej były mi obce, nie znałem się na tym. Uległem jednak namowom dwóch ludzi - S. Szwalbego i H. Kołodziejskiego - których obdarzałem zaufaniem i szacunkiem. Wytłumaczyli mi, że PPS wywalczyła sobie to stanowisko w kluczu partyjnym, że muszą je zaraz obsadzić, że po wyborach styczniowych w 1947 r. znajdą kogoś na to miejsce, a na razie ja muszę przyjąć tę funkcję na 2-3 miesiące. I tak zaczął się mój epizod dyplomatyczny. Z ramienia MSZ wyjeżdżałem do Paryża w listopadzie 1946 r. na konferencję pokojową, a w styczniu 1947 r. na czele polskiej delegacji na Konferencję wiceministrów w sprawie naszej zachodniej granicy. Przeprowadzaliśmy tam liczne rozmowy z osobistościami życia politycznego na temat uznania naszej granicy zachodniej.

W MSZ zajmowałem się Biurem Prac Kongresowych, na czele którego przez pewien czas stał dr Manfred Lachs. Od innych spraw byłem raczej izolowany przez ministra i stałego sekretarza MSZ, którzy obaj byli członkami PPR. Jako że byłem wówczas jedynym wiceministrem MSZ, podpisałem - w czasie nieobecności ministra - uznanie Niemieckiej Republiki Demokratycznej i Chin Ludowych. Od lutego 1947 r. zacząłem starać się o zwolnienie mnie z funkcji w Ministerstwie, a kiedy możliwość Konferencji Pokojowej z Niemcami odpadła (marzec 1947), coraz częściej prosiłem i składałem podania o zwolnienie. Stało się to jednak dopiero w sierpniu 1950 r. i to w sposób dla mnie zupełnie niespodziany. Dowiedziałem się o tym od mojego kierowcy, kiedy po wizycie w Urzędzie Rady Ministrów wsiadałem do samochodu; pokazał mi gazetę i zapytał: "czy pan wie, panie ministrze, że w Trybunie Ludu piszą, że na własne żądanie przestał pan pełnić funkcję wiceministra i przeszedł pan do pracy naukowej?"

F. PPS. Jako członek PPS byłem członkiem Rady Gospodarczej i Kulturalnej PPS oraz Komisji Zagranicznej PPS. Po zjednoczeniu partii nie odgrywałem w niej już żadnej roli.

G. Okrągły stół polsko-brytyjski. Po wyjściu z MSZ w 1950 r. nie utrzymywałem z nim żadnych stosunków. Dopiero w 1963 r. zostałem zaproszony do przewodniczenia stronie polskiej w spotkaniach dyskusyjnych polsko-brytyjskich, pod nazwą Prospekty koegzystencji europejskiej. Przewodniczącym ze strony brytyjskiej był dawny ambasador brytyjski w Polsce sir Eric Berthoud. Przewodniczyliśmy razem na 6 konferencjach: 1) w Jabłonnie (22-29 I 1963) na temat Problemy koegzystencji i bezpieczeństwa, 2) w Ditchley Park (11-15 X 1963) na temat Wkład polski i brytyjski w koegzystencję, 3) w Jabłonnie (5-9 IIl 1965) na temat Dalsze perspektywy koegzystencji polsko-brytyjskiej, 4) w Wilton Park (16-20 XII 1966) na temat Stosunki polsko-brytyjskie i problemy współistnienia. Tu w naszych spotkaniach nastąpiła przerwa, spowodowana wkroczeniem wojsk polskich razem z armią radziecką w 1968 do Czechosłowacji. Brytyjczycy opublikowali w "Timesie" list otwarty zawierający powód zerwania naszych rozmów. Za radą sir Erica Berthouda ja odpowiedziałem im w "Timesie" listem i spotkania zostały wznowione. 5) w Krakowie (5-9 VII 1969) na temat Wkład Wielkiej Brytanii i Polski do bezpieczeństwa i współpracy w Europie, 6) w Cambridge (25-29 VI 1971 ) na dwa tematy Przyszłość Europy, Związki angielsko-polskie na tle stosunków Wschód-Zachód oraz Wewnątrzeuropejskie polityczne stosunki polsko-brytyjskie w najbliższym dziesięcioleciu w związku z rozszerzającym się Common Market ze szczególnym uwzględnieniem stosunków między NRF a Polską.

Zebrania te odznaczały się swobodną wymianą myśli, składy obu delegacji były na każdą konferencję częściowo zmieniane; nieraz Anglicy prosili o włączanie pewnych osób do polskiej delegacji. W porozumieniu z sir Erikiem Berthoudem jednocześnie zrezygnowaliśmy z przewodniczenia naszym delegacjom. W konferencji siódmej w Krakowie (10-13 I 1972) brałem już udział jako członek delegacji, w której stronie polskiej przewodniczył prof. J. Szczepański. W uznaniu wkładu pracy w te spotkania dostałem wysokie odznaczenie brytyjskie, nadające mi brytyjskie szlachectwo i tytuł "Sir" (Knight Commander [of the Order] of St.Michael and St. George, K.C.M.G.).

Organizacja szkolnictwa wyższego i nauki

W czasie okupacji pracowaliśmy w grupie kolegów, głównie asystentów i docentów UJ, związanych ze sobą wspólnym pobytem w obozie koncentracyjnym w Dachau, nad powojenną organizacją szkolnictwa wyższego i nauki. Po wojnie grupa nasza, poszerzona o członków przede wszystkim PPS, ale także i innych z PSL, PPR i SD, utworzyła Klub demokratycznej profesury.

A. Klub demokratycznej profesury. W grupie tej dyskutowaliśmy nie tylko o reformowaniu szkolnictwa wyższego, ale i o licznych innych sprawach, dotyczących zmian dotychczasowego ustroju Polski. Naszym celem było również dbanie o to, by w tym przełomowym momencie nie zagubić istotnych elementów naszej kultury i dorobku naszego życia naukowego. Wydawało nam się, że przez gremialne wejście do różnych instytucji i organizacji potrafimy stworzyć własny model nie tylko nauki, ale wielu dziedzin życia społecznego. Początkowo Klub objął swoją działalnością kręgi naukowe Krakowa, a później Warszawy i całego kraju.

B. Towarzystwo Uniwersytetów Robotniczych TUR. Przed wojną w Krakowie nawiązałem współpracę z TUR. Wygłaszałem tam odczyty, brałem udział w naradach dotyczących podnoszenia oświaty i kultury robotników, a zwłaszcza młodzieży robotniczej. Organizowałem i prowadziłem dla nich wycieczki krajoznawcze w okolice Krakowa. Tą akcją obejmowałem także bezrobotnych. Po wojnie, już w Warszawie, wróciłem do pracy w TUR, wygłaszałem odczyty i uczestniczyłem w konferencjach dotyczących spraw robotniczych w skali całej Polski.

C. Rada Szkół Wyższych. Jako "reprezentant" UJ zostałem powołany do siedmioosobowego prezydium Rady, składającego się w zasadzie z naukowców, tylko jej przewodniczącym był W. Sokorski, sekretarz Związków Zawodowych. Jego zastępcą był prof. M. Jaroszyński. Szczegółowe opracowanie z działalności Rady opublikował T. Jabłoński (Rada Szkół Wyższych, Sprawozdanie z Działalności 1948, str. 363). Podał w niej bibliografię członków Rady i w tym tytuły czterech moich prac. W Radzie zajmowałem się głównie siecią szkół wyższych, uważając przy tym, że jej rozwój musi być uzależniony przede wszystkim od istniejącej kadry nauczającej. Mówiłem także o potrzebie stworzenia centralnego ośrodka koordynującego pracę naukową w Polsce. Mój pierwszy wniosek w tej sprawie, jak i myśl o zorganizowaniu kongresu nauki, zostały początkowo jakby niezauważone. Dopiero na naradzie we wrześniu 1946 r. w Wilanowie wysunięto postulat o powołaniu Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz postawiono wniosek o potrzebie utworzenia Polskiej Akademii Nauk. Na naradzie rektorów i profesorów z 30 wyższych uczelni w grudniu 1946 r. wygłosiłem referat Zagadnienia sieci szkół wyższych. Na zebraniach Rady dyskutowaliśmy także programy różnych kierunków studiów. Program nauczania geografii na wyższych uczelniach opracował i referował prof. A. Zierhoffer.

D. Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Rada Główna, powołana przez prezydenta RP i ministra oświaty, rozpoczęła swą działalność z końcem stycznia 1948 r. Jej członkami byli: W. Bieńkowski, J. Chałasiński, J. Drewnowski, W. Goetel, H. Jabłoński. M. Jaroszyński. S. Kulczyński, S. Leszczycki. S. Mazur, Z. S. Różycki, W. Rymanowski, J. Żukowski. Na czele stał minister oświaty S. Skrzeszewski. Powołano różne sekcje, ja zostałem przewodniczącym sekcji szkolnictwa wyższego, poza tym byłem członkiem sekcji matematyczno-przyrodniczej, a także - jako przedstawiciel ministerstwa oświaty - członkiem Komisji Stypendialnej.

E. Kongres Nauki Polskiej. Prace przygotowawcze do I Kongresu Nauki Polskiej rozpoczęły się już w marcu 1949 r. W lutym 1950 r. Komitet Ministrów do Spraw Kultury powołał komitet organizacyjny w składzie: J. Dembowski - przewodniczący, S. Leszczycki - zastępca przewodniczącego, H. Golański, E. Krassowska i W. Michajłow oraz 21 reprezentantów poszczególnych dziedzin nauki tworzyło prezydium Komitetu. Pracę zorganizowaliśmy w 11 sekcjach i 67 podsekcjach. W sekcji 8. Nauk o Ziemi, której przewodniczył W. Goetel, w dyskusji nad referatem sekcyjnym udział wzięło 35 członków, w tym sześciu geografów (K. Guzik, M. Klimaszewski, J. Wąsowicz, J. Barbag, B. Olszewicz, S. Leszczycki).

Nauki geograficzne stanowiły podsekcję 6. w sekcji 8, a jej przewodniczącym był M. Klimaszewski, jego zastępcą zaś J. Zaremba. Ja byłem referentem podsekcji.

W okresie przygotowawczym do I Kongresu odbywały się liczne zjazdy i konferencje poszczególnych specjalności naukowych. Z zakresu geografii odbyły się trzy konferencje: w Warszawie w lutym 1950 r., w Wojcieszowie Górnym w maju 1950 r. i w Warszawie w lutym 1951. Po tych dyskusjach opracowałem przy udziale M. KIimaszewskiego i B. Halickiej referat kongresowy, który poza krytyczną oceną geografii przedwojennej i zestawem wydawnictw geograficznych, wytyczał cele i zadania geografii współczesnej na bazie filozoficznej materializmu dialektycznego, co wynikało z założeń Kongresu. Ustaliliśmy także 10 kierunków badań, które miały stanowić wytyczne dla wieloletniego planu rozwoju nauk geograficznych. Referat Stan geografii w Polsce i perspektywy jej rozwoju został opublikowany w "Przeglądzie Geograficznym", t. XXIII, 1951, str. 3-59.

W pracach przygotowawczych do Kongresu brało udział 3 500 naukowców, opracowano na Kongres 1 147 referatów, które były przedmiotem gorących branżowych dyskusji. W samym Kongresie uczestniczyło 1 050 naukowców. Te liczby świadczą, jak wielkim wydarzeniem w świecie nauki polskiej był Kongres i jakie z nim wiązano nadzieje na przyszłość, mimo pewnych zastrzeżeń, które czasem budziły niektóre założenia Kongresu. Do najważniejszych uchwał Kongresu należy powołanie do życia Polskiej Akademii Nauk, na bazie dwóch istniejących towarzystw naukowych: PAU i TNW.

F. Udział w pracach Polskiej Akademii Nauk. W pierwszej fazie prac Komisji Organizacyjnej nie brałem udziału. Natomiast 9 kwietnia 1952 r. zostałem na wniosek Komisji powołany do pierwszego składu prezydium PAN. Rząd RP zastrzegł sobie mianowanie powołanie pierwszego prezydium PAN, następne miały już być wybierane. Do pierwszego prezydium PAN weszli: J. Dembowski - prezes, wiceprezesi - K. Nitsch (jako b. prezes PAU) i W. Sierpiński (jako b. preces WTN), S. Mazur - sekretarz naukowy i jego trzej zastępcy: P. Szulkin, J. Chałasiński i ja, sekretarze czterech wydziałów: S. Żółkiewski, K. Petrusewicz, M. Śmiałowski i W. Nowacki, tworzący ścisły sekretariat oraz ponadto 18 innych uczonych. [Od 1952 r. prof. Leszczycki był również członkiem rzeczywistym PAN - Red.].

Obawiano się wpływów starszych profesorów PAU i WTN i posłużono się unikiem, któremu stale się przeciwstawiałem: stworzono grupę (ok. 30) niepełnoprawnych członków tytularnych PAN. Nie pamiętam, kto był autorem tego pomysłu. Moim zdaniem, powinni oni byli zostać normalnymi członkami rzeczywistymi PAN. Skrzywdzono tym wielu ludzi, np. prof. E. Romera.

Zebrania Sekretariatu odbywały się często. Nieraz dwa razy w tygodniu. Reprezentowaliśmy różne postawy, często antagonistyczne. W wielu sprawach moje stanowisko diametralnie różniło się od tego, które zajmował prof. P. Szulkin. Stopniowo coraz silniejszą grupę zaczęli tworzyć na tych zebraniach dyrektorzy administracyjni. Był to początek przyszłej biurokracji Akademii.

Każdy z zastępców sekretarza naukowego miał swój zakres pracy. Do mnie m.in. należało planowanie badań. Pewnego doświadczenia w tym zakresie nabrałem w pracach przygotowawczych do I Kongresu. Zgodnie z referatem, który wygłosiłem na jednym z zebrań ogólnych PAN, planowanie w nauce wyobrażałem sobie w ten sposób, że każda z nauk sama określi przewodni przedmiot czy cel badawczy na najbliższe lata. Nie miało to w żadnym razie wykluczać badań innych. Ze względu na sytuację kraju postulowałem, aby - o ile to możliwe - te wybrane badania miały znaczenie społeczno-gospodarcze. Później planowanie nauki w Akademii stawało się coraz bardziej zbiurokratyzowane, aż doprowadziło do utworzenia tzw. centralnych problemów węzłowych, których byłem przeciwnikiem i często publicznie przeciw takiej formie planowania nauki występowałem.

Geografia weszła w skład wydziału III nauk ścisłych. Byłem długo jedynym przedstawicielem geografii. Od początku stawiałem kandydaturę M. Klimaszewskiego. Systematycznie na wszystkich wyborach przegrywałem. Dopiero w 1960 r. Klimaszewski został wybrany członkiem korespondentem PAN. We dwóch było nam już łatwiej. Do początku lat dziewięćdziesiątych członkami PAN było 10 geografów.

Rok 1956 zamknął najtrudniejszy okres naszej powojennej historii. W Akademii nastąpiły pierwsze prawie wolne wybory, bo jednak zatwierdzane przez KC. Proponowałem, aby całe mianowane prezydium ustąpiło. Większość to zrobiła, tylko K. Petrusewicz i J. Chałasiński nie zrezygnowali ze swych stanowisk. Od tej pory nie byłem już we władzach Akademii - wybierano mnie tylko do prezydium. Byłem członkiem prezydium PAN w latach 1952-1968 i 1978-1980.

Byłem natomiast aktywny jako członek kilku komitetów PAN, a sam prowadziłem dwa komitety, działające pyzy prezydium PAN. Był to Komitet Przestrzennego Zagospodarowania Kraju i Komitet ds. Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego.

G. Komitet Przestrzennego Zagospodarowania Kraju. KPZK prowadziłem od początku jego istnienia, tzn. od 23 XI 1958 aż - mimo prób rezygnacji - do 1980 r., kiedy kierownictwo Komitetu przekazałem prof. K. Dziewońskiemu. Włożyłem wiele pracy w zagadnienia związane z planowaniem przestrzennym i w nadanie kierunku pracom KPZK.

Pamiętam jeden z moich wykładów na plenum PAN. Stwierdziłem w nim, na podstawie danych GUS dotyczących rozwoju społeczno-ekonomicznego kraju oraz na moich własnych badaniach, że przy tym tempie i kierunkach rozwoju gospodarczego przez lata jeszcze pozostawać będziemy nie tylko poniżej średnich wskaźników europejskich, ale będziemy coraz bardziej od nich odstawać. Między innymi powiedziałem, że na mieszkania, w taki czy inny sposób przyznawane przez państwo, będzie się u nas wkrótce czekać 20 lub 30 lat. Referat ten spotkał się z ostrą krytyką i publikowany był tylko w skrócie.

W Komitecie opracowywaliśmy różne warianty przestrzennego zagospodarowania kraju, jego gospodarki, transportu itp. Opracowywaliśmy różne wersje podziału administracyjnego, a także wydawaliśmy opinie - często krytyczne - w sprawie lokalizacji różnych obiektów przemysłowych na podstawie badań fizjograficznych i antropogeograficznych. Występowałem też osobiście przeciw trasie kolei szerokotorowej prowadzonej przez Park Narodowy w Roztoczu, przeciw lokalizacji zapory na Dunajcu, podając inne sposoby zapobieżenia wylewom Dunajca przez budowę na jego dopływach małych tam, nie dewastujących tak bardzo środowiska.

Dzięki tym pracom stałem się w pewnym sensie specjalistą od planowania przestrzennego i w tym charakterze zostałem zaproszony do Państwowej Rady Gospodarki Przestrzennej przy Komisji Planowania przy Radzie Ministrów.

Naukowcy, którzy tyle lat ze mną współpracowali, wydali specjalny numer Biuletynu KPZK pt. Gospodarka przestrzenna i planowanie przestrzenne w Polsce - działalność Stanisława Leszczyckiego (Warszawa 1987, nr 135, str. 173), w którym podsumowali moją pracę w tej dziedzinie. W tym Biuletynie jest umieszczona także moja bibliografia z zakresu planowania przestrzennego i nota autobiograficzna, zawierająca moją krytyczną ocenę własnego dorobku w tej dziedzinie.

H. Komitet do Spraw Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego (GOP). W 1953 r. zaproponowano mi kierownictwo nowo utworzonego przy prezydium PAN Komitetu ds. Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Chętnie tę funkcję przyjąłem, bo wyczuwałem potrzebę badań nad środowiskiem geograficznym dla poprawy warunków życia ludności, a Śląsk ze swym zniszczonym środowiskiem był dobrym polem do pracy. Mymi zastępcami zostali prof. W. Nowacki i E. Olszewski. a sekretarzem dyr. Jerzy Zaremba. Utworzyliśmy 7 komisji: klimatu, gospodarki wodnej i ochrony wód przed zanieczyszczeniem, zagospodarowania biologicznego nieużytków poprzemysłowych, rolnictwa, zużytkowania zwałów, mechanika górotworu z podkomisją budowlaną, technicznego oczyszczania atmosfery, a także 3 zespoły: komunikacji i transportu, Częstochowskiego Okręgu Przemysłowego, geomorfologii i hydrografii. Sam Komitet składał się z 36 osób, jednak w komisjach i zespołach brało udział ponad 200 naukowców, specjalistów, których wymagał tak szeroko zakrojony program prac.

Muszę tu podkreślić zakres prac Komitetu. Nie zajmowaliśmy się ani sprawami produkcji, ani problemami ekonomicznymi; celem naszych badań były sprawy związane z poprawą warunków życia ludności GOP i zapobieżenie dalszej degradacji środowiska, zwłaszcza w jego części centralnej o największym skażeniu. Nasze badania miały charakter usługowy, dostarczaliśmy bowiem podstaw naukowych dla Pracowni Planu Regionalnego GOP, a po 1956 r. dla Biura Planu Regionalnego GOP w Katowicach. Wyniki naszych badań ujęliśmy w wydawanym przez nas Biuletynie. Od 1955 do 1963 r. ukazały się 64 zeszyty o objętości ok. 10 000 stron.

Trudności w naszych pracach były duże, wszechwładną instytucją było górnictwo i przemysł. Wprowadzenie choćby tylko mechanicznej aparatury strząsania pyłów natrafiało na limity energetyczne. Korzystanie z aparatury, ze względu na limit energii, zmuszałoby zakład do ograniczenia produkcji i nie pozwalałoby wykonać planu (np. huta cynku w Szopienicach). Mimo to jednak prace Komitetu zyskały mu pewien autorytet na Śląsku. Ze względu na charakter niektórych zagadnień rozszerzyliśmy zakres terytorialny naszych prac na Częstochowski Okręg Przemysłowy, a później także na Okręgi: Rybnicki i Zawierciańsko-Myszkowski. Aby móc właściwie ustalić pewne nasze problemy (zanieczyszczenia powietrza, wody) nawiązaliśmy współpracę z Ostrawsko-Karwińskim Oddziałem Czechosłowackiej Akademii Nauk.

Współpraca z urzędem wojewódzkim, zwłaszcza z wojewodą J. Ziętkiem oraz z Biurem Planu Regionalnego w Katowicach, była dobra i to ułatwiało nam pracę. W pracach Komitetu udział brało liczne grono geografów. Oto niektóre z ich prac: pod kierunkiem M. Klimaszewskiego opracowano mapę geomorfologiczną i mapę hydrograficzną GOP, - doc. L. Kosińskiego - stosunki demograficzne oraz prognozę ludnościową do 1970 r., - doc. J. Tobjasza - mapę użytkowania ziemi GOP, prof. A. Kosiby badania nad lokalnym klimatem.

Prowadziłem Komitet ds. GOP od 1953 do 1961 r. W pracy naszej odczuwaliśmy brak stałej placówki naukowej i dlatego z mojej inicjatywy utworzono 17 I 1961 r. Zakład Badań Naukowych GOP w Zabrzu, który przejął prace Komitetu. Zostałem przewodniczącym Rady Naukowej, która w ogromnej mierze nadal prowadziła prace Zakładu po linii wyznaczonej pracami Komitetu ds. GOP. Tak więc dalsze 8 lat byłem związany w moich pracach z problematyką środowiska i całym zespołem zagadnień GOP.

We wrześniu 1968 r. na sesji jubileuszowej Zakładu przekształconego w Instytut Podstaw Inżynierii Środowiska otrzymałem medal jubileuszowy Instytutu oraz medal zasłużonego dla miasta Zabrza; za moje prace organizacyjne i naukowe, dotyczące poprawy życia ludności na Górnym Śląsku, otrzymałem order Sztandaru Pracy I klasy.

I uwaga na zakończenie tego ustępu: nasze badania środowiskowe wyprzedziły o kilka lat apel U-Thanta.

I.Komisja Popierania Twórczości Naukowej i Artystycznej. Z inicjatywy KC PZPR premier J. Cyrankiewicz powołał komisję, której celem było dofinansowywanie nauki i kultury oraz opracowywanie opinii dla ministrów kultury. Komisję podzielono na dwie sekcje. Sekcję Popierania Nauki prowadziłem od 16 II 1949 do 14 XI 1953 r. Był to nie tylko najmniej zbiurokratyzowany i najmniej kosztowny sposób dofinansowywania nauki, ale zaletą jego było także to, że o nauce decydowali sami naukowcy. Podania i wnioski przechodziły przez biuro składające się z dwojga urzędników, a grono zapraszanych specjalistów podejmowało decyzję. Moją funkcją, poza uczestniczeniem we właściwej mi grupie specjalistów, było zorganizowanie pracy Sekcji i podpisywanie przyznanych subwencji i stypendiów. W ten sposób przyznaliśmy ok. 2200 stypendiów krajowych, ok. 460 stypendiów zagranicznych oraz pokaźne sumy na subwencjonowanie prac naukowych, wyposażenie pracowni naukowych, zakup instrumentów itp. I mimo wymagania bardzo ograniczonej sprawozdawczości od tych, którym pewne kwoty przyznano, oceniam, że wyniki naukowe nie były gorsze niż przy później wymaganej przesadnej sprawozdawczości. W 1953 r. zlikwidowano Sekcję Popierania Nauki, pod pozorem, że te funkcje przejmie PAN; w rzeczywistości - w tym okresie najostrzejszego stalinizmu - chyba kłuło w oczy to, że komórce, przez którą przepływają wysokie kwoty pieniężne, przewodniczy były członek PPS.

J. Komitet Nagród Państwowych. 18 VI 1951 r. zostałem powołany do Komitetu Nagród Państwowych. Byłem w tym gronie najmłodszy i spoza Warszawy. Przekonałem się. że dawne antagonizmy dzielnicowe jeszcze przetrwały. Postawiłem wniosek o nagrodę I stopnia dla E. Romera oraz o dwie II stopnia dla M. Klimaszewskiego z UJ i dla Z. S. Różyckiego z UW. Po dyskusjach, kiedy wydawało się, że moje wnioski są pozytywnie załatwione, wyjechałem na urlop i tam z prasy dowiedziałem się, że E. Romer, mimo swych ogromnych zasług naukowych, nagrody nie dostał, Klimaszewski także został odrzucony, a Różyckiemu przyznano II nagrodę, mimo że wniosek był o III nagrodę. Udało mi się załatwić, poza Komitetem, przyznanie E. Romerowi Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Wiele lat byłem członkiem Komitetu Nagród Państwowych, najpierw Sekcji Nauk Ścisłych, potem w Sekcji Architektury i Planowania Przestrzennego, której przewodniczyłem od 1954 r. z przerwami, kiedy mnie przyznawano nagrody. W 1975 r. otrzymałem nagrodę II stopnia (zespołową z moimi współpracownikami T. Lijewskim i S. Misztalem) za Atlas Przemysłu Polski. W 1986 r. przyznano mi jednogłośnie nagrodę I stopnia za całokształt wkładu naukowego w rozwój nauk geograficznych.

Kiedy byłem przewodniczącym sekcji, wpłynął wniosek o przyznanie nagrody I stopnia za rozplanowanie przestrzenne Huty Katowice. Byłem osobiście temu przeciwny, bo sprzeciwiałem się w ogóle lokalizacji Huty. Byłem pewny, że kiedy członkowie sekcji zobaczą na miejscu nieukończoną budowę z otaczającym ją - jak niestety zwykle u nas - bałaganem, większość sprzeciwi się wnioskowi. Pojechaliśmy "Nysą" do Katowic. Ogrom pieca hutniczego i całego założenia wywarł wrażenie przeze mnie nie oczekiwane: Wynik głosowania: przyznanie nagrody I stopnia Hucie Katowice z jednym głosem przeciwnym - moim.

K. Budynki Instytutów Geografii UJ i UOP. We wrześniu 1945 r. zostałem kierownikiem Instytutu Geografii UJ. Pierwszym zadaniem, które sobie postawiłem, był gruntowny remont budynku Instytutu, po zniszczeniach wnętrz w czasie wojny przez Niemców. Pieniądze na remont udało mi się dostać od premiera E. Osóbki-Morawskiego. Odmalowałem Instytut z fantazją, pomieszczenia każdej katedry były w innym kolorze, a ściany sali wykładowej miały różne odcienie, z tym że najjaśniejszą była ściana za katedrą. Rok szkolny 1947 rozpoczęliśmy już w wyremontowanym Instytucie, dobrze wyposażonym w sprzęt, który zakupiłem za pieniądze od premiera Osóbki-Morawskiego. Niedługo się tym dobrze wyposażonym - jak na owe czasy - Instytutem cieszyłem, bo już w 1948 r. zostałem na moją własną prośbę przeniesiony do Warszawy na Uniwersytet Warszawski.

Geografia w Warszawie mieściła się w prowizorycznym pomieszczeniu w budynku chemii UW przy ul. Pasteura. Antropogeografii w Warszawie nie było, aż do utworzenia mojej katedry. Mieściła się ona najpierw w Pałacu Staszica, potem znalazła lokum w kilku pokojach Towarzystwa Ekonomicznego przy ul. Nowy Świat 49. Znowu stanął przede mną problem, i to znacznie trudniejszy, uzyskania budynku dla geografii w Warszawie. Po zapoznaniu się z licznymi ruinami dużych budynków, wybrałem ruiny pałacu Uruskich, położonego koło kompleksu budynków uniwersyteckich. Po wstępnych rozmowach z właścicielem budynku, Stefanem Czetwertyńskim, doprowadziłem do podpisania specjalnej umowy między nim a rektorem UW, na podstawie której mogliśmy rozpocząć budowę siedziby centralnego ośrodka geografii w Warszawie. Starania moje o subwencje poparli ówczesny minister budownictwa M. Kaczorowski i minister K. Secomski. Usunięto gruzy, wydobyto trupy ludzi, którzy zginęli w powstaniu warszawskim i w ciągu 3 lat odbudowaliśmy gmach w stylu dawnego pałacu Uruskich. Budowę prowadził znany architekt warszawski Jan Dąbrowski, a ze strony Instytutu ogromną pracę włożyli dr l. Kobendzina, mgr I. Mileska i Bogodar Winid, który dopiero kończył studia. Budynek został oddany do użytku w jesieni 1950 r. i do dziś mieści się w nim Wydział Geografii i Studiów Regionalnych UW, Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania Kraju PAN, Polskie Towarzystwo Geograficzne, a także wielka wspólna biblioteka geograficzna.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5] 


Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach