Wielcy
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Wielcy i więksi > Kwartalnik Historii Nauki i Techniki  



"Kwartalnik Historii Nauki i Techniki",
R. 24:1979 z. 4 s. 731-756
Stanisław Lorentz
[1]  [2]  [3]  [4]  [5] 
ZAPISKI DO AUTOBIOGRAFII

Tytuł tych wspomnień zaczerpnąłem od prof. Władysława Tatarkiewicza. Odpowiada mi dlatego, że nie jest wiążący i pozostawia swobodę wypowiedzi. To dla mnie ważne, bo trudno byłoby w mym życiu ściśle rozgraniczyć właściwą działalność naukową i jej praktyczne zastosowanie w dziedzinie ochrony zabytków, muzealnictwa, międzynarodowej współpracy naukowej i upowszechniania kultury. Trudno by było i dlatego, że miałem zawsze upodobanie do prac zespołowych, co zostało utrwalone dwiema zespołowymi nagrodami państwowymi: najpierw - razem z prof. Bogusławem Leśnodorskim za wystawę "Wiek Oświecenia w Polsce" w roku 1951 w Muzeum Narodowym, a w dziesięć lat później - w gronie paru muzeologów - za odbudowę muzealnictwa polskiego po wojnie. I trudno by mi było również dlatego, że z mą pracą naukową wiązała się często działalność społeczna, zawsze w zakresie naukowym i kulturalnym.

1. Dom rodzinny i młodzieńcze zainteresowania

Na ukształtowanie się moich zainteresowań nauką i kulturą wpłynęła atmosfera domu rodzinnego. Oboje moi rodzice byli pedagogami. Gdy się urodziłem w Radomiu 28 kwietnia 1899 r., ojciec posiadał tam prywatną szkołę, w niedługim zresztą czasie zamkniętą z politycznych względów przez władze rosyjskie. Przez kilkanaście lat był później inspektorem w Gimnazjum W. Górskiego w Warszawie, a w r. 1918 już od władz polskich uzyskał koncesję na założenie prywatnego gimnazjum humanistycznego. Był germanistą, autorem kilkutomowego Metodycznego kursu języka niemieckiego, połączonego z podręcznikiem literatury niemieckiej dla klas najwyższych oraz Gramatyki języka niemieckiego. Matka moja była nauczycielką gimnazjalną geografii. W późniejszych latach życia udzielała lekcji francuskiego, niemieckiego i rosyjskiego. W domu panował kult nauki i nauczania, a tematami rozmów były normalnie sprawy związane ze szkolnictwem. Nauczyciele gimnazjalni zajmowali w tamtych latach w zaborze rosyjskim wyższą pozycję w hierarchii społecznej niż później - w latach międzywojennych, a znacznie wyższą niż dziś. Byli wśród nich - w czasach gdy brakowało w zaborze rosyjskim wyższego szkolnictwa - profesorowie o akademickich kwalifikacjach naukowych, byli doskonali popularyzatorzy wiedzy i wybitni działacze społeczni.

Spośród moich nauczycieli w klasach wyższych, których zaliczyć można do tej grupy, wymienię Norberta Barlickiego. Zawdzięczam mu zainteresowanie nie tylko literaturą w ogóle - a zwłaszcza Słowackim - i muzyką (najpierw Beethovenem), ale też zagadnieniami społecznymi. W tym czasie, w ostatnich latach przed I wojną światową, uwaga moja nie koncentrowała się jeszcze wyraźniej na określonych dziedzinach kultury, ale w każdym razie była to humanistyka. Od czasu, gdy w r. 1912 zobaczyłem na scenie Teatru Wielkiego Orlątko Rostanda z Osterwą i Frenklem - a później w Teatrze Polskim Irydiona - stałem się częstym gościem w teatrze. Zanotuję tu, że książki Gomulickiego i Przyborowskiego, Orlątko, a po tym Lalka Prusa związały mnie nie tyle z Napoleonem, ile z polską legendą napoleońską. Dość wcześnie wywarł na mnie wrażenie Wagner, oczywiście najpierw jego pierwsze wybitne opery: Holender tułacz, Tannhäuser oraz Lohengrin. Ze sztuk plastycznych najwcześniej zetknąłem się z architekturą, ale raczej z problemami historycznymi niż artystycznymi, które z nią się wiążą. Stało się to na gruncie mego zainteresowania przeszłością Warszawy, a nie sztukami plastycznymi. By dopełnić informacji o procesie kształtowania się mych osobistych zainteresowań dodam jeszcze, że byłem harcerzem i członkiem uczniowskiego koła krajoznawczego. Stąd wywodzą się moje skłonności do prac społecznych i po części - ochrony dóbr kultury i natury. Momentem przełomowym stało się zapoznanie, gdy byłem w VII klasie gimnazjalnej, z książką W. Jerusalema Wstęp do filozofii. Poczułem, że otworzyło się okno na świat i pomyślałem, że uniwersyteckie studia filozoficzne powinny mi dać podstawę do pracy naukowej na całe życie.

Gdy miałem 17 lat, złożyłem w Gimnazjum W. Górskiego egzamin maturalny i wstąpiłem na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Warszawskiego w drugim roku po jego odnowieniu. Za główny przedmiot studiów wybrałem filozofię ścisłą; zapisałem się na wykłady i seminaria profesora Jana Łukasiewicza i profesora Władysława Tatarkiewicza. Aktywny udział brałem zwłaszcza w seminariach prof. Tatarkiewicza, a tematem moich dwóch referatów była etyka Seneki. Korzystając ze swobody w studiach, która była tak charakterystyczna dla uniwersytetów w tamtych czasach, rozglądałem się dość szeroko w charakterze zajęć w pokrewnych dziedzinach, uczęszczając na wykłady z historii literatury polskiej i nawet filologii klasycznej. Stopniowo jednak zainteresowania moje zaczęły koncentrować się na historii sztuki i już w roku akademickim 1917/18 zdecydowałem się ją właśnie wybrać ostatecznie jako główny kierunek studiów.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5] 


Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach