Wielcy
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Wielcy i więksi > Kwartalnik Historii Nauki i Techniki  



"Kwartalnik Historii Nauki i Techniki",
R. 34:1989 nr 4, s. 745
Ryszard Manteuffel-Szoege
[1]  [2]  [3] 
Ryszard Manteuffel-Szoege
SZKIC AUTOBIOGRAFICZNY

Jak większość starej polskiej inteligencji, pochodzę z rodziny ziemiańskiej. Moi przodkowie, w czasach gdy Estlandia (obecnie Estonia) stanowiła przez czas jakiś prowincję duńską, przenieśli się w XIII w. z wojskami królów duńskich z Dolnej Saksonii do tej prowincji bałtyckiej. W tym czasie (do początków XVII w.) nosili nazwisko odmieniane różnie, a mianowicie: Soie, Soye, Zoege, Zoge, Szoege. Dopiero na początku XVII w. zaczęto dodawać nazwisko Manteuffel, tak że w końcu zostało już tylko nazwisko Manteuffel, aczkolwiek pełne nasze nazwisko brzmi: Manteuffel-Szoege (wymawia się: Scöge). W wiekach XVII, XVIII i do połowy XIX członkowie naszej polsko-inflanckiej oraz kurlandzkiej linii nazywani byli w spolszczeniu po prostu - Seyami. Nazwisko Manteuffel figurowało jedynie w dokumentach oficjalnych. Przyjęcie w początkach XVII w. nazwiska Manteuffel genealodzy tłumaczą tym, że w tym czasie nastąpiło w Nadbałtyce uświadomienie o wspólnym pochodzeniu tych dwóch rodzin - rodziny Szoege oraz pomorskiej rodziny Manteufflów (m.in. tych z Połczyna), a że w tym czasie panowała moda używania podwójnych nazwisk, Seyowie dołączyli do swego nazwiska nazwisko Manteuffel.

Do końca XVI w. wszyscy przodkowie po mieczu polsko-inflanckiej linii Manteufflów mieli swe posiadłości w Estlandii oraz w północnej części Inflant, które czas jakiś należały do Polski jako woj. wendeńskie, a później otrzymały nazwę Inflant Szwedzkich. Nasz bezpośredni przodek, Andrzej Manteuffel-Szoege, jako rotmistrz Jego Królewskiej Mości, w wojnie polsko-szwedzkiej opowiedział się za Polską, a w roku 1621 na skutek tego, że prowincja ta odpadła od Polski, utracił swe posiadłości i przeniósł się do posiadłości swej żony, położonej w stanowiącej polskie lenno Kurlandii. Wnuk jego uzyskał dobra Berzygał położone w Inflantach Polskich i tak to moja rodzina od siedmiu pokoleń jest jedną z rodzin polsko-inflanckich, podobnie jak Platerowie, Zyberkowie, Borchowie, Hylzenowie, Mohlowie, Weyssenhoffowie i wiele innych.

W XIX wieku Manteufflowie pojęli żony z miejscowych rodzin inflanckich, całkowicie spolszczonych (Rykowie) lub rdzennie polskich (Benisławscy). Wtedy to, jak rozumiem, nastąpiło całkowite spolszczenie mojej rodziny. Sądzę, że przodkowie moi poprzednio czuli się obywatelami Rzeczpospolitej Obojga Narodów (czterej kolejno byli oficerami polskimi, a piąty - szambelanem króla Stanisława Augusta), lecz raczej Inflantczykami niż Polakami. Tego, że mój dziadek Ryszard Manteuffel czuł się już Polakiem, dowodzi m.in. fakt, że nie akceptując wybuchu Powstania w roku 1863, gdyż nie wierzył w jego powodzenie, włączył się do Powstania i został aresztowany, gdy jako b. oficer rosyjski (rtm. huzarów grodzieńskich) przewoził w swej karecie broń dla powstańców. Był więziony w więzieniu dyneburskim i skazany na zesłanie do Omska. Przed zesłaniem na katorgę uratowały go jedynie wpływy, jakie miała rodzina jego żony u Dworu. Majątki jego zostały zasekwestrowane. Po kilku latach osiedlenie na Syberii zastąpiono przymusowym osiedleniem w Rydze. Wreszcie zdjęto sekwestr z jego posiadłości, które mu zwrócono w stanie wielkiej dewastacji. Musiał też do końca życia płacić, podobnie jak inni polscy ziemianie z Inflant Polskich, kontrybucję do skarbu cesarskiego. Sekwestr, kontrybucja, zesłanie i zakaz powrotu do majątku, połączone po jego wczesnej śmierci z niezbyt udolną gospodarką żony i dorastających synów, nieumiejętność dostosowania się do gospodarki kapitalistycznej po pańszczyźniano-feudalnej przed r. 1864, europejski kryzys rolny lat osiemdziesiątych, lichwiarskie kredyty bankowe, koszty wykształcenia licznego potomstwa - wszystko to doprowadziło rodzinę do majątkowej ruiny. Ostatni z majątków rodzinnych został sprzedany około 1905 r. Tak więc Ojciec mój nie został już właścicielem majątku.

Początkowo, mając ukończony Wydział Handlowy Politechniki Ryskiej, zaczął pracować w dziedzinie ubezpieczeń. Ciągnęły go jednak rodzinne strony oraz wieś. Po kilku latach zaproponowano mu stanowisko naczelnika ziemskiego jednego z rejonów powiatu lucyńskiego w Inflantach Polskich. Stanowisko to miało charakter administracyjno-sądowy i umożliwiało zamieszkiwanie na wsi. Nabył wtedy z oszczędności rodziny resztówkę jednego z byłych majątków swej matki (o nazwie Stary Zamek). W ten sposób zamieszkałem z Rodzicami i rodzeństwem na wsi, co umożliwiło mi codzienny kontakt z rolnictwem. Nasz pobyt tam to było nasze dziecinne i młodzieńcze El Dorado. Odtąd spędzaliśmy tam wszystkie wakacje szkolne.

W marcu 1918 r. zmarł mój Ojciec. Po jego śmierci opuściliśmy, m.in. na skutek zmian politycznych, Inflanty Polskie i przenieśliśmy się z Matką, która pochodziła z Kongresówki, do Warszawy, gdzie zamieszkaliśmy z Jej Matką a moją Babką, która, przekazawszy swój majątek synowi, zamieszkała w tym mieście.

W roku 1920 w czasie ofensywy bolszewickiej wstąpiłem ochotniczo do wojska, do 201 pułku artylerii polowej, i brałem udział w walkach dywizji ochotniczej płka Koca, w skład której wchodził pułk aż do zawieszenia broni. Zostałem zdemobilizowany w stopniu bombardiera.

Już od dziecinnych lat byłem związany z koniem, zresztą w domu moim panowały tradycje kawaleryjskie, gdyż prawie wszyscy moi przodkowie służyli w jeździe. Natomiast już od 1917 r. moim marzeniem stała się służba w pułku ułanów krechowieckich.

Jesienią 1921 roku, po pewnym wahaniu, gdyż nie mając własnego majątku ziemskiego namyślałem się, czy nie pójść na politechnikę, wstąpiłem na Wydział Rolny Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Już od młodych lat pragnąłem zarządzać dużym majątkiem rolnym, a takiego nie posiadaliśmy. Pociągały mnie również stale sprawy organizacji oraz ekonomiki gospodarstw rolnych. Przykładałem się też później do tego przedmiotu na Uczelni, i tu wybiegam już w mej autobiografii znacznie naprzód. Kierownikiem Zakładu Ekonomiki Gospodarstw Rolnych był w tym czasie wybitny ekonomista rolny profesor Stefan Moszczeński. Toteż byłem szczęśliwy, gdy na początku trzeciego roku studiów Profesor zaproponował mi, bym został jego młodszym asystentem. Pracowałem na tym stanowisku przez trzy lata i wtedy podjąłem decyzję, by zostać pracownikiem naukowym.

Już wtedy miałem za sobą kilka krótszych praktyk rolniczych. Doszedłem jednak do wniosku, że aby być dobrym naukowcem w moim przedmiocie, trzeba mieć tej praktyki znacznie więcej. Zdecydowałem się wtedy, by - uzyskawszy zgodę Profesora - po ukończeniu Szkoły przerwać pracę na Uczelni i na dłuższy czas przejść do praktyki. Profesor pochwalił mój zamiar i wyraził nadzieję, że jeszcze do niego wrócę. Było to prorocze, bowiem po 22 latach przerwy powróciłem, już niestety po jego śmierci, do jego katedry; zostałem nawet jej kierownikiem.

W roku 1920 miałem zaliczone pół roku służby wojskowej. Brakował mi jeszcze rok, gdyż w tych latach poborowi z cenzusem służyli półtora roku. Zatem w 1926 r., gdy ukończyłem studia, czekało mnie jeszcze wojsko. Postanowiłem wtedy spełnić moje marzenie o służbie w kawalerii, najchętniej w 1 pułku ułanów krechowieckich. Powziąłem następujący plan. Dowódcą tego pułku był wówczas płk Zygmunt Podhorski. Miałem na Wydziale młodszego kolegę i przyjaciela, kuzyna pułkownika. Poprosiłem go o "protekcję": by mnie polecił dowódcy pułku i pomógł wyreklamować w PKU. Wkrótce otrzymałem uprzejmy list od płka Podhorskiego, zapraszający do przyjazdu do pułku, do Augustowa. W najbliższym czasie wybrałem się do Augustowa. Z bijącym sercem zgłosiłem się do dowódcy pułku, który mnie bardzo życzliwie przyjął, obiecał napisać w tej sprawie do PKU. Po paru tygodniach otrzymałem z PKU wezwanie do wojska i przydział do 1 pułku ułanów w Augustowie. Dnia 13 lipca 1926 r. zameldowałem się w dowództwie pułku. Otrzymałem przydział do I szwadronu, którym dowodził w tym czasie rtm. Edward Milewski. Po miesięcznym pobycie w pułku, około połowy sierpnia, zameldowałem się w Grudziądzu w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii. Zostałem przydzielony do 3 plutonu (w tym roku podchorążówka składała się tylko z jednego szwadronu); którym dowodził por. 14 p. ułanów jazłowieckich Franciszek Skibiński, obecnie generał. Z pobytu w Podchorążówce mam jak najmilsze wspomnienia. Podchorążówkę ukończyłem po 9-miesięcznym pobycie, w połowie kwietnia 1927 roku, z pierwszą lokatą w plutonie (1/32) oraz drugą w szkole (2/114).

[1]  [2]  [3] 


Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach