Wielcy
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Wielcy i więksi > Kwartalnik Historii Nauki i Techniki  



"Kwartalnik Historii Nauki i Techniki",
R. 36:1991 z. 3 s. 1-54
[1]  [2]  [3]  [4]  [5] 
Rozwój geografii i praca naukowa

A. Polskie Towarzystwo Geograficzne (PTG). Od pierwszego roku studiów na UJ byłem członkiem PTG, a w ostatnich latach przed wojną pełniłem funkcje jego sekretarza. Moja praca polegała przede wszystkim na organizowaniu wykładów, m.in. zorganizowałem w PTG wykłady J. Mrozowskiej-Toeplitz i rosyjskiego badacza Arktyki Samojłowicza, oraz organizowaniu i często prowadzeniu naukowych wycieczek geograficznych.

Przed wojną PTG miało oddziały w Krakowie, w Warszawie i w Wilnie, Lwów i Poznań miały własne towarzystwa geograficzne. Poza tym w Łodzi, a następnie we Lwowie istniało Zrzeszenie Polskich Nauczycieli Geografii.

W dniach 8-12 VI 1946 r. odbył się pierwszy po wojnie zjazd PTG. Gorąco na nim poparłem grupę warszawską, która postawiła wniosek zjednoczenia wszystkich polskich towarzystw geograficznych, sam bowiem zamierzałem z takim wnioskiem wystąpić. Wniosek ten uchwalono, sprzyjała temu atmosfera zjazdu, ogromna radość ze spotkania, z przeżycia wojny i perspektywy wspólnej pracy nad odbudową kraju.

Brałem udział w trzyosobowym zespole opracowującym nowy statut PTG. Prezesem został prof. S. Srokowski. a jego zastępcą prof. J. Loth. Zostały utworzone trzy wydziały: ds. naukowych, ds. dydaktyki i ds. wypraw naukowych. Zostałem wybrany na przewodniczącego wydziału ds. naukowych, moim zastępcą został prof. S. Pietkiewicz, a sekretarzem dr M. Klimaszewski. Ważną i po mojej myśli uchwałą zjazdu była decyzja przejęcia przez PTG agend Zrzeszenia Polskich Nauczycieli Geografii. Dla nauczycieli wejście w środowisko naukowców, korzystanie z odczytów, z biblioteki, mogło mieć istotne znaczenie. Na zjeździe ustalono także sprawy wydawnicze: "Przegląd Geograficzny" pod redakcją E. Romera, a następnie S. Srokowskiego i S.Leszczyckiego, "Czasopismo Geograficzne" - J. Czyżowskiego, a następnie A. Jahna, i "Geografia w Szkole" - S. Srokowskiego, a później J.Barbaga.

PTG bezpośrednio po wojnie odegrało decydującą rolę w rozwoju geografii. Staraliśmy się, aby zjazdy - oprócz naukowych obrad - organizowały wycieczki na mało znane Ziemie Zachodnie. Zjazd w 1947 r. odbył się w Toruniu, a wycieczka naukowa w Zielonej Górze. Na tym zjeździe miałem referat na temat procesu ustalania nowych granic Polski. Na zjeździe w 1948 r. w Poznaniu (z wycieką do Szczecina) miałem referat zasadniczy na temat planowanego rozwoju geografii w najbliższych latach, ujętego w 19 punktach. Dyskusja była ożywiona. Szkoda, że referat ten nie był nigdzie publikowany, można by było sprawdzić, w jakiej mierze został on zrealizowany. Na następnym zjeździe w Krakowie rozwinęła się dyskusja na temat podstaw filozoficznych geografii. Wierzyłem wówczas, że oparcie geografii na filozofii materializmu dialektycznego jest właściwą drogą do uściślenia geografii i zapewnienia jej statusu nauki. Strona przeciwna widziała przyszłość geografii w opisach kraju opartych na posybilizmie francuskim, a jeszcze inni widzieli jej przyszłość w nauczaniu geografii opartej na wartościach estetycznych krajobrazu (J. Dylik). Moje stanowisko poparli geografowie warszawscy i część krakowskich z doc. M. Dobrowolską. Czwarty zjazd odbył się w Gdańsku, gdzie również dyskusja skoncentrowała się wokół mojego referatu. Zjazdy PTG nadal odbywają się przeważnie co 2-3 lata. Starałem się brać w nich zawsze czynny udział. Dopiero w ostatnich latach zaniedbuję ten obowiązek.

Dnia 12 II 1950 r. zostałem wybrany w tajnym głosowaniu - jak to było zawsze w zwyczaju w PTG - prezesem Towarzystwa. Funkcję tę pełniłem do 13 XII 1953 r., kiedy musiałem się jej zrzec wobec podjęcia innych obowiązków. W uznaniu pracy, którą włożyłem w aktywizację PTG, zostałem wybrany członkiem honorowym PTG w 1954 r. i otrzymałem złotą odznakę za zasługi dla PTG (1958) oraz medal PTG (1964).

Od 1950 r., kiedy został odbudowany nowy budynek dla Instytutu Geografii UW, w budynku tym znalazło swą siedzibę także PTG i jego wydział ds. naukowych, w który włożyłem wiele pracy.

Mówiąc o PTG muszę wspomnieć, że moją inicjatywą było założenie miesięcznika "Poznaj Świat". Już przed wojną, kiedy widziałem pięknie ilustrowane zagraniczne pisma geograficzne, marzyło mi się takie polskie pismo. Po różnych kolejach losu (w okresie stalinowskim pismo było zawieszone) "Poznaj Świat" wychodzi do dzisiaj i ani redakcją, ani materiałem fotograficznym nie ustępuje pismom zagranicznym; niestety papier obniża bardzo jego szatę zewnętrzną. W "Poznaj Świat" drukowałem liczne artykuły i notatki. W 1987 r. prof. J. Kondracki opublikował artykuł z racji mych 80 urodzin i 60-tej rocznicy mej pracy naukowej.

B. Wydział ds. naukowych PTG. Pod egidą wydziału ds. naukowych PTG rozpocząłem reorganizację badań geograficznych. Współpracowali ze mną dr J. Kondracki, dr J. Kobendzina, doc. dr S. Pietkiewicz, mgr M. I. Mileska, mgr B. Winid oraz prof. S. Z. Różycki.

Zainicjowałem kilka badań problemowych, prowadzonych przez Wydział. Wielkim zagadnieniem było kolektywne opracowanie nowego - z racji zmian terytorialnych - podziału kraju na regiony geograficzne i zaopatrzenia ich w nazwy. Niestety, podziału na krainy geograficzne nie wykonaliśmy, nie mogliśmy w ówczesnym stanie gospodarki i płynności społeczeństwa wystarczająco uwzględnić elementów antropogeograficznych: Ostatecznie ustaliliśmy tylko projekt podziału fizjograficznego. Udział w tej pracy brali prawie wszyscy geografowie. Poszczególni geografowie rozdzielili między siebie opracowanie pewnych części kraju, a w scalenie tej pracy najwięcej wysiłku włożył J. Kondracki. Niestety, w tych pracach nie wziął udziału prof. E. Romer; czuł się dotknięty, że Ministerstwa Oświaty i Obrony Narodowej nie dostarczyły mu ani awionetki ani auta, tak jak tego żądał; środki komunikacji miały mu służyć do badań nowej Polski i sporządzenia jej podziału na krainy geograficzne. Ostatecznie Ministerstwo Oświaty zatwierdziło dla celów szkolnych nasz podział fizjograficzny, ale nie zaakceptował go prof. E. Romer.

Nawiązaliśmy - jako Wydział ds. naukowych PTG - kontakt z Urzędem Geodezji i Kartografii. W licznych dyskusjach, które tam prowadziłem, uczestniczył takie prof. E. Romer. Efektem tej współpracy było wydanie 4 zeszytów I Atlasu Narodowego Polski w 1950 i 1951. Mojego autorstwa jest tam tylko plansza Dawne mapy Polski.

Rozpoczęliśmy pierwsze prace nad nazewnictwem na obszarach przyłączonych do Polski po wojnie. We współpracy z WIG opracowaliśmy kilka map, np. atlas geomorfologiczny. Dla Głównego Urzędu Planowania opracowaliśmy zasięgi dojazdów autobusowych 18 najważniejszych miast Polski. Opracowanie przyszłego planu badań było zagadnieniem, które stanęło przed Wydziałem ds. naukowych. Opracowałem projekt wspólnego planu badań dla geografii polskiej, ale nie udało się go w pełni wprowadzić w życie. Z jednej strony nie pozwalały na to warunki finansowe, z drugiej zaś grupa lwowska nie chciała wziąć w tym udziału. W tym samym czasie, przy poparciu Wydziału ds. naukowych, grupa geografów rozpoczęta prace nad podręcznikami uniwersyteckimi, tak że z końcem lat pięćdziesiątych studenci byli już w nie zaopatrzeni.

Ważnym wydarzeniem w życiu geograficznym lat czterdziestych była konferencja metodologiczna zorganizowana przez Wydział ds. naukowych w Łodzi. Pamiętam dobrze tę konferencję, wygłosiłem bowiem na niej niezmiennie długi wykład na temat konieczności oparcia badań geograficznych na bazie materializmu dialektycznego. Wierzyłem wtedy, że to uściśli geografię i uwolni ją od enwironmentalizmu. Po dyskusji uzgodniliśmy opinie; moja wizja rozwoju geografii została w dużej mierze przez większość obecnych przyjęta.

Ponieważ wówczas języki obce były słabą stroną geografów, rosyjski znało tylko kilku, z francuskim i angielskim również nie było dobrze, zainicjowałem wydawanie tłumaczeń z języków obcych i początkowo (od 1950) wydawanie biuletynu pt. "Przegląd Radzieckiej Literatury Geograficznej", który w 1953 r. zamieniliśmy na "Przegląd Zagranicznej Literatury Geograficznej". Wychodził on do 1969 r. Chcieliśmy w ten sposób nadrobić izolację czasu wojny, rozszerzyć znajomość obcej literatury i wyzwolić się od jednostronnego wpływu literatury geograficznej niemieckojęzycznej, który dominował przed wojną.

Przestałem kierować Wydziałem ds. naukowych w 1953 r., kiedy nowo zorganizowany Instytut Geografii PAN przejął w dużej mierze agendy Wydziału ds. naukowych. a tworzona od powstania Wydziału biblioteka PTG stała się z czasem podwaliną biblioteki Instytutu Geografii PAN.

C. Instytut Geografii UW. W 1950 r. powstał z placówek utworzonych wcześniej Instytut Geograficzny UW i rok szkolny 1950/51 rozpoczęliśmy już w nowo odbudowanym budynku. Zostałem dyrektorem tego Instytutu. Organizacją studiów zajmowałem się już wcześniej, wspólnie z prof. S. Z. Różyckim. On objął katedrę geografii fizycznej, prof. S. Pietkiewicz - katedrę kartografii, którą po jego przejściu na emeryturę objął prof. L. Ratajski; katedrę klimatologii - prof. R.Gumiński, a po nim wilnianin prof. W. Okołowicz, katedrę geografii regionalnej - prof. J. Barbag, ja zaś objąłem katedrę antropogeografii (nazwaną w latach pięćdziesiątych katedrą geografii ekonomicznej dla wykazania, jak ważne w geografii człowieka są sprawy gospodarcze). Utworzyliśmy później przy tej katedrze pracownię geografii turyzmu, prowadzoną przez dr M. I. Mileską. Poza wykładami i seminarium antropogeograficznym prowadziłem wykłady z metodologii geografii i historii geografii polskiej. Z tego zakresu dawałem często tematy prac magisterskich, zwłaszcza w latach pięćdziesiątych, uważałem bowiem, że liczne postacie geografów wymagają opracowania. Powstały tak monografie F. Szwarcenberg-Czernego, W. Gumplowicza, A. Rehmana, A. Sujkowskiego i innych.

Poza pięcioma wyżej wspomnianymi katedrami utworzyliśmy pracownię geografii szkolnej dla prof. C. Wuttkego i pracownię biogeografii dla dr S. Jarosza. Na bazie biblioteki przedwojennego Zakładu Geograficznego UW powstała biblioteka Instytutu, wzbogacona przez część zbiorów map zebranych przeze mnie zaraz po wojnie w Krakowie.

W doborze kadr starałem się zawsze, aby nie utracić żadnego ze starszych naukowców, których wiedza może wzbogacić geografię. Na przykład, kiedy wrócił do Warszawy prof. Józef Staszewski (Haliczer), człowiek ogromnej wiedzy i kultury naukowej, przyjąłem go od razu do Instytutu, mimo że po ciężkich przejściach w niemieckich obozach koncentracyjnych miał pewne wady wymowy. Starałem się, aby poziom naukowy w Instytucie był jak najwyższy, np. w roku szkolnym 1953/54, kiedy liczba studentów wynosiła 231, zajęcia dydaktyczne, poza zatrudnionymi stałe w IG UW pracownikami nauki, prowadziło 30 zaproszonych naukowców, wybitnych fachowców w swoich specjalnościach.

Instytut prowadził liczne badania terenowe z różnych dziedzin geografii. Ja prowadziłem badania na wyspie Wolin, o których piszę osobno, a także studia nad osadnictwem wiejskim w Beskidzie Wyspowym (1951 i 1952) pod bezpośrednim nadzorem mego asystenta mgr L. Ratajskiego. Chodziło mi o porównanie stanu osadnictwa na tym obszarze na podstawie moich prac na tych terenach z lat trzydziestych.

Brałem też udział w pracach zespołowych. Na przykład prowadziłem prace nad sferą wpływów 18 wielkich miast Polski. Pracowałem także nad sporządzeniem mapy politycznej świata wraz z asystentami mojej katedry; byli to m.in. L. Ratajski, J. Koczy, T. Lenczowski; później dołączył prof. J. Barbag.

Trudno dziś sobie wyobrazić, jaki był wtedy w Instytucie stosunek ludzi do pracy. Instytut był czynny do późnych godzin wieczornych. O zapale pracowników Instytutu do pracy naukowej może świadczyć liczba publikowanych prac, np. w trudnym okresie 1945-1954 ukazało się 787 prac, a w dziesięcioleciu 1954-1963 - aż 1298.

Stopniowo rozpoczęliśmy także kontaktowanie się z geografami innych krajów. Najwcześniejsze i najbliższe kontakty nawiązaliśmy z geografią czechosłowacką. Odbywały się dwustronne seminaria, a stosunki między towarzystwami stały się bliskie. Wszystkie zjazdy geograficzne, nasze czy czechosłowackie, są zawsze licznie odwiedzane przez zaproszonych gości ze strony przeciwnej. Z początkiem lat sześćdziesiątych udało nam się zdobyć kilka dłuższych pobytów stypendialnych za granicą dla naszych asystentów i to nie tylko w ZSRR, Rumunii czy na Węgrzech, ale także we Francji, USA i w Afryce Zachodniej. Stopniowo obie te liczby znacznie się zwiększyły, w miarę jak wyjazdy zagraniczne stawały się łatwiejsze i jak polska geografia zaczęła wychodzić na arenę geografii światowej. Przyjazdy obcych geografów do IG UW stawały się coraz liczniejsze.

Przez lata pracy na UW jako dyrektor Instytutu Geografii miałem oczywiście różne trudności i kłopoty, przykrości też nie brakowało. We wspomnieniach moich dominuje jednak wspaniała atmosfera międzyludzka, panująca w Instytucie, której stworzenie było w pewnej części i moim udziałem. Cieszyłem się zaufaniem ogółu pracowników.

Najcięższym przejściem były dla mnie zajścia na uniwersytecie w marcu 1968 r. I tak miałem szczęście. Kiedy wezwano mnie w 1966 r. do przewodniczącego Wydziału Nauki KC A. Werblana i zaproponowano mi objęcie po prof. S. Turskim funkcji rektora UW, odmówiłem. Gdy przyszedłem na wezwanie do KC, witano mnie z honorami, zdejmowaniem mi płaszcza itp. Kiedy powiedziałem, że nie chcę zostać rektorem, bo autorytet jego został obniżony, bo odebrano mu wszelką samodzielność, moi rozmówcy oniemieli i nie odprowadził mnie nikt, nawet do sekretariatu. Sam wyszedłem z gmachu, nie zdając sobie jeszcze sprawy, jak trudnych spraw uniknąłem: Ale wracam do marca 1968 r. Zdarzenia na Uniwersytecie widziałem tylko fragmentarycznie, byłem bowiem gospodarzem ogólnopolskiej konferencji geograficznej. Świadkiem zdarzeń była moja żona, mieszkaliśmy bowiem wtedy na terenie uniwersytetu. Była na wiecu, widziała zajścia koło autobusów, uciekała wspólnie z młodzieżą przed pałkarzami i widziała tłum młodzieży kryjącej się w naszej klatce schodowej. Znałem przebieg wydarzeń z opowiadań pracowników Instytutu. Następnego dnia w bitwie ulicznej na Krakowskim Przedmieściu zatrzymano jednego z pracowników Instytutu. Musiałem interweniować i szczęśliwie wypuszczono go z aresztu.

Widząc co się dzieje i słuchając młodzieży zbierającej się w Instytucie, a także czytając spreparowaną prasę, postanowiłem wraz z prof. A. Listowskim protestować. Zebrało się u nas w domu kilku profesorów, m.in. A. Listowski, S. Z. Różycki, S. Żółkiewski, T. Manteuffel, Z. Raabe i in. Ułożyliśmy pismo protestujące przeciw biciu i aresztowaniu młodzieży, przeciw budzeniu antysemityzmu i przeciw wbijaniu klina między młodzież uniwersytecką a robotników. Następnego dnia zebraliśmy podpisy ponad 30 członków PAN i pismo złożyliśmy w sekretariacie premiera J. Cyrankiewicza. Ci, którzy podpisali protest, bezpośrednio większych przykrości nie mieli. Zemszczono się na S. Żółkiewskim i na A. Schaffie jako członkach KC. Inicjatorów tej akcji - Listowskiego i mnie - publicznie potępiono jako rewizjonistów i przez najbliższe miesiące odmawiano nam paszportów.

W instytucie, tak jak w całym uniwersytecie, rozpoczął się strajk okupacyjny. Rozmawiałem ze studentami, uspokajałem, ustaliłem dyżury dzienne i nocne pracowników naukowych, aby stale ktoś z personelu nauczającego był ze strajkującymi studentami. Po kilku dniach ze zdenerwowania rozchorowałem się na półpasiec na nodze, od biodra po palce. Gorączka i ból trzymały mnie przeszło 6 tygodni w łóżku. Nadal kierowałem Instytutem i przeżywałem mocno wszystko, o czym mi donoszono, cieszyłem się tylko, że nie jestem rektorem UW.

Kiedy wydano przepis zakazujący dublowania etatów na uniwersytecie i w placówkach naukowych PAN - który zresztą nie wszystkich obowiązywał - zostałem zwolniony na bezpłatny urlop z funkcji profesora i dyrektora Instytutu Geografii UW (wówczas już jednostki samodzielnej). Była to swojego rodzaju kara za moje opowiedzenie się po stronie młodzieży w czasie zajść marcowych.

Z tych przeszło 40 lat pracy dydaktycznej i naukowej na uniwersytetach (19 na UJ i 23 na UW) większość lat powojennych nie została wliczona do mojej emerytury. Dostałem wprawdzie za to w 1985 r. honorowy tytuł zasłużonego nauczyciela PRL i doktorat honoris causa UW w 1987 r.

D. Instytut Geografii PAN (IG PAN). Niedługo po utworzeniu PAN zacząłem ubiegać się o stworzenie przy PAN naukowej placówki geograficznej. W październiku 1952 r. na mój wniosek Prezydium PAN powołało do życia Instytut Geografii PAN, a uchwała Prezydium PAN została zaakceptowana przez Prezydium Rządu. Zrealizowały się moje marzenia o centralnej badawczej placówce geograficznej. Z myślą o takim ośrodku badawczym przygotowywałem grunt, rozwijając działalność Wydziału ds. naukowych PTG.

W dwa miesiące później Walne Zgromadzenie PTG przekazało nowo utworzonemu Instytutowi niektóre agendy Wydziału ds. naukowych, a więc 5 komisji: mapy użycia ziemi, mapy geomorfologicznej i hydrograficznej, badań peryglacjalnych, a także komisję bibliograficzną wraz z biblioteką i komisję nazw geograficznych. Przekazano również terenowe stacje PTG. PTG zrzekło się również na korzyść Instytutu Geografii PAN kilku wydawnictw, jak "Przegląd Geograficzny", "Biuletyn Geograficzny", "Przegląd Zagranicznej Literatury Geograficznej", "Prace Geograficzne" i "Bibliografia Geografii Polskiej". Po uzgodnieniu z Ministerstwem Szkolnictwa Wyższego, Instytut Geografii PAN został umieszczony w budynku Instytutu Geografii UW, tzn. w nowo odbudowanym dawnym pałacu Uruskich. Obie połączone biblioteki IG UW i IG PAN, przy osobnym jednak inwentarzu, utworzyły wielką centralną bibliotekę geograficzną, liczącą w 1990 r. do 200 tys. tomów i ponad 100 tys. map i atlasów.

Aby wciągnąć do współpracy wszystkich najlepszych geografów, utworzyliśmy oddziały IG PAN w Toruniu (geografia fizyczna i badania polarne Spitsbergenu), w Krakowie (geomorfologia i dynamika stoków), w Łodzi (badania peryglacjalne) i w Lublinie (badania ludnościowe).

W pierwszym okresie pracy dominowała w IG PAN chęć poznania geografii radzieckiej i przyswojenia jej zdobyczy metodologicznych naszej geografii, wyrosłej pod wpływem geografii austriacko-niemieckiej i francuskiej. Równocześnie jednak zaczęliśmy się bronić przeciw naciskowi ze strony niektórych radzieckich geografów, którzy zamierzali podporządkować sobie geografię polską. Na przykład w kilku krajach demokracji ludowej geografowie radzieccy opracowywali geografię tych krajów. W Polsce nie przyjęliśmy ich propozycji, uważając taką współpracę za niepotrzebną. Zachowaliśmy niezależność. Postanowiliśmy już dość wcześnie stworzyć własny model rozwoju geografii. W 1953 r. udało nam się założyć nowe pismo obcojęzyczne "Geographia Polonica". Z tego okresu pochodzi moja karykatura jako żonglera na linie, ofiarowana mi na imieniny przez pracowników Instytutu. Nie przyjmowałem nigdy żadnych prezentów, wobec tego koledzy i uczniowie przygotowywali mi zawsze na imieniny zabawną i nawiązującą do zdarzeń w Instytucie graficzną niespodziankę.

W 1955 r. zorganizowaliśmy kilkudniową konferencję geografów naukowców, przeważnie antropogeografów, w Osiecznej. W gorącej otwartej dyskusji z udziałem już i młodszych geografów (m.in. moich asystentów A. Kuklińskiego, L. Kosińskiego, J. Grzeszczaka i innych) podjęliśmy decyzje, które miały zaważyć na dalszym rozwoju polskiej geografii. W ZSRR antropogeografia i geopolityka były ze względów ideowo-politycznych potępiane, a geografia ekonomiczna była rozwinięta słabo i na niskim poziomie. My zaś odczuwaliśmy potrzebę jej rozwoju. W tym celu podzieliliśmy geografię ekonomiczną na kilka specjalizacji, jak np. geografia rolnictwa, geografia osadnictwa, demogeografia, geografia przemysłu. Ja objąłem tę ostatnią. Na konferencji w Osiecznej podkreślałem, że najważniejszą rzeczą w pracach naukowych jest ich problemowość, sama dokumentacja - choć ważna - nie wystarcza. Mówiłem, że musimy dążyć do poznania praw rządzących geograficznymi zjawiskami społecznymi i gospodarczymi, aby móc je właściwie interpretować i dawać pewne perspektywy rozwoju społeczno-gospodarczego. Zwracałem takie uwagę na konieczność respektowania wpływu środowiska geograficznego przy wszelkich badaniach dotyczących lokalizacji rozmieszczenia.

Po konferencji w Osiecznej i podziale geografii ekonomicznej na specjalizacje, według których przekształciła się organizacja Instytutu, nastąpił gwałtowny rozwój całej geografii społeczno-gospodarczej. Z początkiem lat sześćdziesiątych kontakty z Zachodem stawały się coraz intensywniejsze i zarysowały się początki tego, co potem geografowie zagraniczni nazywali polską szkołą geografii, na którą składali się liczni specjaliści wysokiej klasy. Istotnym czynnikiem w naszych osiągnięciach była także znakomita - mimo pewnych prób jej rozbijania - współpraca między geografami polskimi. Były oczywiście pewne kłopoty. Musiałem np. usunąć z Instytutu sekretarza partii doc. M. Chilczuka, który przez swe powiązania szkodził nie tylko mnie, ale przede wszystkim swoim rówieśnikom - młodym naukowcom. Usunięcie było tym łatwiejsze, kiedy odkryliśmy, że w swej pracy popełnił plagiat.

Jedną z pierwszych prac w zakresie geografii przemysłu, którą kierowałem, była wydana w 1956 r. praca Przestrzenna struktura polskiego przemysłu, obejmująca wyniki badań moich i grupy moich współpracowników. Jej autorami poza mną byli: A. Kukliński, M. Najgrakowski, J. Grzeszczak. Była to pierwsza w Polsce próba obiektywnej delimitacji obszarów uprzemysłowionych, oparta na wskaźnikach ilościowych. Pod moim kierunkiem i często z moją współpracą (nie tylko inicjatywą) wykonaliśmy opracowanie Atlasu Przemysłu w dwóch wydaniach z różnych przekrojów czasowych, co pozwalało prześledzić rozwój i zmiany w rozmieszczeniu przemysłu w latach powojennych. Pod moim kierunkiem ukazała się także praca doktorska E. Adrianowskiej o powiązaniach gospodarczych Stoczni Gdańskiej z zakładami przemysłowymi na terenie prawie całego kraju. Był to świetny przykład na to, jak głęboko w teren sięgają powiązania gospodarcze każdego z wielkich zakładów przemysłowych. Na zlecenie Biura do Spraw Podziału Administracyjnego opracowaliśmy ekspertyzę projektu nowego podziału administracyjnego kraju na powiaty.

Najwięcej rozgłosu uzyskała rozprawa Aglomeracje Miejsko-Przemysłowe w Polsce 1966-2000. Opracowałem ją z pomocą dwóch bliskich współpracowników, P. Eberhardta i S. Hermana. Oparliśmy ją na 14 wskaźnikach demograficznych, 7 wskaźnikach charakteryzujących zainwestowanie oraz 3 dotyczących stopnia uprzemysłowienia. Pracą objęliśmy 16 istniejących w 1966 r. aglomeracji oraz 4 będące w fazie powstawania i mające perspektywy osiągnięcia do roku 2000 wyznaczonych wskaźników. Praca ta wykazywała, jak potężnym czynnikiem w rozwoju aglomeracji jest przemysł oraz jak wielka jest rola aglomeracji w rozwoju całego kraju. Rozprawa ta, uzupełniona przez pasma komunikacyjno-transportowe, utworzyła węzłowo-pasmową strukturę przestrzenną kraju w jej stanie aktualnym. Na niej oparliśmy również założenia dalszego rozwoju na najbliższe lata, jako że rozwój aglomeracji zachodzi jakby samoczynnie, natomiast przeciwstawienie się tej strukturze wymagałoby nowych kosztownych inwestycji oraz interwencji ze strony władz państwowych.

Zajmując się metodami wyznaczania regionów ekonomicznych, opracowałem mapę regionów ekonomicznych świata, opublikowaną w Polsce (1964), w Pradze (1967), w Meksyku (1966) oraz w Japonii w czasopiśmie "Chiri" (1966).

Regionalna statystyka dla Polski, której się domagałem, wydawana przez GUS w odniesieniu do 17 województw i 5 miast wydzielonych, nie odpowiadała rzeczywistości wskutek wyrwania tych miast z całości. Zaproponowałem, aby GUS oparł statystykę regionalną na 20 aglomeracjach. Kiedy Komisja Planowania uprościła je do 8 makroregionów, musiałem wystąpić ponownie, były to bowiem regiony za duże i znów nie odzwierciedlały stanu faktycznego gospodarki przestrzennej Polski. W tej sytuacji zaproponowałem 12 regionów opartych na rozmieszczeniu wartości środków trwałych - produkcyjnych i nieprodukcyjnych.

Innym zagadnieniem, które mnie interesowało, było wydzielenie w Polsce na podstawie 15 wskaźników (cech gospodarki) bloku centralnego, złożonego z 9 województw oraz trzech makroregionów: na płn. wschodzie, płd. wschodzie i na płn. zachodzie. Obliczeniami objąłem lata 1960 i 1965, wykazując, że trzy makroregiony otaczające blok centralny rozwijają się "procentowo" wolniej, są więc elementem sprzyjającym nadmiernej centralizacji. Aby temu zapobiec, w nich właśnie powinno się koncentrować nowe inwestycje przemysłowe.

Zajmowałem się także obszarami ochrony środowiska z punktu widzenia ich wykorzystania dla celów uzdrowiskowych i turystycznych, wykazując przy tym, że ich walory są niewłaściwie wykorzystywane przez gospodarkę związaną z turyzmem.

Badałem zmiany zachodzące w przestrzennym zagospodarowaniu kraju w okresie 20 lat powojennych. Przewodnią rolę w rozwoju kraju przypisywałem aglomeracjom miejsko-przemysłowym. Dowody na to prezentowałem w Polsce oraz - przy okazji różnych konferencji - także we Włoszech, Czechosłowacji, Anglii. Jednak zawsze ostrzegałem przed szkodliwością zbytniego wzrostu aglomeracji, tzn. takiego, któryby przeszkadzał rozwojowi innych części kraju. Przedstawiłem te zastrzeżenia w pracy Granice wzrostu aglomeracji miejsko-przemysłowych w zagospodarowaniu przestrzennym kraju.

Pisząc o Instytucie Geografii PAN, wspomnę o wymianie naszych czasopism. Wymienialiśmy je z ok. 100 ośrodkami geograficznymi na świecie. Jest to chyba dowodem poziomu naukowego, jaki nasze wydawnictwa prezentują. Przecież, mimo że zaopatrywaliśmy je w streszczenia angielskie lub francuskie, bariera językowa pozostawała.

Przykładałem zawsze dużą wagę do prac bibliograficznych. Znalazło to swój wyraz w dorobku obu Instytutów Geografii - PAN i UW - w tym zakresie. Powołałem specjalny zespół, który opracowywał kolejne tomy Bibliografii Geografii Polskiej, poczynając od 1918 r. W 1964 r. nawiązaliśmy współpracę z wydawnictwem Bibliographie Géographique Internationale, ukazującym się w Paryżu. W dziale Europe Orientale pod redakcją prof. P. George'a mieściła się w poddziale Pologne wyselekcjonowana polska bibliografia geograficzna, opracowywana przez prof. J. Kobendzinę, B. Winida, H. Rękawkową i in. przy moim udziale. W ten sposób dorobek polskiej geografii był na bieżąco prezentowany na arenie międzynarodowej. Podobnie nasz dorobek kartograficzny byt systematycznie prezentowany w wydawnictwie Bibliographie Cartographique lnternationale.

W związku z opracowywaniem planów regionalnych stałem na stanowisku konieczności uwzględniania danych dotyczących środowiska geograficznego. W wyniku tego zaproponowałem wydanie atlasu wycinków map tematycznych 7 elementów fizjograficznych, charakteryzujących środowisko geograficzne (na wzór atlasu geologii). Niestety, został wydany tylko Atlas gleb M. Strzemskiego.

Ponieważ straty w bibliotekach spowodowane przez II wojnę były wielkie, a w dużej mierze dotyczyło to map i atlasów, zaproponowałem opracowanie stanu istniejących zbiorów kartograficznych w Polsce. W ciągu kilku lat do 1961 r. wyszło kilka zeszytów Centralnego Katalogu Zbiorów Kartograficznych, opracowanych przez dr M. Łodyńskiego z zespołem.

W 1960 r. została wydana, opracowana przy moim udziale, bibliografia pt. National Atlases jako wydawnictwo Komisji Atlasów Narodowych IGU. Ten międzynarodowy przegląd źródeł, artykułów dotyczących atlasów narodowych i regionalnych ukazywał się co 4 lata. Pod moją redakcją, a opracowywane przez H. Rękawkową z zespołem, wyszło w okresie 1960-1976 pięć tomów. W 1977 r. przejął tę bibliografię prof. K. Saliszczew z uniwersytetu moskiewskiego i chyba przestała wychodzić.

Na zakończenie chciałbym powiedzieć, że moją wielką troską było zawsze wprowadzanie nowych metod uściślających badania geograficzne. Dlatego popierałem wprowadzenie metod matematycznych, mimo że sam ich nie opanowałem. Nawet teraz, kiedy jestem już tyle lat na emeryturze, z radością witam wszelkie udogodnienia i usprawnienia pracy w Instytucie. Jednego jednak dzisiaj brak: tego ogromnego zapału do pracy, nie zważania na to, jakie ona przynosi dochody. Dziś dominuje chęć urządzenia się, dochodowych wyjazdów zagranicznych itp., a dobro Instytutu jest na drugim planie.

E. Kartografia. Działalność kartograficzną rozpocząłem opracowaniem dla Towarzystwa Krzewienia Narciarstwa w latach 1933-1936 treści turystycznych i krajoznawczych map plastycznych opracowywanych przez J. Sarnickiego dla grupy Babiej Góry, Pilska i W. Raczy, a także Baraniej Góry. W 1936 r. wydaliśmy wspólnie z prof. W. Goetlem mapę podziału polskich Karpat na grupy górskie w skali 1:125 000. W 1939 r. została wydana moja mapa Rozmieszczenie uzdrowisk w Polsce.

Po wojnie kartografia polska znalazła się w kręgu zainteresowań Rosjan. Na czele WIG, po aresztowaniu płk T. Naumienki, stanął Rosjanin płk Pietrow, wprowadzono zasady i metody kartografii radzieckiej. Groziło to upadkiem tak pięknie rozwijanej pod kierunkiem E. Romera kartografii polskiej. W tym okresie opublikowałem tylko jedną planszę złożoną z 9 odcinków dawnych map Polski w pierwszym wydaniu Atlasu Polski (1953).

Na szczęście w 1956 r. płk Naumienko został zwolniony z więzienia wraz z dużą grupą oficerów. Wrócił na stanowisko kierownika WIG, a kartografia polska, mimo tak trudnych warunków, odżyła.

W komitecie redakcyjnym Wielkiego Atlasu Świata na 20 członków było 11 geografów, wśród których i ja się znalazłem. Atlas ten był wielkim osiągnięciem polskiej kartografii. Ukazała się w nim m.in. moja mapa Regiony Ekonomiczne Świata w 1967 r. Niestety wydawcy Atlasu nie podali listy autorów. O poziomie Wielkiego Atlasu Świata świadczy fakt, że firma angielska Maxwella kupiła od nas ten Atlas w wersji językowej angielskiej i wydała pod swoim szyldem.

W 1974 r. wydałem wspólnie z P. Eberhardtem i S. Hermanem dwie mapy: Główne ogniwa struktury przestrzennej gospodarczej Polski w 1966 i Polska 2000 - system węzłowo-pasmowy.

Wydałem dwa Atlasy Przemysłu Polski. Pierwszy, wobec braku pozwolenia cenzury, został wydany tylko w kilkudziesięciu egzemplarzach metodą kolorowej fotografii, wykonanej w pracowni fotograficznej IG PAN. Drugi Atlas Przemysłu Polski został przez cenzurę zakwalifikowany tylko do użytku służbowego. Autorami byli (wraz ze mną) moi dwaj współpracownicy - T. Lijewski i S. Misztal. Za atlas ten otrzymaliśmy nagrodę państwową II stopnia.

Po sukcesie kartograficznym Wielkiego Atlasu Świata postanowiłem opracować Narodowy Atlas Polski. Włożyłem weń wiele pracy. Wydał go Zakład im. Ossolińskich we Wrocławiu. W tym Atlasie jest kilka map mojego autorstwa, np. na dwóch arkuszach mapy analityczne struktury przestrzennej i gospodarki narodowej w 19611970, Aglomeracje miejsko-przemysłowe (wspólnie z P. Eberhardtem i S. Hermanem) oraz Zniszczenia i zanieczyszczenia środowiska (z B. Dębowskim i L. Sitkówną).

W 1975 r. podjąłem nową inicjatywę kartograficzną: opracowałem koncepcję Atlasu zasobów, walorów i zagrożeń środowiska. Nad realizacją i wydaniem atlasu pracujemy wspólnie z dr M. Drzał i mgr Z. Jankowskim. Jednak, mimo zapotrzebowania na taki atlas, nie został on dotąd (1991 r.) wydany.

Będąc członkiem różnych komitetów i rad związanych z kartografią oraz zespołów redakcyjnych atlasów, brałem udział w dyskusjach na temat cenzury i utajniania map topograficznych i przeglądowych. Mimo licznych protestów i rozmów nie mogliśmy przełamać rygorów cenzury wojskowej, przeto miałem liczne kłopoty z wydawaniem map szczegółowych, a wydawanie atlasów ciągnęło się latami.

F. Ustalanie nazw polskich na ziemiach polskich po II wojnie. Po wojnie zaistniał problem nazw polskich na ziemiach zachodnich i północnych; tworzono je nieraz spontanicznie na miejscu. Resorty administracji na ziemiach wcielonych do Polski próbowały - każdy na swoją rękę - porządkować sprawę nazw.

W Warszawie została powołana z początkiem 1946 r. Państwowa Komisja Nazw Miejscowych pod przewodnictwem prof. S. Srokowskiego. Pracę w niej podjęło kilku geografów, m.in. A. Wrzosek i M. Klimaszewski. Komisja ustaliła ponad 32 tys. nazw, nawiązując często do nazw historycznych. Jej wyniki zostały opublikowane w pracy pod redakcją S. Responda pt. Slownik Nazw Geograficznych Polski Zachodniej i Północnej, wydany w 1951 r. w dwóch tomach. Równocześnie w Wydziale ds. Naukowych PTG zainicjowałem prace nad uporządkowaniem nazw fizjograficznych (gór, rzek, dolin itp.). Nazewnictwo to zostało przyjęte jako oficjalne przez Ministerstwo Oświaty dla podręczników szkolnych i innych wydawnictw. Wyniki tych prac publikowałem w "Czasopiśmie Geograficznym".

Po wojnie zmieniły się nie tylko granice Polski, ale także innych państw, powstały nowe państwa, zaistniała więc potrzeba ustalenia nazw polskich dla państw i miast całego świata, obowiązujących w polskich wydawnictwach. Jako kierownik Wydziału ds. Naukowych PTG zainicjowałem prace nad tym nazewnictwem i utworzyłem specjalny zespół w PTG, który od początku prowadził geograf L. Ratajski i językoznawca prof. P. Zwoliński. Brali w tym udział i inni geografowie (I. Szewczykówna). Po powstaniu Instytutu Geografii PAN 1953 r. prace te przejął Instytut, tworząc Komisję ustalania nazw geograficznych PAN. Prowadził ją prof. F. Uhorczak, ale nadal duszą Komitetu był doc. L. Ratajski. Komitet składał się z geografów: prof. S. Pietkiewicza, doc. M. Janiszewskiego, prof. J. Kondrackiego, prof. S. Leszczyckiego, prof. B. Olszewicza, prof. J. Staszewskiego, prof. J. Wasowicza, a jako doradców doproszono 15 filologów. W 1954 r. utworzyliśmy specjalną pracownię nazewniczą w Dziale Dokumentacji IG PAN.

Zagadnieniem ustalania oficjalnych nazw nowych państw zainteresowało się ONZ. Powołano specjalny organ ONZ, który publikował oficjalne spisy nazw państw. Geografowie polscy brali stale udział w międzynarodowych konferencjach z tej dziedziny, a prof. J. Kondracki do dziś jest przedstawicielem Polski w Międzynarodowej Komisji Nazewniczej ONZ.

G. Stacje terenowe PTG i ich działalność. W okresie kierowania Wydziałem ds. Naukowych PTG doszedłem do przekonania, że geografom są potrzebne stacje terenowe dla prowadzenia stałych badań geograficznych w różnych regionach Polski. Zainteresowanie badaniami terenowymi, zwłaszcza na Ziemiach Odzyskanych, było ogromne. Na jednej z wypraw w okolice Szczecina i na wyspę Wolin, w której - jak pamiętam - brała udział dr J. Kobendzina, zdecydowaliśmy się na założenie nadmorskiej stacji na Wolinie. Przeprowadziłem odpowiednie rozmowy, wydostałem od premiera J. Cyrankiewicza fundusze i kupiłem dla PTG dom od burmistrza Międzyzdrojów. Założyliśmy tam stację meteorologiczną, która - z czasem przejęta przez Park Narodowy - nadal pracuje. Przygotowaliśmy dom na przyjęcie grup badawczych. Pierwsze badania odbyły się w 1949 r.

Mimo że uzyskałem dla grupy studentów i naukowców imienne zezwolenia na prowadzenie badań w terenie, trudności były duże. Zakazano nam badań w pasie wybrzeża, co uderzyło w grupę geografów fizycznych. Zdarzało się, że moich studentów prowadzących badania w różnych miejscowościach wyspy musiałem wydostawać z rak lokalnego "bezpieczeństwa". Badania geomorfologiczne prowadziła z grupą studentów dr J. Kobendzina, interesując się głównie wydmami przy ujściu Odry i nad jeziorem Wicko. Prof. R. Kobendza prowadził obserwacje florystyczne i dendrologiczne.

Prowadziłem wtedy z grupą studentów badania nad składem i pochodzeniem ludności. Osiągnięte wyniki były ciekawe. Okazało się na przykład, że kart meldunkowych w gminach było ok. 23 tys., a ludność Wolina liczyła ok. 12 tys. Znaczyło to, że pierwszą falą osadniczą byli szabrownicy, którzy po złupieniu majątku poniemieckiego wycofali się, a ich miejsce zajęli nowi osadnicy. Zaobserwowaliśmy także, że ludzie ze wschodu, nie mający nieraz pojęcia o rybactwie morskim, zostali tu rybakami. W rzeczywistości łowili za nich Niemcy, pozostali jeszcze na Wolinie i u nich zatrudnieni. Były to moje ostatnie badania terenowe.

Podobne stacje, zwykle wyposażone w stację meteorologiczną i stale w niej mieszkającego obserwatora, założyliśmy w kilku innych miejscowościach: stację limnologiczną w Giżycku (a następnie w Mikołajkach), stację górską sudecką w Wojcieszowie (przejęta od prof. J. Dylika), którą później przenieśliśmy do Szymbarku, stację wysokogórską na Hali Gąsienicowej oraz maleńką stację w Śnieżnych Kotłach (szałas górski). We wszystkich stacjach z wyjątkiem tej ostatniej znajdowały się pomieszczenia, z których mogły korzystać osoby prowadzące badania indywidualnie lub grupowo. W Szymbarku obiekt był tak duży, że badania były tam prowadzone przez stale na stacji mieszkających obserwatorów-geografów, przygotowujących swoje prace doktorskie z różnych dziedzin. Po rozbudowie stacji w Szymbarku urządzaliśmy tam konferencje krajowe, także z udziałem geografów zagranicznych. Obecnie w części stacji mieści się dom wczasowy PAN, ale badania są dalej prowadzone przez pracowników IG PAN, a sala konferencyjna nadal służy spotkaniom geografów.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5] 


Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach