Wielcy
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Wielcy i więksi > Polacy mniej znani  



ALCHEMIK MIMO WOLI
Stanisław Samuel Okraszewski
Stanisław Samuel Okraszewski jest jednym z ciekawszych, a zarazem nieco tajemniczych Polaków z przełomu XVIII i XIX w. Nie znamy dokładnie ani miejsca, ani roku jego urodzenia, choć przyjmuje się, że przyszedł na świat w Królewcu ok. 1744 r. i wywodził się z rodziny szlacheckiej herbu Lubicz, pochodzącej z Ponik (Ponickau). Studia rozpoczął w Królewcu, wpisując się na semestr letni w 1764 r. jako Rheno-Borussus. Nie udało mi się ustalić, co taki wpis oznacza; pierwszy człon nazwy sugeruje Ren, ale może być błędnie odczytaną, skróconą formą innej nazwy, na przykład Regiomontanus (?) (z Królewca?). Druga część oznacza "z Prus".

Po studiach Okraszewski uczył się dalej i podróżował. Był w Uppsali, gdzie słuchał wykładów z chemii i mineralogii, potem zwiedził Holandię i Francję. Skąd miał pieniądze? Kto sfinansował kilkuletnie podróże młodego badacza? Nie wiemy. Podobno w Paryżu spotkał się z Franzem Mesmerem, który przeprowadzał głośne doświadczenia z tzw. magnetyzmem zwierzęcym, bulwersujące świat naukowy i przyciągające eleganckie towarzystwo. Miał i nasz Stanisław Samuel ulec tej fascynacji i zawrzeć bliższą znajomość z Mesmerem. Gdzie i kiedy został różokrzyżowcem? Według najpowszechniejszych stereotypów właśnie z podróży zagranicznych wracano ze "skazą masońską", stamtąd przywożono wszelkie "zgubne" prądy i idee. Może właśnie poznającego za granicą tajniki chemii adepta przyciągnęli parający się alchemią różokrzyżowcy? Według późniejszych relacji sam Okraszewski wspominał, że poznał w Amsterdamie najsłynniejszych kabalistów Europy.

W r. 1773 Okraszewski wstępuje do służby królewskiej . Można przypuścić, że część jego podróży odbyła się na koszt Stanisława Augusta, który zgodnie z panującą modą chciał mieć gabinet mineralogiczny i łożył na kolekcję. Naszego gorliwego badacza "najskrytszych tajemnic natury" umieścił na swym dworze i w r. 1779 mianował kustoszem królewskich zbiorów historii naturalnej, czyli ówczesnego muzeum przyrodniczego. Zbeletryzowane wspomnienia Leona Potockiego, który zetknął się z Okraszewskim wiele lat później, przywołują obraz nieomal czarnoksiężnika, który nocami na zamku królewskim, w towarzystwie alchemika z Holandii i głośnego szarlatana Cagliostra (znanego choćby z powieści Aleksandra Dumasa ojca) mieszał nad kominkiem roztopione metale w tyglach i przywoływał zjawy. Uczniem, adeptem tych praktyk tajemnych miał być sam Stanisław August, niecierpliwie wyczekujący, czy z mieszaniny substancji uda się wyodrębnić złoto i podreperować królewską szkatułę. Możemy zrozumieć, że takie nadzieje wiązał król z Okraszewskim, ale rzeczywiste uzdolnienia i wiedza królewskiego kustosza dotyczyły mineralogii i chemii . Współczesne mu świadectwa ukazują go raczej jako rzetelnego fachowca i rozsądnego uczonego. Świadczy o tym choćby podręcznik, przygotowany dobrowolnie (bez umowy) na potrzeby Komisji Edukacji Narodowej. Przedstawiał zgodny z ówczesną wiedzą zakres nauki chemii i mineralogii, dostosowany do poziomu uczniów. W zakresie chemii reprezentował pogląd oparty na popularnej od 2 połowy XVII w. i wciąż obowiązującej teorii flogistonu, przyjmującej istnienie "materii ognia", zawartej w każdej palnej substancji i wydzielanej podczas spalania tych ciał. Odkrycia Antoniego Wawrzyńca Lavoisiera, związane z udziałem tlenu w procesie spalania nie zostały jeszcze ogłoszone; miało to nastąpić za parę lat, a rozpowszechnienie trwało wiele dłużej. Materiał podręcznika został ułożony w sposób przejrzysty. Choć nie został wprowadzony do programów szkolnych, doczekał się w blisko dwieście lat później wysokiej oceny specjalistów (Włodzimierza Hubickiego i Michaliny Dąbkowskiej), którzy umieli z ocalałych fragmentów zrekonstruować część podręcznika, przegryźć się przez gąszcz symboli alchemicznych, którymi posłużył się Okraszewski do zapisania w sposób przystępny i zgodny z ówczesnym stanem wiedzy reakcji chemicznych i symboli substancji, i docenili poziom podręcznika.

Innym dowodem na realizm pana Stanisława Samuela jest krótka rozprawka, napisana dla króla po francusku (najlepiej wtedy rozmawiało się z królami po francusku!) o kamieniu filozoficznym. Uważano, że kamień filozoficzny jest niezbędnym składnikiem reakcji, w której spodziewano się uzyskać złoto z pospolitszych metali. Okraszewski jednak starał się królowi wytłumaczyć, że samo pojęcie "kamień filozoficzny" jest bez sensu i nic takiego nie istnieje. Moglibyśmy pewnie dodać do tej kategorii nieistniejących bytów także perpetuum mobile i darmowy obiad, a nawet zwiększone nakłady na naukę polską.

Prawdziwą pasją naszego bohatera były jednak poszukiwania złóż minerałów. Dla tej pasji zaniedbywał nawet królewski zbiór osobliwości przyrodniczych. Badał możliwości uruchomienia zalanych wodą kopalni srebra i ołowiu w Olkuszu, owych słynnych "gór olkuskich", których otwarcia domagał się od stu lat każdy sejm i każdy sejmik. To były eksploatowane od średniowiecza kopalnie srebra i ołowiu; srebro wykorzystywały polskie mennice, jednak w XVII w. kopalnie uległy dewastacji, szyby zalała woda i zaprzestano wydobycia. Stuletnia prawie przerwa w działalności mennicy i zapaść monetarna kraju ogromnie doskwierała obywatelom, którzy spodziewali się, że złoża srebra są znaczne i wystarczy jedynie uruchomić kopalnię, by kraj zapełnić dobrą monetą i wydobyć z finansowego chaosu. Okraszewski przygotował plan osuszenia kopalni, z czasem sprowadzał maszyny hydrauliczne dla osuszenia zatopionych szybów i eksperymentował z metodami osuszania poprzez niwelację gruntu.

Popierał poszukiwania innego królewskiego eksperta, Filipa Carosiego, który szukał soli w rejonie Krzeszowic. Starodawne kopalnie w Wieliczce i Bochni znalazły się w zaborze austriackim i pilnie poszukiwano innych złóż i sposobów uzyskiwania soli. Myślano o eksploatacji solanek w Busku czy w innych miejscach, gdzie występowała słona woda; o poszukiwaniach pod Krakowem, licząc, że złoża soli mogą znajdować się w tym bliskim Wieliczce rejonie. Rozważny i kompetentny Okraszewski gorąco odradzał królowi współpracę z Ferdynandem Harrschem, austriackim radcą górniczym, który chciał sprzedawać królowi sekrety produkcji stali i obiecywał dokonać wielu wynalazków, o ile wcześniej otrzyma wsparcie finansowe. Sekrety Harrscha okazały się znane specjalistom, a projektowane wynalazki miały zapewne wartość zbliżoną do ceny kota w worku. Sam Samuel też wizytował kopalnie i huty metali w podkieleckich miejscowościach, gdzie z dawien dawna biskupi krakowscy , przebogaci książęta kościoła, czerpali znaczne dochody z kuźnic i hamerni. Co więcej, doradzał powstałej w 1782 r Komisji Kruszcowej zajęcie się eksploatacją złóż miedzi w rejonie Miedzianej Góry koło Kielc, które wydzierżawiono w tym celu od biskupa krakowskiego.

Prozaiczne zainteresowania kopalnictwem i geologią zapewne nie pobudzały wyobraźni sponsorów, więc zainspirowany świeżym osiągnięciem braci Montgolfier, skonstruował Okraszewski balon napełniany wodorem i 14 lutego 1784 r. w Warszawie dokonał udanej próby wypuszczenia balonu. To był pierwszy pokaz balonu w Polsce; przyniósł wynalazcy złoty medal.

Kilkakrotnie uzupełniał nasz zamiłowany metalurg swą wiedzę za granicą . Jeździł do Saksonii, gdzie miał uzyskiwać jakieś poufne informacje gospodarcze (czyżby ówczesny wywiad gospodarczy?), a w r. 1788 został skierowany przez Komisję Skarbu Koronnego na studia do Akademii Górniczej do Bańskiej Szczawnicy, wówczas należącej do Węgier. Miał tam nauczyć się metod pozyskiwania srebra i złota z rud, metodą amalgamacji. Dobrym chęciom i nadziejom Komisji nie towarzyszyło wsparcie finansowe (skąd my to znamy!!!) i Okraszewski wrócił wcześniej, niż zamierzał, po prostu z powodu braku pieniędzy, albowiem nawet przyznane stypendium nie zostało w porę wypłacone. Po powrocie przedstawił w 1792 r. raport z przeprowadzonej lustracji hut żelaza i zaproponował swoją kandydaturę na stanowisko "rządcy krajowych fabryk żelaza". Stanowiska takiego nie otrzymał; został wprawdzie generalnym probierzem mennicy, ale za to Skarb Koronny upadającego i walczącego kraju przestał mu wypłacać pobory.

Mizerny był bilans wieloletnich trudów. Nie dorobił się na służbie króla i Rzeczypospolitej. Włączył się jeszcze do powstania kościuszkowskiego, służąc swą wiedzą przy produkcji prochu. Po upadku powstania i kraju prosił króla, by za zaległe pobory mógł otrzymać królewski gabinet mineralogiczny. Nie dostał zaległych wypłat i musiał sprzedać swój własny gabinet chemiczny oraz bibliotekę, by jakoś utrzymać rodzinę w maleńkim mająteczku Marcelin pod Warszawą. Próbował pomóc mu znajomy z Saksonii, wykładowca z Freibergu A. G. Werner, i zaproponował posadę u króla Hiszpanii, który poszukiwał specjalistów metalurgów i mineralogów, gotowych nająć się do pracy w kopalniach srebra i złota w Chile oraz Peru. Miałby znów szukać złota i srebra dla króla, tym razem króla Hiszpanii, no i bez pomocy magii czy alchemii. Ale już nie czuł się na siłach. Przekroczył pięćdziesiąt lat, może nawet bliżej mu było do sześćdziesiątki. Miał rodzinę, nie chciał ryzykować dalekiej i niebezpiecznej podróży na drugi koniec świata. Został guwernerem u miłośnika nauk przyrodniczych Michała Potulickiego, potem u innych.

Syn Stanisława Samuela, również Stanisław, literat, też żył z guwernerki, uczył dzieci Sapiehów. Córka wyszła za mąż, została panią Ratyńską. I jak trudno było ustalić początek życia Stanisława Samuela, tak niejasno i tajemniczo rysuje się schyłek jego żywota. Według wspomnień syna zmarł w 1817 r., w domu córki koło Pułtuska. Ale Leon Potocki wspominał, że widział go w 1824 r. w Świsłoczy, majątku Tyszkiewiczów, gdzie na poły zdziecinniały, w granatowym surducie i czerwonej krymce, spod której wymykały się siwe włosy, snuł wspomnienia o swych doświadczeniach alchemicznych na zamku królewskim. Nie wiemy, czy to rzetelna relacja świadka, czy raczej literacka fantazja Potockiego uwieczniła obraz na poły Fausta, na poły piekielnego starucha, który oferował zebranym w towarzystwie damom eliksir młodości, kawalerom środek na wzajemność w miłości, a niespełnionym matkom urzeczywistnienie ich pragnień. Pobożne dusze żegnały się ukradkiem, słysząc jego bluźnierstwa, a na pomoc dramatyzującemu scenę gawędziarzowi przybywał podmuch wiatru, gasząc świece w salonie. Tyle wiemy o bogatym życiu jednego z pierwszych polskich uczonych i technologów, rzetelnego i wytrwałego pioniera myśli technicznej.

Maria Czeppe (na podstawie m.in. artykułu w Polskim Słowniku Biograficznym, autorstwa Kazimierza Sarneckiego)
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach