Wielcy
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Wielcy i więksi > Kwartalnik Historii Nauki i Techniki  



"Kwartalnik Historii Nauki i Techniki",
R.40:1995 z. 4 s. 7 - 16
Bogusław Żernicki
[1]  [2]  [3] 
Bogusław Żernicki
UCZONY W POLSCE: AUTOBIOGRAFIA
FIZJOLOGA MÓZGU


UCZĘ SIĘ (1931-50)

Urodziłem się w 1931 r. Przed wojną mieszkałem w Warszawie. Dom i szkoła wpoiły we mnie wiarę w Boga i patriotyzm. Świat na wiele lat nabrał biało-czarnej prostoty. Miewałem jednak dylematy moralne. Na przykład, zastanawiałem się, czy oddałbym życie za prezydenta Polski, Ignacego Mościckiego. Miesiące letnie w Truskawcu, uzdrowisku niedaleko Lwowa. Tu rodzice zbudowali dom. Sąsiadowało z nami gospodarstwo ukraińskie. Z córeczką sąsiadów przyjaźniłem się. Dziewczynka miała ogromną fantazję. Jestem łatwowierny i wierzyłem jej, że często bywa w niebie. Częstym tematem rozmów rodziców była moja przyszłość. Jednym z jej elementów miały być studia w Anglii.

Wojna. Wędrówka z Warszawy na wschód. Pewnej nocy słuchałem długiego monologu jednego z uciekinierów na temat, jak zostaną ukarani Niemcy za rozpętanie wojny, która miała się skończyć za parę tygodni. Powrót do Warszawy. Parokrotnie musieliśmy zmieniać mieszkanie, raz przeze mnie. W domu mieszkała rodzina folksdojczów. Nie chciałem się bawić z chłopcem i porywczo wyraziłem się obraźliwie o jego rodzicach. Po paru dniach wszyscy Polacy musieli dom opuścić. W szkole wielu dobrych nauczycieli, niektórzy przed wojną uczyli w szkołach średnich i wyższych. Wieczory wypełnione czytaniem. Żyłem w bajkowych światach Sienkiewicza i Maya. Miesiące letnie w Józefowie: krystaliczny Świder, las i piłka. Była nas paczka i byliśmy pochłonięci własnymi sprawami. W czasie wakacji przed powstaniem pierwsza sympatia (Basia Hesse, późniejsza znana pianistka). Przez wiele lat tęskniłem za wakacjami w Józefowie.

Czas powstania w majątku koło Mogielnicy. Spłonęły moje książki i po raz pierwszy zawalił się świat. Wieczorami w przestronnej kuchni zbierali się uciekinierzy z Warszawy. Tylko jedna młoda kobieta była krytyczna w stosunku do wybuchu powstania. Nie lubiliśmy jej. Jednego dnia do dworu zawitał młody, zbiedzony powstaniec. Po rozmowach w kuchni spotkał się z nami - kilku chłopcami. Opowiedział, jak zdobywał pałac Staszica. Zakończył mniej więcej tak: "Niedługo przyjdą tamci, kiep kto nie skoczy". Nie wiedział, że nie było szansy. Był tak samo niedoinformowany jak uciekinier z Warszawy na początku wojny, wierzący w jej rychły koniec. W latach osiemdziesiątych odwiedziłem to miejsce. Zniknął drewniany dwór i zniknęły obrzydliwe czworaki. Tam, gdzie były pola i znojna praca, stały ładne domki i snuli się dawni mieszkańcy czworaków. Wszyscy bardzo narzekali.

Łódź. Świetne gimnazjum i liceum im. Mikołaja Kopernika. Lekcje religii miał legendarny ojciec Tomasz Rostworowski. Byłem aktywnym członkiem założonej przez niego międzyszkolnej Sodalicji Mariańskiej. Nasza religijność była zmieszana z niechęcią do komunizmu. Działałem również w Łódzkiej Rodzinie Radiowej, opiekowaliśmy się powojennymi sierotami.

Dwa lata przed maturą rozpocząłem medytacje nad przyszłością. Postanowiłem poświęcić życie pracy naukowej. Doszedłem do wniosku, że wiedza jest wartością największą, a jej pomnażanie rzeczą najprzyjemniejszą. Dostrzegam pewną analogię pomiędzy moją decyzją a decyzją młodego powstańca warszawskiego, który postanowił poświęcić swe życie Ojczyźnie. Następnie zdecydowałem, że będę badał mechanizm czynności psychicznych, a więc rzecz najciekawszą. Wpłynęły na to między innymi dwie książki: Mechanizmy działania mózgu z wykładami Adriana, Pawłowa i Sherringtona oraz Podstawy Psychologii Mieczysława Kreutza. Chciałem być jednocześnie neurofizjologiem, psychologiem i filozofem. Moim poligonem badawczym miało być nie tylko laboratorium, ale również codzienne życie. Uczyłem się pilnie. Mimo braku dostatecznych obiektywnych przesłanek wkrótce nabrałem przekonania, że w przyszłości dokonam niezwykłych odkryć. Innymi słowy, uległem samooszustwu "myślenia życzeniowego" (wishful thinking). Byłem radosny i zarozumiały.

Postanowiłem studiować medycynę. Pochodzenie inteligenckie utrudniało dostanie się na studia i moi najbliżsi zdobywali protekcje. Egzamin na jesieni 1949 miał przebieg dramatyczny - nie wiedziałem, ile jest dróg do socjalizmu. Radość z dostania się na studia była zmieszana ze smutkiem po śmierci ojca. Było nas na roku około siedmiuset. Podwójny wydział cywilny i wydział wojskowy. Niektóre wykłady mieliśmy w salach kinowych. Wykłady fizjologa, Mieczysława Wierzuchowskiego, były niezapomnianym przeżyciem. Pracę zastawek serca demonstrował, siłując się ze swoim asystentem, a elastyczność czerwonych krwinek, która umożliwia im przechodzenie przez naczynia włosowate, przyrównywał do elastyczności gąbek do ścierania tablicy, którymi w nas rzucał. Na roku było sporo komunistów i niektórych należało się strzec. Na pierwszym roku udowadniałem koledze istnienie Boga, zresztą głównie przez przekorę, gdyż wiarę stopniowo traciłem. Wkrótce potem moje stypendium naukowe zostało zmniejszone. Dowiedziałem się, że na skutek klerykalnych naleciałości. Bardziej drastyczna sprawa miała miejsce na czwartym roku. Po tygodniowym pobycie na internacie położniczym dwóch kolegów dostało kilkuletnie wyroki. Zranili oni uczucia kolegi, żartując z komunizmu.
[1]  [2]  [3] 


Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach